wtorek, 30 października 2012

Czas pogardy

Tytuł: Czas pogardy
Autor: Andrzej Sapkowski
Seria: Wiedźmin
Tom: czwarty
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: supernowa
Ocena: 5/6

Źle czy dobrze, okaże się później. Ale trzeba działać, śmiało chwytać życie za grzywę. Wierz mi, malutka, żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się.





Przyznaje, że przy poprzednim tomie zastanawiałam się czy dalej brnąć w kolejne części przygód o Białym Wilku, ale jednak kiedy zobaczyłam Czas pogardy na półce w bibliotece, nie mogłam się po prostu oprzeć. Przyniosłam do domu, przeczytałam i ani chwili nie żałuję, że spędziłam dwa miłe, choć chłodne i zaśnieżone wieczory w towarzystwie Geralta z Rivii i jego przyjaciół.

Czas pogardy jest czwartym tomem serii o Wiedźminie licząc dwa pierwsze tomy wstępu, a ta książka jest drugą częścią zasadniczej sagi. W tej książce Geralt spotyka się z Codringherem będącym prywatnym detektywem i specem o wszelkiej czarnej roboty, a Wiedźmin chce mu zlecić zadanie. Zaś  Yennefer wraz z Ciri jadą na Wyspę Thanedd, gdzie dziewczynka ma zacząć nauki w Szkole Czarodziejek – Aretuzy. Jednak po drodze spotykają Białego Wilka. W tym samym czasie w Thanedd odbywa się wielki zjazd magów, po bankiecie dochodzi do przewrotu, główni podejrzani zostają aresztowani i zakuci w kajdany, a nasz główny bohater trafia w sam jego środek i też trafia do aresztu tak samo jak groźni przestępcy… A co się dalej stanie z Geraltem z Rivii? Czy spotka się z Yennefer, Ciri i Jaskrem? Jak dalej potoczą się ich losy? Co jeszcze się stanie? Jakie jeszcze będą mieli przygody?

Choć poprzedni tom mnie nie powalił na kolana, przygody wiedźmina interesują mnie dalej. Czas pogardy okazał się lepszy od Krwi elfów, ale nie aż tak dobry jak Ostatnie życzenie czy Miecz przeznaczenia. Moim zdaniem jest to książka naprawdę warta uwagi. Bo choć akcja jest osadzona w quasiśredniowiecznych realiach, dziś jest wciąż tak aktualna. Nie jest to tylko historyka o tym jak faceci latają z mieczami, jak leje się krew i o tym jak zabijają smoki i uczą korzystać się z magii. Jest to historia, która ma swoje drugie dno, historia, przy której czytelik momentami zatrzyma się, żeby pomyśleć... Czyta się przyjemnie i szybko, a książka pisana lekkim językiem, po prostu dobra lektura, która pozwoli przenieść się do innego świata z dala od śniegu i chłodu… Ten tom jest wyjątkowy pod tym względem, że zaznaczyłam w nim może ze dwa cytaty, gdzie w poprzednich tomach zaznaczałam ich znacznie więcej. Moim zdaniem fenomenem jest to, że seria napisana w języku polskim jest przetłumaczona na kilka języków, ten konkretny tom na rosyjski, czeski i hiszpański. W końcu Polska to miejsce „gdzie kończy się papier, gdzie farba się zmywa” (cytując mój ukochany Happysad). Całą sagę gorąco polecam!!! Choć wiem, że fantasy ma chyba tyle samo fanów, co osób, które za nim nie przepadają. No, ale cóż… Nie wiedzą co tracą:D No a przede mną jeszcze tylko trzy części Wiedźmina, ale wiem, że to nie będzie koniec moich przygód z twórczością Andrzeja Sapkowskiego.

Do sagi należą poszczególne tomy:
4.Czas pogardy 
5.Chrzest ognia 
6.Wieża Jaskółki
7.Pani Jeziora

niedziela, 28 października 2012

Ja, którym chcę być. W poszukiwaniu Bożej wersji siebie

Tytuł: Ja, którym chcę być.
W poszukiwaniu Bożej wersji siebie

Autor: John Ortberg
Wydawnictwo: Esprint
Ilość stron: 453
Ocena: 5/6

Udawanie kogoś, kim się nie jest, to ciężka praca, i właśnie dlatego czujemy się tacy zmęczeni po pierwszej randce lub rozmowie kwalifikacyjnej, lub pośród innych ludzi, na których, jak sądzimy, musimy wywrzeć korzystne wrażenie.




Bóg widzi nas takimi jakimi jesteśmy naprawdę, przed Nim nie można grać, udawać czy koloryzować. A książce John Ortberg podejmuje temat naszych własnych „ja”, ponieważ składamy się z niezliczonych wersji siebie, chociażby „ja, którym nie chcę być", „ja, którym udaję, że jestem", „ja, którym myślę, że powinienem być"... Na życiowych przykładach pisze o tym, jak widzi nas Bóg, o tym jak nie grać, o tym jak niezależnie od sytuacji być sobą. Dlaczego o tym warto pisać? Bo często na drodze stają nam nasze własne lęki. A Boża wersja nas, jest tą lepszą wersją, najlepszą… A co z naszymi słabościami? One wbrew pozorom też mogą być dobrą drogą. Trzeba tylko zaufać Bogu, który zna nas lepiej niż my sami... A autor pisze na przykładach ze swojego własnego życia, co powoduje, że pójście za jego radami jest dużo łatwiejsze. Sama książka jest podzielona jest na siedem części, a w każdej z nich podejmuje ten temat z innej strony, wchodzi w niego głębiej. Autor przekonuje zgodnie z prawdą że Posiadamy też zdumiewający wprost talent, jeśli chodzi o oszukiwanie samych siebie i usprawiedliwianie własnego postępowania. Takie prawdziwe, czyż nie?

Jestem osobą wierzącą oraz praktykującą i wcale nie zamierzam tego ukrywać. Książka wywarła na mnie duże wrażenie. Autor pisze naprawdę ciekawym językiem, który czyni ją książką, od której nie sposób się oderwać. Moim zdaniem niełatwo jest napisać ciekawą książkę o tematyce religijnej, ale Ja, którym chcę być jest właśnie owym wyjątkiem. Jest to książka, którą polecam wszystkim, którzy pragną siebie bardziej poznać, wejść w głąb siebie. Zdecydowanym plusem dla książki są życiowe przykład oraz ciekawy sposób operowania językiem, jest pisana w taki sposób, jakby to były rady dawane przyjacielowi.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję:

sobota, 27 października 2012

Demon i panna Prym

Tytuł: Demon i panna Prym
Autor: Paulo Coelho
Wydawnictwo: Drzewo Babel
Ilość stron: 208
Ocena: 3,5/6


Ilekroć zechce pan coś osiągnąć, musi pan mieć oczy szeroko otwarte i skupić się, żeby wiedzieć, czego dokładnie pan pragnie. Nikt nie trafia do celu z zamkniętymi oczami.





Kto czytuje mojego bloga mógł już zauważyć, że nie przepadam za często tak opiewanym Paulo Coelho. No po prostu trudno jest mi go zdzierżyć i już. Tak mam. Chociaż moim zdaniem Demon i panna Prym jest książką, która jest chyba najbardziej strawną książką autora.

Do małego miasteczka w Pirenejach przyjeżdża tajemniczy mężczyzna, który wprowadza zamęt do ułożonego i żyjącego swoimi rytuałami. Jego pojawienie się powoduje wśród mieszkańców dziwny niepokój, który każe zadać pytanie czy człowiek jest z gruntu dobry czy zły. Czy będą mogli odpowiedzieć sobie na to pytanie? Jaką rolę w tym odegra tytułowa panna Prym? I czy tajemniczy i uwodzicielski mężczyzna ukarze się rzeczywiście demonem?

O tak, za tym autorem to niekoniecznie przepadam. Jest autorem wydumanych, górnolotnych i ogólnie wiadomych mądrości, choć w recenzowanej dziś pozycji jest ich niewiele (całe szczęście). Paulo Coelho najbardziej znany jest chyba z Alchemika i zekranizowanej powieści Weronika postanawia umrzeć. Pamiętam, że jak byłam młodsza (tak mniej więcej początek mojego gimnazjum) mocno zaczytywałam się właśnie w wyżej wymienionym Alchemiku. Gdy już w połowie liceum sięgnęłam po Demona i pannę Prym nie do końca umiałam się odnaleźć w prozie autora. Jest to książka, w której niewiele się dzieje, choć cała akcja moim zdaniem jest dużo ciekawsza niż w Walkiriach. Ku mojej wielkiej radości w Demonie… nie ma zbyt wielu typowo coelhowych mądrości. O tak, jego książki są zdecydowanie kopalnią cytatów, które ładnie wyglądają, ale wypisane na zakładce czy kartce z życzeniami. No i przede wszystkim nie są bardzo odkrywcze. A Demon i panna Prym? Ot, taka mdława, niezapadająca w pamięć historyjka, która w moje życie nie wniosła nic poza tymi przeczytanymi 200 stronami. Chyba na moje nieszczęście była to książka kupiona przeze mnie (szczęście w nieszczęściu – w centrum taniej książki), ale po przeczytaniu czym prędzej się jej pozbyłam. A jak ktoś chce przeczytać wartościową książkę, zdecydowanie odradzam Paulo Coelho i jednocześnie polecając Erica-Emmanuela Schmitta.

piątek, 26 października 2012

Mały Książe

Tytuł: Mały Książe
Autor: Antoine de Saint-Exupery
Wydawnictwo: Siedmioróg
Ilość stron: 78
Ocena: 5,5/6


Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół.





O Małym Księciu słyszał zapewne każdy i wielu uważa tą książkę za wyznacznik wartości i wspaniałą lekturę o przyjaźni. Zapewne dlatego jest ona na liście 100 książek BBC, które należy przeczytać przed śmiercią. Ja czytałam ją dwa razy, bo moim zdaniem naprawdę warto.

Tytułowy Mały Książe mieszka na planecie B-612, którą spokojnie można obejść dookoła. Na niej ma swoją różę, o którą się troszczy i musi pilnować, aby w jego miejscu zamieszkania nie wyrósł żaden straszny baobab, który mógłby rozsadzić ową niewielką planetę. Żeby przekonać się czy róża odwzajemnia jego miłość chłopiec postanowił wybrać się w podróż odwiedzając niedalekie mu ciała niebieskie. Podczas swojej włóczęgi spotyka wiele osób i po każdym takim spotkaniu kształtuje się jego pogląd na dorosłych. Kiedy ląduje w ostatnim punkcie swojej wędrówki, na planecie zwanej Ziemią, spotyka tam na pustyni pilota, który rozbił się podczas lotu samolotem nad pustynią. Mały Książe zaczyna snuć swojemu nowemu znajomemu swoją opowieść dzieląc się z nim swoimi przemyśleniami po odbytej podróży oraz opowiadając o swojej planecie, a przede wszystkim o róży… Podczas ich rozmowy podejmują temat tego, co w życiu jest najistotniejsze, czyli przyjaźni i miłości.

Mały Książe jest baśnią poetycką ilustrowaną przez samego autora, który w książce pozornie przeznaczonej dla dzieci zawiera głębokie treści, którymi powinien żyć każdy. Chyba najbardziej znanym cytatem z Małego Księcia jest fragment o oswajaniu. W końcu Musisz być odpowiedzialny za to co oswoiłeś. Książka zbiera praktycznie same pozytywne opinie, a co ja o niej sądzę? Uważam, że zdecydowanie każdy powinien ją przeczytać, niezależnie od wieku, płci, rasy czy wykształcenia,  ale zapewne ku zaskoczeniu wielu Mały Książe wcale nie wywarł na mnie tak wielkiego wrażenia, jak można by się spodziewać i wcale nie wywołała u mnie lawiny przemyśleń czy nie zmieniła jakoś mojego światopoglądu. Jest na pewno ważną książką w życiu każdego czytelnika i każdego człowieka, jest również swoistą kopalnią cytatów, zwłaszcza tych o przyjaźni, miłości i zakochanych w liczbach dorosłych. Zwraca uwagę jak wielką rolę w życiu człowieka odgrywa druga osoba, ta bliska, przyjaciel. Zwraca uwagę na to, że nie liczą się liczby ani pieniądze, że czarem warto popodziwiać zachody słońca. Nie wiem czemu, ale sam motyw przyjaźni w tej książce mnie jakoś nie poruszył, nie wzbudził za nią tęsknoty, być może dlatego, że mam parę osób naprawdę mi bliskich. Też wielkie prawa dla autora za to, że na tak niewielu stronach zawarł tak wiele przesłania. Moim zdaniem Mały książe powinien być lektura w starszych klasach podstawówki, a nie w gimnazjum (przynajmniej ja tak miałam), gdzie bardziej adekwatną lekturą było by My, dzieci z dworca ZOO. I przyznam szczerze, że większą lawinę przemyśleń niż recenzowana właśnie przeze mnie pozycja wywołała u mnie książka pt. Trzynasta Opowieść autorstwa Diane Setterfield, która nie jest tak znana i sporo grubsza, ale też na pewno warta przeczytania, zwłaszcza gdy ktoś czuje, że chciałby mieć bliźniaka…

czwartek, 25 października 2012

Królowa Attolii

Tytuł: Królowa Attolii
Autor: Megan Whalen Turner
Wydawnictwo: Ars Machina
Ilość stron:  392
Ocena: 5,5/6


Pragnął wykrzyczeć to tak, by usłyszeli go bogowie i ludzie. Niewiele by mu z tego przyszło. Już lepiej zaufać obietnicom księżyca niż słowom Złodzieja Eddis. Słynął ze swych kłamstw w trzech krajach.






Wcześniej już recenzowałam pierwszy tom cyklu u rabusiu Genie pt. Złodziej, obiecując, że niedługo po niej pojawi się opinia o drugiej części i oto właśnie jest kontynuacja historii naszego złodziejaszka.

Gdy Eugenides w Złodzieju wykradł Dar Hamiatesa , królowa Attolii straciła coś więcej niż tylko mityczny przedmiot. Jej opinia w oczach swojego ludu pogorszyła się, a teraz zrobi wszystko, żeby odzyskać utraconą reputację i pozycję. Eugenides przez swoją głupotę trafił do więzienia, a królowa nie zamierza puścić go żywego, lecz król Sounis zlecił mu zadanie, więc jednak władczyni puszcza go wolno odcinając mu dłoń. I tu zaczynają się kolejne przygody naszego złodziejaszka… Czy dotrze do swojej królowej, królowej Eddis? Co tym razem stanie się z nadwornym Złodziejem Królowej? Czy da sobie radę z hakiem zamiast dłoni? Jak skończy się jego historia?

Moim zdaniem Królowa Attolii jest w tym cyklu tą lepszą częścią, akcja toczy się dużo szybciej, dużo ciekawiej… Język nie jest prosty, niezbyt skomplikowany, zresztą tak samo jak w poprzedniej części, choć momentami miałam wrażenie, że język jest aż nazbyt prosty, banalny wręcz, a zdania zbyt krótkie. Choć może to ja jestem już za stara na takie książki? Cały cykl nie jest wybitnie fascynujący, choć autorka pisze tak, że chce się czytać i poznawać ten świat rozdział za rozdziałem i śledzić poczynania książkowego rabusia. W Królowej Attolii jesteśmy świadkami dojrzalszego i bardziej zaskakującego zachowania bohatera, co jest zdecydowanie wpływa na lepszą ocenę książki. Tak samo jak to, że akcja nie była tak rozciągnięta w czasie jak w poprzedniej części. A do tego przy tym tomu już nie miałam wrażenia obecności podobnego klimatu jak przy czytaniu serii o Zwiadowcach (co miało miejsce przy moim czytaniu Złodzieja). Przypuszczam, że to przez to, że było mniej typowych podróży, a więcej dworu, królów…  A co działa na niekorzyść? Moim zdaniem w książce można się trochę pogubić, czytając ją momentami nie wiedziałam o co chodzi. Akcja jest trochę zawiła i trudna do zrozumienia, za dużo zagmatwania w akcji, choć bohaterów nie było wielu... No, ale cóż… To może być tylko moje odczucie, ale nawet mimo tego uważam, że Królowa Attolii jest lepsza od Złodzieja.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:


wtorek, 23 października 2012

Stosik nr. 26;)


Misery
Prezent od Księcia z bajki


Tajemnicza historia w Styles
Noc w bibliotece

kupione w Kauflandzie;)


Złodziej
Królowa Attolii

do recenzji od wydawnictwa Ars Machina


Pod Huncwotem
dopóki mamy twarze
Spójrz mi w oczy
Otulenie deszczem

Z biblioteki


Tak, wiem, że niedawno był stosik:D
No ale cóż... Kupowanie czy wypozyczanie książek taki już mój nałóg:D
Przynajmniej jest co czytać:P

poniedziałek, 22 października 2012

Chirurg

Tytuł: Chirurg
Autor: Tess Gerritsen
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 336
Ocena: 6/6


Zdarzają się jeszcze tacy ludzie jak ja. Poruszamy się w tłumie, normalni pod każdym względem – może nawet bardziej niż inni, bo nie daliśmy się owinąć jak mumie sterylnymi bandażami cywilizacji.





Tess Gerritsen należy do moich ulubionych autorek (i tego nie da się ukryć), a jej książka pt. Chirurg jest pierwszą z serii o znanym już duecie Isles & Rizzoli. I jest zdecydowanie książką głęboko zapadającą w pamięć. Moim zdaniem jest zdecydowanie najlepszą książką Tess, jaką czytałam.

Przez Boston przechodzi fala brutalnych mordów na kobietach. Ich sprawca przed śmiercią wycina kobietom macice, i to w dodatku bez znieczulenia. Morderca zostaje nazwany Chirurgiem, a policja ustala, że do serii podobnych mordów doszło już wcześniej, z tym, że jedna z kobiet uszła z życiem, zabijając jednocześnie swojego oprawcę. Więc jakim cudem po dwóch latach może wystąpić fala takich samych mordów? Teraz policja ma za zadanie ustalić kim jest zbrodniarz, co pamięta owa lekarka, która przeżyła napad Chirurga. Co łączyło wszystkie kobiety? Jak zbrodniarz wybierał swoje ofiary? Dlaczego jest taki brutalny i bezlitosny? Dlaczego akurat kobiety i wycinanie im macic?

Jedna z wielu książek Tess Gerritsen, które już czytałam, jedna z lepszych chyba. Ba! Jak już wspominałam wcześniej, uważam, że jest to chyba jej najlepsza książka. Bardzo zapada w pamięć z powodu dużej ilości przemocy i brutalności w niej. Podczas,kiedy w głośnikach piosenki Erosa Ramazottiego a obok kubek gorącej czekolady, zastanawiam się skąd bierze się wśród ludzi tyle nienawiści i agresji. Skąd u ludzi bierze się taka chęć gwałtu, a przecież Gwałt to nie seks, a seks to nie miłość. W Chirurgu widzimy charakterystyczny dla Gerristen sposób pisania, wprowadzania czytelnika do takiego świata, że czyta książkę z otwartymi szeroko oczami, sprawdzając czy za rogiem nie czai się jakiś szaleniec z nożem. Autorka tak wymyśliła fabułę, że książka na długo nie daje o sobie zapomnieć, choć język wcale nie jest trudny.

Kolejną o książką o znanym duecie jest recenzowana już przeze mnie książka pt. Skalpel, choć Chirurg bardziej zapada w pamięć.Można by kolokwialnie rzec, że ryje psychikę.

niedziela, 21 października 2012

Moje biblioteczka;)

Na wielu blogach książkowych pojawiały się wpisy przedstawiające zawartość biblioteczek blogowych moli książkowych, więc i ja postanowiłam nie być gorsza i prezentuję Wam dziś moją biblioteczkę;)



Tak się prezenetuje cała biblioteczka;)
znajduje się w niej około 190 książek i ciągle ich przybywa;)






Półki na samym dole
Ta prezentowana wyżej - słowniki, Bilogia Villego,Kurs malowania i rysunki, Baśnie Andresena i tomi poezji ks.Twarsowkiego
Zaś ta niżej -popularno-naukowe, albumy, seria Camili Läckberg, Pamiętam jak biegłem, Sieroty zła oraz Ania z zielonego wzgórza




Kolejne 2 półki - obyczajowe i takie tam różne;)



Kolejne 2 półki,które można ogólnie nazwać fantastyką.
Widać całą serię Harrego Pottera czy kilka książek Pilipiuka czy Tolkiena.



Kolejne 2 półki to sensacja i kryminał:D
Trochę Cobema, Gerritsen itp;)



I 2 ostatnie półki;)
Dół to kontynuacja obyczajowo - różnych;)
Widać trochę Zafona czy Whartona chociażby;)
A Góra to już typowo religijne;)

sobota, 20 października 2012

Złodziej

Tytuł: Złodziej
Autor: Megan Whalen Turner
Wydawnictwo: Ars machina
Ilość stron: 304
Ocena: 5/6



Codziennie człowiek uczy się czegoś nowego.










Jaka jest szansa na wydostanie się z więzienia siedząc w celi i będąc przykutym łańcuchami? No są one raczej dość marne, ale jednak są i właśnie tytułowy złodziej taką szansę miał;)

Gen jest złodziejem dla którego, nie ma rzeczy niemożliwych, ale niestety przez swoje przechwałki w tawernie ląduje w królewskim więzieniu, a szanse na uwolnienie się ma dość marne. Jednak mag i królewski doradca potrzebują kogoś takiego jak ów więzień – złodzieja najlepszego z najlepszych. Otóż Gen dostaje od nich zadanie – wykraść ukryty skarb z sąsiedniego królestwa. I tu się zaczyna ich podróż. Najpierw jadą do owego królestwa, po to aby Gen mógł się w końcu wykazać, a pomiędzy podróżującymi mogła nawiązać się specyficzna więź. Gdy złodziejowi udaje się wykraść legendarny kamień zwany Darem Hemiatesa zaczynają się kłopoty. Skarb znika, a on poturbowany ląduje znowu w więzieniu. Czy mag po raz kolejny przyjdzie go uwolnić? Jak skończy się historia Gena?

Co powoduje, że Złodziej należy do działu fantasy? Otóż to, że jest tam dość sporo opowieści o bóstwach w wykonaniu Gena i maga. Co też moim zdaniem jest plusem tej książki. Mimo że za profil w LO wybrałam sobie bio—chem, zawsze fascynowała mnie mitologia, a moim faworytem był mit o Ikarze. Ot, takie moje zboczenie. Książka ta jest opowiadana oczami tytułowego złodzieja, gdyż on jest w niej narratorem. Ciekawie przedstawia się to chłopak postrzega zadanie wykradnięcia skarbu. W końcu ma co do niego zupełnie inne plany niż mag i jego towarzysze. Coś co mnie w książce momentami denerwowało to fakt, że przez pół książki jest opisywana ich podróż, natomiast zasadnicza część (kradzież i to co po niej następuje) zajmuje drugą połowę, ponieważ moim zdaniem proporcje powinny być trochę inne (mniej podróży, więcej części zasadniczej). I właśnie to rozwlekłe opisanie podróży jest największym minusem tej książki. Język nie jest skomplikowany, a wręcz przeciwnie (lecz czego można wymagać od książki dla młodzieży), z sama książka kojarzy mi się z serią o Zwiadowcach. A czy lepsza od nich? Sama nie wiem. Złodziej nie jest arcydziełem, lecz dość dobrym czytadłem na jesienne wieczory, które pozwala się przenieść do trochę innego świata niż ten, w którym żyjemy.

Książka ma drugą część pt.Królowa Attolii, której recenzja niebawem;)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję


piątek, 19 października 2012

Tektonika uczuć

Tytuł: Tektonika uczuć
Autor: Eric Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 100
Ocena: 5,5/6



Kochać to woleć od innych, przedkładać ponad innych. To uczucie nie ma nic wspólnego z wiedzą, to coś w rodzaju zaślepienia.







Tego, że lubię i cenię Schmitta nie da się ukryć. Na moim blogu jest już wiele recenzji jego książek, a on sam należy do moich ulubionych pisarzy. Zdecydowanie jest tym autorem, do którego zawsze lubię wracać i za każdym razem odkrywam w nim coś wyjątkowego.

Richard i Diane są w sobie szaleńczo zakochani, a na dniach zamierzają się pobrać. Okazuje się, że obydwoje myślą o rozstaniu, obydwojgu czegoś brakuje, więc rodzi się pytanie czy w ogóle do tego ślubu rzeczywiście dojdzie. Czy rzeczywiście są w sobie ta zakochani? W końcu coś muszą wybrać, tylko co?Życie razem czy życie osobno? Miłość czy racjonalizm?

Tektonika uczuć jest cieniutką książeczką Schmitta, która nie ma w sobie zbyt wiele fabuły czy bohaterów, jest za to błyskotliwą rozmową narzeczonych o tym co jest pomiędzy nimi. Książek o miłości napisano już wiele, wiem, lecz to nie jest jakieś typowe czytadło z patetycznymi hasłami o najwyższym z uczuć. Jest to po prostu książka, będąca niejako zapisem rozmowy pomiędzy zakochanymi. Jest to książka ciekawa, pełna pozytywnego nastawienia do życia, ciepła i miłości. Warto ją przeczytać, choć uważam, że Małe zbrodnie małżeńskie są skonstruowane dużo ciekawiej, mają więcej intrygi, więcej gry pomiędzy partnerami, co nie zmienia fakty, że Tektonika uczuć jest dramatem błyskotliwym, pogodnym i wartym przeczytania;)



Cytaty z książki
Jesteśmy niesprawiedliwi wobec naszego ciała: przypominamy sobie o nim dopiero, kiedy dzieje się coś złego, a kiedy je coś boli, mamy mu to za złe.
Jeżeli będę zajmował się tym, co myślą głupcy, nie będę miał czasu na to, o czym myślą ludzie inteligentni.
Nieważne, czy świat mi się podoba, czy nie, przyjmuję go takim jaki jest, i zakasuję rękawy. Nie sądzę, żeby można było zmieniać ludzi, ani tym bardziej że powinno się to robić. Co więcej: nie ufam politykom, którzy mają taką ambicję – to materiał na dyktatorów. Ani pani, ani ja nie naprawimy ludzkości, pani Nicolescou! Możemy jednak ulepszyć prawo, sprawić, by było mniej obłudne.
Człowiek jest tak cudownie skonstruowany, że zawsze zrzuca winę na innych. Albo przynajmniej wynajduje sobie okoliczności łagodzące.
Kobiety mogą zrozumieć tylko to, co jest kobiece w mężczyźnie; mężczyźni tylko to, co jest męskie w kobiecie. Innymi słowy, żadna płeć nigdy nie zrozumie drugiej. Tłumacząc sobie jego zachowanie możesz być pewna, że się mylisz.
Te wszystkie bzdury, które mówi się na pogrzebach... „Nie cierpiała...” I co z tego? Ale jednak umarła! A zresztą, gdyby cierpiała, czy my teraz cierpielibyśmy bardziej?

środa, 17 października 2012

Władca much

Tytuł: Władca much
Autor: Wiliam Golding
Wydawnictwo: Spółdzielnia wydawnicza Czytelnik
Ilość stron: 224
Ocena: 5,5/6




Szli obok siebie – dwa niezależne kontynenty doświadczeń i uczuć – niezdolni się porozumieć.







Władca much jest niedługą powieścią noblisty Wiliama Goldinga, która znajduje się na znanej liście 100 książek BBC, które należy przeczytać przed śmiercią. Owa warta przeczytania lektura powstała w pierwszych latach zimnej wojny (która umownie trwała od 1946 do 1991) i mimo, tego kiedy została napisana, dziś wciąż jest tak aktualna.

Podczas pewnej, bliżej niesprecyzowanej wojny nuklearnej, samolot, który ewakuuje z Londynu grupę chłopców rozbija się na bezludnej, tropikalnej wyspie na której muszą radzić sobie sami. Ale czy dadzą radę? Wypierają wodza, który ma zapanować nad grupą chłopaczków w wieku od kilku do kilkunastu lat. Już od początku mają problemy, poprzez słomiany zapał wielu z nowych mieszkańców wyspy, niewielu trzyma się ustalonych zasad, natomiast większość czuje się po prostu jak na wakacjach, nie mając świadomości, że każdy z osobna jest odpowiedzialny za ich wspólne przetrwanie na wyspie. Bo nie wszyscy mogą być wodzami, tak samo jak nie wszyscy mogą być myśliwymi czy strażnikami ognia. Ralf – wódz, wybrany na drodze głosowania – coraz częściej stwierdza, że nie można liczyć na ludzką pomoc. Na tej wyspie tworzy się miniaturowa wersja społeczeństwa, któremu grozi zagłada, jeżeli chłopcy nie zaczną ze sobą współpracować. Czy zostaną uratowani? Czy wszyscy przeżyją? Co się z nimi stanie?

Golding w swojej powieści opisuje mechanizmy społeczne, pokazuje degradację wartości, która umożliwia narodziny tyranii. Czytelnik widzi to wszystko na przykładzie mikrospołeczeństwa, które stworzyło się na wyspie. Władca much pokazuje jaką rolę powinien pełnić wódz, jakie funkcje przejmuje w społeczeństwie. Cały kłopot w tym, że jeśli się jest wodzem, to trzeba myśleć ,trzeba być mądrym. Poza tym zdarzają się takie chwile, że trzeba natychmiast powziąć decyzję. To zmusza do myślenia, bo myśl jest rzeczą cenną, daje wyniki. O jakież to prawdziwe!

Moje zdaniem Władca much, jest zdecydowanie książką, którą powinien przeczytać każdy, zwłaszcza  każdy, kto pełni jakiekolwiek dowódcze funkcje. Mimo że książka pisana ponad 60 lat temu, dziś wciąż jest tak aktualna. Jest pisana dość prostym językiem, obrazowo przedstawiając czytelnikowi społeczeństwo. Nie jest długa (co to jest te 220 stron), a jest bardzo dobra metaforą społeczeństwa. Władca much należy do książek, które zmuszają do myślenia i nie bez powodu (moim zdaniem) znajduje się na liście 100 książek BBC, które należy przeczytać przed śmiercią. Polecam! Naprawdę warto przeczytać!

wtorek, 16 października 2012

Epidemia

Tytuł: Epidemia
Autor: Robin Cook
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 292
Ocena: 5,5/6



Pomimo iż trwał przy swej poprzedniej diagnozie, był teraz wyraźnie zaniepokojony. To nie wyglądało na typowy przypadek malarii.





Robin Cook jest znanym, amerykańskim pisarzem, uznawanym za mistrza thrillera medycznego, a to wszystko dzięki temu, że czerpie ze swojego doświadczenia zdobytego podczas pracy lekarza i podejmuje się trudnych tematów związanych ze środowiskiem służby zdrowia, chociażby zwracąc uwagę na niebezpieczeństwa grożące ze strony medycyny czy spragnionych sławy i fortuny lekarzy, a także porusza porusza temat ich etyki zawodowej. Zaś w Epidemii - swojej najbardziej znanej książce - podejmuje problem zagrożenia wykorzystaniem zdobyczy medycyny w złych celach.

Założyciel kliniki w Los Angeles zapada na nietypową chorobę, ale nikt nie podejrzewa, że może być to początek epidemii, która wybucha w kilku miastach w USA. Choroba paraliżuje szpitale, w których liczba ofiar rośnie lawinowo. Podczas, gdy z owych zarażonych placówek nie może nikt wchodzić ani wychodzić, okazuje się, że przyczyną owej epidemii jest groźny wirus Ebola. Za rozwiązanie zagadki, dlaczego choroba na taką skalę ma miejsce jest odpowiedzialna dr.Blumenthal, która dopiero zaczyna swoją karierę w Głównym Centrum Epidemiologicznym. Próbuje dojść do tego co było przyczyną epidemii, powstrzymać ją, zanim dojdzie do tragedii, choć już i tak jest wystarczająco dużo ofiar. Jest bardzo dociekliwa i dojdzie do tego, co stoi u podstaw szerzącej się w zastraszającym tempie choroby, a wynik jej dochodzenia będzie zaskakujący.

Epidemia jest uznawana za klasyczne i najbardziej znane dzieło Robina Cooka, które już w 1995 roku zostało zekranizowane. Jest to pierwsza książka jego autorstwa, którą przeczytałam, choć już kolejna, którą recenzuję i może to właśnie ją najbardziej pamiętam, choć tak naprawdę nie wybiła się niczym szczególnym. Jest w niej rzeczywiście bardzo dużo medycznych szczegółów, za co bardzo sobie cenię autora. W każdej z jego książek, z którą miałam przyjemność się zapoznać, zawsze było ich dużo. Sama interesuję się medycyną i obracam się w kręgu lekarzy, więc tematyka etyki lekarskiej, chorób, zagrożeń, zakażeń itp. w książkach bardzo mnie zawsze fascynowała, a Epidemia zaspokoiła ten głód medycznych wrażeń. Robin Cook pisze dobre thrillery medyczne i na pewno sięgnę po jeszcze jakieś książki, zwłaszcza, że na półce czaka na mnie Coma i Mutant, choć momentami miałam wrażenie, że pisze według jakiegoś schematu. Książka godna polecenia każdemu fanowi gatunku (choć nie tylko), ale także wszystkim głodnym wiedzy z kategorii medycyny czy biologii podanej w formie thrillera.

poniedziałek, 15 października 2012

Stosik nr 25;)


Zapisane w kościach
prezent od Księcia z bajki

Władca Much
Czas pogardy
Krwiopijcy
z biblioteki

od wydawnictwa Sonia Draga

Ja, którym chce być
do recenzji od wydawnictwa Esprint

Kiedy płaczą świerszcze
pożyczone od koleżanki

sobota, 13 października 2012

Niezawinione śmierci

Tytuł: Niezawinione śmierci
Autor: Wiliam Wharton
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 256
Ocena: 6/6



Nabrałem pewności, że życie, które wiedziemy w materialnym świecie, to tylko fragment większej całości. To mnie uspokoiło i dostarczyło przeżyć duchowych, których nigdy wcześniej nie doświadczałem




Jak czuje się dojrzały mężczyzna, kiedy traci w wypadku córkę, zięcia i dwoje malutkich wnucząt? Jak czuje się człowiek, kiedy w wypadku samochodowym traci najbliższe osoby? O tych wszystkich uczuciach i przeżyciach przeczytamy Niezawinionych śmierciach, będących autobiograficzną książką autora.

Wiliam Wharton jest cenionym amerykańskim pisarzem, w Polsce znanym głównie z takich powieści jak Ptasiek czy Tato. Niezawinione śmierci są powieścią napisaną w 1994 roku, w której dzieli się z czytelnikiem swoimi przeżyciami po śmierci najbliższych – córki, zięcia oraz dwoje wnucząt. Książka jest podzielona na trzy części. W pierwszej z nich poznajemy Kate – młodą kobietę, będącą jednocześnie narratorką tego fragmentu i córką autora, która po nieudanym pierwszym małżeństwie poznaje mężczyznę, który później będzie jej drugim małżonkiem, z którym prowadzą romantyczne, choć niezbyt bogate życie.  Rodzą im się dwie córeczki. Podczas podróż jedną z autostrad natrafiają na pożar wywołany wypalaniem pól, który powoduje na drodze karambol, w którym umierają… W tym momencie zaczyna się część druga, w której narrację przejmuje sam autor opowiadając o pogrzebie, o ludziach, którzy na niego dotarli, o emocjach z nim związanych. Ale po czasie zaczyna walkę o sprawiedliwość, posądzając władze o to, że poprzez wypalanie traw zginęły najbliższe mu osoby, a walce z owym powszechnym w USA procederem poświęcić spory kawałek swojego życia. I właśnie o niej opowiada część trzecia. Ale czy wygra walkę?

Wcześniej spotkałam się tylko z Ptaśkiem, który w jakiś magiczny sposób mnie oczarował, rozbudził mój psychologiczny instynkt. Czytając Niezawinione śmierci czuć ból autora po stracie najbliższych, czuć jego emocje, determinację w walce o sprawiedliwość. Nigdy (na szczęście!) nie przeżyłam takiej sytuacji jakiej doświadczył autor. Moja najbliższa rodzina i ukochany są blisko na wyciągnięcie ręki i mają się dobrze, a Niezawinione śmierci uświadamiają czytelnikowi jak bardzo boli strata ukochanych osób. Książka ma w sobie coś z opiewanej magii autora, i choć czytałam wcześniej tylko jedną jego książkę, nie wątpię, że książka wśród innych jego powieści jest pozycją wyjątkową, przez to, że dzieli się w niej swoimi przeżyciami, opisanymi w swój specyficzny sposób. W pewnym momencie skojarzyła mi się z książką (również autobiograficzną) Marcina Ludwickiego pt.Na koniec świata. Motyw jest ten sam - śmierć dziecka, choć jest to inna śmierć i śmierć dziecka w innym wieku, ale jednak zawsze strata. I przyznam szczerze, że Na koniec świata wzruszyła mnie bardziej (do samych łez - w końcu nie każde dziecko umiera z powodu nowotwora), to Niezawinione śmierci też warto przeczytać, aby poznać co to żal, smutek, determinacja... Ale czy jest to najlepsza ksiażka autora? Nie wiem, ale na pewno wyjątkowa.


Cytaty z książki
Śmierć naszych bliskich ma czasem głęboki sens. Może to nauczka dla żywych, żeby się nie trzymali życia aż tak kurczowo i za wszelką cenę. 
(...) miłość jest kombinacją podziwu, szacunku i namiętności. Jeśli żywe jest choć jedno z tych uczuć to nie ma o co robić szumu. Jeśli dwa, to może nie jest to mistrzostwo świata, ale blisko. A jeśli wszystkie trzy, to śmierć jest już niepotrzebna: trafiłaś do nieba za życia.
Ćpanie to jakby deklaracja, że się przestało wierzyć w samego siebie. Ludzie uzależnieni od narkotyków są podobni do alkoholików. Nie szanują się, chcieliby uciec od samych siebie. To rodzaj psychicznego samobójstwa.
Prawdziwa tragedia zbliża ludzi, tak jak wspólna walka na wojnie, kiedy każdy jest ze śmiercią za pan brat.
Kiedy seks wchodzi drzwiami, romantyczna miłość ucieka przez okno.
Ci, którzy umierają razem, na zawsze są razem. 

czwartek, 11 października 2012

Krew elfów

Tytuł: Krew elfów
Autor: Andrzej Sapkowski
Seria: Wiedźmin
Tom: trzeci
Liczba stron: 296
Wydawnictwo: supernowa
Ocena: 4/6


W tym szumie... jest muzyka. Muzyka lutni. I głosy. Księżniczka z Cintry... Dziecko przeznaczenia... Dziecko Starszej Krwi, krwi elfów. Geralt z Rivii, Bały Wilk, i jego przeznaczenie.




O sadze o Wiedźminie słyszał chyba każdy, nawet ktoś, kto nie jest związany ze światem fantasy. Wielki sukces polskiego pisarza,  zekranizowany z Michałem Żebrowskim w roli głównej, a przede wszystkim przetłumaczony na kilkanaście języków. Do tego gra o Wiedźminie. Więc jak tu o nim nie słyszeć?

Krew elfów jest to zasadniczo pierwszy tom sagi o Wiedźminie, zaliczanej już do klasyki gatunku. Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia są zbiorami opowiadań będącymi wstępem do historii Białego Wilka. Sama saga zaczyna się właśnie od Krwi elfów.

Jaskier wpakował się w kłopoty, po tym jak nieznajomy czarodziej próbuje wydobyć od poety informacje na temat bohaterów jego pieśni, gdy on jednak się przeciwstawia, zostaje sparaliżowany i oddany torturom, natomiast na pomoc przychodzi mu Yennifer… W Kaer Morhen, młoda Ciri,  która jest przeznaczona Geraltowi z Rivii, pobiera od niego nauki i uczy się sztuki władania orężem. Krótko po tym okazuje się, że posiada ona niezwykłe zdolności magiczne, a żeby je rozwinąć i pielęgnować, wiedźmini ściągają na pomoc znajomą czarodziejkę, Triss. Geralt w towarzystwie Ciri i owej czarodziejki dołączają do królewskiego konwoju, a w trakcie drogi zostają napadnięci przez komando elfich i krasnoludzkich partyzantów, ale jednak krótko później okazuje się, że ten cały konwój jest tylko podpuchą. Zaś po krótkim czasie Geralt i Jaskier zdobywają informacje na temat Rience’a, który zaatakował poetę na początku książki. Wkrótce dochodzi do konfrontacji pomiędzy owym czarodziejem a wiedźminem… Jak on się skończy? Kto wygra?

Przyznam szczerze, że Krew elfów nie porwała mnie tak jak wcześniejsze recenzowane przeze mnie tomy, a zwłaszcza Ostatnie życzenie. Opisywane przez Sapkowskiego historie w tym tomie sagi nie były już tak fascynujące jak w poprzednich, choć dalej pisane równie ciekawym językiem, ale owe historie nie zapadają jakoś szczególnie w pamięć. Moim zdaniem najciekawszym wątkiem było szkolenie Ciri, początkowo przez wiedźminów, później przez Triss. Można było zaobserwować ciekawe zmiany w zachowaniu dziewczynki, w jej podejściu do czarodziejki. Uważam, że całą serię warto przeczytać (choć sama nie doszłam jeszcze do końca, ale zamierzam), bo jest to zdecydowanie wartościowy cykl, a autor próbuje nam coś powiedzieć, mimo że fabuła osadzona jest w quasiśredniowiecznym świecie, a sama książka napisana kilkanaście lat temu, to niektóre sytuacje i cytaty są jakże aktualne... Każdy wielbiciel fantastyki na pewno już na sagę o Wiedźminie, ale książkę zdecydowanie polecam. Ba! Cały cykl polecam!!!

Cytaty z książki
Zatańczysz tak, jak ci zagrają. Albo wyjdziesz z sali. Bo podium dla orkiestry jest za wysokie, byś mógł tam wejść i kazać muzykantom grać na inną nutę.
Błędy też się dla mnie liczą. Nie wykreślam ich ani z życia, ani z pamięci. I nigdy nie winię za nie innych.
Zapomnieliśmy, że nie jesteśmy na tym świecie sami, że nie pępkiem tego świata jesteśmy.
Magia, jak żelazny grot z zadziorem, utkwiła w niej. Zraniła głęboko. Bolała. Bolała tym dziwnym rodzajem bólu, który dziwnie kojarzy się z rozkoszą
Magia nie jest na pokaz. (...) Magia to nie jarmarczne sztuczki.

Do sagi należą poszczególne tomy:
1.Ostatnie życzenie
2.Miecz przeznaczenia 
3.Krew elfów 
4.Czas pogardy 
5.Chrzest ognia 
6.Wieża Jaskółki
7.Pani Jeziora

wtorek, 9 października 2012

Zwiadowcy. Księga 4. Bitwa o Skandię.

Tytuł: Zwiadowcy. Księga 4. Bitwa o Skandię.
Autor: John Flanagan
Seria: Zwiadowcy
Tom: czwarty
Ocena: 4,5/6

Lepiej wiedzieć za wiele niż zbyt mało.

To już czwarty tom bestsellerowej serii Johna Flanagana o Zwiadowcach, który przeczytałam i powiem szczerze, że nigdzie chyba nie widziałam negatywnych o tym cyklu. Choć podchodziłam do książki dwa razy, żeby ją w końcu przeczytać i zapoznać się z dalszymi losami bohaterów.


Will i Evanlyn, którzy w poprzednim tomie byli niewolnikami, teraz są pozostawieni sami sobie po ucieczce umożliwionej przez Eraka. W trakcie zimy mieszkają w domku schowanym głęboko w lesie, a dziewczyna robi wszystko, żeby jej przyjaciel wrócił do siebie i przestał brać uzależniające zioła, z którymi zaczął mieć kontakt podczas niewoli. Pewnego dnia Evanlyn idzie na polowanie, z którego nie wraca. Wciąż słaby Will wyrusza na jej poszukiwania i tak zaczyna się ich przygoda. Gdy są o krok od śmierci, do akcji wkracza Halt wraz z Horace, którzy już w poprzednim tomie wyruszyli na ich poszukiwania. Temudżeini szykują się na atak na Skandię, a czwórka przyjaciół musi przekonać oberjarla o czyhającym zagrożeniu i namówić ich na zmianę swej taktyki (a raczej jej wprowadzenie). Will uczy niewolników strzelać, Evanlyn mu w tym pomaga, Horace ćwiczy z mieczem, a wszystko po to, żeby Skandia została uratowana. A dziewczyna wraca na zamek, do rodziców już jako Cassandra.

Jak już wspomniałam, do książki podchodziłam dwa razy i że nigdy chyba nie czytałam negatywnych opinii o tej serii, ale wiadomo, że każdy ma inne odczucia. Zamierzam także zapoznać się z kolejnymi częściami cyklu. Odniosłam wrażenie, że wszystkie wydarzenia są zbyt rozciągnięte w tomach. Porwanie młodych przyjaciół w pierwszym tomie, ich niewola w drugim, a ucieczka dopiero w trzecim. I momentami miałam wrażenie, że jestem ciut za stara na tą serię, że jest ona przeznaczona dla młodszych, ale zdecydowanie jest to piękna historia o przyjaźni, która przezwycięża wszystko, nawet to, że jedna ze stron jest z królewskiej rodziny, a druga jest zwykłą sierota. A historia jest niezbyt skomplikowanym językiem, ale czyta się bardzo przyjemnie. Jest to książka, dzięki której można uwierzyć w przyjaźń, a tej kwestii jest porównywalna go serii o Harrym Potterze. W przeciwieństwie do serii o młodym czarodzieju w Zwiadowcach nie ma magii, nie ma tylu wymyślnych postaci, ale warto przeczytać. Jedyna, dość sporą wadą jest tylko owo jak dla mnie zbytnie rozciągnięcie wydarzeń w tomach.


Cytaty z książki
Najpierw zobacz. Potem działaj.
Łuk bez cięciwy to tylko jeszcze jedna rzecz do dźwigania. Łuk naciągnięty to broń.
Zawsze należy brać pod uwagę najgorszy scenariusz, wówczas czekają nas najwyżej miłe rozczarowania.
Pośpiech jest zaprzeczeniem prędkości.


W serii ukazały się:
4.Bitwa o Skandię
5.Czarnoksiężnik z Północy
6.Oblężenie Macindaw
7.Okup za Eraka
8.Królowie Clonmelu
9.Halt w niebezpieczeństwie
10.Cesarz Nihon-Ja
11.Zaginione historie

poniedziałek, 8 października 2012

Upiorny zegar

Tytuł: Upiorny zegar
Autor: Maxime Chattam
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 512
Ocena: 6/6

Jestem... zainteresowany, momentami podekscytowany, przyznaję, gdyż dotykamy delikatnej materii naszej cywilizacji, najwyższego tabu: morderstwa.








1900 rok. Paryż.
W tym roku zostaje otwarta Wystawa Światowa.
Zapalają się pierwsze elektryczne żarówki.
Guy de Timée, chcąc napisać nową powieść, wynajmuje poddasze w jednym z domów publicznych, w którym dochodzi do morderstwa jednej z kurtyzan. Okazuje się, że do podobnych morderstw na prostytutkach dochodzi w całym Paryżu. Wraz z jedną z jej przyjaciółek pisarz próbuje dojść do prawdy, do tego jak została zamordowana owa kobieta. Czy dowie się tego, jak to się stało? Czy znajdzie sprawcę?

Upiorny zegar jest książką magiczną. Już sam tytuł ma w sobie to coś. Do tego okładka jakby splamiona krwią, która w dodatku oddaje klimat Paryża z przełomu XIX i XX wieku, jego cuchnących uliczek, dorożek, kurtyzan zakamarków... I tylko zachęca, żeby tam pojechać. Jest książką pisaną zgrabnym językiem, a od książki nie sposób się nie oderwać. Już sama okładka woła: Przeczytaj mnie! Rzuć wszystko i zacznij czytać! Ciekawie skonstruowany kryminał osadzony w fascynujących czasach, wśród podkobiet jakimi były kurtyzany.


Cytaty z książki

Książki historyczne interesują się tylko wielkimi nazwiskami, nigdy zaś maluczkimi jak ty i ja, którzy piszą ową Historię własną krwią, a bez których nie mogłaby ona nawet zaistnieć.
Istota ludzka cywilizowana z pozoru, kryjąca w sobie najbardziej prymitywne bestialstwo, ale niezdolna go tłumić, musi od czasu do czasu pozwolić eksplodować.
Pismo jest symboliczne, za pośrednictwem, każdego ruchu przekazuje zachowanie naszej psychiki.
Ludzkość zmierzała w stronę Przyszłości, prowadzona przez Postęp, który odpychał dwie szamoczące się w wodzie furie: Rutynę i Nienawiść.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję:



sobota, 6 października 2012

"Chemia śmierci" Simon Backett

Tytuł: Chemia śmierci
Autor: Simon Backett
Cykl: David Hunter
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 336
Ocena: 5.5/6



Byłbym szczęśliwy, gdybym już nigdy w życiu nie musiał oglądać żądnych zwłok.






Dr.David Hunter, wybitny antropolog, zmęczony dużym miastem przyjeżdża do niewielkiego Manham. Miasteczko jest spokojne i ciche przez 3 lata, do czasu gdy dzieci znajdują zmasakrowane zwłoki Sally Palmer - znajomą "nowego" lekarza. Policja prosi go o pomoc. A po czasie zostają znalezione kolejne zwłoki. Przy każdym takie znalezisko jest w książce okraszone opisami tego, co się dzieje z ludzkim ciałem po śmierci, opisy fetoru, larw itp. W żadnej książce nie znalazłam tyle z medycyny sądowej.

Chemia śmierci nie jest mistrzostwem, przyznaję. Spotkałam się wcześniej z różnymi jej ocenami. Mi jednak czytało się jej dość przyjemnie, ot co, takie ciekawe czytadło. Spotkałam się z opinią, że jest to kalka wielu innych książek. Czy to prawda? Nie wiem. Zdecydowanie warto przeczytać i z pewnością  sięgnę po drugą część opowieści o dr.Davidzie Hunterze. Bardzo mi się podobała spora ilość szczegółów z dziedziny medycyny sądowej i to głównie za to taka ocena.


Tytuły części serii o dr.Hunterze
Chemia śmierci
Zapisane w kościach
Szepty zmarłych
Wołanie grobu




Cytaty z książki

Zły sen. Zły i jak zawsze tak plastyczny, że po przebudzenie zdawało się iluzją, a sen rzeczywistością. Właśnie to było najokrutniejsze.
Kara może spotkać nas w każdej chwili. I nie nam podważać jej zasadność. Nie nam krzyczeć, że to niesprawiedliwe.

Ciągle zachęcam do polubienia mojej strony na Facebooku;)

czwartek, 4 października 2012

"Kiki van Beethoven" E.E.Schmitt

Tytuł: Kiki van Beethoven
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo: Znak literanova
Ilość stron: 152
Ocena: 5/6



Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje!







Jest to kolejna po Moim życiu z Mozartem książka Erica Emmanuela Schmitta z cyklu Dźwięki, które myślą, który jest poświęcony muzykom jako nauczycielom życia. Jest to kolejna bardzo intymna książka tego autora.


Ludwik van Beethoven jest ostatnim z tzw. klasyków wiedeńskich, a zarazem prekursorem romantyzmu w muzyce, a u szczytu wirtuozowskiej sławy, wystąpiły u niego pierwsze objawy głuchoty. Już po ich wystąpieniu napisał chociażby IX symfonię d-moll, znaną najbardziej z Ody do radości. Jest to pierwsza symfonią z udziałem głosu ludzkiego.

W książce Schmitt opowiada nam jak Ludwik van Beethoven mówi do niego, uczy go życia, zmienia i wpływa na nie. Ale czy człowiek żyjący 200 lat temu może mówić do współczesnego człowieka? Otóż może. Beethoven przemawia swoją muzyką, patrząc na jego maskę autor słyszy muzykę, która radzi, pomaga, uspokaja... Schmitt w tej książce dzieli się z czytelnikami swoimi przemyśleniami i przeżyciami związanymi z Beethovenem, do którego twórczości naprawdę trzeba się przekonać. Bo przecież Beethoven nigdy nie przestaje walczyć. Przeznaczenie nie pozwoliło mu słyszeć muzyki, zatem stworzył ją w swojej głuchej czaszce. 

Muzyka poważna nie jest muzyką komercyjną i popularną, ale jednak ma w sobie to coś, dzięki czemu jednak trwa od tylu lat. Autorzy są znani do dziś, tak jak choćby Beethoven, wytrwały, bezkompromisowy, napięty jak łuk, zobowiązał mnie di tego, aby nigdy nie porzucać zobowiązań.

Nie jest to najlepsza książka Schmitta, co to, to tak, zwłaszcza porównując do Mojego życia z Mozartem. Choć, ciekawa, nie powiem.


Cytaty z książki
Następna rzecz, która mnie przytłoczyła na równinie oświęcimskiej, to cisza. Cisza opowiadała o wszystkim, cisza przypominała głosy tych dzieci, które nie stały się dorosłe, cisza tłumiła cierpienie matek, bezsilność ojców. Szłam przed z głową rozdartą przez ciszę.
Auschwitz to cmentarz Żydów, Cyganów, homoseksualistów, ale to także cmentarz nadziei. 
Nasza epoka zniszczyła moc jednostki. Nikt rozumny nie twierdzi dzisiaj, że jednostka się liczy. Człowiek, sam nagi, odbierany jest już tylko jako zmiażdżony, skruszony, podany jak siekany kotlet, przytłoczony postępem technologicznym, wystawiony na chciwość banków, państw, kapitalistycznych koncernów.

Zachęcam do polubienia mojej strony na Facebooku;)

wtorek, 2 października 2012

Niegodziwcy

Tytuł: Niegodziwcy
Autor: Lotte i Søren Hammer
Wydawnictwo: Czarne
Ilość stron: 496
Ocena: 4/6

Było tam tak niewyobrażalnie wielu pomordowanych ludzi, że nie da się tego opisać, oglądałem takie zwyrodnialstwo i poniżanie, jakiego nie wyobraziłbyś sobie nawet w najgorszym koszmarze.








Ogólnie wiadomo, że skandynawskie kryminały są dobre, i choć jest to dopiero moje drugie spotkanie z literaturą tego rejonu Europy, ale nie uważam żeby to było mistrzostwo.

Jest to pierwszy tom z planowanej przez rodzeństwo Hammerów serii o Konradzie Simonsenie. W Niegodziwcach prowadzi on śledztwo w sprawie pięciu trupów znalezionych w szkolnej sali gimnastycznej przywieszonych pod sufitem. W trakcie śledztwa dochodzi wątek pedofilii, wśród zamordowanych. Co wspólnego ma z tym człowiek zwany Drzewowłazem? Jak dokładnie zginęli ludzi znalezieni w szkole, kim oni byli? Czy Konrad Simonsen rozwiąże zagadkę?

Niegodziwców czytało się szybko i dość przyjemnie, choć na kolana nie powaliła. Nie dzieje się w niej zbyt wiele, akcja nie jest szybka, takie ot dość ciekawe czytadło, dobre na jesienne wieczory czy zabicie czasu w poczekalni. Sam pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy, choć nie jest wykorzystany do końca. Ale w końcu z książką spędziłam czas bardzo miło. Coś co jeszcze zwróciło w niej moją uwagę to bardzo ciekawa i przykuwająca uwagę jest okładka (tak, tak, wiem, nie powinno ocieniać się książek po okładce).

W sierpniu tego roku wyszła kontynuacja tej książki pt.Wszystko ma swoją cenę.
Ale chętnie ją przeczytam;)


Cytaty z książki 
To trudne, nie mieć z kim porozmawiać.
Ale mamy czas, a stara dobra harówka zazwyczaj przynosi więcej odpowiedzi niż zgadywanki i przypuszczenia.
Zapytał, czy wierzę, że garstka osób walcząca o jakąś sprawę może zmienić świat. I sam sobie odpowiedział, prosto, ale jak prawdziwie: świat zawsze był zmieniany w taki sposób.
Milcz, jeśli masz wątpliwości. Milcz, jak będziesz zdezorientowany i zignoruj wszystkie groźby. Milczenie jest twoim przyjacielem, twój przekaz to wyuczone formułki.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję:




poniedziałek, 1 października 2012

E-mail od Pana Boga do kobiet

Tytuł: E-mail od Pana Boga do kobiet
Autor: Claire Cloninger
Wydawnictwo: Edycja św.Pawła
Ilość stron: 248
Ocena: 5,5/6


Żyjemy w paradoksalnych czasach, kiedy w naszym państwie jest 90% ochrzczonych (i teoretycznie wierzących), a wiara, chodzenie do kościoła w niedzielę, a zwłaszcza częściej jest nazywane kolokwialnie siarą, a czytanie książek religijnych to już tym bardziej. A Bóg jest przedstawiany jest jako dziadek z siwą brodą, który jest daleko od świata, ma go gdzieś i milczy jak grób. A Autorka pokazuje, że wcale tak nie jest. Pokazuje, że Bóg jest blisko i wcale nie jest jakimś starcem, który nie ma pojęcia co się teraz na świecie dzieje. Chce nam powiedzieć, że On jest blisko! I właśnie pisze do kobiet maile.

Otóż  jest to zbiór wymyślonych przez Autorkę maili, w których pisze do kobiet, tych zabieganych, nowoczesnych i nie mających czasu na cokolwiek. Ale owe maile nie są podpisane jako Claire Cloninger, lecz jako Bóg. Dziwne? Podchodzi pod schizofrenię? Otóż nie. Autorka pisze owe maile w oparciu o Pismo Święte, z którego jakiś cytat znajduje się na początku każdego maila. A chce pokazać kobietom, że każda jest piękna, wartościowa, a przede wszystkim chce pokazać wielką miłość Boga do człowieka. Każdy mail jest swoistym wsparciem w zabieganym życiu, chwilą wytchnienia oraz podbudowaniem swojej kobiecości oraz przypomnieniem o tym, że każda z nas jest inna i wyjątkowa. Każdy mail dodaje sił do tego aby być partnerką, żoną, matką, do tego żeby zasiewać czułość w swoim otoczeniu. Ale także pokazuje, że w każdej kobiecie tkwi piękno! Pisze do kobiet niejako w imieniu Boga. Po prostu Bóg przez nią przemawia.

Dla wielu taka literatura rzeczywiście może być dziwna, bezsensowna, a może być nawet powodem do drwin, jednak mimo to uważam, że każda kobieta powinna przeczytać tę książkę, a zwłaszcza kobieta, która podaje się za wierzącą. Jest to dobra okazja, żeby uwierzyć w siebie!

Cytaty z książki

Wystarczy, abyś pamiętała stajenkę betlejemską, krzyż na Kalwarii i poranek Zmartwychwstania, a poznasz, że rzeczywiście jestem blisko.
Moja córko, chcę, abyś miała szacunek dla prawdy. Chcę, aby uczciwość była dla ciebie tak wartościowa, żeby żądna kropla nieuczciwości nie mogła zanieczyścić twojej mowy ani czynów, Bądź kobietą prawdy.
Kto wie, może brudne dziecko lub ta zrzędliwa stara kobieta z sąsiedniego domu są naprawdę Moimi aniołami w przebraniu?

Inne książki z serii
E-mail od Pana Boga do mężczyzn
E-mail od Pana Boga do młodzieży
E-mail od Pana Boga do nastolatka

E-mail od Pana Boga do dzieci
Kolejny e-mail od Pana Boga