poniedziałek, 30 stycznia 2017

"Ekskluzywny żebrak czyli ks. Jan Kaczkowski o tym, co najważniejsze" Jan Kaczkowski

Tytuł: Ekskluzywny żebrak czyli ks. Jan Kaczkowski
                                           o tym, co najważniejsze
Autor: Jan Kaczkowski
Wydawnictwo: Diecezji Siedleckiej UNITAS
Ilość stron: 88
Ocena: poza skalą



Skoro życie ma swój sens, to także śmierć i cierpienie, które są tego życia składową, muszą mieć sens.






Ks. Jana Kaczkowskiego bardzo cenię, od momentu, kiedy przeczytałam jego pierwszą książkę w mojej biblioteczce, a była nią pozycja zatytułowana Życie na pełnejpetardzie czyli wiara, polędwica i miłość. Tym razem przyszedł czas na kolejną książkę ks. Kaczkowskiego pt. Ekskluzywny żebrak czyli ks. Jan Kaczkowski o tym, co najważniejsze

"Ekskluzywny żebrak" to najnowsza, a zarazem ostatnia książka ks. Jana Kaczkowskiego. Jest to zbiór myśli, które ksiądz Kaczkowski wyselekcjonował z autorskich materiałów video oraz homilii, które wygłosił. Autor starał się poruszyć w niej tematy dla niego najważniejsze: miłości, strachu, choroby, wiary... Odpowiedzi ubrał w krótkie felietony, bo najważniejszego nie trzeba tłumaczyć.
                                                                                             opis z okładki

Ekskluzywny żebrak to cieniusia książka, która jednocześnie nie kosztuje zbyt wiele, ale jest zdecydowanie warta przeczytania. Felietony, w niej zawarte w tej pozycji podejmują różne tematy i to jest naprawdę ciekawe. Widać po nich, że są to fragmenty kazań, wygłaszanych przez księdza Jana – język jest typowo mówiony, właśnie jak z ambony. A wszystko z typowym dla autora podejściem – ks. Kaczkowski mówi o wszystkim wprost, bez owijania w bawełnę, z dużą wiedzą, no i przede wszystkim ze sporą i autentyczną wiarą. Osobiście uważam, że ciężko oceniać tego typu książki...
Nie ma wolności bez granic, bo jeżeli wolność sama sobie nie postawi granic, będzie wówczas samowolą, ułudą wolności, zaprzeczeniem samej siebie.

Czy polecam Ekskluzywnego żebraka? Oczywiście! Szczególnie wszystkim, którzy dopiero zamierzają zapoznać się z twórczością ks. Kaczkowskiego. Czyta się szybko, a książka jest zdecydowanie wartościowa i godna przeczytania.  

sobota, 28 stycznia 2017

"Z jednym wyjątkiem" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Z jednym wyjątkiem
Autor: Katarzyna Puzyńska
Cykl: Lipowo
Tom: czwarty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 744
Ocena: 5/6



Swoją drogą, prawda to zadziwiająca rzecz. Potrafi leczyć, ale potrafi też ranić.






Za Sagę o Lipowie autorstwa Katarzyny Puzyńskiej zabrałam się już jakiś czas temu i już od pierwszego spotkania z tym cyklem w tomie pt. Motylek od razu pokochałam Lipowo, policjantów tam pracujących oraz cała atmosferę stworzoną przez autorkę. W końcu przyszedł czas na moje spotkanie z czwartą częścią serii pt. Z jednym wyjątkiem. 
Po zimie w Lipowie nie zostało już śladu. Wiosna przejmuje świat w swoje władanie. Kwitną kasztanowce, a na polach szumi zielone jeszcze zboże. Przy tej sprzyjającej aurze młodszy aspirant Daniel Podgórski zamierza nareszcie zmienić swoje życie i oświadczyć się Weronice Nowakowskiej.

Tymczasem w okolicach Lipowa umiera pewna kwiaciarka. Kobieta jest już wiekowa, jej śmierć początkowo nie wydaje się więc wcale podejrzana. Z jakiegoś powodu jednak ratowniczka medyczna z karetki pogotowia wezwanej przez sąsiadkę zmarłej nalega na natychmiastowe sprowadzenie policji. Szybko okazuje się, że kobieta miała rację: kwiaciarka została zamordowana.
                                                                    opis z okładki
Z jednym wyjątkiem jest już czwartą częścią przygód policjantów z Lipowa i jednocześnie moim czwartym spotkaniem z twórczością Katarzyny Puzyńskiej. Z racji tego, że w książkach autorki dość mocno jest rozbudowany wątek obyczajowy – trudno byłoby się połapać w czytaniu tej serii nie po kolei... Przynajmniej moim zdaniem. Bardzo podoba mi się ta część - spodobały mi się kolejne perturbacje komisarz Kopp oraz sam pomysł na książkę. Zdecydowanie przypadł mi do gustu temat postanowienia Podgórskiego, w którym zamierza się oświadczyć Weronice – wielkie brawa za to dla autorki i za rozwinięcie tego tematu. Z jednym wyjątkiem jest książką, którą czytałam z naprawdę dużą przyjemnością. Intryga utrzymana na odpowiednio wysokim poziomie, a fabuła odpowiednio dopracowana, na dość wysokim poziomie. Autorka jest bardzo konsekwentna w kreowaniu postaci, a po lekturze tej części jestem coraz bardziej ciekawa tego, co wydarzy się w kolejnych tomach. Język i styl jak zawsze utrzymany na odpowiednio wysokim poziomie – wszystko dopracowane, bez nudy czy prostactwa. Intryga zawarta w książce osiągnęła wysoki szczebel, przez co mam coraz większą ochotę na kolejny tom serii pt. Utopce.

Z jednym wyjątkiem to książka, którą czytało mi się naprawdę szybko, a jej lektura sprawiła mi wielką przyjemność. Katarzyna Puzyńska stworzyła naprawdę cudowny klimat, a bohaterowie przeżyli naprawdę wiele. Czy polecam? Oczywiście!

piątek, 27 stycznia 2017

Kawy od DMG-Herbaty


Swego czasu dostałam paczuszkę z kawami i herbatami od DMG-Herbaty.
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać kawy.

Kliknij, aby powiększyć

Dostałam 4 próbki kaw w różnych smakach - Havana Club, Oreo, Irish Cream oraz Paryż nocą.  

Kliknij, aby powiększyć
Przyznam szczerze, że najbardziej byłam ciekawa kawy o smaku Oreo, jednak chyba najbardziej przypadła mi do gustu Irish Cream. Smaki ciekawe, nienachalne, nie czuć perfidną sztucznością. 

Podoba mi się także to, że kawa została wysłana w ziarnach, a nie zmielona (w której może być wszystko). No i sama mogę dostosować grubość mielenia do własnych potrzeb. 





środa, 25 stycznia 2017

"Nowe życie" Karen Kingsbury





Tytuł: Nowe życie
Autor: Karen Kingsbury
Cykl: Anielski Patrol
Tom: drugi
Wydawnictwo: Edycja Świętego Pawła
Ilość stron: 346
Ocena: 2/6






Nigdy nie miałam styczności z twórczością Karen Kingsbury, jednak patrząc się na jej opis – byłam bardzo nią zaintrygowana. Dlatego właśnie sięgnęłam po tę pozycję... Więc czas na Nowe życie


W podłej dzielnicy Los Angeles od pokoleń trwa rywalizacja gangów narkotykowych. Marcus Dillinger, bejsbolista mistrzowskiej drużyny Dodgersów, właśnie tam decyduje się otworzyć centrum dla młodzieży. Trudne zadanie, zwłaszcza dla kogoś, kto związał się z dziewczyną, która niekoniecznie podziela jego pasje i świat wartości. A tuż obok jest Mary Catherine, której zostało pół roku życia na wszystko, w tym na wyjazd do Ugandy i na odkrycie miłości do Marcusa. Czy oboje zdążą odkryć uczucie? Czy Mary pozwoli się pokochać? Czy siła dobrych zmian zdoła odmienić zło ich świata i trudne historie ludzi, którzy stanęli na drodze ich życia?Na ziemię zostaje posłany Anielski Patrol, by ratować bohaterów. Dziś mają dokonać wyborów, które zaważą na ich przyszłości. A przed nimi otwierają się bramy nowego, nieznanego, intrygującego życia.
                                                           Opis z okładki

Nowe życie jest drugim tomem z serii o nazwie Anielski Patrol. Dopiero jak zaczęłam czytać tę pozycję domyśliłam się, że jest to drugi dom serii. Nie zmieni to faktu, że książkę czytało mi się naprawdę szybko. A co więcej? Moim zdaniem klimat książki Nowe życie rdzo dobrze oddaje jej okładka – podkoloryzowana, nieco sztuczna, niczym z brazylijskiej telenoweli... Jak na mój gust bohaterowi e, mogliby być bardziej dopracowani, bardziej charakterystyczni. Fabuła także zostawia wiele do życzenia – nie dzieje się nic ciekawego, nic, co powaliłoby na kolana... Język, jakim jest napisana  książka – także bez szału i bez rzucania na kolana. Jak dla mnie zupełnie przekoloryzowane, zbyt na wyrost...

Podsumowując już Nowe Życie – jest to książka, którą czyta się szybko, jednak jest to pozycja, którą się czyta dość szybko z racji jej marności. Język dość mizerny, ponadto pomysł na fabułę jak z kiepskiej telenoweli... I to jeszcze tej słabej. Książka mnie nie rzuciła na kolana... Czy sięgnę po pozostałe książki? Szczerze w to wątpię... Czy polecam? Niekoniecznie. Bo w końcu Nowe Życie to książka dość marna jako literatura... Nawet bardzo marna...

sobota, 21 stycznia 2017

"Kokaina" Barbara Rosiek

Tytuł: Kokaina
Autor: Barbara Rosiek
Wydawnictwo: Mawit Druk
Ilość stron: 91
Ocena: 4/6



Chciałabym, by ktoś mnie czasem odwiedził, porozmawiał, przekonał, że pomimo absurdu codzienności najważniejszy jest fakt istnienia.






Barbara Rosiek najbardziej znana jest ze swojego Pamiętnika narkomanki, choć i tak głośno zrobiło się wokół wywiadu, który z autorką przeprowadziła Joanna Polis i został on wydany pod tytułem Barbara Rosiek Inna Perspektywa. Po lekturze tamtej książki zabrałam się za poszukiwania innych książek naczelną narkomankę kraju (jak o sobie mówi autorka), tak więc po znalezieniu Kokainy od razu zabrałam się za jej czytanie.
Samotność ćpuna jest zawsze taka sama. Przyjaciel może przydarzyć się w życiu jak wiele innych, dobrych czy złych praw. Przyjaciel, to takie proste. I takie nieosiągalne.

Kokaina jest książką autorstwa Barbary Rosiek, w której jest najwięcej fikcji, o czym sama mówi w wywiadzie z Joanną Polis. Jednak z racji tego, że pisarka ma doświadczenie uzależnienia od narkotyków książka sprawia wrażenie bardzo autentycznej. A sama pozycja opowiada o brutalnym świecie nałogu – świecie rządzącym się swoimi prawami... O świecie, pełnym samotności, mnóstwa emocji, których jedynym następstwem wydaje się być sięgnięcie po kolejną działkę...
Nie kochasz, nie cierpisz. Nie jesteś kochany - nikt nie cierpi z twojego powodu. To podstawy pewnej wolności. Złudnej. Mieć i mieć. Posiadać. Gromadzenie rzeczy i tragedia ich utraty. No tak, spokojnie można naćpać się rzeczami. Cały świat jest uzależniony od rzeczy.

Kokaina jest książeczką naprawdę cieniutką – liczącą raptem niecałe sto stron. Jednak niech owa objętość Was nie zmyli – książki nie powinno czytać się w pośpiechu, z jednym przysiadem, a wręcz przeciwnie powoli, z refleksją... Pozycja jest napisana językiem zrozumiałym dla czytelnika, co ułatwia nadążanie za bohaterami, za ich odczuciami, emocjami i rozterkami. No i temat ważny – narkomania... Autorka pokazuje ten temat bardzo dobitnie i realistycznie. Czasami miałam wrażenie, że zbyt dobitnie, chociażby serwując sporą dawkę wulgaryzmów, zbyt sporą... Jednak nie zmienia to faktu, że pozycja zawiera bardzo ciekawy portret psychologiczny osoby uzależnionej od narkotyków. Osobiście o wiele bardziej podobał mi się Pamiętnik narkomanki czy wspomniany już wcześniej wywiad Inna perspektywa.
W ciemnościach nocy, kiedy przychodziło ZŁO, które paraliżowało wszystko, widywałam diabły o szklanych oczach lub wciągał mnie wir tworów nieustannie zmieniających kształty. Usiłowały opleść i skonsumować moje ciało. Kim były?


Podsumowując Kokainę - jest to książka zdecydowanie warta przeczytania i zapoznania się. Nie jest zbyt obszerna, więc jej lektura teoretycznie nie zajmie wiele czasu, jednak niech Was to nie zmyli – nie warto jej pochłaniać za jednym razem, lepiej czytać powoli, delektować się nią. Książka jednak warta przeczytania, właśnie z racji tematu jaki podejmuje.

środa, 18 stycznia 2017

"Mój psycholog nazywa się Jezus" Carlo Nesti






Tytuł: Mój psycholog nazywa się Jezus
Autor: Carlo Nesti
Wydawnictwo: Edycja Świętego Pawła
Ilość stron: 134
Ocena: 2/6







Z racji tego, że jestem osobą wierzącą, ale jednocześnie interesuję się trochę psychologią, więc z racji tego dość mocno zainteresowała mnie książka z Edycji Św. Pawła pt. Mój psycholog nazywa się Jezus. Książeczka okazała się być bardzo cieniutka, więc przeczytałam ją bardzo szybko.


Próbujesz zmienić swoje życie?
Myślisz, że niewiele potrafisz i niewiele możesz?
Nie radzisz sobie z uczuciami wobec niektórych ludzi?
Stoisz na życiowym rozdrożu i nie wiesz, gdzie pójść?
Zapewne chciałbyś spotkać kogoś, kto pomoże ci zrozumieć siebie i sprawić, żebyś czuł się szczęśliwszy bez względu na to, co dzieje się wokół ciebie. W takim razie najlepsze, co możesz zrobić, to oddać się w ręce świetnego psychologa. On nazywa się Jezus. Opowiedz mu, co cię trapi, i posłuchaj uważnie, co ma ci do powiedzenia. Razem z Jezusem wygrasz każdy dzień, całe życie, a nawet przyszłość!
                                                                  opis z okładki

Mój psycholog nazywa się Jezus to książka, za którą zabrałam się ze sporym entuzjazmem i dość dużymi oczekiwaniami. Rozsiadłam się w fotelu z kocem, zaczęłam czytać i pochłonęłam bardzo szybko i zakończyłam ją z pewnym niesmakiem i z porządnym niedosytem. Książka jest cienka, fakt, jednak jak dla mnie Carlo Nesti postawił zbyt mały nacisk na aspekt psychologiczny... Praktycznie w ogóle go nie ma poza słowem „psycholog” w tytule. Przeliczyłam się, zdecydowanie. Tak w zasadzie jest to książka o wszystkim i niczym, w zasadzie o niczym konkretnym, co najbardziej mnie rozczarowało. Żadnych konkretnych rad, zadań, refleksji... Tak w zasadzie to mnie najbardziej zirytowało, bo jak na mój gust ta książka to takie istne lanie wody. Jednak muszę przyznać, że poza tym faktem napisana w przystępny i zrozumiały sposób, dość prosty, a ponadto podzielona jest na kilkanaście króciutkich rozdziałów, co sprawia, że czyta się ją jeszcze szybciej.


Mój psycholog nazywa się Jezus to książeczka, która mnie rozczarowała... Istne lanie wody, pisanie o wszystkich i o niczym, a poza tym brak kompletnego odniesienia do psychologii, co sugeruje tytuł. Zdecydowanie odradzam po sięganie po tę pozycję. Fakt, jej przeczytanie nie zajmie wiele czasu, ale moim zdaniem i tak nie warto.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Edycji Św. Pawła

piątek, 13 stycznia 2017

"W pierścieniu ognia" Suzanne Collins

Tytuł: W pierścieniu ognia
Autor: Suzanne Collins
Cykl: Igrzyska śmierci
Tom: drugi
Wydawnictwo: Media Rodzina
Czyta: Anna Dereszowska
Długość: 12 godz. 57 min.
Ocena: 5/6


Nie zrobią mi krzywdy, bo nie grozi mi to, co wam. Nie został już nikt, kogo bym kochała.



W pierścieniu ognia to już druga część trylogii o nazwie Igrzyska Śmierci, kolejny tom opowiadający przygody Katniss. Po przeczytaniu pierwszego tomu o tym samym tytule co cała seria postanowiłam się zabrać za kontynuację w formie audiobooka w interpretacji Anny Dereszowskiej.
Wtedy wyznam mu, że od lat był dla mnie jednym z najważniejszych ludzi,a moje życie stało się lepsze dzięki temu,że go znałam. I kochałam, choćby na swój ograniczony sposób.

W Panem przychodzi czas na kolejne Głodowe Igrzyska, a wypadają akurat 75. rocznicowe Igrzyska Ćwierćwiecza. W ich trakcie Katniss i Peeta biorą udział w obowiązkowym Tournée Zwycięzców obserwując co się dzieje w poszczególnych dystryktach, a są świadkami naprawdę niepokojących zdarzeń... Do dystryktów dochodzą coraz bardziej zatrważające informacje dotyczące innych rejonów Panem. Co w nich się tak naprawdę dzieje? Jakie przygody przydarzą się Katniss i Peecie? Jakie plany mają organizatorzy wobec Zwycięzców? Co knuje prezydent Snow?
Nie wolno mi okazywać słabości. Prostuję się z wysiłkiem, odgarniam z dudniących skroni mokre strąki i przygotowuję się do rozmowy. Obie stają w progu, z herbatą i grzanką, a na ich twarzach maluje się troska. Otwieram usta, żeby na wstępie zabłysnąć jakimś dowcipem i wybucham płaczem. Taka jestem silna.

Przyznam szczerze, że zupełnie nie wiedziałam czego się można spodziewać się po kontynuacji Igrzysk Śmierci, jednak od samego początku, od momentu odpalenia W pierścieniu ognia wciągnęłam się bardzo w tę historię. Pomysł wydaje mi się lekkim odgrzaniem kotleta, jednak akcja toczy się wartko, a fakt, że Katniss jest jednocześnie narratorką i bohaterką jest naprawdę na plus – pozwala się lepiej wczuć w klimat książki. No i bardzo spodobał mi się pomysł na tę arenę – naprawdę wielkie brawa, ale nie chcę pisać za dużo, żeby nie za spoilerować zbyt wiele. Słownictwo w tej pozycji jest niezbyt skomplikowane, jednak adekwatne do typu literatury, która jest skierowana raczej dla młodzieży. Generalnie dość dobra książka, trzymająca poziom pierwszego tomu.

W pierścieniu ognia to książka, z którą spędziłam naprawdę miło czas i już nie mogę się doczekać jak zabiorę się za trzeci tom trylogii pt. Kosogłos. Mogę polecić z ręką na sercu, każdemu, kto choć kapkę interesuję się literaturą fantastyczną.



środa, 11 stycznia 2017

"Rodzina SLOW. Jak zwolnić, odbudować więzi i doświadczyć większej radości" Bernadette Noll

Tytuł: Rodzina SLOW. Jak zwolnić, odbudować więzi i doświadczyć większej radości
Autor: Bernadette Noll
Wydawnictwo: Edycja Świętego Pawła
Ilość stron: 232
Ocena: 5/6


Podchodź z dystansem do: trudności, pracy, ludzi, frustracji, tego co Cię przytłacza, a także do siebie. Jeśli to zrobisz, może się okazać, że wszystkie problemy da się w końcu rozwiązać, a ty będziesz do nich podchodzić z o wiele lepszym nastawieniem.




W dzisiejszym świecie panuje przekonanie, że wszystko musi dziać się szybko, wręcz bardzo szybko, co dość mocno oddziałuje na relacje, także te rodzinne. Na przekór temu Bernadette Noll w swojej książce Rodzina SLOW. Jak zwolnić, odbudować więzi i doświadczyć większej radości przedstawia ideę życia slow, życia wolnego od wyścigu szczurów. 
Jako antidotum na wszechobecny we współczesnym świecie pośpiech, natłok informacji, zalew rzeczy i spraw, brak czasu dla rodziny i na pielęgnowanie przyjaźni, śmieciowe jedzenie i takie też czasami życie… pojawił się u nas i zadomowił trend slow (z ang. powoli, wolno, zwolnić). Propaguje zatrzymanie się, rozejrzenie wokoło i zaplanowane zwolnienie tempa życia, dobre wykorzystanie czasu i otaczających nas rzeczy. Przede wszystkim to szkoła podejmowania świadomych decyzji związanych z tym, co robić, jak żyć, co kupować, jak wychowywać dzieci, co jeść, jak spędzać czas wolny. To przeciwieństwo zarówno wyścigu szczurów, jak i odpuszczenia sobie w życiu wszystkiego. Książka pokazuje, jak można żyć dobrze i mądrze!
                                                        opis z okładki

Bernadette Noll – autorka książki – jest jedną z prekursorek życia w stylu slow, o czym można przeczytać na stronie slowfamilyliving.com. Pisze o tym także w pozycji Rodzina SLOW. Jak zwolnić, odbudować więzi i doświadczyć większej radości. Książka jest podzielona na 75 krótkich rozdziałów, będących radami na to, jak zwolnić, jak doświadczyć większego spokoju w relacjach rodzinnych. Napisana jest przyjemnym w przyjemnym odbiorze językiem, co prawda niezbyt wyszukanym, ale jednak nie jest zbyt prostacki, a za to ułatwia zrozumienie przesłania tej idei, bo tak naprawdę chodzi w niej o prostotę. 
Następnym razem, gdy będziesz leżeć w łóżku, zamartwiając się tą czy inną kwestią lub koniecznością podjęcia decyzji, pozwól sobie po prostu trwać przy własnych uczuciach. Nie musisz się specjalnie od tego odcinać, ale raczej wziąć oddech i zanurzyć się w sobie bez potrzeby natychmiastowego znalezienia odpowiedzi. 
Komu polecam książkę Rodzina SLOW. Jak zwolnić, odbudować więzi i doświadczyć większej radości? Przede wszystkim rodzicom dzieci w każdym wieku, jednak uważam, że także single czy dzieci znajdą także coś dla siebie – w tworzeniu relacji z pozostałymi członkami rodziny czy przyjaciółmi. Moim zdaniem, każdy rodzic powinien przeczytać tę pozycję Bernadette Noll, ale i pozostałym czytelnikom posiadającym jakiekolwiek relacje rodzinne polecam się zabrać za tę książkę.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Edycji św. Pawła



sobota, 7 stycznia 2017

Hadzine dyskusje: Bullet Journal - co to jest i z czym to się je.


Bardzo długo szukałam jakiegoś idealnego kalendarza - planera.
W zeszłym roku pisałam na blogu o tym jak dostosowałam pod swoje potrzeby kupny  kalendarz w tym poście. Jednak po jakimś czasie okazało się, że jest ciężki, duży, ale jednak brakuje w nim miejsca na luźniejsze notatki - takie poza tym o której mam jakie spotkanie, Jakiś czas po tym jak do tego doszłam przeczytałam u Kreatywy na blogu post o Bullet Journal. Wtedy pierwszy raz o tym przeczytałam, zainspirowałam się i postanowiłam stworzyć swój własny.



Czym tak w zasadzie jest Bullet Journal (BuJo)?


To system planowania polegający na prostocie i minimalizmie. Tak w zasadzie najprościej można powiedzieć, że jest to połączenie kalendarza, plannera i dziennika.
Do jego stworzenia wystarczy... zeszyt i długopis.


Filmik, w którym pomysłodawca Bullet Journala opowiada o co w tym chodzi.

Początkowo miałam zacząć swój BuJo od stycznia, ale jednak nie wytrzymałam i zaczęłam od listopada. To jest właśnie super - można zacząć w dowolnym momencie roku, a nie od początku stycznia czy roku szkolnego. No i chciałąbym pokazać Wam moją przygodę z BuJo.


U mnie też zaczęło się od zeszytu i pióra. 
Zwykły czarny zeszyt w kratkę. z Herliza, lekko przyozdobiony już jakiś czas temu i moje ulubione pióro z czarnym atramentem.


Na początku index, czyli spis treści oraz karteczki na okładce - samoprzylepne przyklejone tak po prostu, a luźne w przyklejonej do okładki kopercie.



U mnie równo połowa zeszytu - to taki kalendarz. 
Najpierw na całej stronie zrobiłam sobie rozpiskę miesiąca i zaznaczam tam najważniejsze wydarzenia miesiąca i połączyłam to z Habit Trackerem - kontrolną nawyków. 






Habit tracker

Po każdej rozpisce całego miesiąca rozpisałam sobie poszczególne dni/tygodnie - jeden tydzień zajmuje mi 2 strony.

Jeszcze nie zapisane dniówki

Wypełnione dni - niektóre dość skromnie
Jak dla mnie nie jest to układ dni idealny - za mało miejsca zostawiłam sobie na weekendy, czasem za mało miejsca także w pozostałe dni. Myślę nad udoskonaleniem tego. Ten BuJo mam do końca czerwca, więc jeszcze trochę czasu mam do namysłu. 

No i poniżej powypełniane dni.



I teraz najlepsze w BuJo - kolekcje.
Czyli zapisywanie wszystkiego, co potrzebne, zorganizowania czegokolwiek
















Na końcu stworzyłam sobie kieszonki na luźne kartki, karteluszki - wystarczy taśmą dwustronną skleić 2 strony zeszytu.



No i na samym końcu jeszcze jedna kieszonka na karteluszki stworzona z koperty formatu A5.


Niedawno będąc w jakimś centrum chińskim natrafiłam na dość marnej jakości notes, ale jednak stwierdziłam, że jego skóropodobna okładka przyda mi się jako ochrona mojego zeszytu, który jednak jest w miękkiej okładce i przy noszeniu w torebce szybko niszczeje. 



Co mnie urzekło w Bullet Journalingu?
Zupełna dowolność i swoboda.
Można wybrać sobie dowolny zeszyt, dowolnego formatu, można zacząć kiedykolwiek, zamieszczać dowolne notatki i kolekcje.
A także to, że wszystko mam w jednym miejscu - kalendarz, czy zapiski takie jak pomysły na obiad, pomysły na teksty na bloga, zamówienia rękodzielnicze, egzemplarze recenzenckie czy rozpiski dotyczące Dzieła Duchowej Adopcji Sióstr Zakonnych, które prowadzę. Przez co różne pomysły zamiast uciekać z głowy - zostają. 

Z BuJo jako narzędziem o wiele łatwiej mi jest zaplanować cokolwiek, zorganizować się, właśnie przez to, ze jest on przystosowany do mnie, do moich potrzeb, mojego roztrzepania i lekarskiego pisma - wszystko w jednym miejscu, a nie na dziesiątkach karteczek czy w różnych notatkach na telefonie. Jeszcze myślę nad tym jak mogę udoskonalić swój system, ale i tak jestem zadowolona, z tego co mam. 

Przeglądając Internet, a przede wszystkim zdjęcia na grupie na facebooku, widziałam mnóstwo pięknie wykaligrafowanych stron, mnóstwo ozdobników, tasiemek, a także zachwytów nad drogimi notesami z wykropkowanymi stronami (zamiast linii czy kratek - kropki). Jednak nie o to chodzi, to są tylko dodatki, Wcale nie trzeba mieć notesu z wykropkowanymi stronami, pięknego pisma czy mnóstwa naklejeczek, żeby prowadzić BuJo. Pamiętaj, że wystarczy tylko długopis/pióro i zeszyt.

A Wy macie jakieś doświadczenia z Bullet Journalem?
Co sądzicie o tym sposobie planowania?

środa, 4 stycznia 2017

"Busem przez świat. Australia za 8 dolarów." Karol Lewandowski

Tytuł: Busem przez świat. Australia za 8 dolarów.
Autor: Karol Lewandowski
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilość stron: 320
Ocena:5.5/6


Australia to magiczna ziemia. Ogromna przestrzeń budzącego respekt outbacku. Wschody i zachody słońca, których nie zobaczy się nigdzie indziej na świecie. Imponujące kaniony, pustynie, parki narodowe... I ludzie, którzy mają w sobie wielkie pokłady życiowego luzu, cieszą się każdym dniem i są otwarci na innych.



Już jakiś czas temu przeczytałam jedną z książek autorstwa Karola Lewandowskiego będącą kolejną relacją z podróży ekipy Busem przez świat. Czytałam już o ich wyprawie do Ameryki, teraz przyszedł czas na kolejny kontynent – Australię. O tej części Świata czytałam już w książce pt. Lady Australia Marka Tomasika, jednak Karol Lewandowski, jego podróże oraz ich opis są zupełnie inne – bardziej studenckie i oddane w dużo bardziej rzeczywisty sposób.
Cztery miesiące i 25 tysięcy kilometrów starym busem przez Australię. Członkowie ekipy BUSEM PRZEZ ŚWIAT przeżyli 50-stopniowe upały, stanęli oko w oko z krokodylami, psami dingo, kazuarami i dziesiątkami jadowitych węży oraz pająków. Nauczyli się rzucać bumerangiem i grać na didgeridoo, mieszkali w aborygeńskiej wiosce, przeżyli burzę piaskową i atak szarańczy. Poparzyły ich meduzy, wydobywali najdroższe kamienie świata, odwiedzili podziemne domy oraz jedli hamburgery z kangurów i krokodyli… Dzięki załodze busa pokochacie Australię taką, jaka jest naprawdę – dziką, nieujarzmioną i bardzo zaskakującą.                                                                                                                                                          opis z okładki
Busem przez świat. Australia za 8 dolarów. To pozycja, za którą zabrałam się z naprawdę wielkim zapałem i entuzjazmem. W końcu Australia jest tak daleko, podróż tam nie należy do najłatwiejszych i do najszybszych, a ja już od kilku lat po ciuchu marzę o wyprawie właśnie na ów najmniejszy kontynent. Przez lata owo marzenie tłumiłam w sobie - „bo przecież za daleko”, „bo przecież nie mam tyle kasy”... Owe marzenia wyjątkowo mocno odezwały się wyjątkowo mocno podczas lektury Busem przez świat. Australia za 8 dolarów. Od wyprawy do Ameryki ekipa Busem przez świat uległa lekkim zmianom, co jest opisane na początku książki, jednak idea pozostała ta sama – podczas wyprawy do Australii przeżyć za 8 dolarów dziennie na osobę, włączając w to bilety na samolot oraz przewóz czy naprawy busa – Supertrampa i wszystkie inne koszty. Książka jest napisana w sposób podobny do swojej poprzedniczki – okiem Karola Lewandowskiego, jako prowodyra i studenta, czyli w sposób dość prosty i przystępny, a ponadto okraszone sporą porcją zdjęć. Wszystko opisane w wielu krótkich rozdziałach opisujących pomniejsze przygody oraz spotkania z napotkanymi ludźmi. 
Gdy na dobre wbiliśmy się na szutrową drogę, wskoczyliśmy na dach naszego busa (…). To było nasze safari! Bus mknął, unosząc za sobą tumany kurzu. Nad nami przelatywały przepiękne papugi, a skaczące poboczem kangury patrzyły na nas jak na wariatów. Może miały rację, bo widoki i emocje uderzyły nam do głów. Ciężko opisać, jak szybko człowiek chłonie wolność i piękno otaczającego świata, jadąc przez Australię na dachu busa.
Busem przez świat. Australia za 8 dolarów to naprawdę dobra pozycja, którą z ręką na sercu mogę polecić każdemu miłośnikowi podróży, zwłaszcza tych raczej po taniości. Polecam ją osobom zafascynowanym Australią, a także jej kulturą, mieszkańcami, rdzenną ludzkością – Aborygenom. A także wszystkim, którzy szukają wymówek dotyczących podróży - „bo przecież za daleko”, „bo przecież nie mam tyle kasy”... A ja koniecznie muszę w końcu zabrać się za książkę opisującą ich pierwszą wyprawę!

Plan podróży przez Australię
źródło

Kangur i książka Australia za 8 dolarów
źródło

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!



wtorek, 3 stycznia 2017

Żegnaj 2016, witaj 2017!


2016 to był zdecydowanie dobry rok, nawet bardzo dobry.
Nie przebiegłam półmaratonu, nie schudłam 20 kg, nie przeczytałam 100 książek - jak sobie pięknie zaplanowałam. Ale wydarzyło się wiele innych, pięknych rzeczy, które sprawiły, że ten rok jest naprawdę udany.

Co mi się udało w 2016?




Przede wszystkim pokochałam siebie - taką jaką jestem. Z rozstępami, nadwagą, trądzikiem i podkrążonymi oczami. Pokochałam, zaakceptowałam, polubiłam, uznałam za piękną... No i przede wszystkim przegoniłam czarnego psa. 

Byłam na ŚDMie, poznałam Klikę oraz wiele cudownych osób i przeżyłam z nimi wiele wspaniałych, szalonych chwil, jak chociażby cudownego Sylwestra w górach.
Byłam na Targach książki w Warszawie, Krakowie oraz we Wrocławiu, gdzie także mogłam poznać całe mnóstwo osób, gdzie było całe mnóstwo pięknych spotkań. 

Nauczyłam się, że niemożliwe nie istnieje, że z odpowiednimi ludźmi można wszystko. Że Bóg może wszystko. Nauczyłam się, że porównywanie się z innymi w najróżniejszych kwestiach (ilość przeczytanych książek, waga, ilość zrzuconych kg, rzekome osiągnięcia w życiu, ilość wejść na blogu itp.) nie ma najmniejszego sensu. To tylko psuje humor, ja jestem przecież sobą. Jestem Asią Hadzik - Hadzią. Nikim innym. Porównywanie jest do kitu. Bo czy to naprawdę takie ważne, że ktoś tam inny przeczytał więcej książek, ma więcej wejść na bloga, czy może mniej waży. Jestem sobą i robię to co kocham - nic innego się nie liczy. Liczy się to, że kocham książki i rękodzieło. 

Największym cudem jest więź. Tam, gdzie są więzi, tam jest cud. Nie ma nic bardziej cudownego. Gdy człowiek odchodzi od więzi, skazuje się na samobójstwo. "Wartość człowieka" - ks.Krzysztof Grzywocz.

 Nauczyłam się, że szczęście to ludzie i relacje z nimi - rozmowy, spotkania, wspólne wypicie kawy, czy rozmowy do późna. Dużo jeździłam, poznałam i spotkałam wielu wspaniałych ludzi, z którymi stworzyłam cudowne, przyjacielskie relacje. Liczy się to, że mam przyjaciół, całe grono przyjaciół. To, że nie mam faceta - czy to naprawdę takie ważne?

Spotkania roku 2016 ;)

Doświadczyłam wielu cudownych spotkań, odbyłam wiele wspaniałych rozmów, między innymi tych o książkach. Naprawdę wiele i to wspaniałych.
 W 2016 roku przeczytałam 88 książek - więcej niż w 2 poprzednich latach (17 więcej niż w 2015, 2 więcej niż w 2014). Do obiecanych 100 jednak trochę brakuje, ale ja jestem zadowolona, ponieważ wśród nich było wiele naprawdę dobrych książek. Każda z nich w jakimś stopniu mnie zmieniła, w jakiś sposób ukształtowała na przestrzeni tego roku.

Około 100 książek mieszkających ze mną na stancji z 560, które posiadam. 




Z moich odkryć książkowych to zdecydowanie twórczość Katarzyny Puzyńskiej oraz ks. Krzysztofa Grzywocza.


Zdjęcie z panem Markiem Krajewskim.
Jakie mam plany na 2017?
Przeczytać 104 książki (2 razy po 52).
Wydać swój tomik wierszy. 
Okazywać więcej emocji, wszak toć to wcale nie jest słabość.
Być szczęśliwa, cholernie szczęśliwa.


Nie, nie zamierzam przepraszać za to jaka jestem.
Jestem sobą.
Joanną Moniką Małgorzatą Hadzik.
Szczęśliwą kobietą.

A jaki był Wasz 2016 rok?
Jakie macie plany na 2017?