wtorek, 20 sierpnia 2019

"KochAna. W pułapce anoreksji i bulimii" Marta Motyl

Tytuł: KochAna. W pułapce anoreksji i bulimii
Autor: Marta Motyl
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 206
Ocena: 6/6




Jestem chora na wieczny niedosyt miłości. Nie chcę pokarmu, chcę zjadać miłość.







Lubię książki o zaburzeniach odżywiania i już kilka ich przeczytałam. Wynika to z kilku spraw - sama mam za sobą walkę z bulimią i jestem studentką psychologii, a wiążąc jedno z drugim to chciałabym zostać psychodietetykiem. Dlatego natrafiając na książkę Marty Motyl pt. KochAna. W pułapce anoreksji i bulimii od razu zabrałam się za jej czytanie. 
"KochAna" to zapis walki z anoreksją młodej studentki ASP, dla której choroba stała się pretekstem do poszukiwań własnego „ja”. Wyobraź sobie krainę, której mieszkańcy są anorektycznie szczupli. Ograniczają jedzenie do minimum. Kiedy jednak patrzą w lustra, widzą nie blade twarze, ogromne oczy, wystające żebra, patykowate nogi, ale ciała nabrzmiałe tłuszczem. Ważą się kilka razy dziennie, by się upewnić, że nie przytyli. Wymiotują zbędnymi kaloriami i niechcianymi emocjami. To kraina, w której Ana (anoreksja) i Mia (bulimia) roztaczają paranoiczny czar. Kolejne Alicje poddają się ich panowaniu, by uzyskać wrażenie lekkości i przetestować siłę swojego charakteru. Ich niedożywione ciała się buntują, ale one nie odpuszczają. Stają się adeptkami magii znikania. Odbyłam podobną wędrówkę. Niczym Alicja (bohaterka i narratorka książki) odkrywałam Krainę Czarów, aż zamieniła się ona w Krainę Złudzeń. Wtedy zawróciłam i dzięki temu uniknęłam choroby. Przeżycia, których doświadczyłam, stały się inspiracją do napisania tej książki.                                                                           ze wstępu autorki

KochAna. W pułapce anoreksji i bulimii to książka fabularyzowana o młodej kobiecie w sidłach bulimii i anoreksji, ale opis jej doświadczeń opiera się na przeżyciach samej autorki i to naprawdę widać. Żadna książka o zburzeniach odżywiania nie wywołała u mnie tyle emocji co ten tytuł. Momentami miałam wrażenie, jakbym czytała o sobie w okresie swojego zmagania się z chorobą. Z racji, że narracja jest pierwszoosobowa to w KochAnej jeszcze lepiej są pokazane myśli i odczucia chorej bohaterki czy cała walka z potworami. Wszystko napisane w sposób bardzo realistyczny, język jest taki zwykły, codzienny, ale nie prostacki. Bohaterowie są naprawdę pełnokrwiści, prawdziwi… Główna bohaterka – studentka wcale nie zachowuje się jak trzpiotowata nastolatka, a rodzice są prawdziwi, normalni, a nie wykreowani na głupich i niedouczonych. A myśli i spostrzeżenia tak realistyczne, że zaraz po przeczytaniu książki zaczęłam płakać (ku wielkiemu zdumieniu mojego partnera), bo tak bardzo sobie przypomniałam, co wtedy odczuwałam. Dawno nie miałam takiego kaca książkowego.
Czy naprawdę należy doprowadzić się na skraj wyczerpania, by ktoś zauważył, że nie poradzisz sobie sama, pochylił się nad tobą, spróbował cię zrozumieć, zamiast oskarżać?
KochAna. W pułapce anoreksji i bulimii to książka zdecydowanie warta przeczytania i polecenia. Uwrażliwia na zaburzenia odżywiania, na niuansiki wysyłane przez chorych, a przede wszystkim na emocje i odczucia ludzi ludzi z tymi schorzeniami. Pozycja pokazuje do czego mogą doprowadzić wychodzone modelki, powtarzane przez najbliższych (bardzo często mimochodem i nieświadomie czy z troski) komentarze w stylu: pączusiu czy mogłabyś zrzucić kilka kilo albo jak ty wyglądasz. Jest to pozycja nie tylko dla psychologów (już z tytułem czy w trakcie zdobywania – nieważne), ale przede wszystkim dla tych, którzy chleliby zobaczyć co siedzi w głowie osób z zaburzeniami odżywiania. KochAna wzbudziła we mnie naprawdę sporo emocji i zapewne zostanie w głowie naprawdę na bardzo długo. Zdecydowanie polecam i polecać będę pełna nadziei, że wielu osobom otworzy oczy. Warto, warto, warto… KochAna pokazuje, że waga czy problemy z jedzeniem to tak naprawdę wierzchołek góry lodowej, jaką są zaburzenia odżywiania. Pokazuje, że problem tkwi o wiele głębiej oraz to, że nie jest problemem niejedzenie albo wymioty. Cytując autorkę: Wymiotują zbędnymi kaloriami i niechcianymi emocjami.
Myślę o ciele, które jest takie biedne, nadal przeze mnie nieakceptowane. rozmyślam o tym, co się z nim działo, jak poniewierałam nim ja i jak poniewierali nim inni, jak było wykorzystywane. Pole dla eksperymentów na sobie. moje dobre, niewinne ciało. Splugawione.

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

"Agatha Raisin i zakopana ogrodniczka" M. C. Beaton

Tytuł: Agatha Raisin i zakopana ogrodniczka
Autor: M. C. Beaton
Cykl: Agatha Raisin
Tom: trzeci
Wydawnictwo: Storytel
Długość: 5 godz. 19 min.
Czyta: Paulina Holtz
Ocena: 3.5/6


Pani Agacie Raisin, zamieszkałej (...), zostawiłam pięć tysięcy funtów na leczenie otyłości wieku średniego w renomowanym ośrodku.




Serię o Agacie Raisin polubiłam już od samego początku, od pierwszej części, więc z wielką przyjemnością sięgam po kolejne tomy tego cyklu. Szczególnie, że wyjątkowo polubiłam główną bohaterkę cyklu, a czas spędzony z książkami M. C. Beaton zawsze poprawi nastrój – nawet minimalnie. Za mną już pierwsze dwie części, przyszedł więc czas i na trzecią pt. Agatha Raisin i zakopana ogrodniczka
Nikomu nie życz śmierci - tej zasady trzyma się Agatha po powrocie do przytulnego Carsely. Okazuje się jednak, że w czasie nieobecności pojawiła się nowa mieszkanka, która stała się obiektem adoracji przystojnego sąsiada, Jamesa Laceya. Piękna Mary Fortune jest utalentowana w każdej dziedzinie, a zwłaszcza w ogrodnictwie. Natomiast Agatha jest w sprawach ogrodniczych całkowitą dyletantką. Gdy zatem zbliża się dzień otwarcia ogrodów dla publiczności, Agatha zaczyna marzyć o spektakularnym morderstwie, które odwróciłoby uwagę Jamesa od Mary. I te marzenia się spełniają…                                                                         opis wydawcy
Agatha Raisin i zakopana ogrodniczka to kolejna powieść autorstwa M. C. Beaton, z którą miałam przyjemność się zapoznać. Po raz kolejny w formie audiobooka w interpretacji Pauliny Holtz, z czego cieszę się niezmiernie. Po raz kolejny autorka zafundowała naprawdę przednią zabawę. Styl i język autorki są bardzo lekkie i przyjemne w odbiorze, idealnie wypasujące się w klimat komedii kryminalnej. Niesztampowa, charakterystyczna i ciekawa postać głównej bohaterki – Aghaty, którą naprawdę polubiłam. Energiczna i pomysłowa kobieta po pięćdziesiątce, która ma mnóstwo szalonych pomysłów. Kobieta, która wychodzi poza schematy i jest postacią zdecydowanie barwną i dobrze wykreowaną. Samo Carsley jako angielska prowincja także mi się bardzo spodobało, w szczególności, że w Wielkiej Brytanii zakochałam się już dobre kilka lat temu. Wyjątkowo sympatyczne, małe, angielskie miasteczko. 

Agatha Raisin i zakopana ogrodniczka to po raz kolejny przezabawny pomysł na fabułę. Niezwykle ciekawe wykorzystanie tematu ogrodów oraz konkursu związanego właśnie z ogrodnictwem – zdecydowanie coś innego i ciekawego, zwłaszcza, że naprawdę lubię roślinność i przebywanie na łonie natury. Sam pomysł jest dość dobrze wykorzystany, akcja toczy się dość szybko, a dowcip sytuacyjny jest przedni. Szkoda tylko, że sam wątek kryminalny i zbrodnia pojawiają się dopiero mniej więcej w połowie (i tak niezbyt długiej) książki… W końcu jest to komedia kryminalna, a odniosłam wrażenie, że zbrodnia i inne tego typu mroczne klimaty są bardzo mocno w tle, co nie do końca mnie zadowala. Wszystko razem tworzy bardziej coś w deseń powieści obyczajowej, a nie kryminalnej. No szkoda… 

Agatha Raisin i zakopana ogrodniczka w moim odczuciu jest pozycją słabszą od swoich poprzedniczek, ale jednak nie zmienia to faktu, że zdecydowanie się ubawiłam podczas odsłuchiwania tej pozycji. Świetna interpretacja Pauliny Holtz, której głos naprawdę lubię. Fakt, że w moim odczuciu jest to pozycja słabsza nie zmienia faktu, że warto sięgnąć po tę serię, która jest przezabawna. Wydaje mi się, że spokojnie można się połapać o co chodzi w książce nie znając poprzednich części, ale jednak warto zacząć od początku. Osobiście już się zabrałam za kontynuację, bo jestem ciekawa kolejnych przygód Agathy, więc niebawem kolejne recenzje tej serii. 

środa, 14 sierpnia 2019

"Karaluchy" Jo Nesbø

Tytuł: Karaluchy
Autor: Jo Nesbø
Cykl: Harry Hole
Tom: drugi
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 320
Ocena: 4.5/6



Wszyscy ludzie w głębi duszy są hedonistami. Tylko niektórym potrzeba więcej czasu, żeby to do nich dotarło.





Polubiłam książki Jo Nesbø od samego początku, jednak czytałam je dość chaotycznie i nie po kolei. Postanowiłam to zmienić i zabrałam się za czytanie według kolejności. Pierwszy tom z cyklu o Harry’m Hole pt. Człowiek nietoperz już za mną, więc sięgnęłam po część kolejną zatytułowaną Karaluchy.

W domu publicznym w stolicy Tajlandii znaleziono ciało norweskiego ambasadora. W Oslo pospiesznie tworzony jest plan uniknięcia skandalu. Policjant Harry Hole wsiada do samolotu skacowany z zastrzykami witaminy B12 i wkrótce zaczyna krążyć po zaułkach Bangkoku: wśród świątyń, palarni opium, dziecięcych prostytutek i barów go-go. Odkrywa, że w tej sprawie chodzi o coś więcej niż o morderstwo: za ścianami pełza coś, co nie znosi dziennego światła…
                                                                       opis wydawcy

Karaluchy czekały na mojej półce już dość długo – sporo czasu minęło zanim się zabrałam za tę książkę, ale również trochę wody w Wiśle upłynęło zanim ją zrecenzowałam. Ale to dobrze, bo znowu zdążyłam zatęsknić za twórczością Nesbø. Muszę przyznać, że akcja toczy się dość dobrym tempem, odpowiednio dostosowanym do rodzaju literackiego – nie ciągnie się, ani nie gna za szybko. Przede wszystkim rozkręca się już od samego początku – nie trzeba czekać w nieskończoność. Już od pierwszych stron i rozdziałów można się naprawdę wciągnąć w lekturę – w przeciwieństwie do poprzedniczki pt. Człowiek-nietoperz, bo tutaj był z tym trochę problem. Wciągnąć się można, owszem. No i sam Harry Hole, który jest postacią niezwykle ciekawą, barwną i zdecydowanie niesztampową. Nesbø potrafi porządnie wykreować bohaterów – nie tylko tego pierwszoplanowego, ale również tych grających drugie skrzypce. Brudny Bangkok, domu publiczne, opium i bary go-go – wszystko razem wraz z postacią Harry’ego i stylem autora tworzy autentycznie mroczną i ciekawą historię. Nie jest to arcydzieło i książka, która powali na kolana długo zostając w pamięci, ale jednak czyta się naprawdę dobrze.
Zapewne trzeba być policjantem, by twierdzić, że człowiek znaleziony z wbitym w plecy nożem, którego ostrze weszło z lewej strony tuż przy kręgosłupie, przebiło lewe płuco i dotarło do serca, został "prawdopodobnie" zamordowany.

Karaluchy to druga część Harry’m Hole i, w moim odczuciu, ciekawsza od swojej poprzedniczki. To kryminał zdecydowanie mroczny, a ponadto dotykający dość ciężkich tematów. Osobiście mogę zdecydowanie polecić tę książkę, a ja już nie mogę się doczekać kolejnych tomów, bo naprawdę się zdążyłam stęsknić za Jo Nesbø. Ja już zabieram się za następne pozycje, a kto nie czytał jeszcze nic autora – koniecznie warto to nadrobić!

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

"Złota klatka" Camilla Läckberg

Tytuł: Złota klatka
Autor: Camilla Läckberg
Cykl: Faye
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 400
Ocena: 2/6

Bo tak postępują kobiety. Kierują gniew do środka, zwracają go przeciwko samym sobie. (...) Kobieta bierze na siebie, tuszuje, dba o relacje z innymi, przesłaniając własną dumę i szkodząc sobie aż do zatracenia.



Twórczość Läckberg polubiłam już od pierwszego tomu sagi o Fjällbace, dlatego bardzo ucieszyłam się na wieść o wydaniu przez autorkę nowej książki. Co ciekawsze miał to być pierwszy tom nowej serii w wykonaniu Camilli, co wyjątkowo mnie zaciekawiło. Właśnie tak weszłam w posiadanie woluminu pt. Złota klatka, za którego czytanie zabrałam się niewiele później i równie szybko dotarłam do końca lektury. 

Inteligentna i piękna Faye ma wszystko – wspaniałego męża, ukochaną córeczkę i luksusowy apartament w najlepszej dzielnicy Sztokholmu. Jednak pozory mogą mylić... Jej idealne życie to w rzeczywistości desperackie próby zadowolenia Jacka. Dręczona przez mroczne wspomnienia z Fjällbacki, Faye coraz częściej czuje się jak zamknięta w złotej klatce. Nie może pozbyć się wrażenia, że poświęciła swoje ambicje na rzecz mężczyzny, który coraz bardziej się od niej oddala. Kiedy Jack i ich córka Julienne nie wracają z rejsu łodzią, a policja dostrzega w mieszkaniu kałużę krwi, podejrzenie szybko spada na męża Faye. Co przed nią ukrywa? Czy zabił własną córkę? Nic w życiu Faye nie będzie już takie, jak do tej pory.
                                                       opis wydawcy 

Złota klatka to książka, do której nie trzeba było mnie długo namawiać. Lubię sagę o Fjällbace w wykonaniu autorki – w końcu to jej wielki sukces i przecież dzięki tej serii została okrzyknięta szwedzka królową kryminału. Dlatego tak byłam ciekawa co takiego pojawi się w nowej pozycji rozpoczynającej kolejny cykl autorstwa Läckberg. Zaczęłam czytać – niby język i styl pisarski w stylu Camilli, jest nawiązanie do Fjällbacki, jest ważny temat… Niby wszystko, co potrzebne, żeby stworzyć dobrą książkę. Nawet na okładce rzuca się w oczy napis thriller psychologiczny, jednak już kilka razy przekonałam się, że nie oznacza to niczego powalającego. No, ale tłumaczyłam sobie, że to w końcu Läckberg, więc musi być kawałek porządnej lektury. No cóż… Właśnie jednak nie musi. Brakowało w niej czegoś. Brakowało dopracowania bohaterów, brakowało dopieszczenia fabuły, brakowało intrygi i tempa akcji. A szkoda. Historia jest przewidywalna, bohaterowie mdli, akcja toczy się powoli, mało wydarzeń, fabuła niedopracowana. Nie tego się spodziewałam 

Poważnym problemem wielu osób jest to, że zrzucają swój smutek na innych. Chcą się nim dzielić. Myślą, że skoro mamy podobne DNA, to automatycznie powinno zasmucać nas to samo. Smutek ani rozpacz nie stają się łatwiejsze do udźwignięcia przez to, że je z kimś dzielimy, przeciwnie, stają się jeszcze cięższe.
Złota klatka zapowiadała się naprawdę dobrze, to książka, która naprawdę mogła być fenomenalną lekturą – znam w końcu możliwości autorki. Na plus jest nowa seria, ciekawym temat, wyjście poza schemat, jednak Camilla straciła w moich oczach (zakładam, że nie tylko w moich) nie wykorzystując swojego potencjału. Mogło by być lepiej,a trak jest tylko przeciętna książeczka, która zdecydowanie nie powala na kolana. Po prostu przeciętna, niczym nie wyróżniającym się lektura. Naprawdę szkoda… Chciałabym, naprawdę chciałabym dać wyższą ocenę, ale niestety nie mogę, bo pozycja naprawdę niczym się nie wyróżnia ani nie zachwyca. 

poniedziałek, 22 lipca 2019

"Toń" Anya Lipska





Tytuł: Toń
Autor: Anya Lipska
Cykl: Kiszka i Kershaw
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 395
Ocena: 3/6







Anya Lipska to pseudonim literacki Alison Turner, która urodziła się i wychowała w Anglii, jednak poślubiła Polaka pochodzącego z Łodzi. To właśnie dzięki współmałżonkowi zainteresowała się historią Polski, a w szczególności okresem Solidarności i pokoleniom Polaków mieszkających w Anglii. I właśnie to zawarła w swojej książce pt. Toń, którą zgarnęłam ze swojej biblioteczki.

Współczesny Londyn. Tamiza wyrzuciła na brzeg ciało młodej dziewczyny. Jedyną wskazówką mogącą pomóc w ustaleniu jej tożsamości jest tatuaż w kształcie serca. Kim jest i dlaczego zginęła? Janusz Kiszka i Natalie Kershaw ruszają w ślad za mordercą. On – znana postać wśród londyńskiej Polonii, chojrak i niespełniony intelektualista, z solidarnościową przeszłością. Ona – młoda i ambitna pani detektyw. I choć pochodzą z dwóch różnych światów, muszą zjednoczyć siły, żeby złapać mordercę. Londyn staje się areną śmiertelnej gry, której stawką jest ludzkie życie. Morderca czai się tuż za rogiem. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Czy jednak nie jest za późno, by ocalić kolejną dziewczynę?
                                                                      opis wydawcy

Książka pt. Toń stała w mojej biblioteczce już dość długo, do tego stopnia, że zupełnie nie mam pojęcia skąd ją zdobyłam – dostałam, kupiłam czy wygrałam. Serio – nie pamiętam. Ostatnio po ogarnięciu bałaganu w moim życiu jaki miał moje miejsce w ciągu ostatniego roku (pisałam trochę o tym tutaj) zaczęłam nadrabiać czytelnicze zaległości, szczególnie tych książek, które czekają na swoją kolej w mojej biblioteczce. Zaintrygowana opisem wybrałam Toń, jako lekturę do pociągu. Zawsze bardzo lubiłam książki, których akcja dzieje się w Londynie. Szczególną miłością do tego miasta zapałałam w wakacje po pierwszej klasie liceum, kiedy miałam 17 lat i do miasta czerwonych budek telefonicznych na obóz językowy. Pamiętam, że wtedy obiecałam sobie, że tam wrócę, ale na stopa. Minęło 9 lat, wciąż tego nie zrealizowałam, jednak miłością do Londynu wciąż pałam. Może to właśnie dlatego kupiłam tę książkę?

Zaczęłam czytać Toń znając już zarys fabuły z opisu. Wiedziałam, że będzie o Polakach na emigracji i byłam naprawdę ciekawa jak to zjawisko postrzega Angielka. Kryminał, Londyn, spojrzenie obcokrajowca na historię Polski – byłam naprawdę zaintrygowana. Zaczęłam czytać ze średnim zapałem, bo w końcu nie wiedziałam nic wcześniej o autorce i w sumie dobrze, że nie oczekiwałam zbyt wiele. Trup na brzegu Taimzy obiecywał coś ciekawego, ale jednak się przeliczyłam. Pomysł na fabułę – niezła. Pomysł na wspólne szukanie przestępcy przez Polaka na Obczyźnie i brytyjskiej policjantki – naprawdę fajny. Szkoda tylko, że akcja taka średnia. Były momenty, które mi się podobały (nie będę spojlerować), jednak jak dla mnie toczyła się zupełnie niemrawo, zupełnie nie jak kryminał. Pod względem języka czy stylu książka napisana naprawdę w porządku, jednak w moim odczuciu akcja była niedopracowana, toczyła się zupełnie nierówno – czasami w miarę dobrze, jednak w innych momentach zdecydowanie za wolno i zbyt niemrawo. 


Z książką pt. Toń spędziłam dość miło. Ciekawy pomysł, ciekawe spojrzenie, jednak w moim odczuciu książka nie do końca dopracowana. Zdecydowanie mogę polecić jako ciekawe czytadło z polskim wątkiem. Mogę polecić jako  spojrzenie nie-Polaka na Polaka w UK. Zasadniczo nie jest to książka dla naszych Rodaków, jednak zdecydowanie bardziej do mieszkańców Wysp. Czy mogę polecić? Jako czytadło ciekawe kulturowo – owszem. Jednak dobrego kryminału i intrygi w tym niewiele, a szkoda. Już podsumowując – książka bardzo przeciętna. Czytadło, w której obcokrajowiec zauważył historię Polski, szkoda tylko, że fabuła i akcja niedopracowane. Tto powieść z potencjałem i pomysłem, szkoda tylko, że nie do końca wykorzystanym. 

wtorek, 16 lipca 2019

W końcu spokój w życiu... (#HOM 2/2019)


W moim życiu w końcu zapadło trochę spokoju. 
W końcu... po tylu miesiącach różnych zmagań. 
Działo się naprawdę dużo - przeprowadzka, perturbacje związane z pracą i różnymi relacjami. Teraz w końcu spokój. Zdecydowanie dzieje się dobrze, naprawdę dobrze. 
Wręcz idylla, zwłaszcza w porównaniu do tego co się działo... 


Przebudzenie
Farben Lehre

Zespół znam już od dawna.
Ostatnio odkryłam jedną z nowszych płyt i się zakochałam.

W kalejdoskopie widok się zmienia
Spełniają się skryte marzenia
Nadejdzie cisza… po burzy
Spokój zamieszka w mojej duszy


Donośność działa
Piotr Cugowski

Uwielbiam głos Piotra Cugowskiego <3
Jak odkryłam tą piosenkę - przepadłam.


Jedyne co mam
Czerwony tulipan

Zespół Czerwony Tulipan to zdecydowanie moje odkrycie ostatnich miesięcy.
Na piosenkę Jedyne co mam natrafiłam w momencie, kiedy zostałam zraniona i w pewnym sensie wykorzystana. Wtedy bardzo mi pomogła....

Miałam myśli spokojne
Lecz ktoś wywołał w nich wojnę
Co mam zrobić teraz, jak żyć
Jak teraz żyć



Sen bez snu
Stare dobre małżeństwo

Stare dobre małżeństwo to zespół, który kocham od lat.
Szczególnie mocno lubię połączenie rysowania i SDM-u. 
Nawet byłam w maju na ich koncercie. 

I nie ma metafizyki w tę noc 
Jest tylko tępy ból istnienia 


Opowieść pewnego emigranta
Jacek Kaczmarski

Od kilku miesięcy nieustannie w moich głośnikach.
Jeszcze chwila, a nauczę się na pamięć



Gam Gam
Marnik & Smack 

Piosenkę po raz pierwszy usłyszałam w pracy i całkiem miło się przy niej pracowało. Energiczna piosenka, łatwo wpada w ucho, więc i praca na kuchni idzie przyjemniej. 
Dopiero później jedna z koleżanek uświadomiła nas co do tej piosenki.
Jest ona napisana na podstawie Psalmu 23 i jest to hymn dzieci żydowskich w Auschwitz.



Zmartwychwstaniemy
Dr Misio

Jednym ze zdecydowanych odkryć jest Dr Misio, czyli zespół, który został założony z inicjatywy  Arkadiusza Jakubika. Szczególnie ich najnowsza płyta pt. Zmartwychwstaniemy. Jest i więc piosenka o tym samym tytule.



Zamroziłem swoje serce
Marcin Styczeń

Miłości do twórczości Marcina Stycznia ciąg dalszy <3
Kocham całym sercem <3

Co znacie?
Co lubicie?
Co polecacie na urozmaicenie playlisty?

Pozdrawiam
Asia


wtorek, 9 lipca 2019

"Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza" Adam Kay

Tytuł: Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza
Autor: Adam Kay
Wydawnictwo: Insignis
Ilość stron: 312
Ocena: 5.5/6


Elementarna znajomość psychologii (i odrobina zdrowego rozsądku) nakazywałaby jednak raz na jakiś czas nagrodzić lub przynajmniej pochwalić swoich podwładnych, choćby tylko po to, by zmotywować ich do jeszcze lepszej pracy.





Mój tato jest lekarzem, więc od dziecka w jego opowieściach przewijało się mnóstwo opowieści związanych z jego pracy – ze szpitala, z przygodni, z karetki. Opowieści o stwierdzaniu zgonu mężczyzny, który powiesił się w stodole albo proboszcza sąsiedniej parafii, który zmarł we śnie. Opowieści o 36-godzinnym dniu pracy, nauce do specjalizacji po 24-godzinnych dyżurach czy telefonach pacjentów o każdej porze dnia i nocy (dosłownie). Zupełnie nie pamiętam mojego Taty bez podkrążonych oczu. Właśnie dlatego byłam ciekawa książki Adama Kay’a pt. Będzie bolało. Tym bardziej mnie ciekawiła z racji tego, że jest to książka oparta na jego własnych doświadczeniach, ale też byłam ciekawa jak wygląda służba zdrowia i edukacja w tym kierunku w Wielkiej Brytanii, skąd pochodzi autor. 
Witaj w świecie 97-godzinnych tygodni pracy. W świecie decyzji o życiu i śmierci. W świecie nieustannego tsunami płynów ustrojowych. W świecie, w którym zarabiasz dziennie mniej niż szpitalny parkometr. Pożegnaj się z przyjaciółmi i bliskimi związkami… Witaj w świecie lekarza stażysty.

Spisana potajemnie po niekończących się dyżurach, bezsennych nocach i pracujących weekendach książka komika i byłego stażysty Adama Kaya to dotkliwie szczery opis czasu, który spędził na linii frontu brytyjskiej służby zdrowia. Na zmianę zabawne, przerażające i wzruszające zapiski omawiają wszystko, co chcieliście wiedzieć – i sporo rzeczy, o których wolelibyście nie wiedzieć – o życiu lekarzy na oddziale i poza nim. Uwaga, lektura może pozostawić blizny.
                                                                              opis Wydawcy
Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza jest książką w chyba mojej ulubionej formie – w postaci dziennika. Bardzo lubię pierwszoosobową narrację, a w formie pamiętnika – szczególnie. Książka opowiada o wszystkich urokach życia lekarza, szczególnie młodego – 24-godzinnych (i dłuższych) dyżurach w szpitalu za najniższą krajową, o dziwnych, przerażających czy zabawnych sytuacjach związanych z pacjentami (np. wymaganie wypisu ze szpitala o 3 w nocy), o dylematach moralnych lekarzy czy o ich życiu towarzyskim (a w zasadzie jego braku. W tym wszystkim naprawdę widać, że jest to książka autobiograficzna – wszystko jest opisane w sposób naprawdę autentyczny i wiarygodny, ale jednocześnie naprawdę przezabawnie. Autor szanując prywatność swoich pacjentów – opisywał ich przypadkowymi inicjałami, a swoich znajomych i współpracowników – imiona lub nazwiska postaci z cyklu o Harry’m Potterze. Naprawdę ciekawy pomysł. Jak już wspominałam – pozycja napisana jest w naprawdę zabawny sposób, choć to lekko przerażające czytać o ciężkim porodzie z takim humorem. Książka jest napisana w naprawdę lekki sposób i myślę, że może trafić naprawdę do szerokiego grona. Jako dziecko lekarza, które od małego obserwuje to środowisko – potwierdzam, że to jest całkiem normalne, że zdarzają się takie rzeczy w praktyce lekarskiej. Jednak fajnie, że jest to opisane w sposób naprawdę autentyczny, nie wyolbrzymiający wydarzeń, ale jednak z dość sporym poczuciem humoru – a to wszystko jednak zrobione ze smakiem.
Według jednego z lekarskich przesądów nie należy nigdy mówić, że wasz dyżur jest „spokojny”. Tak samo jak nie należy mówić „powodzenia!” aktorowi tuż przed spektaklem czy „spierdalaj” Mike’owi Tysonowi.
Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza jest książką zdecydowanie wartą przeczytania. Jest to pozycja, która otwiera oczy, pokazuje prawdziwe, codzienne życie lekarzy, szczególnie tych młodych (potwierdzone wspomnieniami Taty i jego kolegów). Myślę, że jest to lektura dla wszystkich, zdecydowanie. Moim zdaniem każdy ją powinien przeczytać, szczególnie każdy kto uważa, że każdy lekarz to konował, patałach i łapówkarz. Ta książka pozwoli zobaczyć, jak wygląda cały etap tzw. dorabiania się, czyli wszystkie staże, praktyki i robienie specjalizacji. 
Nie jestem też pewien, skąd miałbym wziąć te dwie dodatkowe godziny dziennie- musiałbym albo porzucić moje niepoważne hobby, to znaczy sen, albo zrezygnować z czasochłonnych dojazdów do pracy i zamieszkać w szpitalnym schowku na szczotki.
Mam jeden apel – zanim nazwiesz swojego lekarza konowałem, niedouczonym patałachem czy zadufanym w sobie niewdzięcznikiem – pomyśl ile czasu ten człowiek poświęca czasu dla pacjentów, ile czasu poświęcił na swoją edukację . To, że lekarz się spóźnił, wcale nie oznacza, że zaspał czy zapił, ale na przykład ogarnia innego pacjenta, który jest w gorszym stanie. To, że lekarz jest opryskliwy, wcale nie oznacza, że jest skończonym chamem – może właśnie kończyć 36-godzinny dyżur i może być zwyczajnie wykończony. Z czym się wiąże łapówkarstwo? Chociażby z tym, że z tym kraju tyle samo się płaci kasjerowi w supermarkecie co  absolwentowi w medycyny przez pierwsze 10 lat po studiach. Odpowiedzialność za drugiego człowieka? Nieporównywalnie większa niż w supermarkecie, prawda? Koniecznie, przeczytaj tę książkę. Córka lekarza, która zna środowisko – mówię, że znam naprawdę wielu lekarzy, różnych specjalizacji. Każdy przeżył wiele – od samego dostania się na medycynę (wiem, jak trudno, bo sama próbowałam – te 90% na maturze), przez same studia (wykańczają człowieka), poprzez robienie specjalizacji. Prawda jest taka, że mając skończoną medycynę – przez pierwsze 10 lat jest się przysłowiowym przynieś, podaj, pozamiataj...

niedziela, 23 czerwca 2019

"Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie tylko" Leon Knabit OSB, Łukasz Wojtusik

Tytuł: Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie tylko
Autor: Leon Knabit OSB, Łukasz Wojtusik
Wydawnictwo: Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC
Ilość stron: 216
Ocena: 6/6



Cierpienie zawsze niszczy. Tym, co dźwiga, podnosi i wznosi ku górze, jest miłość.






Ojca Leona spotkałam kiedyś na targach książki, już nie pamiętam których (na któryś krakowskich? nie pamiętam). To właśnie wtedy wróciłam z jego dwiema książkami wraz z autografami, choć o jego twórczości słyszałam już zdecydowanie wcześniej. Po jakimś czasie, kiedy książki już trochę poczekały na swoją kolej - na pierwszy rzut poszła książka o tematyce umierania, czyli Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie tylko. 

Proszę ojca, chciałem się dowiedzieć, dlaczego umieramy, po co? Czy śmierć może być godna? Po co nam cierpienie? Co dzieje się, gdy dusza z ciała wyleciała? Co powiedzieć matce, która straciła dziecko? I co z samobójcami? Dlaczego śmierć lubi publiczność, dlaczego media grają śmiercią? Dlaczego wyrzuciliśmy śmierć za próg, nie trzymamy ciała zmarłej osoby w domu? Czy żałoba może być na pokaz? Dlaczego chrześcijanie nie cieszą się ze śmierci, przecież za moment z martwych powstaną? Co potem - niebo i aniołki? Ojciec boi się śmierci?
z materiałów wydawcy

Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie tylko to wywiad-rzeka, który z ojcem Leonem przeprowadził Łukasz Wojtusik zadając niełatwe pytania, ale jednocześnie nie zadając ich zbyt dużo i świetnie prowadzi rozmowę. Ojciec Leon wciąż w formie - sypie anegdotami, jednak nie zmienia to faktu, że emanuje od niego bardzo duża mądrość, wyczucie i radość. Widać to zarówno w spotkaniach z nich, ale przede wszystkim właśnie w książkach. 

Temat śmierci zdecydowanie nie należy do tematów łatwych i przyjemnych, jednak w moim odczuciu każdy z twórców spisał się w tej rozmowie naprawdę dobrze. Łukasz Wojtusik zadawał wyważone pytania, nie zarzucał ich gradem, bardzo interesująco prowadził rozmowę. Ojciec Leon odpowiadał, wyjaśniał zawiłości i meandry ludzkiej duszy. A wszystko okraszone naprawdę fenomenalnymi fotografiami Adama Golca (np. ta na okładce jest jego autorstwa). Książka skłania do refleksji, momentami bawi, a na pewno zapada w pamięci i warto mieć ją w domowej biblioteczce celem powrotu do niej w trudnej sytuacji. 


Jeśli nie znamy godziny śmierci, tym bardziej nie można marnować czasu na drobiazgi.

Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie tylko to naprawdę bardzo dobra książka. Naprawdę z ręką na sercu mogę ją polecić każdemu, szczególnie osobom, które same zmagają się ze stratą i mają o to żal do Boga. Myślę, to, może być idealny prezent właśnie dla takich osób, a także dla ludzi, którzy na co dzień zmagają się z tematem umierania - całego środowiska szpitalnego, opiekunów itp.

środa, 19 czerwca 2019

"Sweetbitter" Stephanie Danler





Tytuł: Sweetbitter
Autor: Stephanie Danler
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 400
Ocena: 1/6








Nowy Jork. Miasto żółtych taksówek, mnóstwa języków i kultur oraz dwóch zawalonych wież z 2001 roku. Miasto marzeń wielu ludzi, zwłaszcza tych młodych chcących zacząć nowe życie. Właśnie o takim nowym początku opowiada debiutancka książka autorstwa Stephanie Danler pt. Sweetbitter.

Smak, którego nie zapomnisz. 
Wyobraź sobie, że tak jak Tess masz dwadzieścia dwa lata i właśnie zamieszkałaś w Nowym Jorku. Dostałaś pracę w jednej z renomowanych restauracji. I zaczynasz wyjątkową, pobudzającą wszystkie zmysły lekcję życia... Najlepsze wina, ostrygi i koka. Mięsiste figi i trufle. Słodycz miłości i pożądania. Gorycz porażki i poniżenia. Wyrafinowany smak i żądza.
Ta powieść pozostawi cię bez tchu, ale zaostrzy twój apetyt…
                                        opis wydawcy


Sweetbitter to książka, która zaciekawiła mnie jako osobę lubiącą poznawać nowe rzeczy, lubiącą podróże oraz przez długi czas pracującą w gastronomii. Nie pracowałam co prawda jako kelnerka, ale w obsłudze klienta wśród jedzenia – swoje przepracowałam i historii z tego okresu mam naprawdę sporo. Gdy zaczęłam czytać książkę, jakoś nie poczułam specjalnie klimatu wielkiej metropolii, no ale no dobra – sama już dobre kilka lat mieszkam w dużych miastach, więc tego typu opisy mogą na mnie nie robić wrażenia. A może to autorka się nie postarała? Teraz jeszcze temat rzeczonego początku nowego życia w Nowym Jorku. Dwudziestokilkuletnia kobieta wyprowadza się od rodziców, zaczyna mieszkać z dala od nich, w wielkim mieście, które wydaje się być utopią i zaczyna pracować jako kelnerka w ekskluzywnej. Tfu, przepraszam, jako asystent kelnera. Musi zdobyć wiedzę o winach, nauczyć się rozróżniać ostrygi oraz zmierzyć się ze swoimi marzeniami składając serwetki i czyszcząc sztućce czy kieliszki. Widzi bogatych, stałych klientów pijących drogie wina i zazdrości im takiego życia. Wszystko w pędzie o swoje marzenia. W tym wszystkim widzę młodą, zagubioną kobietę, która szuka czegoś i chyba sam nie wie czego chce. Widzę pęd życia metropolii, zmęczenie. Jednak w tym wszystkim nie widzę niczego niezwykłego – codzienność setek młodych ludzi w naszym kraju, którzy w pędzie za marzeniami, na drodze do osiągania celu lądują w pracy w gastronomii. Jednemu trafi się knajpa z smażonymi kurczakami, innemu złote łuki, a innemu ekskluzywna restauracja z dziesiątkami win do wyboru. I spanie na materacu w studenckiej klitce. W moim odczuciu fabularnie książka nie zachwyca niczym. W ogóle nie ma czym się w niej zachwycać. Język i styl – prosty, wręcz banalny. Tak, zdarzają się wulgaryzmy, ale uwierzcie – w tej branży to najzupełniejsza norma. 


Sweetbitter to miała być książka o słodko-gorzkim życiu. Miała. Jednak okazała się dość marnie napisaną książką o pracy w restauracji. W dodatku praktycznie z żadną akcją czy fabułą, z kiepsko wykreowanymi postaciami (w tym także główną bohaterką). Jedyne co mi się w tej książce podobało to fakt, że prostota języka sprawiła, że przez książkę przeleciałam naprawdę szybko. Jako osoba, która mieszka na wynajmowanym w dużym mieście 10 lat i pracuje w gastronomii – widzę niewiele prawdziwego w tej książce. Serio. 

Zdecydowanie nie polecam książki Sweetbitter. Ani fabuły, ani akcji, ani ciekawych postaci, ani humoru. Nawet żadnego przesłania nie widzę. Ja wiem, że debiut, jednak nie oznacza to, że debiut musi być słaby. Ja jestem na nie. 


Dziękuję za egzemplarz recenzencki


czwartek, 13 czerwca 2019

Kolejny stosik (# 3/2019)

W moim życiu dzieje się naprawdę sporo w ostatnim czasie. 
Nawet nie wiem, kiedy minęło mi 4 miesiące mieszkania w Krakowie. 




Niedokończone życie
Dziecięce zabawy
zakupy z krakowskiego Dedalusa

Sweetbitter
egzemplarz recenzencki



Zły las
ze Świata książki

Kółko się pani urwało
Dziewczyna o czterech palcach
kupione z Mole Mole 

Kołysanka z Aushwitz
Złota klatka
Przyszło z Aros.pl

Znacie coś?
Co czytaliście?

piątek, 31 maja 2019

"Mock. Pojedynek" Marek Krajewski






Tytuł: Mock. Pojedynek
Autor: Marek Krajewski
Cykl: Eberhard Mock
Tom: ósmy
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 400
Ocena: 3/6





Twórczość Marka Krajewskiego uwielbiam od lat, więc za każdym razem z wielką niecierpliwością czekam na każdą nową premierę w jego wykonaniu. Oczywiście było tak również w przypadku jego najnowszej książki z Eberhardem Mockiem w roli głównej pt. Mock. Pojedynek.

Pierwszy krok w otchłań.
Breslau, 1905. Życie Eberharda Mocka – syna ubogiego szewca z Wałbrzycha – toczy się w murach uniwersytetu i w brudnych, wilgotnych zaułkach wielkiego miasta. Trawiony niedostatkiem i wzgardzony przez innych studentów, ukojenia szuka w studiowaniu dźwięcznych łacińskich kadencji, a rozrywki – w kuflu taniego piwa i w ramionach sprzedajnych dziewcząt.
Kiedy wydziałem filozoficznym wstrząsną kolejne samobójstwa wykładowców, a w jego życiu pojawi się tajemnicza rosyjska studentka, Mock przekona się, że zło może kryć się wszędzie – i pod podbitymi gronostajem togami profesorów, i w brudnych wychodkach plugawych dzielnic. Jeszcze nie wie, że wkracza na drogę, z której nie ma powrotu.
                                                      opis wydawcy

Ach ten Eberhard Mock... Postać cudowna i wspaniała; postać, którą naprawdę lubię, więc dlatego tak cieszyłam się na tę książkę. Z wielką nadzieją zaczęłam czytać tę pozycję i stopniowo ją chłonęłam. Muszę jednak przyznać, że brnąć w głąb lektury – coraz bardziej byłam rozczarowana pozycją. Dlaczego? Już pędzę z wyjaśnieniem. Mock. Pojedynek to kolejna książka, która odwołuje się do młodszych lat Eberharda Mocka, do tego okresu, co działo się z nim zaczął pracować dla policji. Coś mi gdzieś mignęło, że książka pt. Mock miała być pożegnaniem z Eberhardem, sam Marek Krajewski pożegnał się ze swoim bohaterem, a tu jednak pojawiły się kolejne pozycje właśnie z tą postacią. Mimo kilku tomów z młodości Mocka to jednak wciąż trudno mi wyobrazić sobie głównego bohatera jako młodziutkiego studenta, kiedy we wcześniejszych tomach poznałam go już jako statecznego pana detektywa. o ile np. Ludzkie zoo przypadło mi do gustu. tak Pojedynek naprawdę męczyłam. W moim odczuciu już pisane już trochę na siłę, tylko po to, żeby przedłużyć żywot Eberharda. Język i styl zdecydowanie charakterystyczny dla Marka Krajewskiego. przynajmniej tyle, że autor nie spuszcza z poziomu. Spodobało mi się również to, że niemieckie nazwy ulic zostały przetłumaczone w przypisach na dole strony, a nie z tyłu książki, co miało miejsce w np. Śmierci w Breslau. Co z tego skoro fabuła mi nie przypadła do gustu, a akcja  nie toczyła się zbyt żwawo.

Nadal bardzo lubię i cenię twórczość Marka Krajewskiego, zresztą tak jak kreowanych przez niego bohaterów. Jednak w całej sympatii do autora - moim zdaniem książka Mock. Pojedynek, wypada dość przeciętnie. Nie jest beznadziejna - nie zrozumcie mnie źle. Znam po prostu możliwości tego pisarza i wiem, że stać go na napisanie pozycji o wiele lepszej pod względem fabularnym. Aktualnie na półce czeka u mnie kolejna jego książka pt. Dziewczyna o czterech palcach. 


wtorek, 19 marca 2019

Pierwszy stosik w nowym mieście (# 2/2019)

W moim życiu ostatnio wydarzyło się naprawdę sporo.
Przeprowadzka z Wrocławia do Krakowa.
Później w Krakowie z dzielnicy na dzielnice zaledwie po miesiącu.
Dlatego nie miałam zbyt wiele czasu ani siły na czytanie.
Wiecie - pakowanie, życie na kartonach, przewożenie rzeczy, rozstanie z mieszkaniem, które przez ostatnie 4.5 roku było moim domem. 
Wiecie jak cudownie jest mieć dla siebie całe 2-pokojowie mieszkanie dla siebie? Zwłaszcza, że do 16 roku życia mieszkałam z Rodzicami, później w internacie, a następnie na stancjach, więc zawsze ktoś inny na mieszkaniu był. Teraz w końcu całe mieszkanie dla mnie <3
cudowności <3


Margaret w portowej kafejce
gracze
Błękitny chłopiec
Wspomnienia brudnego anioła
Pogranicze 
Sekta egoistów
kupione w jedynym krakowskim Dedalusie
taka nagroda za przetrwanie sesji i przeprowadzki

Zabójcza biel
już nie pamiętam gdzie kupiłam
wysokie prawdopodobieństwo, że na Aros.pl
w trakcie czytania

Miasto ślepców
książka przywłaszczona podczas przeprowadzki
Właściciel sprzedawał mieszkanaie i pozwolił zabrać kilka rzeczy;)

Do tego nowy czytnik e-booków.
Tym razem kupiony w pakiecie Legimi.
Stary czytnik wyzionął ducha, więc był pretekst. 
No i w końcu mam czytnik z podświetleniem.
No i z pakietem Legimi!

No i są kolejne woski zapachowe.

Co czytaliście?
Co znacie?

sobota, 16 marca 2019

"Miłość. I co dalej?" Tatiana Mindewicz-Puacz

Tytuł: Miłość. I co dalej?
Autor: Tatiana Mindewicz-Puacz
Wydawnictwo: Agora SA
Ilość stron: 240
Ocena: 4.5/6



Co ważniejsze, żeby być szczęśliwym z partnerem, trzeba najpierw umieć być szczęśliwym ze sobą. 






Tatiana Mindewicz-Puacz zdobyła sporą popularność dzięki byciu mentorką w programie Projekt Lady. Zaczęła się ona zwiększać, kiedy wydała swoją pierwszą książkę Luz. I tak nie będę idealna, którą wiele osób polubiło. Za jakiś czas później wydała kolejną pozycję, również dotyczącą relacji... Tym razem o tytule Miłość. I co dalej?, którą akurat sobie kupiłam będąc akurat w związku. 
Wydawałoby się, że jeśli chodzi o miłość... Najważniejsze to się zakochać, a potem wszystko stanie się samo, będziemy żyli długo i szczęśliwie. Dlaczego zatem tak wielu z nas, choć żyje we dwoje, czuje się samotnie? Czemu po jakimś czasie nasze rozmowy przeradzają się w bitwy? Skąd poczucie żalu i niezrozumienia w relacji z ukochaną osobą? Jak to się dzieje, że zamiast odczuwać radość dopada nas bezradność lub lęk?
Dwoje samotnych ludzi w związku nie jest zjawiskiem należącym do rzadkości. Oddalanie się od siebie nie następuje jednego dnia, zazwyczaj nie poprzedza go spektakularne wydarzenie. Pierwsze oznaki są prawie niezauważalne lub występują tylko u jednej osoby. Jak je rozpoznać? Co zrobić, żeby nie dopuścić do pogłębienia kryzysu? Jak zadbać o bliskość, pielęgnować intymność a przede wszystkim nauczyć się słuchać się wzajemnie z uważnością?
                                                                                opis wydawcy

Tatianę Mindewicz-Puacz polubiłam podczas oglądania TVN-owskiego programu, więc gdy zobaczyłam, że wydała swoją pierwszą książkę Luz. I tak nie będę idealna – od razu ją kupiłam i bardzo mi się spodobała. Dlatego, gdy zobaczyłam na półkach księgarń jej kolejną pozycję - Miłość. I co dalej? - od razu ją kupiłam i zabrałam się za czytanie. Tym bardziej, że sama byłam wtedy związku (i to niełatwym i nietypowym – z 26-letnią różnicą wieku). Już od samego początku lektury zauważyłam podobieństwo stylu autorki względem jej poprzedniej książki. Autorka pisze w sposób zrozumiały, bazuje na prawdziwych osobach i ich związkowych historiach, co zdecydowanie odbiór. W moim odczuciu jest to książka skierowana zdecydowanie do kobiet, ponieważ autorka w dużej mierze odnosi się do naszych, kobiecych potrzeb. Zasadniczo jest to książka mówiąca o związkach, o samotności w relacji, o walkach między dwójką kochających się ludzi, jednak w moim odczuciu jest to książka dla kobiet pozostających w doświadczonych związkach – kilka-kilkanaście lat związku, z czego sporo z nich spędzonych w jednym mieszkaniu, w tym m.in. na wychowaniu potomstwa. Dla tych związków, które mają już jakieś wspólne zobowiązania. Dla tych związków, w których coś nie gra i zdecydowanie nie jest to kwestia początkowego niedotarcia się. 
Znaczenia miłości ojca do córki nie da się przecenić, ale mądra miłość to także pokazywanie dziewczynce świata. Uczenie stawiania własnych granic i szacunku do granic innych ludzi. A także uświadomienie, że żaden mężczyzna nie będzie w stanie kochać jej taką miłością, jaką kocha ją tata.
Miłość. I co dalej? W moim odczuciu jest gorsza niż Luz. I tak nie będę idealna, ale może to wynikać z tego, że ta dzisiejsza zdecydowanie mniej mnie dotyczy. Jest to po prostu lektura do węższego grona odbiorców, ale parom (szczególnie kobietom), których długoletnie związki przechodzą kryzys – zdecydowanie mogę polecić. Jednak takie osoby jak ja (chwilowo samotne, z najdłuższym związkiem ponad 2 lata) i tak mogą wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość. 
W miłości zawsze jest ryzyko, że zostaniemy zranieni, ale strach przed tym, nie zmniejsza tego ryzyka ani trochę. Kiedy ktoś odchodzi lub nadużywa naszego zaufania, nie tracimy na stałe zdolności kochania.
moim zdaniem najważniejszy cytat z tej książki 

poniedziałek, 18 lutego 2019

"Agatha Raisin i wredny weterynarz" M.C. Beaton

Tytuł: Agatha Raisin i wredny weterynarz
Autor: M.C. Beaton
Cykl: Agatha Raisin
Tom: drugi
Wydawnictwo: Storytel
Długość: 6 godz. 21 min.
Czyta: Paulina Holtz
Ocena: 4.5/6




Seria z Aghatą Raisin od pierwszego tomu przypadła mi do gustu, więc nie czekając długo zabrałam się za drugą część cyklu autorstwa M.C. Beaton – również w formie audiobooka w interpretacji Pauliny Holtz. Ten wykupiony pakiet Storytela jednak motywuje do audiobooków i dale wiele możliwości. 
Agatha wciąż jeszcze nie przywykła do spokojnego życia na wsi. W dodatku przystojny sąsiad, James Lacey, pozostaje nieczuły na jej wdzięki. Na szczęście do miasteczka przybywa młody i bardzo atrakcyjny weterynarz. Aby nawiązać z nim kontakt, bohaterka zabiera swojego małego, choć zupełnie zdrowego kotka na kompleksowe badania. Ponieważ jednak doktor pada martwy, Agacie pozostaje James. Próbuje go zatem przekonać, że zabawa w detektywa daje sporo satysfakcji. A co, jeśli budzi także instynkt mordercy?
                                                                      opis wydawcy

Agatha Raisin i wredny weterynarz jest drugą częścią serii autorstwa M.C. Beaton, w którym występuje współczesna panna Murple, co z dumą jest napisane na okładce. Kolejna równie niedługa i kolejna równie sympatyczna i zabawna. Słuchałam jej w ferworze sprzątania, złamanej ręki mojej Mamy i własnej przeprowadzki, co sprawiło, że w tym wszystkim choć na chwilę się uśmiechnęłam. Nową postacią w serii jest tytułowy wredny weterynarz, który wzbudza zachwyt większości kobiet w wiosce, również Aghaty. A ona, jak to ona – musiała wpakować się w tarapaty i przygody, tak żeby nie było zbyt nudno w tym wiejskim życiu. Książka – jak poprzedniczka – bardzo lekka i przyjemna w odbiorze. Napisana w sposób naprawdę leciutki, z dużą dawką humoru, lekkości pióra. Choć książka niedługa – nie zabrakło w niej przygód głównej bohaterki i jej sercowych rozterek. Intrygi mogłoby być trochę więcej, ale obstawiam, że mogłoby się to odbić na humorze. Wciąż zauważam dziwne podobieństwo do książek Alka Rogozińskiego. Ta sama lektorka, podobne kreowanie bohaterów (szczególnie głównych postaci), no i podobny, lekki humor. 

Jak się ma historia o wrednym weterynarzu do swoje poprzedniczki Agatha Raisin i ciasto śmierci? Porównywalnie. Nie jest to książka bardzo wysokich lotów, ale po prostu przyjemna, miła i lekka lektura, która zdecydowanie poprawić humor. Fakt, nie ma misternie dopracowanej intrygi, mnóstwa wątków i kryminalnych zagwozdek. Jednak jest bardzo dobra równowaga między intrygą a humorem, za co wielkie brawa.  Czy mogę polecić? Zdecydowanie, zwłaszcza jako kontynuację, ale myślę, że poznając bez pierwszej części – i tak będzie się można połapać o co chodzi. Osobiście z chęcią sięgnę po kolejne książki z Agatha Raisin w roli głównej. 

poniedziałek, 11 lutego 2019

"W obcej skórze" Sarah Hilary

Tytuł: W obcej skórze
Autor: Sarah Hilary
Cykl: inspektor Marnie Rome
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 544
Ocena: 3/6



To niesamowite, co potrafimy znieść, kiedy zajdzie taka potrzeba.





W obcej skórze to kryminał, który był dość mocno zachwalany, a przeleżał na mojej półce już dość długo. W końcu podczas któregoś wyjazdu się zabrałam ze sobą tę książkę i spędziłam z nią czas w pociągach. W końcu przyszedł czas, żeby w końcu się zapoznać z twórczością Sarah Hilary właśnie w postaci książki pt. W obcej skórze.

Ponury i deszczowy Londyn. W ośrodku dla ofiar przemocy domowej inspektor Marnie Rome i jej partner Noah Jake są świadkami dramatycznego zdarzenia. Natrafiają na mężczyznę z nożem wbitym w plecy. Okazuje się, że to mąż jednej z pensjonariuszek – Leo Procter. Choć para detektywów znalazła się w ośrodku przy okazji innego śledztwa, to teraz sprawa tajemniczej próby morderstwa w małżeństwie Leo i Hope jest dla nich priorytetem. Pytań jest wiele, a nagłe zniknięcie żony poszkodowanego dodatkowo komplikuje sytuację. Detektyw Marnie Rome – na zewnątrz twarda, w środku pełna konfliktów, musi zmierzyć się z własnymi demonami – jej rodzice zostali zadźgani przez przybranego, nastoletniego syna. Marnie odwiedza go w więzieniu, próbując sobie odpowiedzieć na pytanie: „dlaczego?”. Pierwszy tom cyklu z inspektor Marnie Rome to niepokojące studium przemocy domowej, które wciska w fotel. Pełnokrwiści bohaterowie zachwycą nie tylko wielbicieli kryminałów.
                                                                                           opis wydawcy

W opisie książki W obcej skórze naprawdę bardzo mnie zaintrygował, no i tak w zasadzie dlatego wylądował w mojej biblioteczce. Szczególnie dość mocno przyciągnął moją uwagę problem przemocy domowej, bo w literaturze nie występuje on dość często (przynajmniej ja tego wcześniej nie zauważyłam), natomiast w życiu – zdarza się naprawdę dość często. Temat naprawdę nie należy do łatwych, przez co przez książkę było mi jakoś wyjątkowo trudno przebrnąć. Ale czy tylko dlatego? Sarah Hilary stworzyła dość barwne postacie (szczególnie Marnie Rome) i wymyśliła intrygę, która przykuwa uwagę i potrafi zaskoczyć. Język, jakim jest napisana książka jest adekwatny do tematu i klimatów – nie jest zbyt lekki, momentami brutalny (żeby oddać przemoc, jak mniemam, ale co autorka miała na myśli – nie mam pojęcia). W moim odczuciu język nie jest bagatelizujący i infantylizujący przemocy domowej, co jest naprawdę ważne. Już wiem dlaczego mi się książkę czytało tak niemrawo, już wiem!Zaczęło się od odciętej ręki i akcja dalej toczy się toczy się tak zupełnie bez życia. Fakt, jest trochę retrospekcji, a szkoda tylko, że nie są zbyt wartościowe czy emocjonujące. Naprawdę szkoda.
Nie spotkałam jeszcze gorszych świadków (...). Żadna z tych kobiet nie zna wartości mówienia prawdy. W bolesny sposób nauczyły się posługiwać inną walutą. Kłamstwami, komunałami. Powiedzą, co chcemy usłyszeć.

Książka nazwana mianem najlepszego brytyjskiego kryminału 2015 roku moim zdaniem powinien mieć w sobie więcej akcji i werwy. Bohaterowie i pomysł na intrygę całkiem nieźli, ale zabrakło właśnie akcji, bo momentami ciągnęła się naprawdę niemiłosiernie. Książka zapowiadała się naprawdę ciekawie, jednak okazała się pozycją dość przeciętną... Jeżeli jeszcze nie czytałeś W obcej skórze – szkoda czasu, lepiej sięgnąć po jakieś lepsze pozycje.

niedziela, 20 stycznia 2019

Piosenki na zmianę miejsca zamieszkania ;) (HOM #1/2019)


Ostatnio dzieje sie w moim życiu...
Przeprowadzka z Wrocławia do Krakowa, sesja...
Więc i temu towarzyszy muzyka, dużo muzyki. 



Boję się
Magdalena Wasylik 

Piosenka, o tym co we mnie siedzi...
O tym jak bardzo się boję tej przeprowadzki...

Boje sie, kto wie czy dobrze to czy zle, ze boje sie,
a moze lek przed krokiem zlym ostrzegac ma?
Przed bledem mnie ochronic, zmienic plan,
gdy los chce nam odebrac to co dal, a w zamian dac samotnosc



Kocham jutro
Michał Bajor

Bajora zaczęłam słuchać niedawno i ta piosenka mnie urzekła <3

Kocham jutro
Co porwane myśli sklei
Które bratem jest nadziei



Plagi 
Studio Accantus

Accantusa kocham <3
A Plagi wyszły świetnie



Całujcie mnie wszyscy w dupę
ze spektaklu "Tuwim dla dorosłych" - Nova Scena Teatru Roma

Piosenkę usłyszałam już jakiś czas temu... Teraz do mnie wróciła...
Genialne <3



 Madonna od popaprańców
Marcin Styczeń

Największym odkryciem jest jednak twórczość Marcina Stycznia <3
Zaczęło się od madonny od popaprańców, póżniej następne.
Cudowny jest <3 wPolecam

Madonna od popaprańców
Przychodzą do niej też
Ci, którym ciąży łańcuch
I dosyć mają łez