niedziela, 18 października 2020

"Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica" Marta Abramowicz

Tytuł: Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica
Autor: Marta Abramowicz
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Ilość stron: 224
Ocena: 4/6



Kościoły, które żądają ochrony prawnej dla głoszonych przez siebie poglądów, muszą bardzo źle sobie radzić.




Mam szczęście do księży, zdecydowanie. W swoim życiu poznałam wielu wspaniałych kapłanów – jeden prowadzi Barkę koło Strzelec Opolskich, inny prowadzi Dom Miłosierdzia w Otmuchowie, znam Malinę z wrocławskiej Maciejówki czy poznałam osobiście nieodżałowanego ks. Grzywocza. Nie zmienia to faktu, że mam pełną świadomość, że księża są najróżniejsi, zresztą jak całe społeczeństwo. Dlatego byłam ciekawa książki Marty Abramowicz pt. Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica, która zrobiła się znana po sukcesie pozycji pt. Zakonnice odchodzą po cichu. Jednak wyzwanie Abecadło z pieca spadło i literka D na październik zmotywowały mnie do zaczęcia przygody z twórczością autorki właśnie odtej pozycji - reportażu Dzieci księży.

Ludzie znają dzieci księży. Znają ich matki i ojców. Ale o tym się głośno nie rozmawia. Niektórzy mówią - tabu. Inni - hańba. Nikt nie zagadnie takiej matki, jak się czuje, nie doradzi, nie pocieszy. Synów i córek księży nikt nie wysłucha, nie zapyta o ojca, nie powie dobrego słowa. Czasem ktoś rzuci kąśliwy żart, który przypomni im, że wszyscy wiedzą. Bo ludzie rzadko kiedy coś mówią w oczy, ale chętnie za plecami. Dzieci księży i ich matki żyją w bańce samotności. Otoczeni plotkami, w cieniu tajemnicy.                                                                                                                                                                                opis wydawcy

Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica to książka, której byłam ciekawa, a w zasadzie nastawienia autorki do tematu i tego jak go zrealizuje w swoim reportażu. Tak, jestem osobą wierzącą, ale zawsze powtarzałam, że wierzę po swojemu, a moje podejście do wielu spraw kościelnych niekoniecznie jest zbieżne z ogólnym podejściem. I jak już wspominałam we wstępie – mam szczęście do poznawania wspaniałych kapłanów, ale wcale nie zgorszyłam się tą książką, bo wiem, że ksiądz nie oznacza świętego i nieskazitelnego. Autorka wybrała temat niełatwy i moim zdaniem zmierzyła się z nim dość poprawnie dobrze. Po pierwsze taka książka pokaże coś ja już wiem – ksiądz nie oznacza tego, że ten człowiek jest nieomylny, święty i bez grzechu. Po drugie pokazuje wiele traum, jakie się pojawiają, nie dość, że wychowywanie bez ojca, to jeszcze przyczepianie łatek, wyśmiewanie. Autorka wybrała różne historie, łącznie z historią dziecka księdza nie-katolickiego, moim zdaniem zabrakło opowieści dziecka, dla którego ojciec rzucił sutannę. W ogóle spodziewałam się większej ilości historii, przykładów, większego przekroju tych opowieści. Skoro już w opisie czytamy, że Ludzie znają dzieci księży to trudno tak po prostu przyjąć tłumaczenia Abramowicz, że tak trudno znaleźć osoby, które byłyby skłonne podzielić się tym, co przeszły… No cóż… Moim zdaniem zabrakło również jakiejś głębszej analizy, dlaczego jest jak jest. Może to ja jestem zbyt wymagająca, może tak miało być – nie wiem. Na pewno bardzo interesującą sprawą jest dawka ciekawostek z nauczania Kościoła i różnych kościelnych autorytetów na temat roli kobiet i celibatu. Całość jest napisana niezbyt wygórowanym językiem, w ogóle w sposób niezbyt skomplikowany. Spodziewałam się większych emocji i większego dopracowania, poruszenia emocji i głębszej analizy, przez co pozycja nie jest wybitnie wysokich lotów, ale na pewno ważna i potrzebna.

Sprawiedliwości musi stać się zadość. Ludzie mają nadzieję, że sprawiedliwość nastanie po śmierci (...) nie ma ani nieba, ani piekła. Nie ma Boga, który zstąpi na ziemię i ukarze winnych. I jeśli on sam się tym nie zajmie, to nikt za niego tego nie zrobi. Jak długo my sami nie będziemy ścigać tych, którzy nas skrzywdzili, sprawiedliwości nie będzie.

Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica to pozycja warta przeczytana, szczególnie ze względu na temat, ale tak po prostu, żeby spojrzeć inaczej na temat. Moim zdaniem jest to tak naprawdę książka o słabości, porzuceniu, honorze, zasłanianiu się instytucją, a także o mnóstwie nieprzerobionych traum. Choć do bardzo dopracowanego arcydzieła poruszającego do głębi jest jej daleko to według mnie jest warta sięgnięcia i naprawdę potrzebna. 

Książka bierze udział w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło.

sobota, 17 października 2020

"Matylda" Roald Dahl

Tytuł: Matylda
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 228
Ocena: 5/6



Cały sens życia, tkwi w posuwaniu się naprzód.





W twórczości Roalda Dahla jestem zakochana już od dzieciaka. Mimo że do trzydziestki mi coraz bliżej, ja wciąż czasem lubię wrócić do książek tego autora - jego twórczość niezmiennie podnosi mnie na duchu, sprawia, że na sercu od razu robi mi się cieplej. O Matyldzie wspominałam już kilkukrotnie w recenzjach innych książek Dahla, aż w końcu zauważyłam, że na blogu nie ma recenzji tej pozycji. Po obejrzeniu filmu na jej podstawie – w końcu po jego obejrzeniu zebrałam się w sobie i zmotywowałam się do napisania o niej opinii.  

Matylda jest wrażliwą i niezwykle utalentowaną dziewczynką. Nie ukończywszy nawet pięciu lat czytuje Hemingwaya, Dickensa, Kiplinga i Steinbecka oraz rozwiązuje trudne zagadki matematyczne. Cóż z tego, kiedy jej rodzice nie zauważają jej; są po prostu... głupi. Co gorsza, kierowniczka szkoły, do której zaczyna uczęszczać Matylda, okazuje się prawdziwym potworem w spódnicy. Nagle Matylda odkrywa w sobie niezwykły dar tajemniczą psychiczną siłę, zdolność czynienia dorosłym najbardziej perfidnych psikusów. Dzięki niemu będzie mogła ocalić szkołę i pomóc swojej ukochane nauczycielce.                                                                                                                             opis wydawcy

Jedna z ilustracji
Kliknij, aby powiększyć

Matyldę czytałam kilka lat temu, ostatnio sobie ją odświeżyłam – nie tylko książkowo, ale również w wersji filmowej. Nie jest to książka dla maluchów, lecz dla starszych dzieciaków, przynajmniej moim zdaniem. Głównym powodem jest to, że jest w niej sporo przerysowania, groteski, karykatury, bo świat wykreowany przez Dahla jest zdecydowanie przerysowany, ale młodsi czytelnicy nie zawsze mogą to zrozumieć. Ponadto mogą zgorszyć się niektórym niezbyt kulturalnymi tekstami, jakie autor serwuje, zwłaszcza teksty dyrektorki szkoły czy rodziców głównej bohaterki. Bo teksty momentami są wyjątkowo… mocne i pełne niewyszukanego słownictwa. Dla mnie jest to w porządku, ale jak na literaturę dla dzieci autor trochę przesadził… No, ale cóż… Nie zmienia to faktu, że książka naprawdę mi się podobała, ale humor Dahla też trzeba rozumieć. Bohaterowie są barwnie i ciekawie wykreowani, przez co na długo zapadają w pamięć. Całość jest napisana dość lekko i prosta, z dużą ilością humoru, z charakterystycznym dla autora językiem, z równie charakterystycznymi ilustracjami Quentina Blake’a.

Zabawna sprawa z tymi rodzicami. Nawet jeśli ich dziecko jest najobrzydliwszym bachorem pod słońcem, zawsze uważają, że jest cudowne. Niektórych uwielbienie zaślepia do tego stopnia, że potrafią sobie wmówić, iż ich dziecko ma cechy geniusza. (...) Czasami zdarzają się rodzice, którzy w ogóle nie wykazują zainteresowania swoimi dziećmi i oni są oczywiście o wiele gorsi.

Matylda to naprawdę ciekawa opowieść o genialnym dziecku, które boryka się z niezrozumieniem ze strony rodziców oraz niedoborem inteligencji u dyrektorki szkoły. Autor momentami wydaje się, że przesadził, a jego świat jest przerysowany i pełen groteski, więc książka nie nadaje się dla młodszych czytelników. Na moje oko polecam zacząć czytanie gdzieś od 9 roku życia wzwyż. Choć literatura dla dzieci – sama się przy niej świetnie ubawiłam, bo historia jest prosta, ale jednocześnie bardzo urocza, a ponadto z ważnym i wyraźnym przesłaniem, że dobro zawsze wygrywa. Ja polecam, zdecydowanie, choć wiem i ostrzegam, że nie każdemu podejdzie takie wykreowanie postaci i styl. 

piątek, 9 października 2020

"Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców" Lindsay C. Gibson

Tytuł: Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców
Autor: Lindsay C. Gibson
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Ilość stron: 256
Ocena: 5.5/6

 

Zasadniczo istnieje jedna metoda zapewnienia miłości i troski, lecz wiele sposobów, na jakie można skazać dziecko na życie z niezaspokojoną potrzebą miłości.

 


Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców to książka, po którą sięgnęłam z polecenia swojej terapeutki. Kobieta znając moją historię stwierdziła, że będzie to pozycja dla mnie. Nie trzeba było mnie długo namawiać, wszak jako studentka psychologii, lubię zgłębiać różne, najróżniejsze tematy.

Osoby wychowywane przez niedojrzałych emocjonalnie, niedostępnych i egoistycz­nych rodziców często doświadczają utrzymujących się uczuć złości, samotności, zdrady i porzucenia. W dzieciństwie ich potrzeby emocjonalne nie były zaspokajane, a zachowanie rodziców wymuszało wzięcie na siebie odpowiedzialności w stopniu odpowiednim dla dorosłych. Autorka tej przełomowej książki udowadnia, że można sobie poradzić nawet z trudną przeszłością i zacząć się cieszyć życiem.
Lindsay C. Gibson dzieli trudnych rodziców na cztery typy i ujawnia destrukcyjny wpływ, jaki wywierają na psychikę i życie emocjonalne swoich dzieci. Opierając się na licznych przykładach, pokazuje, jak wyleczyć cierpienie wynikające z przeszłych doświadczeń oraz jak odzyskać swoje prawdziwe „ja". Książka ta uczy, w jaki sposób kontrolować reakcje na zachowania niedojrzałych rodziców i unikać rozczarowań, a także budować nowe, pozytywne relacje. To doskonała pozycja zarówno dla osób chcących poradzić sobie z trudnym dzieciństwem, jaki specjalistów - psychologów i psychoterapeutów.
                                                  opis wydawcy

Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców to książka, którą zdecydowanie mogę polecić i to w dodatku każdemu, bo prawda jest taka, że nie ma rodziców idealnych, a chyba każdy ma jakieś nie do końca przerobione traumy. Dlaczego warto sięgnąć? Autorka pokazuje różne mechanizmy, jakimi kierują się niedojrzali emocjonalnie rodzice, a także dzieli ich na cztery typy (każdy z nich jest również opisany). Autorka pokazuje jak, jako już dorośli ludzie możemy radzić sobie z tym jak niedojrzałość naszych rodziców na nas wpłynęła, a także pokazuje skąd to wynika. Widzę, że Lindsay C. Gibson włożyła dość sporo pracy w napisanie tej książki analizując różne zachowania rodziców, ale jednocześnie nie zalewa morzem naukowej terminologii, a dodatkowo wszystko jeszcze obrazuje to przykładami zaczerpniętymi z życia. Mi to akurat bardzo pomogło; zobaczyłam, że nie jestem sama z niedojrzałymi emocjonalnie rodzicami (zwłaszcza matką). W moim odczuciu bardzo dobre jest również to, że autorka pokazuje techniki jak sobie radzić w takim otoczeniu i z takimi sytuacjami, daje konkretne ćwiczenia – to już nasza kwestia czy je wykorzystamy. Napisana naprawdę przystępnym językiem, ale jednocześnie nie jest obszerna objętościowo, ale jest naładowana wiedzą, technikami i radami.

Nie wiem, czy jest na świecie człowiek, który osiągnąłby 100% dojrzałości emocjonalnej i dodatkowo miał wszystko świetnie przepracowane, ale właśnie po to są takie książki jak Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców. Moim zdaniem lektura obowiązkowa dla każdego. Nie tylko dla zranionych przez niedojrzałych rodzicieli, ale dla każdego, żeby zrobić sobie swoisty rachunek sumienia z dojrzałości emocjonalnej i traktowania innych. Polecam, zdecydowanie!

Książka bierze udział w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło.

czwartek, 1 października 2020

Świąteczna wymianka u Hadzi - edycja 2020



Zapraszam na wymiankę książkową!
Zabawa dotyczy wszystkich - nie tylko dla posiadaczy blogerów. 
Nie będzie typowych par - A wysyła do B, a B do A, ale będzie miks.
Dostaniesz paczkę od kogoś innego, do którego wysłałeś!

Zapisy: do 20 listopada br.
Losowanie: do 22 listopada br.
Wysyłka paczek: do 10 grudnia br

Zapisy mailowo!
e-mail: hadziczka13@wp.pl

Wiadomość powinna zawierać:
~preferencje książkowe
~listę kilku książek na które polujesz
~imię i nazwisko oraz adres korespondencyjny
~kilka słów o sobie
~odpowiedź na pytanie czy zgadzasz się na wysyłkę paczki za granicę

Przesyłka powinna zawierać:
~oczywiście książkę lub książki, które nie muszą być nowe, lecz zadbane;) oczywiście wg preferencji drugiej osoby. Ilość książek - dowolna
~kartkę świąteczną, najlepiej z wiadomością
~typowo świąteczny akcent – ozdóbkę, zakładkę, breloczek;)
~jakieś umilacze czytania – słodycze, herbatki czy inne tego typu rzeczy;)

Paczkę wysyłamy z potwierdzeniem nadania.
Zdjęcie/skan nadania wysyłacie do mnie;)


PS. Można się zgłaszać NIE mieszkając w Polsce ;)

sobota, 26 września 2020

"Wielbiciel" Max Czornyj

Tytuł: Wielbiciel
Autor: Max Czornyj
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 384
Ocena: 3/6




Skoro nikomu nie był potrzebny, to tym bardziej sam nie potrzebował nikogo.




Do przeczytania jakiejkolwiek książki Maxa Czornyja zbierałam się już kilkukrotnie, do różnych tytułów. W końcu jednak dzięki wyzwaniu Abecadło z pieca spadło zmotywowałam się po raz kolejny i zabrałam się za pozycję pt. Wielbiciel i skończyłam ją bardzo szybko. Czas na recenzję!

Trzy różne osoby, trzy różne historie, jedna obsesja.
W kulminacyjnym momencie kampanii wyborczej ginie kandydatka na prezydenta. Wstępne ustalenia nie dają odpowiedzi na najważniejsze pytanie: czy było to samobójstwo, czy morderstwo? Tymczasem z przydomowego ogrodu kontrkandydata zmarłej zostaje porwana jego kilkuletnia córka. Wydaje się, że za wszystkie sznurki pociąga jedna osoba. Kim jest? Patologicznym prześladowcą, podglądaczem czy bezwzględnym mordercą? Co miała na celu od wielu lat opracowując swój chory plan? Prawdziwy Wielbiciel chce stać się tym, kogo wielbi. Wie wszystko i nie można przed nim uciec.
                                                                        opis wydawcy

Wielbiciel to książka, w której pierwsze skrzypce gra polityka, a konkretnie akcja dzieje się wokół wyborów prezydenckich… Osobiście nie przepadam za politykowaniem w każdej postaci, ale jak wyzwanie to wyzwanie i zabrałam się właśnie za tę książkę. Wcześniej, w blogosferze, czytałam sporo pochlebnych recenzji twórczości tego autora, więc tym bardziej postanowiłam dać szansę tej książce – w końcu z jakiegoś powodu zbierałam się za jego twórczość. Muszę jednak przyznać, że Wielbiciel wcale mnie nie zachwycił ani nie rzucił na kolana. Fakt, przeczytałam tę pozycję naprawdę dość szybko, jednak nie sprawiło to, że uważam ją za arcydzieło. Język i styl pisarski - całkiem w porządku, niezbyt skomplikowany czy wygórowany, dość przyjemny w odbiorze (choć może zabrzmieć to dziwne). Pomysł na fabułę – no niezbyt zachwycający i dość sztampowy w moim odczuciu. Porwanie i morderstwo związane z polityką – zdecydowanie odnoszę wrażenie, że to już w filmach czy książkach było niejednokrotnie wałkowane. A i do tego wykorzystane tak średnio, ale przynajmniej akcja toczy się odpowiednim tempem, takim umiarkowanym, ale bardzo dobrze, że niezbyt wolnym. Mogłoby być kapkę szybciej z większą ilością intrygi, ale jak już wspominałam – całość mnie nie zachwyciła. A bohaterowie – również (tak jak fabuła) mogliby być lepiej dopracowani i wykreowani. No i jak dla mnie, jako przyszłego psychologa, zdecydowanie za mało jest psychologii w owym thrillerze psychologicznym. No, ale cóż… W końcu nie każda książka jest arcydziełem i ma zachwycać. Czytadła też są potrzebne. 

Wielu psychopatów sprawdzało psychiczną wytrzymałość swoich ofiar. Tak działali też zwykli domowi kaci, dręczący swoje żony, mężów lub dzieci. Nie chodziło im o przełamanie barier, ale o sprawdzenie, czy mogą to zrobić.

Po skończonej lekturę Wielbiciela mam dość ambiwalentne odczucia. Nie zachwyciłam się, ale również nie zanudziłam się i nie uważam jej za dno, choć zdecydowanie oczekiwałam czegoś lepszego. Okazało się, że to po prostu zwyczajne, niezbyt wygórowane i średnio zrealizowane czytadło, przynajmniej dla mnie. Osobiście zamierzam sięgnąć jeszcze po jakieś książki z bibliografii Czornyja, żeby przekonać się czy to wyjątek czy reguła. Jednak jak dla mnie ta konkretna pozycja jest zwyczajnie przeciętna i niewyróżniająca się, ale cieszę się, że ją przeczytałam robiąc pierwszy krok w przygodzie z twórczością tego autora.

Książka bierze udział w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło

piątek, 18 września 2020

"Wyszłam z niemocy i depresji, ty też możesz" Beata Pawlikowska

Tytuł: Wyszłam z niemocy i depresji, ty też możesz
Autor: Beata Pawlikowska
Wydawnictwo: Edipresse
Ilość stron: 352
Ocena: 0/6


Szukasz miłości wszędzie poza sobą. Tymczasem najważniejsza i najbardziej potrzebna miłość znajduje się W TOBIE. 




Nie dość, że studiuję psychologię to jeszcze sama od lat walczę z depresją, stąd u mnie takie zainteresowanie książkami związane z tą tematyką. Były Twarze depresji, były książki zaginionego w Tatrach księdza Grzywocza czy fabularyzowane z depresją w tle jak na przykład Pamiętnik samobójczyni Magdaleny Grochowalskiej. O niezbyt trafnych wypowiedziach dotyczących depresji w wykonaniu Beaty Pawlikowskiej już słyszałam, ale byłam ciekawa jej książki, dlatego postanowiłam dać jej szansę i sięgnęłam po pozycję pt. Wyszłam z niemocy i depresji, ty też możesz

Rozpacz była dla mnie czymś tak codziennym, że uznałam to za część rzeczywistości. Rozpacz tak wielka, że umierałam w duszy wiele razy i ze zdumieniem odkrywałam fakt, że wciąż żyję. Depresja to wielka pustynia pełna łez. Ale to jest tylko stan przejściowy. Można to zmienić. Trzeba tylko zrozumieć czym jest depresja, skąd się bierze i jaki jest jej mechanizm działania. To właśnie zrozumiałam. Wymyśliłam narzędzia. Zastosowałam. Zwyciężyłam. Ty też możesz.
                                                                           opis wydawcy

O zgrozo!

Wyszłam z niemocy i depresji, ty też możesz to książka, do której podchodziłam dość sceptycznie i wraz z wgłębianiem się w lekturę widziałam, że było to dobre podejście. Choć i tak się nią rozczarowałam… Całość przekazu Pawlikowskiej jest napisana co prawda bardzo lekko, co sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko, ale jednak sama treść jest po prostu słaba, błędna wręcz, a do tego niebezpieczna. Autorka wszystko odnosi do podświadomości, która ma bezsprzecznie sporą rolę w życiu człowieka, o czym mówi głównie cały nurt psychodynamiczny w psychologii, więc ten fakt jako taki niebezpieczny nie jest. Jednak depresja to coś więcej niż podświadomość, to także zaburzenia w wydzielaniu serotoniny, co leczy się lekami. A autorka uważa, że leki nie są potrzebne w leczeniu depresji – co zresztą widać, a do tego ani słowa nie ma o pójściu do specjalisty czy farmakoterapii i psychoterapii w leczeniu depresji, tylko uważa, że człowiek sam sobie może z tym poradzić. Z chwilową chandrą – jasne. Z depresją – nie ma szans. Widać z jej strony zdecydowane bagatelizowanie tematu oraz brak wiedzy na temat zaburzeń depresyjnych. A jest to wyjątkowo niebezpieczne. Osoba depresyjna z myślami samobójczymi przeczyta sobie książkę Pawlikowskiej, w której mówi ona, że leki są niepotrzebne – taka osoba może odstawić leki, bez konsultacji z lekarzem, a to może być tragiczne w skutkach. Ale w Polsce o tym się nie mówi, że rocznie więcej ludzi umiera śmiercią samobójczą niż w wyniku wypadków komunikacyjnych. Po co. Ale taka Beata Pawlikowska może polać sobie wodę na temat wychodzenia z depresji bez specjalistów nie mając chyba pojęcia o powadze choroby. 

Wyszłam z niemocy i depresji, ty też możesz – owszem możesz, ale z pomocą specjalistów i we wsparciu bliskich, a nie przy pomocy wyświechtanych frazesów Pawlikowskiej. Ja jestem zdecydowanie na NIE. No po prostu nie. Nie dość, że istne wodolojestwo, które nie daje żadnych konkretnych rad, a jest wręcz niebezpieczne. Nie, nie, nie. Ja się na to zdecydowanie nie zgadzam. Odradzam. Szkoda czasu, zdrowia i pieniędzy na tą książkę pełną zupełnie głupich i niebezpiecznych frazesów, które nawet nie są motywujące… Omijać szerokim łukiem. Dno i trzy metry mułu.

Książka bierze udział w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło

niedziela, 13 września 2020

"Zwalczyć negatywne myślenie" Joël Pralong



Tytuł: Zwalczyć negatywne myślenie
Autor: Joël Pralong
Wydawnictwo: W drodze
Ilość stron: 128
Ocena: 1/6






Jako osoba studiująca psychologię i sama zmagająca się z całym morzem najróżniejszych negatywnych myśli postanowiłam sięgnąć po książkę Joëla Pralonga, która rzekomo miałaby w tym pomóc. Czas więc na recenzję pozycji pt. Zwalczyć negatywne myślenie, którą przeczytałam całkiem niedawno. 

Książka dla wszystkich udręczonych myślami...i deszczową pogodą Nasze myśli – zarówno negatywne, jak i pozytywne – dostarczają nam materiału do oceniania innych i siebie. Wywierają na nas wpływ i, w taki lub inny sposób, popychają do działania. Kształtują naszą osobowość i kierują naszym zachowaniem. Książka Joëla Pralonga nie oferuje ani żadnej techniki, ani nowej „sztuczki” pokazującej sposób uwolnienia się od niepokoju. Autor chciałby zaprosić czytelnika do tego, aby za przykładem dawnych mnichów, pozwolił Bogu „oddychać” w sobie. Nauczanie ojców pustyni chce zaprowadzić nas do hezychii, oznaczającej z gr. „równowagę, odpoczynek, pokój, łagodność, wewnętrzną ciszę, samotnię”.
                                                                     opis wydawcy

Zwalczyć negatywne myślenie to książka, której lektura zajęła mi niewiele czasu, ale jednocześnie jest niezbyt obszerna, bo czym w końcu jest niecałe 130 stron. I na tym chyba plusy tej książki się kończą, bo muszę przyznać, że bardzo się na niej rozczarowałam. Przesłanie całej książki jest takie, że Bóg i lektura Pisma Świętego są najskuteczniejszym lekiem na depresję i negatywne myśli – nie terapia, nie leki, a właśnie religia. Wiara może być pomocna, jak najbardziej, ale jako dodatek do leczenia czy jego element, a nie zamiast leczenia. Bóg nie zastąpi psychoterapii, tak samo jak nie zastąpi leków na anginę czy operacji ratujących życie. Ta książka jest na tyle niebezpieczna, że osoby depresyjne czasami mają problem podjąć leczenie z racji samej choroby, a po lekturze takiej pozycji, stwierdzą, że leczenie w postaci psychoterapii i leków jest im niepotrzebne, bo w końcu do Bóg ma ich wyleczyć… Może jest i napisana w sposób dość przystępny i naszpikowany cytatami z Biblii, ale uważam, że sama w sobie jest zwyczajnie niebezpieczna i wprowadza czytelnika w błąd, a całość zamiast pomagać zwalczać negatywne myślenie – irytuje. I mówię to jako osoba wierząca. 

Zwalczyć negatywne myślenie to książka, którą zdecydowanie odradzam i nie polecam. Może i krótka, ale wprowadza w błąd irytuje, a jej lektura może zrobić więcej szkody niż pożytku – np. w postaci odstawienia leków czy psychoterapii przez osobę depresyjną co może skończyć się tragicznie… Dobrze, że nawet jej nie kupowałam, tylko przeczytałam w ramach Legimi... Szkoda czasu, nawet jak na tę długość. Zdecydowanie odradzam.