poniedziałek, 30 września 2013

Mutant

Tytuł: Mutant
Autor: Robin Cook
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 320
Ocena: 6/6


Moralność nie może rządzić nauką, bo jest względna i stąd zmienna. A nauka nie. Moralność opiera się na człowieku i społeczeństwie, które z biegiem lat się zmienia, przechodzi z jednej kultury w inną. Co jest dla jednych zakazane, dla innych jest święte.





Kojarzycie z różnych mediów prezentowane dzieci rozwijające się nader szybko nazywane jako genialnymi? Takie, które w wieku 3 lat potrafią sprawnie i płynnie czytać, w dodatku w kilku językach, a w podstawówce rozwiązują skomplikowane zadania matematyczne na poziomie szkoły średniej czy wyższej? A może takie dziecko uczynić by motywem przewodnim książki? Co powiecie na coś takiego?

Mutant to jedna z naprawdę wielu książek niepodważalnego mistrza thrillera medycznego, a w niej poznajemy Marshę i Victora, którzy są rodzicami chłopca o niewiarygodnie wysokim ilorazie inteligencji, co zadziwia ich samych, a także wszystkich wokoło, jednak (mimo dumy) zaczynają się o niego coraz bardziej martwić. W tym momencie wychodzi na jaw mnóstwo nieodkrytych i mrocznych sekretów i tajemnic, które wyjaśnią wiele spraw, ale jednak pytania pozostają. Czy człowiek może być Stwórcą i może tak manipulować genami, żeby otrzymać dziecko o swoich wymarzonych cechach? Co z takiego czegoś może wyniknąć? Czy to jest zgodne z prawami rządzącymi wszechświatem? Czy to jest zgodne z naturą ludzką? Czy takie wydarzenia są w ogóle możliwe? 

Mutant jest książką wręcz genialną w swym gatunku, w końcu jego autorem jest mistrz thrillera medycznego, a jego zalet jest naprawdę wiele. Jakie? Przede wszystkim ciekawy pomysł na fabułę, który podejmuje niezwykle ważny temat manipulacjami genami oraz o niebezpieczeństwach zabaw w Stwórcę. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie genetyka jest niezwykle fascynującym, interesującym i wciąż nie do końca zbadanym działem biologii. O tych jego cechach pisze także Cook w swojej książce. W niej znajdziemy wiele przesłanek dotyczących manipulacjami genetycznymi wbrew woli pacjentów, a jedynie dla swoich własnych celów. W końcu, w ten sposób człowiek może poczuć się Bogiem. Mutant jest pozycją, w której jest zawartych wiele szczegółów z dziedziny medycyny, co czyni ów thriller niezwykle medyczny. Jednak te wszystkie detale nie czynią tej książki niezrozumiałą, bowiem książka jest napisana przyjemnym i nieskomplikowanym językiem, co dodatkowo sprawia, że czyta się ją niezwykle lekko i z wielką radością. Delikatne rozpoczęcie, akcja trzymająca w odpowiednim napięciu, a do tego wyjątkowo poruszające zakończenie, które sprawiło, że w kącikach oczu pojawiły się łzy. Choć w pewnym momencie zaczynałam się domyślać o co może w tym wszystkim chodzić, jednak skończenie lektury wywołało u mnie prawdziwego kaca książkowego. To trzeba przyznać - wartościowa książka. Zdecydowanie polecam ją każdemu, kto interesuje się biologią, genetyką czy genialnymi dziećmi. Prawdziwy smakowity kąsek dla wszystkich fanów medycznej wiedzy czy ciekawostek. Niezwykle ciekawa, fascynująca, tajemnicza, a także zmuszająca do myślenia. 

niedziela, 29 września 2013

Post informacyjny;)



Właśnie rozpoczynam studia, więc nie wiem jak często będą pojawiać się wpisy;) Fakt, nie dostałam się na lekarski, ale na technologii żywności na pierwszym roku i tak będa przedmioty, których się trochę boję, więc nie wiem ile będę miała czasu na czytanie i prowadzenie bloga;) Jednak postaram się raz na jakiś czas coś do dodawać;) o nie, nie zapomnę o blogu;) po prostu wpisy będą pojawiać się zdecydowanie rzadziej;)

piątek, 27 września 2013

Czekoladowe ciasto z mikrofalówki


Czasem gdy mam ochotę na coś słodkiego i zapychającego żołądek w ramach np. II śniadania robię sobie... czekoladowe ciasto z mikrofalówki.



Co będziemy potrzebować?
1 jajko
1 łyżka stołowa mąki
1 łyżka stołowa mleka
1 łyżka stołowa cukru
1 czubata łyżeczka (taka do herbaty) ciemnego kakao
pół łyżeczki proszku do pieczenia
ew.1-1.5 łyżeczki otrębów
cukier puder do ozdoby

Jak zrobić?
Jajko wbić do kubka, dodać resztę składników i porządnie wymieszać, tak, żeby nie było grudek. Wstawić do mikrofalówki i nastawić ją na najwyższą moc tak na ok.1.5 minuty. Wierzch posypać cukrem pudrem i gotowe!



czwartek, 26 września 2013

Wyniki Jesiennego Candy u hadzi


Witajcie!
Przyszedł czas na wyniki mojego Candy;)
W losowaniu wzięło łącznie 36 osób;)
Z czego większość walczyło o nagrodę nr 2.

Pierwszą książkę pt.Postrzelony Alfreda Siateckiego wygrywa...






Drugą książkę pt.Weź moją duszę Yrsa Sigurdardóttir wygrywa...



środa, 25 września 2013

Dziedzictwo

Tytuł: Dziedzictwo
Autor: C.J. Daugherty
Seria: Nocna szkoła / Wybrani
Tom: drugi
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron:  440
Ocena: 5/6


No cóż, kiedy twoje życie rozpada się na kawałki, czasem rozpadasz się razem z nim. Nigdy ci się to nie przytrafiło?





Dziś przypada premiera kontynuacji Wybranych i muszę przyznać, że czekałam na nią z niecierpliwością, dlatego niezmiernie się ucieszyłam się, kiedy dowiedziałam się, że mam możliwość dostania egzemplarza recenzenckiego od wydawnictwa Otwartego. A co w niej się wydarzyło?

Angielska okładka
Dziedzictwo to książka, której okładka zdecydowanie przykuwa wzrok, o dużo bardziej niż  poprzedniej części - Wybranych, też tak uważacie? Po wstrząsających i ponurych wydarzeniach, które miały miejsce wAllie wraca do ekskluzywnej szkoły o nazwie Cimmeria, a ten powrót niezmiernie ją cieszy z powodu spotkań z przyjaciółmi oraz ze swoim chłopakiem – Carter. Co w tym roku się wydarzy? Jakie przygody spotkają uczniów Cimmerii? Jakie sekrety odkryje nasza główna bohaterka? Co jej się stanie? Jak bardzo dziewczyna się zmieni? Co się stało z jej bratem? Co planuje Nathaniel? Jaką rolę odgrywa w tym Allie? Wygra dobro czy zło?

Najbliższa osoba może wyrządzić ci największą krzywdę.

C.J. Daugherty
Dziedzictwo to fascynująca książka, której czytanie sprawiło mi niezmierną przyjemność. Tak, jak w Wybranych, miałam skojarzenie, że klimat Cimmerii, przypomina mi trochę atmosferę serii o Harrym Potterze oraz tamtejszego zamku – Hogwartu, jednak nie zmienia to faktu, że bardzo mi się podobał ów klimat. Bohaterowie zostali ciekawie wykreowani, choć oczywiście musiał pojawić się silnie miłosny wątek (łącznie ze złamanym sercem) pomiędzy nimi. No cóż, widocznie to musi się pojawić w większości książek dla młodzieży. Akcja dzieje się sprawnie, a pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy i dość efektownie wykorzystany, jednak miałam wrażenie, że momentami pojawiało się za dużo love story, który nie jest generalnie zbyt oryginalny czy ciekawy. Jednak reszta jest w jak najlepszym porządku. Szczegóły są naprawdę dobrze dopracowane, a intryga jest równie ciekawa, a do tego utrzymujące się na stałym poziomie napięcie, a to wszystko sprawia, że ta książka nie jest typową i sztampową młodzieżówką. Muszę przyznać, że powieść pozytywnie mnie zaskoczyła, wręcz oczarowała swoim tajemniczym i intrygującym rozpoczęciem, które szybko się rozkręca. Polecam książkę, jak i całą serię, ponieważ są one naprawdę fascynujące. Jej czytanie sprawia niezmierną przyjemność, a sama lektura jest lekka i niezmiernie ciekawa. Muszę przyznać, że czas spędzony z Dziedzictwem zdecydowanie nie jest czasem zmarnowanym i straconym, co sprawia, że z wielką niecierpliwością czekam na kolejny tom świetnie napisanej serii, ponieważ niezmiernie chciałabym poznać dalsze losy bohaterów, których zaczęłam darzyć wielką sympatią. Naprawdę warto się z nią zapoznać! Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:

Dyrygent fal

Tytuł: Dyrygent fal
Autor: Piotr Piątek
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Ilość stron: 78
Ocena: 5/6


każdy kiedyś wątpi
każdy kiedyś cichnie
by choć na moment
zastanowić się czy nie jest sam
będąc samotnym bez sensu
(fragment wiersza Duch ciszy)




Poezję lubiłam, wręcz pokochałam, już dawno, dawno temu, już w czasach młodszych klasach podstawówki, kiedy po raz pierwszy spotkałam się z wierszami ks. Twardowskiego. W tamtym czasie sama zaczęłam pisać jakieś swoje wierszyki, co zdarza mi się robić do dziś. Dlatego ucieszyłam się, kiedy dostałam okazję zrecenzowania zbioru wierszy pt. Dyrygent fal autorstwa Piotra Piątka.

Życie codzienne jest chyba największą inspiracją do tworzenia jakiejkolwiek literatury (choć i nie tylko, bo może być inspiracją do tworzenia czegokolwiek). Tak i było z tomikiem wierszy pt. Dyrygent fal. Piotr Piątka, który w swojej twórczości, poprzez bohatera lirycznego, opisuje o swoją walkę o człowieczeństwo, oswaja to, co jest wokół niego. Jak wyglądają jego wiersze? O czym jeszcze opowiadają? Jakie emocje wyrażają? Co w nich znajdziemy? Co ma autor do przekazania?

W Dyrygencie fal pierwsze co przykuwa uwagę to okładka, którą zaprojektowała Agata Środa. Jest piękna, nieprawdaż? Cudowne zdjęcie, takie klimatyczne, idealne do czytania tomiku wierszy. Do tego rozpoczęcie tomiku od cytatu Marka Twaina z książki pt. Tajemniczy przybysz. A jak owa poezja wypadła w moich oczach? Dość dobrze, choć jednak miałam kontakt z lepszymi, choćby te ks. Twardowskiego czy Leopolda Staffa, lecz jednak jest tomik autora dojrzałego i świadomego, który, jak już wspominałam, jako bohatera lirycznego uczynił człowieka, którego zadaniem jest walka o swoje człowieczeństwo, jestestwo. Jego uczucia i emocje dopełniają piękne, czarno – białe szkice z ołówkiem, co moim zdaniem jest dobrym rozwiązaniem, bo w końcu słowo i obraz się dopełniają. Kilka rysunków, które idealnie dopełniają wiersze, nadają im klimatu, ale jednocześnie nie ma ich za dużo, co nie przyćmiewa twórczości debiutanta. Nie jest to tragiczna czy marna próba pierwszego, lepszego wierszoklety. Tomik jest cieniutki, jednak nie jest to literatura, którą czyta się szybko. Należy się nimi delektować, rozkoszować, smakować. Zresztą, jak każdym wierszem, każdą poezją. Krótka forma, piękne wiersze, zmuszające do myślenia i zastanowienia się nad codziennością. Część owych utworów poetyckich przemówiła do mnie i zdecydowanie mi się podobało, jednak nie każdy tak do mnie trafił. Widać, że debiutant miał swoje wzloty i upadki, zresztą, chyba jak każdy. Podobały mi się tematy podejmowane przez Piotra Piątka, codzienne, lecz  niezbyt banalne, ale także niezbyt poważne i patetyczne. Takie idealnie wypośrodkowane. Wśród środków stylistycznych używanych przez autora, często używanym jest metafora, co zmusza do myślenia. Trzeba przyznać, że ilość słów w wierszach jest silnie zminimalizowana, jednocześnie jest przekazane maksimum treści, za co należą się autorowi wielkie brawa, że mu się to udało. Generalnie miałam trochę mieszane uczucia podczas lektury Dyrygenta fal, jednak w końcu przeważyły te pozytywne odczucia;) Ostatecznie polecam zapoznać się z owym tomikiem, bo warto;)

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:


wtorek, 24 września 2013

Czarny pergamin

Tytuł: Czarny pergamin
Autor: Rafał Dębski
Wydawnictwo: Fabryka słów
Ilość stron: 396
Ocena: 4/6



A co to jest dusza? Obietnica życia na innym świecie? A gdzie jest ten inny świat i czy w ogóle istnieje? Liczy się jedynie to, co mamy tu i teraz. 






Fabryka słów to takie wydawnictwo, którego książki czytam z niezmierną chęcią, choć te czytane ostatnio wypadły generalnie dość średnio. Dlaczego? Bo są to pozycje specyficzne, z bardzo ciekawymi i fascynującymi okładkami. Mój ukochany o tym wie, dlatego od czasu do czasu podrzuca mi książki tego wydawnictwa;)

Czarny pergamin to książka fantasy, która opowiada historię królestwa Vereeny, a w zasadzie jego przyszłość, o którą walczy dobro i zło. Na wszystko ma wpływ tytułowy Czarny pergamin. Czym on jest? Jaki on ma wpływ na przyszłe dzieje owego miejsca? Kim jest mroczna postać na okładce? Co się wydarzy? Jakie losy spotkają bohaterów tej książki? Wygra dobro czy zło? 

Rafał Dębski

Czarny pergamin to książka średniej objętości, która czyta się lekko i przyjemnie, choć nie jest to ambitna literatura wysokich lotów. A klimat tej książki jest dla mnie pomieszaniem głównie Wiedźmina i trochę Miecza prawdy, choć do owych serii naprawdę dużo im brakuje, Coś a'la średniowiecze, rycerze, królestwa, walki, miecze, a do tego magia... Fajnie było tak oddać się w wir owej walki, intryg oraz zagadek królestwa. Oczywiście nie obędzie się bez odrobiny miłosnego wątku w tle. Ów klimat jest naprawdę ciekawy i fascynujący, jednak sama akcja i pomysł na fabułę są już trochę gorsze i generalnie średnio zapadające w pamięć. Dzieje się to co się dzieje, a bohaterowie są mało wyraziści i wyróżniający się. Można się w niej trochę pogubić z powodu niedomówień oraz mnogości wątków, szybkie przeskakiwanie z jednego na drugi, a także wiele spraw zostaje niewyjaśnionych. Język jest nieskomplikowany, aczkolwiek lekki, przez co czyta się ją przyjemnie. No cóż, oczekiwałam po Czarnym pergaminie trochę więcej, a książka sama w sobie naprawdę lekka i niezobowiązująca. Czy polecam? Jako lekkie czytadło, to i owszem, ale jako coś ambitniejszego już niekoniecznie.

poniedziałek, 23 września 2013

Przygody Sherlocka Holmesa

Tytuł: Przygody Sherlocka Holmesa
Autor: Sir Arthur Conan Doyle
Wydawnictwo: Greg
Ilość stron: 248
Ocena: 6/6 - klasyka i perełka!


Podstawowym błędem jest podawanie teorii, zanim uzyska się dane. Niepostrzeżenie zaczyna się dostosowywać fakty, by zgadzały się z teoriami, zamiast próbować stworzyć teorię, która byłaby zgodna z faktami.





Holmes, Holmes, Holmes... Któż by o nim nie słyszał o owym genialnym detektywie? Kto by nie kojarzył owej charakterystycznej postaci? Kto by nie podziwiał jego geniuszu? Chyba każdy;) a jakie przygody spotkały Sherlocka Holmesa w tej książce?

Sherlock Holmes i doktor Watson na ilustracji Pageta z 1892 roku
Przygody Sherlocka Holmesa to zbiór opowiadań, w których narratorem jest jego jedyny przyjaciel – dr. John Watson i opisuje on ich wspólne przygody i śledztwa, oczywiście dodając pochwały jego geniuszu i jego wielkiej siły dedukcji. Jak myślicie? Co okaże się Skandalem w Bohemii? Jakie znaczenie ma Pięć pestek pomarańczy? Czym jest Związek rudowłosych? Jak skończy się Przygoda z cętkowaną przepaską? Co się stało z Diademem z berylami? Jak znany detektyw poradzi sobie z tymi sprawami?

Jude Law jako dr.Watson oraz Robert Downey Jr jako Sherlock Holmes
Przygody Sherlocka Holmesa to książka zawierająca 12 opowiadań, w której każde opowiadanie jest inne i wyjątkowe. Mniej czy bardziej zagmatwane, jedne bardzo zagadkowe, inne mniej, niektóre zabawne i prozaiczne, a do Holmesa przychodzą równie specyficzne osoby. Biedni, bogaci, obcokrajowcy, a nawet przedstawiciele władz czy wyższych sfer. Coś co mnie zachwyciło to prowadzenie intrygi, sposób pisania autora, nieprzewidywalna fabuła oraz pomysłowość autora, który snuje intrygę, stopniowo buduje napięcie i nakierowuje na rozwiązanie sprawy. Opowiadanie to niełatwy gatunek, a Arthur Conan Doyle poradził sobie z tą formą bezbłędnie. Urzekły mnie mroczne, spowite mgłą uliczki Londynu, ów XIX wieczny klimat owego miasta, opisany w świetny sposób przez autora, który cudownie oddaje jego atmosferę. Przede wszystkim urzekła mnie sama postać Sherlocka Holmesa, którego poznałam już w Psie Baskerville'ów, jednak dzisiejsza pozycja spodobała mi się o wiele bardziej. Ale wracając do postaci owego detektywa. Jestem pod wielkim wrażeniem jego geniuszu, zdolności obserwacji oraz siły dedukcji, która sprawia, że od małych, pozornie nic nieznaczących szczegółów, zaczyna się cały ciąg i dochodzi do rozwiązania sprawy. Sherlocka Holmes to naprawdę wyjątkowa osobowość, która zachwyca i sprawia, że od razu wzbudza szacunek i sympatię. Naprawdę się zauroczyłam się ową postacią, zaczęła się ona od filmów z Robertem Downey Jr., później przyszedł czas na Psa Baskerville'ów, a teraz przyszedł czas na pozycję kultową i będącą klasyką gatunku pt. Przygody Sherlocka Holmesa. Zdecydowanie polecam tę pozycję, bo naprawdę warto się z nią zapoznać. Dlaczego? Bo to aż wstyd, nie znać przygód najbardziej znanego detektywa, które są prawdziwą klasyką gatunku. Osobiście żałuję tylko, że zapoznałam się z tą pozycją tak późno;)

Miejsce zamieszkanai Holmesa;)

sobota, 21 września 2013

Istota cienia

Tytuł: Istota cienia
Autor: Susanne Rauchhaus 
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Foka
Ilość stron: 296
Ocena: 4/6



Czasem trzeba pozwolić wspomnieniom, żeby były silniejsze niż rzeczywistość.






Czy to możliwe, żeby żyć nie mając swojego własnego cienia? Jak wygląda najczystsza czerń? Czy można ją wydobyć? Po co ktoś malował fresk w lochu i teraz zatrudnia młodą kobietę do jego odrestaurowania? Kim jest tytułowa Istota cienia? Kto wydaje tajemnicze odgłosy wydobywające się z najdziwniejszych miejsc? O tym wszystkim przekonasz się podczas lektury;)

Istota cienia to książeczka z fantasy, w dodatku jest to pozycja skierowana stricte dla młodzieży, a brak w niej wilkołaków, wampirów i temu podobnych stworzeń. Jak dla mnie – fajnie. Jest rodzinna tajemnica, mroczne odgłosy dochodzące nie wiadomo skąd, postacie żyjące po 400 lat, a także nie obejdzie się bez wątku miłosnego w tle. To obowiązkowo musi być, czyż nie? W końcu na to lecą nastolatki;)

Do Istoty cienia podeszłam bez większego entuzjazmu, oczekując lekkiej książki na rozluźnienie, aniżeli ambitnej literatury i w tym wcale się nie przeliczyłam. Ot, takie lekkie czytadło osadzone w trochę innych, bardziej magicznych realiach. Spodobał mi się pomysł na książkę, który okazał się dość dobrze wykorzystany. Tajemniczy fresk do odrestaurowania, w dodatku z jakimś dziwnym przesłaniem – to jest to co mnie zaintrygowało. Do tego dziewczyna, która odkrywa mnóstwo mrocznych rodzinnych sekretów. Jest to opowiastka momentami dość ckliwa i momentami, aż za słodka w tym swoim różowym lukrze miłosnych uniesień. Jest to także powieść wciągająca i zaprzątająca myśli. W większości narracja jest pierwszoosobowa, co też bardzo lubię w książkach, zwłaszcza tych młodzieżowych. Pojawiają się jednak momenty, kiedy znajdziemy narrację trzecioosobową. Sam język jest dość prosty, nieskomplikowany, skierowany wyraźnie do młodszego czytelnika. Nie zmienia to jednak faktu, że niektóre relacje wydają się być niezrozumiałe, a dialogi momentami sztucznie napompowane w niewiadomym celu. Czy ją polecam? Jako lekką lekturę na odstresowanie i przeczytanie w jedno popołudnie – to i owszem. Ale nie jako ambitną literaturę, bo to nie te loty. Po prostu – czytadło w dziedzinie fantasy.


piątek, 20 września 2013

Herbaty od Skworcu #3


W ostatniej paczce od Skworcu było mnóstwo herbatek, dlatego dziś ich kolejne recenzje;)
A jaki piękne zapaszki;)


1001 nocy


Składniki:
herbata czarna Ceylon,
kawałki pomarańczy,
czereśnie,
kwiaty pomarańczy, jaśminu, róży
aromat.

Sposób przyrządzania:
zalać wodą o temperaturze 95°C i parzyć około 2-3 minuty

Moje odczucia:
Delikatna, przyjemna i słodkawa w smaku. Pełna czereśniowych smaczków.
Raj dla podniebienia



Grejpfrutowa
 Składniki:

czarna herbata,
skórki z cytryny,
liście czarnej porzeczki,
aromat grejpfrutowy.
  
Sposób przyrządzania:
zalać wodą o temp. 95°C, parzyć 2-3 minuty.

Moje odczucia: 
Mocno grejpfrutowa w smaku i zapachu. Ciekawy smak!



Słodka pomarańcza

Składniki:
herbata czarna,
skórki pomarańczy,
płatki kwiatów pomarańczy,
aromat.

Sposób przyrządzania:
zalać wodą o temperaturze 95°C i parzyć około 2-3 minuty

Moje odczucia:
Już sam zapach powala na kolana, a w smaku przypomina trochę delikatny, słodki, dobry sok pomarańczowy. Pyszności!


Nektar Bogów
Składniki:
 
herbata biała Shou Mei (Długowieczne Brwi),
herbata biała Pai Mu Tan (Biała Piwonia)
herbata biała Snow Buds (Białe Paczki)
herbata zielona China Bancha
kawałki czekolady,
plasterki truskawek,
żółte pączki róży,
płatki kwiatków lawendy, ostu i nagietka
aromat.

Sposób zaparzania:
Wodą o temperaturze 75- 90°C. Woda w 3-4 minuty po zagotowaniu osiąga temperaturę 90°C, a w 12 minut po przegotowaniu woda osiąga temperaturę 75°C. Ilość herbaty na szklankę wody - 1 łyżeczka (około 3 g na szklankę - /11-13 gramów na 1 l wody).

Moje odczucia:
Prawdziwa eksplozja smaków!! Aromatyczna i pełna ciekawych połączeń!


Za możliwość wypicia herbatek dziękuję:


Zapraszam na aromatyczne zakupy TU
oraz do podlajkowania strony sklepu TU.

Naprawdę warto bo co chwilę możecie znaleźć tam coś nowego;)
A same pyszności tam mają;)

środa, 18 września 2013

Jesienne Candy u hadzi;)



Hej ho!
Przychodzę do Was z Candy na te jesienne dni;)
Cieszycie się?:D

A do wygrania te o to dwie książeczki:



1. Organizatorem Candy jest Asia Hadzik vel. Hadzia, będąca autorką tego bloga.
2. Warunkiem wzięcia udziały w rozdaniu jest napisanie komentarza pod tym postem,
a w nim powinno się znaleźć:
-chęć zgłoszenia się
-numer nagrody
-adres e-mail
3.Rozdanie TYLKO dla posiadaczy bloga;)
4.Zamieszczanie baneru nie jest konieczne, ale mile widziane
5. Obserwowanie bloga i polubienie strony na fb nie jest konieczne,
ale również mile widziane.
6.Zapisy trwają do 25 września 2013. do godz 23:59
7.Ogłoszenie wyników 26 września 2013 r. ;);)

wtorek, 17 września 2013

Weź moją duszę

Tytuł: Weź moją duszę
Autor: Yrsa Sigurdardóttir
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 382
Ocena:  5.5/



Zamykam swoje oczy, Litością byś otoczył, Ochronił mnie w tę noc, Anioła ześlij Boże, By czuwał nad mym łożem, Spokoju dał mi moc.






Yrsa Sigurdardóttir jest autorką, o której słyszałam już dość dawno, jednak nigdy nie miałam okazji zapoznać się z jej twórczością, choć wszystko co doszło do moich uszu to były same superlatywy. Teraz w końcu przyszedł na nią czas.

Nie wiem jak Wy, ja bardzo lubię jak w książkach pojawiają się rodzinne tajemnice i sekrety. Jedną z takich książek jest właśnie Weź moją duszę autorstwa Yrsy Sigurdardóttir. Choć wszystko zaczyna się w ekskluzywnym hotelu spa i dwóch morderstw w okolicy, to ze zdjęć i dowodów wyłania się całe mnóstwo rodzinnych tragedii i tajemnic. Jednak podejrzanym o morderstwa staje się właściciel hotelu – Jonas. Czy jego znajoma prawniczka Thora rozwiąże zagadkę owych zagadkowych mordów? Czy znajdzie zabójcę? Jak wiele rodzinnych sekretów i tragedii odkryje? Czy owo miejsce jest rzeczywiście nawiedzone przez duchy? Czy one w ogóle istnieją?

Yrsa Sigurdardóttir
Weź moją duszę to książka niezmiernie ciekawa, klimatem kojarząca mi się trochę z twórczością Camilli Läckberg. Czy to tylko moje skojarzenia pokierowane tym, że książki z sagi o Fjällbace poznałam wcześniej, aniżeli pozycje z prawniczką Thorą? Nie wiem. W każdym bądź razie jestem zauroczona książką Yrsy Sigurdardóttir, jej pomysłem na fabułę oraz stylem pisania. Choć może to nie jest mistrzostwo świata, ale ma w sobie to coś co mnie urzekło i sprawiło, że przepadłam podczas jej czytania. Lekkie pióro autorki uczyniło tę pozycję świetną lekturą na dłużące się, deszczowe dni, a kryminalna zagadka, mnóstwo rodzinnych zdjęć i tajemnic skłaniało umysł do intensywnej pracy i podążania za tym, kto jest mordercą i za tym co tak naprawdę zdarzyło się w tym miejscu przed laty. Przyznam szczerze, że w pewnym momencie już zaczęłam się domyślać, kto dokonał tych okrutnych zabójstw na niewielkim terenie, a gdy pod koniec moje przypuszczenia się potwierdzają, byłam niezmiernie uradowana. Autorka z rozmysłem i precyzją dawkowała napięcie oraz informacje dotyczące śledztwa prowadzonego w książce. Osobiście polecam ją z całego serca. Przyjemna lektura dla fanów rodzinnych zagadek, opowieści o duchach i tajemniczych morderstwach.

niedziela, 15 września 2013

Blaze

Tytuł: Blaze
Autor: Stephen King jako Richard Bachman
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Ilość stron: 272
Ocena: 3.5/6



Głupota to więzienie, z którego nigdy się nie wychodzi. Nie ma zwolnień za dobre sprawowanie, każdy kibluje tam na dożywociu.






W latach 70. i 80. Stephen King zasłynął jako twórca horrorów publikowanych pod pseudonimem Richard Bachman, a swoim prawdziwym nazwiskiem podpisywał się tylko w gazetach jako autor opowiadań. Blaze jest właśnie jedną z owych książek wydanych pod pseudonimem, jest jednocześnie ostatnią z nich. Ja dostałam ją od mojego Ukochanego, który postawił sobie za cel nazbierać mi na półce jak najwięcej książek Kinga;)
Świat jest brudny, a im dłużej się człowiek na nim obraca, tym bardziej nasiąka tym brudem.
Zawsze było ich dwóch. George, będący „mózgiem” wszystkich operacji, osobą która wszystko planuje oraz opóźniony w rozwoju Blaze, który był jego pomagierem. Któregoś dnia George umiera, a jego kumpel zostaje sam z ich planem. Czy upośledzony psychicznie człowiek może porwać dziecko bogatych i wysoko postawionych ludzi? Czy ktoś, kto wiecznie o czymś zapomina da radę pozacierać po sobie ślady i nagle pamiętać o wszystkich drobnych szczegółach planu? Czy mu się uda? Co się z nim stanie?



Blaze to niegruba książka, moim zdaniem zupełnie nie w stylu Kinga. Choć są takie „Kingowe” teksty, mające chyba za celu pokazać to, że autor jest wiecznie młody, ale jednak książka zdecydowanie wyróżnia się na tle innych. Zero jakiegokolwiek dreszczyka emocji czy napięcia, a sama historia momentami jest bardziej tragiczna i dramatyczna, aniżeli sensacyjna. A książka najbardziej wyróżnia się chyba samym pomysłem na fabułę. Autor w przedmowie sam ostrzega, że jest to książka „do szuflady”, więc nie należy oczekiwać od niej zbyt wiele i właśnie z takim podejściem należy ją czytać, bo inaczej nasze ambicje jej względem i zupełnie mogą się roztrzaskać. Język jak zawsze u Kinga – generalnie średnio literacki, momentami aż na siłę młodzieżowy. Sam pomysł na fabułę jest dość ciekawy, jednak akcja momentami toczy się niczym flaki z olejem, a napięcia też często tu brak. Czy to przez to, że akcja działa się na dwóch płaszczyznach czasowych? Nie wiem, ale nie zmienia to faktu, że czasami nudziłam się czytając ją. Były momenty, w których uśmiałam się podczas jej czytania, zwłaszcza jak tytułowy Blaze rozmawia ze swoim zmarłym kumplem, który daje rady swojemu byłemu partnerowi – przygłupowi. W końcu ktoś musi nim kierować... Były też momenty smutne, zwłaszcza kiedy poznajemy tragiczną historię dzieciństwa Blaza, ale niestety, jak już wspominałam, napięcie oraz akcja, w tej książce zdecydowanie zawiodły. A szkoda, bo można było z tego pomysłu wycisnąć o wiele więcej i książka mogła wypaść o wiele lepiej, ale jednak nie wyszło. A może to ja jestem zbyt wymagająca? 

piątek, 13 września 2013

Kompot jabłkowy


Właśnie jest okres dojrzewania jabłek. Sposób na ich pyszne przetworzenie jest... kompot jabłkowy;)


Co będziemy potrzebować?
(proporcje na jeden litrowy słoik)
kilka obranych jabłek (zależy jakie duże są)
woda do uzupełnienia
cukier do smaku (zależy od słodkości jabłek)
2-3 goździki

Jak zrobić?
Słoik należy wyparzyć i sprawdzić czy zakrętka jest szczelna.
Obrane jabłka pokroić na mniejsze kawałki i zapełnić nimi słoik tak do 3/4 wysokości. Dodać goździki i cukier. Zalać wodą do pełna (tak, na tym na zdjęciu jest za mało wody). Zakręcić i wekować 10 minut.

Czasem robimy kompoty stricte na szarlotkę, wtedy więc słoik wypełniamy jabłkami do pełna.



środa, 11 września 2013

Otwarty umysł, wierzące serce

Tytuł: Otwarty umysł, wierzące serce
Autor: Papież Franciszek (kard. Jorge Mario Bergoglio)
Wydawnictwo: Esprit
Ilość stron: 328
Ocena: poza skalą


Prawdziwa radość rodzi się z pracy, z krzyża. Radość niepoddana próbie jest niczym więcej jak tylko zwykłym entuzjazmem, niejednokrotnie nachalnym, po którym nie można oczekiwać, że wyda owoce.






Czasem przychodzi w moim życiu taki moment, w którym stwierdzam, że potrzebuję jakiejś zmiany w moim życiu duchowym albo jakiegoś nawrócenia. W takich chwilach świetnie zdają się wyjazd na rekolekcje, ale właśnie taka książka na jako miałam okazję natrafić.


Otwarty umysł, wierzące serce jest jedną z kilku książek papieża Franciszka, które zostały wydane przez wydawnictwo Esprit, a ja miałam okazję ją dostać do recenzji. Ostatnio jak gorączka i jakieś potworne choróbsko wsadziły mnie do łóżka i dała mnóstwo czasu na myślenie o tym, co chcę w sobie zmienić. Otworzyłam tę pozycję, którą zaczęłam czytam już wcześniej i przepadłam na rekolekcjach w łóżku... Książka jest podzielona na cztery części, a każda z nich na pomniejsze, kilkustronicowe rozdziały, choć podejmujące różne tematy, to spójne ze sobą...


Otwarty umysł, wierzące serce to książka, którą pozostawiam poza skalą, jest to specyficzny rodzaj literatury, która ma za zadanie poruszyć serce i do każdego przemówi ona zupełnie inaczej. Ba! Do tego samego człowieka na różnych etapach życia dotknie innych miejsc w duszy. Najpiękniejsze w tej książce jest to, że jest pełna głębokich teologicznie tematów, naszpikowanych mądrością, a jednak napisana w prosty i jasny, żeby trafić do zwyczajnego człowieka. Osobiście jestem oczarowana postacią papieża Franciszka, jego postawą pełną prostoty, pokory i radości, prawdziwa, współczesna wersja Biedaczyny z Asyżu, którego Głowa Kościoła wybrała sobie za patrona, a jest jednym z moich ulubionych świętych. Jestem również urzeczona stanowczością Papieża, jego mądrością, rozwagą i umiejętnością nazywania zła po imieniu. A Otwarty umysł, wierzące serce okazały się książką, jakiej właśnie potrzebowałam w czasie, w którym uznałam, że potrzebuję rekolekcji i nawrócenia. Porusza bowiem ważne tematy spotkań z Chrystusem, radości, niesienia własnego krzyża oraz wiele, wiele innych... A w sposobie Papieża widać, jego naprawdę głęboką relację z Bogiem, jego długie godzin spędzone na rozmowie z Najwyższym oraz wielką wiedzę i rozeznanie w sprawach duchowych. Sam w niej pisze: Z jednej strony nie możemy poznać Boga bez całkowitej przemiany nas samych, z drugiej jednak nie możemy uczynić tego całkowicie. I to właśnie dzięki tej książce możemy spotkać Boga i dokonać wewnętrznej zmiany. Jeżeli potrzebujesz rekolekcji, nawrócenia i jakiejś (choć niewielkiej) metamorfozy swojego wnętrza - Otwarty umysł, wierzące serce to książka idealna dla Ciebie!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości 

poniedziałek, 9 września 2013

Zima mej duszy

Tytuł: Zima mej duszy
Autor: Marcin Pągowski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 328
Ocena: 3/6



Wierz mi, to nic osobistego. -Tak, nigdy nie jest to nic osobistego. Zwykle siła wyższa albo racja stanu, najczęściej zaś strach o własną rzyć i pospolite skurwysyństwo.





O czym może opowiadać książka zatytułowana Zima mej duszy? Co się w niej zdarzy? Co w niej zafunduje nam Marcin Pągowski?

Zima mej duszy to zbiór trzech opowiadań, których motywem przewodnimi jest ich główny bohater - niejaki Hedaard. Mężczyzna jest nieśmiertelnym mesjaszem, który wybrał własną drogę, inną niż wyznaczył mu jego stwórca. Jest to postać barwna i wyjątkowa, która lubi kobiety i niejednej złamał on serce. Wszystkie opowiadania są ze sobą fabularnie niepowiązane, więc można je czytać każde z osobna i nie po kolei. A jak one wypadły w moich oczach?

Zima mej duszy jest książką, którą dostałam od mojego ukochanego Księcia z bajki, teraz w trakcje choroby miałam okazję po nią sięgnąć i czytałam ją  naprawdę dość długo. A co to spowodowało? Moje początkowe skojarzenia z Wiedźminem i nie umiałam się tego wyzbyć. Długo musiałam się przyzwyczaić do specyficznego języka, jakim operował autor w tej książce, której akcję umieścił w świecie, w którym o elektryczności jeszcze nawet nie śniono. No tak, język naprawdę specyficzny, ale to dodawało książce tylko inności i smaczku. Moim zdaniem, fabuła w tych opowiadaniach jest dość zagmatwana i mało zrozumiana i wyrazista. Najbardziej podobało mi się ostatnie z nich zatytułowane Cena ułudy. I muszę przyznać, że trudno mi jest oceniać tę książkę, sama nie wiem czemu. Brakowało mi w niej czegoś. Na pewno wartkości i akcji, a także jakiejś puenty w tych opowiadaniach.... A może nie powinnam jej czytać z gorączką? Tego nie wiem, za to Zima mej duszy nie podbiła mojego serca ani nie powaliła mnie na kolana, choć miała swoje lepsze momenty. Przedstawiciele płci męskiej powinni uważać na opisy pięknych kobitek;)

piątek, 6 września 2013

Herbaty od Skworcu #2


Na dziś w Piątkowym kąciku czytelniczych umilaczy -
recenzje pierwszej tury herbatek od Skworcu;)


Żurawinowa Czarna

Składniki:
- czarna herbata
- owoce żurawiny,
- liście żurawiny,
- płatki nagietka,
- aromat.

Sposób przyrządzania:
zalać wodą o temperaturze 95°C i parzyć około 2-3 minuty

Moje odczucia:
Bardzo ciekawa w smaku, lekko słodkawa w smaku, idealna i na ciepło i na zimno.
Naprawdę ciekawa w smaku.




Królewska malina

Składniki:
czarna herbata cejlońska,
kawałki jabłka,
maliny (min. 5,1%),
różowe pączki róży,
aromat


Sposób przyrządzania:
zalać wodą o temperaturze 95°C i parzyć około 3-4 minuty

Moje odczucia
Pierwsze co uderza do mocno malinowy zapach i duża obecność pączków róż. W smaku jest nienachalna, ani nie za słaba, taka w sam raz, ale warto ją lekko dosłodzić do smaku.




Rosyjska liściasta

Sposób przyrządzania:
zalać wodą o temperaturze 95°C i parzyć około 3-4 minuty.

Moje odczucia
Aromatyczna i jednocześnie delikatna w smaku. 





Niemy świadek

Tytuł: Niemy świadek
Autor: Agata Christie
Wydawnictwo Dolnoścląskie
Ilość stron: 303
Ocena: 5.5/6



Człowiek jest czasem skłonny przypisywać zbyt wielkie znaczenie faktom dającym się wyjaśnić w sposób naturalny.







Anglia, a tam malownicza posiadłość Littlegreen House… Do tego intryga, kryminalna zagadka i mistrzowski język Agaty Christie, a wszystko to znajdziemy w jej książce zatytułowanej Niemy świadek.

Starsza kobieta - panna  Arundell – wysyła list do Herkulesa Poirota, lecz on dostaje go dwa miesiące później, już po śmierci autorki. Co tam się stało? Czemu postanowiła napisać do niego list? Czy jej tylko z pozoru wyglądająca naturalna śmierć okaże się przemyślanie uknutym morderstwem? Kim jest ów tytułowy niemy świadek?

Romanse są, oczywiście, niezbędnym elementem życia, ale po co traktować je poważnie? Człowiek kocha, a potem wszystko przemija.


Niemy świadek jest książką fascynującą i świetnie napisaną, od której nie sposób się nie oderwać. Pierwsze co mi się w niej najbardziej podobało, to sam pomysł, że Herkules Poirot przyjmuje zlecenie już od zmarłej. Można? Można. Do tego wąskie grono podejrzanych, będące rodziną zmarłej, ich rodzinne niesnaski i kłótnie o pieniądze. A także klimatyczna, mglista Anglia i jej atmosfera… Intryga, zagadka i genialne pióro królowej kryminału, spowodowały, że nie dało się oderwać od książki. Agata Christie w szczytowej formie, jak dla mnie. Jestem nią zachwycona i oczarowana.Gorzej wypadła chyba tylko Śmiertelna klątwa…