poniedziałek, 11 grudnia 2017

Hadzine dyskusje: Pomysły na prezenty dla książkoholika


Okres Świąt Bożego Narodzenia to czas zawziętego szukania prezentów, co niejednokrotnie sprawia problem, zwłaszcza jeżeli chodzi o mola książkowego. To zadziwiające, jaki problem może sprawić kupienie prezentu dla kogoś bliskiego zwłaszcza takiego który lubi czytać... Dzisiaj chciałabym pokazać subiektywną listę pomysłów na prezent dla książkoholika.

1. Książka

Pierwszym pomysłem jest książka, ale tutaj się pojawia się największy problem – osoba obdarowywana może już tą książkę mieć lub już ją przeczytała. Najczęstszy tekst jaki słyszę to „Dużo czytasz, nie wiem co już czytałaś”. A tak trudno zapytać? W takim wypadku naprawdę najlepiej poprosić o konkretne tytuły, w jakie można zainwestować, na jakie dana osoba poluje.


2. Bon podarunkowy do księgarni
Jeżeli nie chcemy kupować konkretnych, jak nie wiemy co kupić – wtedy świetnym pomysłem są właśnie bony podarunkowe. Sieciówki mają takie oferty, ale jednak warto też zapytać w jakiś małych księgarenkach warto też popytać.



3. Kubek

Do książki bardzo często w ruch idzie herbata lub kawa, więc według mnie świetnym pomysłem jest właśnie kubek, bo kubków jak książek – nigdy za wiele. A można znaleźć naprawdę wiele fajnych motywów związanych z książkami, co zresztą widać;)


4. Kawa/herbata

Silnie wiążę się z kubkiem i piciem podczas czytania – herbata lub kawa. Ksiażkoholik takim dobrym trunkiem nie pogardzi... A to, że jest już spora kolekcja herbat – już nieważne. Warto połączyć to na przykład z zaparzaczem do herbaty.To zawsze zejdzie;)


5.Zakładka do książki

To mi się też wydaje oczywiste. Nie masz pomysłu jaką książkę kupić? Daj zakładkę - zawsze się przyda. A jeżeli to jeszcze będzie rękodzieło (szczególnie swoje) – cudownie i od serca.



6.Etui na książkę
Przez długi czas podchodziłam do tego sceptycznie, jednak nosząc książki w torebce między pracą, zajęciami i trzema miastami jednak oddziałuje na stan woluminu i przymierzam się do zrobienia sobie takiego... Co by choć trochę ochronić książkę...


7.Czytnik e-booków

Ale to jedynie w przypadku, w którym wiadomo, że osoba, której chcemy kupić prezent przymierza się do zakupu i mamy do przeznaczenia większą ilość pieniędzy do wydania. Ja z takiego prezentu bardzo się ucieszyłam. Może być też pakiet lub bon na ebooki lub audiobooki, dla ludzi lubiących te wersje książek.



8.Kocyk
Wiadomo, że książka, herbata i kocyk to cudowne połączenie, a milusi kocyk to zawsze będzie dobrym pomysłem. I jakim praktycznym... Ja mam bodajże trzy i uwielbiam wszystkie <3

9. Świeczki i woski zapachowe

Nie muszą to być świeczki od Yankee Candle czy Kringle Candle, które kosztują majątek (choć są cudowne) - mogą być te zwykłe za kilka złotych z Ikei czy jakiś drogerii. I tak robią cudowną atmosferę.

A Wy, z których prezentów byście się ucieszyli?
Co byście dodali to tej listy?

czwartek, 7 grudnia 2017

"Luz. I tak nie będę idealna" Tatiana Mindewicz-Puacz

Tytuł: Luz. I tak nie będę idealna
Autor: Tatiana Mindewicz-Puacz
Wydawnictwo: Agora SA
Ilość stron: 240
Ocena: 5.5/6


Dlatego warto traktować naszą przyszłość jak podróż, a to, co dostaliśmy od rodziców, rówieśników lub nauczycieli, jako zbiór rzeczy, z którego świadomie wybieramy to, co przyda nam się w drodze. Żadna z tych rzeczy sama z siebie nic nie znaczy.




Tatianę Mindewicz-Puacz po raz pierwszy zobaczyłam w Projekcie Lady, w którym była mentorką, a ja oglądałam zawzięcie swojego czasu. Dopiero po jakimś czasie, dowiedziałam się, że napisała książkę i to w dodatku w tematyce, która mnie bardzo interesuje. Po obejrzeniu dwóch sezonów Projektu... oraz przeczytaniu opisu na okładce wiedziałam już czego mniej więcej się spodziewać po książce Luz. I tak nie będę idealna, więc doszło do tego, że bez większego zastanowienia w nią zainwestowałam...

„Nie jestem wystarczająco mądra..dobra..piękna” „Zawsze muszę udowadniać swoją wartość, pracując ponad siły” „Pokażę na co mnie stać i wtedy wreszcie zostanę doceniona” Brzmi frustrująco i…znajomo? Jeśli chcesz zmienić te przekonania, przestać brać udział w pościgu za doskonałością, wyzwolić się od wewnętrznej presji i poznać sposoby na osiągnięcie zadowolenia z siebie a także jeśli chcesz uwolnić się od zgubnego wpływu opinii innych na Twój sposób funkcjonowania - ten niekonwencjonalny poradnik jest właśnie dla Ciebie.
To książka o tym, jak (Z)BUDOWAĆ POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI BĘDĄC DOROSŁĄ KOBIETĄ. Jak przejść ze strefy frustracji („muszę”, „powinnam”) do strefy mocy („chcę” „wybieram”) czyli jak odpuścić to, na co nie mamy wpływu i zająć się tym, co realnie możemy zmienić, jak samej sobie ofiarować to, czego potrzebujemy, jak przejąć odpowiedzialność za własne wybory. 
To wreszcie książka o tym, jak rozstać się ze strategiami małej dziewczynki skutecznymi w dzieciństwie, mającymi na celu zdobycie uwagi, akceptacji i pochwały, a komplikującymi życie dorosłej kobiety i jak wypracować nowe, adekwatne do „tu i teraz”.
                                                                             opis z okładki

Kliknij, aby powiększyć
Luz. I tak nie będę idealna to książka licząca ledwie 240 stron, z kilkoma cytatami zamieszczonymi na całej stronie, co dodatkowo sprawia, że pozycję czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Tematy jakie podejmuje Tatiana Mindewicz-Puacz to przede wszystkim poczucie własnej wartości, siła kobiet i radzenie sobie z niedoborami, brakami i traumami z dzieciństwa, które ma każda z nas. No i co najważniejsze i najciekawsze wszystko pisze na podstawie swojego życia oraz na przykładach swoich klientek – nie ma teorii wyssanych z palca, oderwanych od rzeczywistości i tego co spotyka przeciętną, polską kobietę. Książka jest podzielona na kilka pomniejszych rozdziałów i napisana nieskomplikowanym językiem, który może zrozumieć niezależnie od wykształcenia czy swojej wiedzy (także psychologicznej)... Napisać poradnik wcale nie jest sztuką – rynek wydawniczy jest nimi wręcz przepełniony, jednak w moim odczuciu Mindeiwcz-Puacz wykonała kawał naprawdę dobrej roboty, pisząc w taki sposób, że każda może znaleźć coś dla siebie, choć częściowo zrozumieć swoje zachowania i reakcje na otoczenie, na to co nam się przytrafia. 
Mamy wprost wyjątkową umiejętność zaniżania poczucia własnej wartości, deprecjonowania swoich osiągnięć i  krytykowania siebie. Mistrzowsko uprawiamy sztukę podcinania dobie skrzydeł. A jeśli już nauczymy się latać i to bardzo  wysoko- nie widzimy tego lub do  końca nie wierzymy, że zrobiłyśmy to dzięki sobie.
Luz. I tak nie będę idealna to książka, którą zdecydowanie mogę polecić każdej kobiecie, szczególnie takiej, która poszukuje siebie, w jakiś sposób widzi w sobie tą małą dziewczynkę, widzi coś co ją boli w swojej historii. Nie ma tutaj mnóstwa naukowych, psychologicznych określeń. Nie ma przytoczonych psychologicznych badań, ale są zdania, które pomogą otworzyć oczy na pewne sprawy, odkryć swoją siłę i pewną siebie. Książka, która jest swoistym miodem na serce, które łagodzi rozedrgane, bolące serce małej dziewczynki w dorosłej kobiecie. Tak najzwyczajniej w świecie książka od kobiety dla kobiet, po którą naprawdę warto sięgnąć. Polecam!

Z książką na zjeździe na studiach


niedziela, 26 listopada 2017

"Muzeum Rzeczy Nieistniejących" Dorota Terakowska





Tytuł: Muzeum Rzeczy Nieistniejących
Autor: Dorota Terakowska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Ilość stron: 116
Ocena: 5/6









Twórczość Doroty Terakowskiej poznałam już kilka lat temu czytając Ono, Poczwarkę czy Tam, gdzie spadają anioły. Ostatnio przechadzając się między bibliotecznymi regałami mocno zaintrygował mnie tytuł Muzeum rzeczy nieistniejących. Niewiele myśląc zgarnęłam książkę z półki.

"Muzeum Rzeczy Nieistniejących” jest niezwykłym zbiorem felietonów publikowanych na łamach „Przekroju” w latach 1998-2000. W Muzeum Rzeczy Nieistniejących zakopiesz „topór wojenny”, dowiesz się, że „czas to pieniądz”, będziesz biegał jak „kot z pęcherzem” i z niejednym zjesz „beczkę soli”. O czym mowa, o zwrotach tak naprawdę nieistniejących, ale obecnych w naszej wyobraźni i powszechnie stosowanych. Eksponaty prezentowane w muzeum opowiadają jakąś historię, pochodzą z różnych zakątków świata, a każdy z nich jest inny, wyjątkowy. Wspaniała lektura dla miłośników Doroty Terakowskiej, jej stylu, sposobu patrzenia na świat. Jednocześnie jest to niezwykły przewodnik po świecie – muzeum, w którym żyjemy i który pełen jest...”rzeczy nieistniejących".
                                                      opis z okładki

Muzeum Rzeczy Nieistniejących jest napisana jakby w formie słownika.. To zbiór definicji różnych... określeń istniejących w codziennym języku, takich jak szczęka do opadania czy wieczna miłość. Wszystko podzielone na mniejsze podgrupy. Przez to książkę czyta się naprawdę szybko i niejednokrotnie z uśmiechem na twarzy. Zresztą owo specyficzne poczucie humoru Terakowskiej można zobaczyć w załączonych niżej definicjach.




Muzeum Rzeczy Nieistniejących to książka zdecydowanie godna polecenia. Jest lekka i przyjemna w odbiorze, a ponadto gwarantuję, że niejednokrotnie się uśmiechniesz podczas zwiedzania Muzeum... Myślę, że zadowolony będzie zarówno jak i młodszy, jak i starszy czytelnik, a każdemu zrobi się aż miło i przyjemnie na sercu. A widzę, że spośród książek Doroty Terakowskiej jest to raczej mało znana książka – tym bardziej mogę polecić, żeby znajomość jej twórczości nie skończyła się tylko na Tam, gdzie spadają anioły...  Z humorem, uśmiechem, lekko i przyjemnie. Idealna na odprężenie i poprawę samopoczucia.

piątek, 17 listopada 2017

"Terapeutka" Bernadeta Prandzioch


Tytuł: Terapeutka
Autor: Bernadeta Prandzioch
Wydawnictwo: Rebis
Czyta: Paulina Raczyło
Długość: 7 godz 58 min
Ocena: 4/6



Wrocław. Obracam pomysł w głowie, jeszcze bez przekonania. Z przekonaniem, bez odwagi. Jedna noc. Jedna noc to przecież nie ucieczka.





Z racji tego, że dość mocno interesuję się psychologią i zaczęłam studia w tym kierunku to dość mocno zainteresował mnie jeden z najnowszych debiutów pt. Terapeutka Bernadety Prandzioch. Mój wybór padł na audiobooka w interpretacji Pauliny Raczyło. Jak wypadło?


Listopadowy poranek. W ogrodzie gabinetu terapeutycznego zostają znalezione zwłoki dziecka. Choć pracująca tam terapeutka Marta Szarycka stara się trzymać na uboczu, szybko zostaje wciągnięta w bieg wydarzeń za sprawą dziwnych wiadomości, które otrzymuje, a także policjanta prowadzącego śledztwo. Młoda, świetnie zapowiadająca się psycholog, której nienaganny wizerunek naruszają skłonność do przygodnego seksu i angażowanie się w związki bez przyszłości, zostanie zmuszona do skonfrontowania się z najbardziej bolesnymi doświadczeniami z przeszłości. Ile będzie musiała poświęcić w grze, w której stawką jest życie kolejnych dzieci? Intrygująca fabuła ze świetną, nieszablonową postacią Marty Szaryckiej. To, co wydaje się uporządkowane i bez skazy, w rzeczywistości toczy rak traumy z przeszłości.
                                                                              opis wydawcy

Terapeutka to książka okrzyknięta nowym głosem w polskiej powieści kryminalnej, jednak nie miałam pojęcia, że jest debiutem dopóki nie zaczęłam pisać recenzji. Może to i dobrze... Już od początku słuchania tej książki zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno jest to kryminał... Co prawda jest morderstwo, jest zaginięcie, ale jednak większość fabuły kręci się wokół spotkań z pacjentami i życia prywatnego Marty Szaryckiej... Co do postaci... Marta nie jest stereotypową kobietą, jednak nie jest też skomplikowana czy jakaś wyjątkowo nietuzinkowa. Osobiście nie wiem czy bym się z nią zaprzyjaźniła... Co do pomysłu na fabułę – jest dość dobry, jest potencjał, aczkolwiek wykonanie mogłoby być ciut bardziej dopracowanie. W moim odczuciu mogłoby być więcej intrygi oraz kryminału w kryminale, a mniej psychologii – minimalnie zmienić proporcje. Co do wykonania mam jeszcze jedno zastrzeżenie – wiele sytuacji wydaje się zupełnie nierealnych i oderwanych od książkowej rzeczywistości... Zaproszenie do hotelowego pokoju nowo poznanego faceta i nawet nie zapytać się o jego imię? Tak ot sobie bez żadnego planowania pojechać z Katowic do Wrocławia na noc? Jak dla mnie trochę nie pasowało... Styl autorki generalnie nie budzący zastrzeżeń, niezbyt skomplikowany, ale jednocześnie niezbyt prostacki (przynajmniej w większości przypadków), zrozumiały dla czytelnika, zwłaszcza, że to debiut autorki, więc dobrze, że nie przegięła ani w jedną a ni w drugą stronę. Bernadeta Prandzioch jest młodą kobietą, która jest z zawodu psychologiem i w tej książce widać jej wiedzę – jednocześnie na temat pracy psychologa, jak i miasta, z którego pochodzi. Moim zdaniem jest to bardzo na plus, zwłaszcza, że sama chce zostać psychologiem, więc Terapeutka dała mi jakiś wgląd na realia tej pracy...
Aspirant sztabowy, Chryste Panie. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenia. Czy kogoś poza samymi policjantami obchodzi, jaki który z nich ma stopień?
Terapeutka jest niezbyt obszerną pozycją i ciekawą dla mnie, jako przyszłego psychologa, jednak kryminału jest tutaj zbyt mało... Czy polecam? Tak, książka sama w sobie jest naprawdę ciekawa i warta sięgnięcia, choć arcydziełem nie jest. Uważam, że Bernadeta Prandzioch ma potencjał pisarski i z chęcią sięgnę po jej książki, jak jeszcze kiedyś jakieś wyda.

środa, 15 listopada 2017

Listopadowy stosik ( #7/2017)

Ostatnio więcej czytam... Na szczęście <3
Więc i kilka książek przybyło...
A na pisanie niezbyt dużo czasu... Studia + praca...


Pamięć operacyjna
Dieta antyhistaminowa
Ewangelia dla nienormalnych
zakupy z Aros.pl

Pajęczyna
z akcji bookcrossingowej w pracy

Kochaj
zakupy ze Świata Książki
Kocham Brett <3

Magnetyzer
Zakupiona na przecenie 50% mniej 

Dekameron
egzemplarz recenzencki

Co czytaliście?

Pozdrawiam
Asia

poniedziałek, 13 listopada 2017

"Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood

Tytuł: Dziewczyny, które zabiły Chloe
Autor: Alex Marwood
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 448
Ocena: 2/6

Przecież o to właśnie w życiu chodzi. Nie o wakacje, kolacje w knajpach i pragnienie posiadania więcej rzeczy, ale o to, by napić się razem herbaty i przytulić po długim dniu. Chodzi o wybaczanie i zapominanie, ulgowe traktowanie. A także o uczciwość, prawdę i zaufanie, o stworzenie bezpiecznego, ciepłego schronienia dla tych, których się kocha.




O książce zatytułowanej Dziewczyny, które zabiły Chloe słyszałam już jakiś czas temu, kiedy blogosfera zaczęła dudnić o tym tytule... Ja zgarnęłam ją ostatnio podczas wizyty w bibliotece, która jest dość dobrze wyposażona w niedawno wydane pozycje... I od razu jak wypożyczyłam, tak zaczęłam czytać zaintrygowana tytułem oraz opisem... Jak wypadło?

Letni poranek 1986 roku. Dwie jedenastolatki spotykają się tego dnia po raz pierwszy w życiu. Wieczorem obie zostają oskarżone o morderstwo. Ponad dwadzieścia lat później, dziennikarka Kirsty Lindsay, pracuje nad reportażem na temat seryjnego mordercy, grasującego w nadmorskim kurorcie. W trakcie zbierania materiałów spotyka przypadkiem sprzątaczkę Amber Gordon.
Kirsty i Amber spotykają się po raz pierwszy od tego strasznego dnia, który odmienił na zawsze ich losy. Są gotowe zrobić wszystko, by nie odkryto ich dawnej tożsamości, nie zrujnowano im życia, by chronić swoje rodziny. Jednak przeszłość postanawia się o nie upomnieć... Kobiety będą musiały zmierzyć się z dawnym koszmarem i dokonać trudnych wyborów.
                                                                opis z okładki 

Dziewczyny, które zabiły Chloe opowiada historię, która rozkręca się naprawdę długo i moim odczuciu nigdy nie rozkręca się an dobre... Historia nastolatek, które zabiły... Generalnie w opisie tej książki jest o niej wszystko, więc nie ma frajdy z poznawania historii. Napisana tak, że ciężko ni było się w nią wciągnąć, wejść w ten świat. A liczyłam na to, że książka mnie porwie i później będę zbierać szczękę z podłogi. Niestety... Historia i jej przedstawienie w ogóle nie rzuciło mnie na kolana... Mam wrażenie, że wszystko jest niedopracowane, historia ma potencjał, ale jednak zupełnie niewykorzystany. Książka nie zachwyca, nie rzuca na kolana... A mi kojarzy się z Joylandem Kinga...


Dziewczyny, które zabiły Chloe to najzwyklejsze czytadło, które wcale nie zachwyca, a jej lektura wręcz nudzi... Nie wzbudza emocji, nie ma intrygi, brakuje napięcia... A i psychologii w thrillerze psychologicznym za mało... Ja jestem zdecydowane na nie...