piątek, 15 listopada 2019

"Kosogłos" Suzanne Collins

Tytuł: Kosogłos
Autor: Suzanne Collins
Cykl: Igrzyska śmierci
Tom: trzeci
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 376
Ocena: 3.5/6



Pozbierać się jest dziesięć razy trudniej, niż rozsypać.






Czasami lubię sięgnąć po pozycję z kategorii tych magicznych, po książki umieszczone w fantastycznych światach. W końcu nie bez przyczyny jestem fanką Harry’ego Pottera i tego uuniwersum. Dlatego właśnie z tego powodu sięgnęłam po serię Igrzyska śmierci, która zdobyła sporą popularność, a ja byłam ciekawa dlaczego i co w niej jest takiego wyjątkowego. Tak aż dotarło do ostattniej części trylogii pt. Kosogłos autorstwa Suzanne Collins
Katniss Everdeen wraz z matką i siostrą mieszka w Trzynastce – legendarnym podziemnym dystrykcie, który wbrew kłamliwej propagandzie Kapitolu przetrwał, a co więcej, szykuje się do rozprawy z dyktatorską władzą. Katniss mimo początkowej niechęci, wykończona psychicznie i fizycznie ciężkimi przeżyciami na arenie, zgadza się zostać Kosogłosem – symbolem oporu przeciw kapitolińskiemu tyranowi.
                                              opis wydawcy 
Kosogłos to trzeci i ostatni tom z serii o Igrzyskach śmierci. Czytałam części powoli, w długich odstępach, więc trochę czasu zajęło mi od początku do końca lektury tego cyklu. Nie zmienia to faktu, że polubiłam to uniwersum, z trzeciej części byłam wyjątkowo ciekawa, za sprawą pewnej piosenki, która robi furorę w Internecie – chodzi o Hanging tree. Samego filmu nie widziałam (ani jednej części), ale to tym lepiej, bo w końcu warto najpierw przeczytać oryginał, a dopiero później zobaczyć ekranizację. 
Może wszyscy usiłują mnie chronić i dlatego mnie okłamują, dla mojego dobra. To bez znaczenia, mam serdecznie dość ludzi, którzy mnie okłamują, dla mojego dobra, bo tak naprawdę chodzi o ich dobro. 
Kosogłos jest częścią zdecydowanie najsłabszą w moim odczuciu, ale jednocześnie dość spójną i nawiązującą do tego co się działo w poprzednich tomach, do całego uniwersum, ale jednak nie ukrywam, że fabuła najmniej ze wszystkich przypadła mi do gustu. Mimo wszystkich powiązań i spójności – w moim odczuciu Katniss nie jest tą samą postacią co na początku, zmieniła się. Jasne, naturalne jest, że bohater się zmienia na przestrzeni poszczególnych tomów, ale jednak w tym przypadku mam wrażenie, że na gorsze… Moim zdaniem, jeżeli chodzi o akcję – tutaj dzieję się najmniej, co jest… słabe. Jest pewien powtarzalny schemat, w którym Katniss oczywiście jest tą zwycięzcą i tą dobrą. Choć uniwersum dość ciekawe – jednak powtarzalny jest ów schemat. Jest domknięcie pewnych wątków, ale jednak w tej części czuję spory niedosyt. 
Oczekuję zapowiedzi, że życie będzie toczyć się dalej, bez względu na to, jak poważne ponieśliśmy straty. 
Kosogłos to książka stylistycznie i językowo na podobnym poziomie, nawiązując do wcześniejszych części, ale jednak zdecydowanie najsłabsza ze wszystkich tomów - przynajmniej w moim odczuciu. Warto przeczytać, jako domknięcie serii i poszczególnych wątków (np. Katniss i Peeta), ale nie ukrywam, że spodziewałam się większego efektu WOW i większego przytupu na sam koniec, a jednak odniosłam wrażenie, że ta ostatnia część była pisana na siłę, na fali popularności, bez dopracowania Nie wiem, może moje odczucia. Pierwsza część – Igrzyska Śmierci spodobały mi się chyba najbardziej. Teraz tylko chcę zobaczyć wszystkie ekranizację, żeby porównać.  
Wymyślili mi rolę i chcą, żebym ją przyjęła. Mam się stać symbolem rewolucji. Kosogłosem. Nie wystarcza to, co zrobiłam w przeszłości – w trakcie Głodowych Igrzysk postawiłam się Kapitolowi stworzyłam zarzewie buntu, a teraz muszę zostać najprawdziwszą przywódczynią rebelii, jej twarzą, głosem i ucieleśnieniem.

Hanging tree
w aranżacji Studia Accantus

niedziela, 3 listopada 2019

"Między palcami a ciszą kolory jej duszy się kołyszą" Anna Lisowiec, Aleksandra Anna Sikorska


Tytuł: Między palcami a ciszą kolory jej duszy się kołyszą
Autor: Anna Lisowiec, Aleksandra                           Anna Sikorska
Wydawnictwo: Autorskie
Ilość stron: 68
Ocena: 6/6




Z racji studiów psychologicznych interesuję się różnymi odchyleniami od szeroko pojętej normy, właśnie między innymi autyzmem. Stronę Oli Sikorskiej i jej twórczość obserwuję już od dłuższego czasu. A co łączy jedno i drugie? Otóż postrzegania świata Oli jest zaburzone (może nie tyle zaburzone co intensywniejsze) właśnie przez autyzm. Mimo choroby i młodego wieku już miała wystawy swoich obrazów, które są formą jej terapii. I to właśnie jej prace są ilustracjami do wierszy Anny Lisowiec w książce Między palcami a ciszą kolory jej duszy się kołyszą.

Kliknij, aby powiększyć

W swoim życiu spotkałam kilkoro dzieci autystycznych. Bez wątpienia każde dziecko jest inne – tym bardziej autystyczne, które wymaga terapii dopasowanej konkretnie właśnie do niego. Dla Oli terapią jest malowanie całą sobą. Dlatego pomysł Anny Lisowiec, która inspirowana obrazami Oli – napisała i wydała 30 wierszy inspirowanych twórczością Małej Artystki. Warto zaznaczyć, że cały dochód ze sprzedaży tej książki jest przeznaczony na rehabilitację Oli (m.in. przez malowanie – Artystka zużywa naprawdę sporo farb i podobrazi, które tanie nie są - sama maluję, więc wiem. Tym bardziej, że Ola zużywa mnóstwooo materiałów). 

Między palcami a ciszą kolory jej duszy się kołyszą są pozycją naprawdę wyjątkową. Pokazuje świat autyzmu – z perspektywy dorosłej poetki, jak i autystycznej, młodej malarki. Książka otwiera oczy, poszerza horyzonty inspiruje… Zdecydowanie warta sięgnięcia. Pokazuje jak bardzo rodzice Oli (Anna i Dominik Sikorscy) walczą o jej jak najbardziej zdrowy rozwój, jak walczą, żeby ich Artystka żyła w społeczeństwie jak najbardziej się da, co zresztą widzę również w mediach społecznościowych. A skąd inspiracja na tytuł książki? Ola maluje przede wszystkim rękami, a także używa mnóstwa kolorów. Jasne – jako narzędzia do malowania pojawiają się również inne rzeczy, ale rzadko bywają to pędzle. I w tym wszystkim Anna Lisowiec chce pokazać autystyczną duszę Oli – naszej Artystki.

Klikinij, aby powiększyć
Między palcami a ciszą kolory jej duszy się kołyszą nawet jeżeli chodzi o format jest nietypowa – pozioma, szersza niż dłuższa. Jedna strona to obraz Oli, strona obok to wiersz Anny Lisowiec – wszystko tworzy spójną całość, a wiersze inspirują do interpretacji obrazów Małej Artystki. Zdecydowanie polecam, naprawdę.  Nie tylko jako początek z poezją, ale również jako początek poznawania autystycznego świata. Polecam jako kontynuację miłości do poezji i abstrakcyjnych obrazów, ale polecam także jako osobom doświadczonym w poznawaniu obu dziedzin. Polecam osobom, które w jakikolwiek sposób interesują się autyzmem i poezją. Jednak zdecydowanie polecam każdemu, żeby ów autystyczno – artystyczny świat poznać. Serio – naprawdę warto. I to bardzo! Poza tym - mój pierwszy patronat medialny;) 


Kliknij, aby powiększyć


poniedziałek, 28 października 2019

"Kółko się pani urwało" Jacek Galiński

Tytuł: Kółko się pani urwało
Autor: Jacek Galiński
Cykl: Zofia Wilkońska
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 304
Ocena:


To prawda, że dzieci są denerwujące i w większości głupie. Niektóre z nich z tego nie wyrastają i pozostają denerwujące i głupie także jako dorośli.




Kółko się pani urwało Jacka Garlińskiego to książka, którą kupiłam z polecenia jednej z ekspedientek w jednej z księgarń. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce ani tego nazwiska (co akurat nie jest dziwne, bo jest to debiut powieściowy), ale komedia kryminalna ze starszą panią w roli głównej zapowiadała się naprawdę ciekawie. Kupiłam i niewiele później zabrałam się za lekturę pozycji, której autor jest porównywany do ś.p. Joanny Chmielewskiej.

Najpierw włamano się do jej mieszkania. Złodzieje nie tylko ukradli pieniądze, biżuterię czy cenne dokumenty, lecz również sprofanowali najcenniejszą pamiątkę po mężu – jego galowy mundur. Policja zabiera się do śledztwa jak pies do jeża, chociaż ślepy wpadłby na to, że wszystkie tropy prowadzą do sąsiada z góry, faceta bez nogi. Nie ma mowy, tego munduru mu nie przepuści. Postanawia policzyć się z nim sama. Okazuje się jednak, że facet bez nogi został zamordowany, a ona sama jest pierwszą podejrzaną. Nie pozostaje jej nic innego, jak chwycić rączkę wiernego wózka zakupowego i rozpocząć własne śledztwo. Warszawskie bandziory, strzeżcie się! Nadchodzi Zofia Wilkońska, postrach klubów seniora!                                                                                                                                        opis wydawcy
Śniadanko z Zofią WIlkońską
Kółko się pani urwało to już kolejna książka z kategorii komedii kryminalnych za mną – poznałam już książki Alka Rogozińskiego czy M. C. Beaton, więc ucieszył mnie kolejny rodzimy autor. Zaczęłam czytać i uśmiechnęłam się już przy pierwszych kilku linijkach książki, co niezmiernie mnie ucieszyło i jeszcze bardziej zwróciło moją uwagę. Polubiłam bardzo szybko główną bohaterkę pozycji - Zofię Wilkońską, która przypomina mi trochę Klementynę Kopp z serii o Lipowie Katarzyny Puzyńskiej. Naprawdę bardzo ciekawie skonstruowana i wykreowana postać ze sporą dozą poczucia humoru. Pojawia się także coś co bardzo lubię, czyli główna bohaterka jest również narratorką historii. Serio, naprawdę lubię pierwszoosobową narrację. Następny aspekt, czyli styl i język pisarski, które są adekwatne do komedii kryminalnej i utrzymane rzeczywiście na odpowiednim poziomie, co jest niezwykle ważne biorąc pod uwagę fakt, że jest to debiut powieściowy pisarza. Humor i dowcip – jest i to całkiem przyjemy i wywołujący niejeden uśmiech na mojej twarzy. Co do intrygi – również jakaś tam jest, ale jednak mogłoby być więcej i nie ukrywam, że mi tego minimalnie tego zabrakło, bo dość szybko domyśliłam się zakończenia (trochę szkoda). Suma summarum nie zawiodłam się na tej książce, a niejednokrotnie się uśmiechnęłam. 
Zastanowiłam się, czym tak naprawdę jest życie. Nieustanną pogonią za czymś, czego nie możesz mieć. A gdy ci się wydaje, że już to masz, ono wyślizguje ci się z rąk i wpada z powrotem do sklepowej zamrażarki. Sięgasz szybko, żeby nie dać się wyprzedzić. Chwytasz w obawie, że data przydatności już dawno minęła, ale nie przeczytasz małych literek, bo życie jest jak promocja na kurczaka w markecie. Niby atrakcyjne, ale potrafi zakończyć się w najmniej oczekiwanym momencie.
Kółko się pani urwało to pozycja, którą czyta się dość szybko i przyjemnie, choć nie jest literaturą super wysokich lotów. Jednak nie zmienia to faktu, że niejednokrotnie wywołała na mojej twarzy uśmiech, a w szczególności teksty i odzywki głównej bohaterki – Zofii. Zdecydowanie warto sięgnąć – nie w celu szukania skomplikowanych zagadek i morza intryg, a właśnie na poprawę humoru, żeby się zrelaksować, uśmiechnąć i dobrze bawić podczas lektury. Osobiście z chęcią sięgnę po kolejny tom przygód Zofii Wilkońskiej, który ma wyjść jakoś niebawem. 

czwartek, 24 października 2019

"Sekret matki" Shalini Boland





Tytuł: Sekret matki
Autor: Shalini Boland
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Ilość stron: 312
Ocena: 2.5/6








Na rynku czytelniczym aktualnie jest zatrzęsienie książek określanych jako thrillery psychologiczne i właśnie do tego rodzaju literackiego zalicza się pozycja pt. Sekret matki, po którą miałam przyjemność ostatnio sięgnąć w formie e-booka. A że nie słyszałam o książce nic wcześniej to podchodziłam do niej bez większych oczekiwań.
Jej całe życie okazało się kłamstwem… Mroczny thriller psychologiczny o utracie najbliższych, rozpadzie małżeństwa i niszczycielskiej sile mass mediów. Tessa Markham nie potrafi pogodzić się ze śmiercią dwójki swoich dzieci, a jej mąż postanowił poukładać sobie życie na nowo. Kim więc teraz jest? Nie matką? Nie żoną?
Pewnego dnia zastaje w domu małego chłopca. Dziecko twierdzi, że przyprowadził je anioł, a Tessę nazywa „swoją nową mamusią”. Wezwana policja nie daje wiary wyjaśnieniom kobiety. Rozpoczyna się medialna nagonka. Tessa zostaje uznana za porywaczkę, a dziennikarze nie odstępują jej na krok. Bohaterka podejmuje śledztwo na własną rękę, lecz z czasem zaczyna wątpić w swoją niewinność. A jeśli to ona uprowadziła chłopca? Przecież wszyscy nie mogą się mylić…
                                                     opis wydawcy
Czytanie w pociągu
Za mną już kilka thrillerów psychologicznych, co do Sekretu matki zaciekawił mnie motyw macierzyństwa, mrocznego sekretu i chłopca, który pojawił się w tajemniczy sposób. Nie ukrywam, że niezwykle mnie zaciekawiły poruszone tematy, stąd moje zainteresowanie książką – zaczęłam czytać i pochłonęłam pozycję naprawdę dość szybko. Ten tytuł jest zdecydowanie lekkim czytadłem, napisana w sposób prosty i nieskomplikowany, raczej niewyróżniającym się w żadną stronę językiem. Pomysł na książkę jest naprawdę dość ciekawy – w końcu ni stąd i ni zowąd pojawia się jakieś dziecko nie wiadomo skąd i mówi obcej kobiecie, że jest jego matką. Szkoda tylko, że w moim odczuciu, pomysł praktycznie nie wykorzystany. Dość szybko domyśliłam się zakończenia, a intrygi i akcji nie było zbyt wiele. Jasne, bardzo fajnie, że pojawił się motyw manipulacji faktami przez media, ale jednak to nie wszystko. Praktycznie nie ma intrygi, nie ma zaskoczenia, a całość jest przewidywalna i... zupełnie niezaskakująca. Fakt, pomysł ciekawy, ale jednak praktycznie nie wykorzystany.  Motyw psychologiczny – owszem jest, ale jednak thrillera w tym wszystkim nie ma za grosz. 

Sekret matki to czytadło, które jest lekkie i czyta się szybko – to fakt. Jednak jest to wciąż czytadło i to tak wykonanie w sposób dość marny i z przewidywalnym zakończeniem. Jasne – miło się czyta, ale generalnie szału nie ma. Po prostu mierna i, w tym wszystkim, dość banalna historia która jest napisana w sposób wyjątkowo nieskomplikowany, a wątki psychologiczne również nie są jakoś wyjątkowo rozbudowane. Generalnie nie jestem zachwycona – jak dla mnie przeciętność nad przeciętnościami. Nie jest kompletnie beznadziejną książką i kompletnym szajsem, ale zwyczajnie marną, przeciętną. Ani to thriller, ani interesujące wątki psychologiczne, wszystko przewidywalne. Czas zdecydowanie lepiej poświęcić na zupełnie coś innego. 

poniedziałek, 21 października 2019

Kościół Pokoju w Świdnicy, czyli Hadzia w podróży


Na początku września miałam okazję odwiedzić Kościół Pokoju w Świdnicy, który jest listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Źródło
Kościół Pokoju w Świdnicy to kościół ewangelicki wybudowany w 1657 roku, jako efekt traktatu westfalskiego, który w 1648 kończył wojnę trzynastoletnią. Poza tym w Świdnicy są jeszcze w Jaworze i w Głogowie.

Takie kościoły musiały spełnić kilka wymogów:
-kościół musiał być lokowany poza murami miasta, oddalony od nich na odległość strzału armatniego,
-nie mógł mieć dzwonnicy,
-nie mógł posiadać szkoły parafialnej,
-nie mógł mieć bryły przypominającej kościół,
-musiał być zbudowany z materiałów nietrwałych (drewna, słomy, piasku, gliny),
-okres budowy nie mógł przekroczyć 1 roku.

Zapraszam na oglądanie wnętrza na moich zdjęciach






Ołtarz główny


Ambona











Żródło informacji - Wikipedia

Byłam tam 2 razy i za każdym razem zronnił na mnie niemałe wrażenie - naprawdę polecam zobaczyć. 

A Wy - byliście?
Co sądzicie?

piątek, 18 października 2019

"Wybrałem życie" Michał Czernecki, Monika Sobień

Tytuł: Wybrałem życie
Autor: Michał Czernecki, Monika Sobień
Wydawnictwo: Pascal
Ilość stron: 256
Ocena: 4.5/6




Dziecko jest najczęściej papierkiem lakmusowym relacji rodziców i tego, co dzieje się w domu.






Michał Czernecki to jeden z tych polskich aktorów, których wyjątkowo lubię – razem z Maciejem Stuhrem czy Robertem Więckiewiczem. Czerneckiego szczególnie polubiłam za bardzo prawdziwą postać dr Sadzika w serialu Diagnoza, natomiast pozostałych dwóch szczególnie kocham za głos. Najpierw zobaczyłam wywiad z Michałem Czerneckim o jego książce i o jego depresji, jak zobaczyłam, że jest to wywiad-rzeka to stwierdziłam, że koniecznie muszę przeczytać. Wiele czasu to nie zajęło i zabrałam się za lekturę w formie e-booka pt. Wybrałem życie, czyli właśnie wywiadu-rzeki, który przeprowadziła Monika Sobień właśnie z Michałem Czerneckim.
Czy można doświadczyć depresji i dwóch prób samobójczych, a potem zawalczyć o siebie i odbić się od dna?Poruszająca opowieść chłopaka z Zagłębia, który ostatecznie zdecydował się żyć i sięgnąć po swoje marzenia. Ta historia zaczyna się w domu rodzinnym Michała Czerneckiego. Wiedzie przez trudne dzieciństwo, starcie z demonami przeszłości i spotkanie miłości życia. Przejmująco szczera rozmowa o wszystkim, co ważne: miłości, męskich przyjaźniach, byciu ojcem, pieniądzach. O sukcesach i porażkach na planach najpopularniejszych polskich filmów, pracy z najlepszymi reżyserami. O kryzysach, które czasem wracają. O wieloletniej pracy nad sobą.
                                   opis wydawcy

Wybrałem życie nie należy do książek opasłych i grubych, jest raczej taka przeciętna jeżeli chodzi o objętość. Jest podzielona na trzy części, w których Michał Czernecki opowiada kolejno o: swoim niezbyt łatwym dzieciństwie, później o początkach swojej dorosłości i studiach, a kończy się na opowieści o aktualnym życiu. Pytania Moniki Sobień są taktowne, nienachalne i bardzo na miejscu, a odpowiedzi aktora – ciekawe i dość wyczerpujące. Fakt, że spodziewałam się trochę większych zwierzeń, ale zdaję sobie sprawę, że depresja to temat naprawdę trudny, więc doceniam i tak te wszystkie uzewnętrznienia się Michała Czerneckiego. Myślę, że książka może być budującą lekturą dla osób zmagających się z depresją - można zobaczyć, że tzw. trudne dzieciństwo czy próby samobójcze to nie tylko domena zwykłych, szarych ludzi, ale dotyka również tych, których widzimy na ekranach telewizorów. Jest dużo o pozwalaniu sobie na emocje, o braku emocji w rodzinnym domu, o niezmiernie ważnej roli psychoterapii w procesie leczenia depresji. A co najważniejsze – pokazuje, że z depresji można wyjść, że nie każda depresja kończy się spektakularnym samobójstwem po długim życiu niewalczenia o siebie. 

W naszym domu panowała niepisana zasada, że o emocjach i przeżyciach się nie rozmawia i nigdy nie komunikuje się ich wprost. To od rodziców nauczyłem się odwracania uwagi od własnych emocji.
Wybrałem życie to książka zdecydowanie warta przeczytania – szczególnie dla osób, które lubią tego aktora. Myślę, że mogę ją polecić również osobom walczącym z depresją, żeby zobaczyć, że to może dotknąć zupełnie każdego. Myślę, że dla osób, które przezywają w swoim życiu jakieś kryzysy także może się sprawdzić. Generalnie pozycja dość ciekawa i dość dobrze napisana – można lepiej poznać autora, można zobaczyć inne oblicze depresji, można zobaczyć jak wygląda droga do zostania aktorem... Nie jest to mistrzostwo świata, ale zdecydowanie warto sięgnąć, zwłaszcza, że nie jest to zbyt obszerna pozycja. 


środa, 9 października 2019

"Zabójcza biel" Robert Galbraith (J.K.Rowling)

Tytuł: Zabójcza biel
Autor: Robert Galbraith (J.K.Rowling)
Cykl: Cormoran Strike
Tom: czwarty
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 656
Ocena: 2/6

Bo można kogoś cholernie nienawidzić, a mimo to nadal pragnąć, żeby nie miał Cię gdzieś, i jednocześnie nienawidzić się za to pragnienie.



Od Wołania kukułki polubiłam twórczość Roberta  Galbraith'a, nawet biorąc pod uwagę fakt, że z czasem okazało się, że to pseudonim literacki J.K.Rowling (jednak jakoś szczególnie się nie ekscytowałam na samą tę myśl). Tak więc sobie powoli czytałam kolejne części serii z Cormoranem Strikem w roli głównej – w końcu przyszedł czas na Zabójczą biel.
Prywatny detektyw Cormoran Strike i jego współpracowniczka Robin Ellacott walczą o odkrycie prawdy w nowej sprawie. Do biura, w którym urzędują, przychodzi młody człowiek imieniem Billy z prośbą o pomoc w zbadaniu zbrodni, której – jak sądzi – był świadkiem w dzieciństwie. Młodzieniec najwyraźniej cierpi na zaburzenia psychiczne, nie pamięta też zbyt wielu szczegółów, ale jest w nim i w jego historii coś szczerego, dlatego Strike jest głęboko zaniepokojony tym, co słyszy. Zanim jednak uda mu się wyciągnąć z chłopaka więcej informacji, ten wybiega z gabinetu w panice. Próbując wyjaśnić opowieść Billy’ego, Cormoran Strike i Robin Ellacott – kiedyś jego asystentka, a obecnie współpartnerka w interesach – idą krętym tropem, który prowadzi ich przez boczne uliczki Londynu do wewnętrznego kręgu w Parlamencie i pięknego, ale złowieszczego dworku na dalekiej wsi. Nie dość, że śledztwo przypomina labirynt zagadek, to na dodatek prywatne życie Strike’a bardzo się skomplikowało. Odkąd zyskał sławę jako prywatny detektyw, nie może już działać zakulisowo, tak jak kiedyś. Co więcej, jego relacje z Robin, która jest teraz nieoceniona w prowadzeniu działalności, są dużo bardziej napięte, a osobiste stosunki między nimi – o wiele bardziej zawiłe.
                                                                   opis wydawcy

Zabójcza biel to już czwarta część przygód z Cormoranem Strikem i zaczyna się dokładnie w momencie, gdzie skończyła się poprzedniczka – Żniwa zła. Robin awansowała na wspólniczkę, Cormoran zyskuje klientów, zdobywa kobietę. W moim odczuciu jednak jest to zdecydowanie najsłabsza część z wszystkich czterech. Pomysł na fabułę nie jest zły, ale widzę tutaj podobieństwo do Psa Baskerville'ów Artura C.Doyle'a. Wyczuwalna jest atmosfera taka typowo brytyjska – są londyńskie puby, brytyjski parlament oraz stara, typowo angielska, wiejska rezydencja. To akurat jest na plus. Jednak nie zmienia to faktu, że podczas czytania tej książki wyjątkowo się męczyłam, czego nie doświadczyłam długo wcześniej. Sprawa kryminalna w tej książce ani trochę nie jest intrygująca. Język i styl pisarski podobny do wcześniejszych, ale jednak mam wrażenie, że poziom opadł. Tak samo jak opadła jakość realizacji pomysły na książkę. Nie dość, że wydaje się być podobna do klasyki, to jeszcze sam pomysł zrealizowany naprawdę dość marnie. Choć polubiłam Cormorana, to jednak ta sympatia do niego nie uratowała poziomu tej części. Głównie dlatego, że w tym tomie wyjątkowo nie przypomina samego siebie. Tak samo jak wcześniejsze relacje z Robin, ale to akurat do przewidzenia, skoro Robin wzięła ślub. Jednak intrygi i napięcia zabrakło, wręcz w ogóle jej nie było, a wiało wyjątkową nudą, co sprawiło, że w ogóle się nie wciągnęłam w lekturę. 
Czasami zachowywanie się tak, jakby wszystko było z tobą w porządku, sprawia, że rzeczywiście jest w porządku. Czasami trzeba po prostu zrobić dobrą minę do złej gry, wyjść do świata, i po chwili się okazuje, że to wcale nie takie trudne, że to zupełnie naturalne.
Zabójcza biel to czwarta część serii i w moim odczuciu naprawdę najsłabsza. Skopiowany pomysł, a do tego marna realizacja, a wszystko prawie na 700 stronach. Generalnie powiało nudą. Nie polecam tej części. O ile wcześniejsze były naprawdę ciekawe i warte sięgnięcia – tutaj nie ma po co. Odniosłam wrażenie, że autorka się zupełnie wypaliła, bo w książce nie ma nic czym można by się zachwycić – ani intrygi, ani odkrywczej fabuły, ani wartkiej akcji... Ja się naprawdę dość mocno męczyłam się podczas lektury i zdecydowanie odradzam.