piątek, 8 sierpnia 2014

"Klinika śmierci" Harlan Coben

Tytuł: Klinika śmierci
Autor: Harlan Coben
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 512
Ocena: 4/6


Gniew to marnowanie energii. Gniew mąci umysł, uniemożliwia racjonalne myślenie.






Książki Harlana Cobena nie są arcydziełami i często czytając je mam wrażenie, że „to już gdzieś było”, a później przeczytane pozycje z jego bibliografii zlewają mi się w jedno i mieszają nie zapadając za bardzo w pamięć. Takie ot lekkie czytadła. Właśnie jak chcę się odprężyć – sięgam po jego książki. Tak też było z Kliniką śmierci, po którą sięgnęłam w ramach „odmóżdżenia” w trakcie przygotowań do kampanii wrześniowej.

O czym opowiada Klinika śmierci? Poznajemy tam parę -  Sarę Lowell i Michaelaa Silvermana. Spodziewają się dziecka, kiedy Michael trafia do szpitala z silnymi bólami brzucha, które według lekarzy mają być objawami strasznej choroby jaką jest AIDS. Jednak również okazuje się, że w szpitalu dzieją się dziwne rzeczy. Jaki związek ma wynalezienie lekarstwa na AIDS z różnymi, tajemniczymi zgonami, jakie tam mają miejsce? Co tam takiego się dzieje? Czy dla Michaela są rzeczywiście jakieś szanse na wyzdrowienie? 

Klinika śmierci została wydana po raz pierwszy w 1991 roku, jednak w Polsce dopiero w 2011 roku, a ja niedawno dorwałam ją w nowym wydaniu w wersji kieszonkowej i w takiej ją właśnie przeczytałam. Znając już Cobena – nie oczekiwałam po niej majstersztyku i książki, która powali na kolana. I tego też nie dostałam. Bo to generalnie nie ten typ literatury. Przez większość lektury miałam nieustające skojarzenia z Epidemią Robina Cooka (choć ta pozycja jest o wiele lepsza – przynajmniej wg mnie) – podobny motyw, epidemia, szpital i te sprawy. Klinika śmierci to pierwszy thriller medyczny w dorobku Cobena, ale także druga pozycja w jego bibliografii. Trochę widać w tej książce brak twórczej wprawy, życiowego doświadczenia i medycznej wiedzy, ale książkę czytało mi się naprawdę lekko i przyjemnie, a także jest to jedna z bardziej zapadających w pamięć pozycji Harlana Cobena. Ciekawy pomysł na fabułę i prowadzenie akcji i mógłby być on zdecydowanie lepiej wykorzystany. No i zabrakło trochę naukowo – lekarskich szczególików (w końcu to thriller medyczny) i mogłoby być trochę więcej intrygi czy napięcia. Naprawdę mogłoby być lepiej.

Klinika śmierci to lekkie czytadło, od którego nie powinno wymagać się zbyt wiele, bo sam autor wydaje się być daleki od szczytu swoich pisarskich możliwości. Fakt, płodzi dość sporo, ale ilość nie zawsze idzie w parze z jakością. Tak, można przeczytać, jako coś miłego i przyjemnego do poczytania na plaży lub podczas podróży, ale są lepsze książki z gatunku thrillera medycznego, nie oszukujmy się. Najogólniej tragedii nie ma, ale do majstersztyku daleko i lektura tej książki to nie będzie zupełne marnotrawstwo czasu. 

7 komentarzy:

  1. A mnie się ta książka niesamowicie podobała i machnęłam ją w dwa dni :) Uwielbiam Cobena a dawno nic od niego nie czytałam i chyba będę musiała niebawem się zaopatrzyć w jakąś jego powieść. Może uważam tą książkę za tak genialną, bo nie mam za bardzo rozeznania w gatunku, ale naprawdę dobrze wspominam lekturę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam tej książki Cobena, ale jeśli to thiller medyczny to muszę przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam thrillery medyczne, ale wolałabym, żeby nie była to jedynie lekka lekturka...

    OdpowiedzUsuń
  4. Często czytam Cobena i lubię, może dlatego, bo wiem, że sama jestem kiepska w pisaniu thrillerów, stąd podziwiam autorów potrafiących tak skonstruować fabułę, że do końca nie wiem, kto zrobił to czy tamto. Tej jeszcze nie czytałam, ale pewnie niedługo sięgnę... Pozdrawiam i byłoby mi miło gdybyś kiedyś tam wpadła do mnie na http://still-changeable.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. czytałam jedną książkę tego autora, ale nie porwała mnie i jakoś nie mam ochoty na więcej

    OdpowiedzUsuń
  6. Do Cobena mam słabość :) Rzeczywiście po jakimś czasie fabuła niektórych jego książek jakoś się w pamięci zaciera, ale jego powieści dostarczają mi zawsze sporo rozrywki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)