niedziela, 30 listopada 2014

"Namiot Spotkania" ks.Franciszek Blachnicki





Tytuł: Namiot Spotkania
Autor: Franciszek Blachnicki
Wydawnictwo: Światło-Życie
Ilość stron: 27
Ocena: poza skalą








Ksiądz Franciszek Blachnicki to dla mnie postać wyjątkowa, heroiczny i charyzmatyczny kapłan o jakich teraz coraz trudniej, często nazywany Prorokiem Żywego Kościoła i swą mądrością życiowo – duchową porównywany do kardynała Wyszyńskiego Najbardziej zasłynął z tego, że powołał do życia charyzmatyczną wspólnotę formacyjną o nazwie Ruch Światło-Życie popularnie nazywaną Oazą, do której sama należałam przez lata. Jednym z elementów tej wspólnoty jest forma modlitwy nazywana Namiotem Spotkania. I właśnie o tym jest ta książeczka.

Czym jest ta modlitwa niech wyrazi cytat księdza Blachnickiego: W samej nazwie „Namiot Spotkania” jest już okreś­lona istota modlit­wy: modlitwa to jest spotkanie, spotkanie zaś dokonuje się pomiędzy osobami. Tylko osoby mogą się spotkać. Spotkanie jest zawsze najpierw i przede wszystkim spotkaniem się dwóch osób - „ja” i „ty”. Polega ono na tym, że ja staję w obliczu drugiej osoby, przeżywając ją jako „ty” w stosun­ku do swojego „ja”. Jeżeli przenie­siemy to określenie na relację człowieka do Boga, to otrzymamy dokładne, precyzyjne określenie istoty modlitwy. Istotą modlitwy jest spotkanie osoby człowieka z Osobą Boga. 

Książeczka Namiot Spotkania to spis czterech konferencji wygłoszonych przez księdza Franciszka dotykających właśnie tematyki formacji i tej właśnie modlitwy. Jak się do niej przygotować? Jak się w ten sposób modlić? Jak się do tego zabrać? Jaki jest sens i wymowa tej modlitwy? Na czym ona dokładnie polega? Skąd ona się wzięła? Na te wszystkie pytania znajdziemy właśnie w tej pozycji.

Namiot Spotkania to zaiste krótka pozycja, wręcz bardzo krótka objętościowo, ale bardzo bogata w treść. Podejście to tej modlitwy przejawia wiele dojrzałości, siły oraz wiary. Przejawia się w niej bogactwo duchowe księdza Blachnickiego, który pisze o Bogu jak o swoim przyjacielu. Język czy styl jakimi jest ona spisana nie należy do najłatwiejszych, ale autor ma sobie „to coś” co sprawia, że   czuje się niedosyt po jej lekturze. Jest to pozycja obowiązkowa dla ludzi, którzy kiedykolwiek mieli jakikolwiek kontakt z Ruchem Światło-Życie, jako poznawanie twórczości i nauczania założyciela Ruchu, a dla niewprawionych lub mających problemy duchowe – jest to świetna pozycja, która pomoże znaleźć sens modlitwy, odkryć nowy, mało popularny sposób modlitwy. Dla mnie jest to pozycja, do której często wracam, jak do korzeni!

A czym ksiądz Blachnicki mnie tak zafascynował możecie przeczytać w TYM artykule.

sobota, 29 listopada 2014

"Niebo istnieje... Naprawdę!" Todd Burpo, Lynn Vincent

Tytuł: Niebo istnieje... Naprawdę!
Autor: Todd Burpo, Lynn Vincent
Wydawnictwo: Rafael
Ilość stron: 192
Ocena: poza skalą


Dobrze jest być silnym i obdarzać innych pomocą. Jednak my nauczyliśmy się, że bezbronność i bezradność pozwala innym odnaleźć w sobie siłę, by nam pomóc.






W dzisiejszym świecie jesteśmy świadkami wielu filozoficznych dysput na temat tego, co się dzieje z ludzką duszą po śmierci. Każda grupa czy to etniczna, czy wyznaniowa, czy światopoglądowa uważa inaczej. Jednak Colton Burpo słowami swojego taty Todda przekonuje, że Niebo istnieje... naprawdę!

Colton Burpo miał niespełna cztery lata, kiedy okazało się, że strasznie boli go brzuch i będzie musiał być poddany operacji wycięcia wyrostka robaczkowego, po której niespodziewanie i bardzo szybko ozdrowiał. Kilka miesięcy po wizycie w szpitalu chłopiec zaczął opowiadać historie o aniołach śpiewających dla niego, o spotkaniach z samym Bogiem i duszami zmarłych członków rodziny. Z dziecięcą wiarą i prostolinijnością przekonując cały świat, że jego dusza opuściła ciało na kilka minut i spędziła je w niebie, wśród Boga, jego tronu i aniołów, a przekonując używał dokładnych opisów tego co widział, nie słysząc ani nie czytając o nich nigdy wcześniej! Może jednak  to prawda, że niebo istnieje naprawdę?
Czym jest dziecięca pokora? Nie brakiem inteligencji, lecz raczej nadmiarem niewinności. Cennym i ulotnym czasem,zanim pojawi się duma, zmuszająca do przejmowania się tym, co myślą o nas inni. Nienaruszoną i szczerą beztroską, dzięki której trzylatek z radością wskoczy do kałuży, będzie turlał się w trawie z małym szczeniakiem lub głośno komuś wytknie, że lecą mu z nosa gile. Tego właśnie potrzeba, by znaleźć się w niebie. Duchowa szczerość- przeciwieństwo ignorancji- oznacza chęć zaakceptowania rzeczywistości taką, jaka jest i nazywania rzeczy po imieniu nawet wtedy, gdy wydaje się to niemożliwe.
Niebo istnieje... Naprawdę! To książka, którą dostałam kiedyś od koleżanki w ramach prezentu bożonarodzeniowego, książka, która naprawdę długo czekała na swoją kolej na półce, aż w końcu (w wyjątkowym kryzysie wiary) po nią sięgnęłam. Zaczęłam czytać i... nie mogłam przestać ciekawa jak ów malec opisze niebo. Jego prostolinijność jest naprawdę przekonująca! Narratorem w tej opowieści jest ojciec chłopaka – miejscowy pastor. Jesteśmy także światkami rodzicielskich emocji i obaw podczas operacji, wielu modlitw, wykrzykiwania Bogu swojego strachu, bólu i obaw. Colton cała rodzinę i wszystkich ludzi wokoło zaskoczył swoim wyzdrowieniem i późniejszymi stopniowanymi, przekonywującymi słowami o niebie, Jezusie siedzącym na tronie i bardzo dużym Bogu. Muszę przyznać, że książka mnie urzekła opowiedzianą w niej historią, która sprawiła, że kryzys wiary minął. Do tego perspektywa owej opowieści – z perspektywy zatroskanego ojca i pastora. Urzekła mnie narracja i sposób, w jaki opowiadał o trudnych doświadczeniach dla niego i jego rodziny. Jestem pod jej urokiem i z pewnością do niej kiedyś wrócę! Polecam każdemu!

Colton Burpo

środa, 26 listopada 2014

Stosiczek na koniec listopada (#5/2014)

Stosika dawno nie było, wiem.
Ale ostatnio bardzo dużo pozmieniało.
Podjęłam kilka decyzji i kilka rzeczy postanowiłam zmienić w swoim życiu. 
Pod koniec sierpnia rozstałam się z chłopakiem, we wrześniu zaliczałam kampanię wrześniową, a teraz leci kolejny rok akademicki, z kolejnymi przedmiotami i wyzwaniami, chociażby takimi jak bycie starostą roku. W międzyczasie pojawił się w moim życiu kolejny chłopak - Karateka. Choć nie sądziłam, że wszystko potoczy się tak szybko oraz to, że można stworzyć związek na odległość  ponad 300 km, w końcu mogę powiedzieć: "tak, jestem szczęśliwa, cholernie szczęśliwa."

W końcu czas na stosik:


prezent od koleżanki jako podziękowanie za pomoc w nauce chemii

Przeklęty zakon
Niech to się nigdy nie kończy
z kluczborskiej biblioteki

Rok 1984
Rodzinnych ciepłych świąt
kupione w Matrasie

Naturalne leczenie wzroku bez okularów
kupiona w kluczborskiej księgarence
Zainspirowana osobą Karateki postanowiłam zacząć ćwiczyć oczy i
zmniejszyć wadę wzroku i najlepiej w ogóle zrezygnować kiedyś z okularów;)

Kwiatki papieża Franciszka
Chciałbym Kościoła ubogiego dla ubogich
Nie zgadzaj się na zło!
komplet kupiony w Dedalusie;)

Zamek z piasku, który runął
pożyczona od Karateki;)


Znaleźlibyście coś dla siebie?
Ja zmykam się uczyć!

I na koniec smaczek - zdjęcie z moim Karateką;)
Pozdrowienia:*


piątek, 21 listopada 2014

Koktajl bananowo-kakaowy;)


Moim zdaniem połączenie banana i czekolady jest połączeniem idealnym.
Dlatego chciałabym dziś Wam przedstawić moje odkrycie ostatnich dni -
koktajl bananowo-kakaowy!;)


Co będziemy potrzebować?
1 średni banan
100 ml mleka
1.5 łyżeczki gorzkiego kakao
opcjonalnie 1 łyżka miodu do posłodzenia

Jak wykonać?
Banana rozdrobnić, dodać mleka i kakao (ewentualnie miodu) i wszystko zblendować. Przelać doo wysokiej szklanki;) Smacznego!

Sugestie: Poza umilaczem czytania jest również świetnym śniadaniem w dni, kiedy rano nie jesteście zbyt głodni lub nie potraficie przełknąć "normalnego" posiłku!;) z racji sporej ilości łatwo przyswajalnych węglowodanów i białka jest świetnym posiłkiem potreningowym!

wtorek, 18 listopada 2014

"Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu" Regina Brett

Tytuł: Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na
trudniejsze chwile w życiu
Autor: Regina Brett
Wydawnictwo: Insignis
Ilość stron: 320
Ocena: poza skalą



Życie jest za krótkie, żeby się nad sobą użalać. Zajmij się życiem albo zajmij się umieraniem.







Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu to zbiór esejów amerykańskiej dziennikarki Reginy Brett, która była dwukrotnie nominowana do nagrody Pulitzera w dziedzinie reportażu, zbiór esejów, który wywarł na czytelnikach wielkie wrażenie. A co w nim takiego?

Bóg wybrał dla nas to miejsce, w którym nasza największa radość spotyka się z największą potrzebą świata.

Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu to pięćdziesiąt kilkustronicowych esejów poruszających najróżniejsze życiowe tematy m.in. ludzką niemoc, bezsilność, kryzysy, wątpliwości. Wszystko poparte przykładami wziętymi z życia autorki i jej znajomych. A Regina Brett łatwo nie miała – w końcu zostanie matką w wieku 21 lat (i to samotna matką) oraz rak piersi to nie przelewki. Jednak kobieta emanuje wielką siłą, ma wiele nadziei oraz zapału do walki, które wlewa w serca innych. I właśnie też to próbuje przekazać w swoich esejach – siłę, moc, nadzieję, wsparcie oraz wiarę w miłość miłosiernego Boga. Skąd się u niej to bierze? Co do tego ma Bóg, który nigdy nie mruga? Jakich lekcji jeszcze chce udzielić autorka?

Nieważne, co ci się przytrafia, ważne,jak to wykorzystasz. Życie przypomina grę w pokera. Nie masz wpływu na to, jakie dostaniesz karty- ale tylko od Ciebie zależy, jak rozegrasz partię.

Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu to książka, którą dostałam kiedyś od koleżanki w ramach podziękowania za pomoc w nauce chemii. Choć nie miałam wielkiego zapału do jej czytania, nie pozwoliła mi długo na siebie czekać, wołając i błagając o przeczytanie swoją mocno niebieską okładką, która mocno zwracała na siebie uwagę. Zabrałam się za jej czytanie i już od pierwszych stron mnie urzekła, sprawiła, że poczułam lekkość na sercu, że znalazła książkę, która mi pomoże ułożyć parę spraw. Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu to pozycja, która zawiera w sobie wiele życiowej mądrości i energii przekazanej w przystępny sposób. Nie, to nie jest kolejny poradnik pełen frazesów z polukrowanymi pseudo-sentencjami i mądrymi sloganami. To książka pisana życiem, życiem autorki i jej przyjaciół, znajomych. To nie są zdania ubierane w mądre słowa, które mało kto zna, ale są podane w bardzo przystępny sposób i jednocześnie zawierające wiele mądrości przeszywającej na wskroś. Jestem zachwycona sposobem jej pisania, jej stylu, lekkości pióra, które sprawia, że książkę się chłonie... Jednocześnie zachwyca mnie jej głębia, to jak wiele zdań, cytatów z tej pozycji do mnie przemawia. Nie sądziłam, że aż tak wiele mogę w niej dla siebie znaleźć – w końcu nie mam ani raka piersi, nie mam dziecka mając 21 lat i dziennikarka też nie jestem. Ale jedno z pewnością mogę stwierdzić -  każdy w tym woluminie znajdzie coś dla siebie, choć jeden rozdział, jedno jedyne zdanie. Rady udzielane przez Reginę Brett są bardzo realistyczne, przystające do rzeczywistości, bardzo życiowe i rozwijające.

Życie to pasmo problemów: albo akurat przeżywasz kłopoty, albo z nich wychodzisz, albo przygotowujesz się na kolejne. Dzieje się tak dlatego, że Boga bardziej interesuje twój charakter niż twoja wygoda. Bóg woli prowadzić cię do świętości niż do szczęścia.

Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu jest pozycją, którą z całego serca polecam każdemu – nie tylko osobom na przysłowiowym zakręcie, ale każdemu, każdemu, każdemu, jako iskierkę, która cokolwiek może w życiu zmienić. Teraz dla mnie jest to książka, do której z pewnością będę wracać, żeby na nowo ją odkrywać, znajdować wciąż nowe zdania i wciąż podkreślać jakieś cytaty. Tak to będzie, w zasadzie już jest, jedna z tych książek, którą czyta się z ołówkiem/zakładkami indeksującymi w ręku co rusz zaznaczając kolejny cytat, który nas dotyka. I na pewno jest to książka, którą będę polecać i pożyczać innym. Naprawdę warto! Książka genialna i nie mogę doczekać się jak przeczytam inne książki tej autorki Przeczytaj i przekonaj się sam!

niedziela, 16 listopada 2014

"Bóg, honor, trucizna" Robert Foryś

Tytuł: Bóg, honor, trucizna
Autor: Robert Foryś
Cykl: Gambit hetmański
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 2,5/6



Jesteś tym, kim widzą cię inni. Odbiciem ich własnych lęków i nadziei.






Powieści historyczne nigdy nie były moim ulubionym rodzajem literackim, a obowiązkowe lektury pokroju Potopu czy Krzyżaków były dla mnie istną katorgą i nigdy nie potrafiłam dobrnąć do ich końca. Teraz stwierdziłam, że czas nadrobić zaległości i postanowiłam dać szanse tego typu literaturze. Wybór padł właśnie na książkę zatytułowaną Bóg, honor, trucizna.

Robert Foryś w swojej książce opisuje burzliwy XVII wiek, kiedy na tronie Francji zasiada Ludwik XIV, a rządy w Rzeczpospolitej obejmuje Michał Korybut Wiśniowieckiego. Ale tak naprawdę jest to opowieść o kobietach. Pojawia się żona Sobieskiego – Marysieńka, ale są także inne przedstawicielki płci pięknej - Charlotta, Eleonora i Gryzelda. Wszystkie silne, waleczne i pragnące władzy. Jak przeplotą się ich losy? Jak połączą Polskę z Francją? Czy zyskają wymarzoną władzę? Jak skończy się ta historia?

Prawdziwa władza kryje się w cieniu. Wybrzmiewa szeptem knowań i pochlebstw, dźwięczy złotem, zabija trucizną i zdradą. Ten kto osiągnął mistrzostwo w sztuce intrygi, może za pomocą niewidzialnych sznurków sterować losami innych, choćby byli oddaleni o tysiące mil.

Bóg, honor, trucizna to pierwsza książka Robert Forysia, którą miałam okazję przeczytać. Autor historię opisuje w sposób lekki i przyjemny, taki, że wciąż chciało się czytać. Język jaki serwuje nam twórca tej książki również jest przyjemny w odbiorze, niezbyt prostacki, ale również niebyt wygórowany. Jednak fabularnie mnie ta książka nie zachwyciła, a szkoda bo potencjał ma naprawdę spory. Czytałam ją głównie podczas podróży tramwajami czy pociągami i czasem pojawiały mi się rumieńce na twarzy z powodu mnogości scen erotycznych, które tam się pojawiały (czy to już naprawdę musi być praktycznie wszędzie?).  Nie mówię, że takie scen były nieustannie, ale zdarzały się kilka razy podczas całej powieści, a i tak miałam wrażenie, że tego było zbyt dużo i były chwilami nieadekwatne. Nawet okładka jest w takim erotycznym zabarwieniu. Sama akcja książki toczyła się w umiarkowanym tempie, więc spokojnie można nadążyć za wydarzeniami w niej opisywanymi, ale jednak nie zapisują się one szczególnie w pamięć. Czy polecam tę książkę? Bóg, honor, trucizna to pozycja z założeniem na intrygę, której według mnie mogłoby być lepiej. Ale przede wszystkim jest to pozycja, która wypada naprawdę średnio i niepowalająco na kolana. Zupełnie nie mam pojęcia, czy sięgnę po kolejne tomy cyklu o nazwie Gambit hetmański, którego jest ona rozpoczęciem, ale bardziej skłaniam się ku przerwaniu tej serii.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


piątek, 14 listopada 2014

"Assassin's Creed: Objawienia" Oliver Bowden



Tytuł: Assassin's Creed: Objawienia
Autor: Oliver Bowden
Wydawnictwo: Insignis
Ilość stron: 480
Ocena: 3.5/6








Należę do tego grona osób, które nie potrafią znaleźć ani zrozumieć przyjemności grania w gry komputerowe. Jest to dla mnie zwykłe marnowanie czasu, którego i tak jest zbyt mało. Jednak nawet jako taka osoba kojarzę ze sklepowych półek grę Assassin's Creed, która zapewne podbiła wiele cybermaniackich serc. Jakże było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że na podstawie tej gry powstał cykl książek..

Assassin's Creed: Objawienia to czwarty tom serii książek napisanych przez Olivera Bowdena, opowiadających o Bractwie Asasynów i jednocześnie pierwszy za jaki się zabrałam. Najbardziej znany z Bractwa i jego mistrz -  Ezio Auditore da Firenze wyrusza na Bliski Wschód na poszukiwania ukrytych pięciu  kluczy do zaginionej biblioteki Altaira, w której może być wskazówka do pokonania Templariuszy raz na zawsze... Jakie przygody go spotkają? Czy znajdzie te klucze? Czy Bractwo Asasynów pokona Templariuszy? Jak wygląda ten świat? 

Z czasem każde zdanie powtarzane odpowiednio często i głośno, staje się niepodważalne. Pod warunkiem wszak, że obroni się je przed kontrargumentami i uciszy przeciwników. Ale jeśli ci się powiedzie i wyrugujesz tych, co je kwestionują, co pozostanie? Prawda! Prawda w znaczeniu obiektywnym? Nie. Czy można zatem osiągnąć obiektywny punkt widzenia? Odpowiedź brzmi: nie. To dosłownie fizycznie niemożliwe. Zbyt wiele jest zmiennych. Zbyt wiele dziedzin i prawidłowości trzeba wziąć pod uwagę.

Assassin's Creed: Objawienia to książka, za którą zapewne bym się nie zabrała gdyby nie mój przystojny karateka, który pożyczył mi ją na naszym pierwszym spotkaniu (pozdrowienia:*). Choć od tamtego czasu minęło już trochę czasu, ja dopiero teraz się za nią zabrałam i skończyłam ją z naprawdę mieszanymi uczuciami. Czytając ją miałam rzeczywiście wrażenie, jakbym przeniosła się do świata gry, jakbym w nią grała i miałam wszystko przed oczami. Autor odwzorował świat gry, co zapewne osoby w nią grające to potwierdzą, a za co należą mu się wielkie brawa. Postacie w tej książce są ciekawe, ale niezbyt zapadające w pamięć, przynajmniej dla mnie. Tak samo jak fabuła, której momentami nie rozumiałam (zapewne dlatego, że to czwarty tom, a wcześniejszych nie czytałam), a do tego wkradł się wątek miłosny, który w moim mniemaniu tylko rozpraszał uwagę. Teraz, jak opisuje tę książkę z perspektywy kilku dni od jej skończenia, stwierdzam, że nie jest to literatura ambitna, ale jednak miłośnikom owej gry może przypaść do gustu. 

-Te ostatnie kilka miesięcy, teraz już prawie rok, nauczyły mnie, że istnieje życie poza książkami.
-Całe życie toczy się poza książkami.
-Powiedziane jak na prawdziwego uczonego przystało!
-Życie przenika do książek. Nie na odwrót.

Podsumowując, Assassin's Creed: Objawienia to pozycja, która nie rzuca na kolana, nie zachwyca, ale też nie jest tragiczna. Czy polecam? Miłośnikom tej i innych gier zdecydowanie tak, ale innym – niekoniecznie, bo może nie zachwycić. Osobiście nie wiem, czy sięgnę po pozostałe tomy z serii – raczej wątpię.

piątek, 7 listopada 2014

"Dziewczyna, która igrała z ogniem" Stieg Larsson

Tytuł: Dziewczyna, która igrała z ogniem
Autor: Stieg Larsson
Seria: Millennium
Tom: drugi
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość storn: 704
Ocena: 3.5/6



Nie ma niewinnych. Chociaż można być w różnym stopniu odpowiedzialnym.





Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet jako pierwsza część trylogii Millennium bardzo mi się spodobała i sprawiła, że postanowiłam koniecznie przeczytać tę serię do końca. Właśnie z tego powodu, kiedy zobaczyłam, że mój Przystojniak ma drugą i trzecią część owego cyklu w swojej biblioteczce – czym prędzej sobie je od niego pożyczyłam. 

Nigdy nie zadzieraj z Lisbeth Salander. Jej nastawienie do świata jest takie, że jeśli ktoś grozi jej pistoletem, ona załatwi sobie większy.

Dziewczyna, która igrała z ogniem to kolejna opowieść o losach Lisbeth Salander, która tym razem jest podejrzana o popełnienie ciężkiego przestępstwa, przez co jest ścigana przez policję, która nie potrafi jej schwytać. Mikael Blomkvist wydaje się być jedyną osobą,  która wierzy w jej niewinność i postanawia przeprowadzić swoje własne śledztwo w tej sprawie. Kto ma rację? Jak potoczy się relacja Lisabeth i Mikeala? Czy kobieta okaże się być winna czy nie? Jakie wydarzenia i przygody ich czekają?

Nie zakochał się w niej - różnili się od siebie tak bardzo, jak tylko dwie osoby mogą się różnić, ale lubił ją i naprawdę brakowało mu tego cholernie irytującego człowieka.

Po Dziewczynę, która igrała z ogniem sięgnęłam pełna nadziei i oczekiwań po lekturze Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet. Zaczęłam czytać, no i czytałam... długo, bo nie potrafiłam się przebić przez tę książkę. Postacie Llisabeth i Mikeala – nadal świetne kreacje niezwykle ciekawych charakterów i osobowości, które wciąż zachwycają i zadziwiają. Język, jakim została napisana ta pozycja, wciąż utrzymany na dość dobrym, lekkim poziomie, który utrzymał się na odpowiednim poziomie, podobnym jak w poprzednim tomie. Jest to język niezbyt skomplikowany, potoczny, przez co zrozumiały, ale nie prostacki i wulgarny. Jednak, moim zdaniem, fabularnie Dziewczyna, która igrała z ogniem jest pozycją kiepską. Nie mówię, że tragiczną, ale niezbyt zachwycającą i zdecydowanie gorsza niż pierwszy tom owej trylogii i to właśnie z powodu wydarzeń zawartych w tej pozycji, ich ilości i jakości, tak długo ją czytałam i tak się na niej zawiodłam. Do majstersztyku i do poziomu Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet naprawdę daleko. Co prawda jest wiele intryg i pomysłów, ale nie do końca przypadły mi do gustu. Mam wrażenie, że akcja toczyła się niezbyt wolno i miała zbyt mało zwrotów. A co do przewidywalności – ani nie zachwyca nieprzewidywalnością, ani nie żenuje jej brakiem, takie wypośrodkowane. Generalnie jestem lekko zawiedziona i już nie mam takiego zapału, żeby czytać ostatni tom z serii – Zamek z piasku, który runął. Czy polecam? Przyznam szczerze, że trudno mi powiedzieć. Wiele osób się zachwyca tym tomem, mi jednak nie zapadł tak w pamięć ani nie powalił mnie na kolana i właśnie z tego powodu czuję się wyobcowana w swojej opinii. No ale cóż, tak to bywa;)

Noomi Rapace jako Lisbeth Salander
w filmie "Dziewczyna, która igrała z ogniem" (2009)

sobota, 1 listopada 2014

"Nocny lot" Antoine de Saint-Exupéry

Tytuł: Nocny lot
Autor: Antoine de Saint-Exupéry
Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza
Ilość stron: 88
Ocena: 4/6


Godzimy się z tym, że nie jesteśmy wieczni, ale nie możemy znieść tego, aby sprawy nasze i czyny utraciły nagle w naszych oczach wszelki sens. Wtedy bowiem obnaża się pustka, która nas otacza…






Antoine de Saint-Exupéry popularność zdobył dzięki Małemu Księciu, który już od 1947 roku podbija serca czytelników, jednak często znajomość twórczości tego francuskiego pisarza kończy się na jego najbardziej znanym dziele. Ja jednak postanowiłam nadrobić zaległości i zabrać się za jego inne książki. Wybór padł na Nocny lot.

Antoine de Saint-Exupéry poza tym, że był pisarzem, był przede wszystkim lotnikiem i to między innymi na jego przeżyciach, wspomnieniach i doświadczeniach zdobytych w Aeroposta Argentina opiera się Nocny lot, który jest opowieścią o pierwszych latach lotnictwa cywilnego. Wtedy są podejmowane loty nocami w celu zapanowaniu nad przestrzenią, nad samym sobą i nad maszyną. Głównym bohaterem jest tu pilot Riviere. Jakim  on jest człowiekiem? Da się lubić czy niekoniecznie? Jaki wpływ będzie miał na to co się dzieje w tej pozycji i na ludzi wokół siebie?

Mógłby jeszcze walczyć, próbować szczęścia - bo żadne fatum nie istnieje z zewnątrz. Fatum jest tylko w nas - przychodzi chwila, kiedy się poznaje własną niemoc. Wtedy błędy pociągają nas ku sobie jak otchłań.

Nocny lot to książeczka, w zasadzie opowiadanie, które przeczytałam w bardzo krótkim czasie, głównie za sprawą swojej grubości, ale także za sprawą języka znanego mi już z Małego księcia. Napisane jest ono lekkim piórem, które sprawia, że opowiadanie czyta się z wielką przyjemnością. Jest pełne wartościowych przemyśleń, które czynią tę książeczkę taką wyjątkową. Nie jest to pozycja porównywalna do Małego Księcia. Jeżeli oczekujecie czegoś podobnego – nawet nie sięgajcie po Nocny lot, bo tego nie dostaniecie, możecie się mocno rozczarować. Moim zdaniem wypada on gorzej niż najbardziej znane dzieło Antoine de Saint-Exupéry, nie ma tyle przenośni i metafor, nie ma tylu mądrych cytatów, sentencji i tylu filozoficznych uniesień, choć można w niej znaleźć trochę przemyśleń dotyczących człowieczeństwa. Przyznam szczerze, że jest to pozycja, która wywołała u mnie naprawdę mieszane uczucia. Zdecydowanie jest to lektura wartościowa i z grupy tych, do których w przyszłości chciałabym wrócić i sobie odświeżyć, ale jednak nie wywołała u mnie morza zachwytów i uniesień, nie aż tyle, żeby zaliczyć ją do grona tych najbardziej wyjątkowych książek z jakimi miałam kontakt. Nie jest to też książka, która jakoś bardzo mocno zapisuje się w pamięci. Ale jednak mimo wszystko polecam przeczytać Nocny lot, zwłaszcza, gdy chcecie sięgnąć po coś, z kategorii klasyki, a nie wiecie za co się zabrać.