niedziela, 31 maja 2020

"Notatki samobójcy" Michael Thomas Ford

Tytuł: Notatki samobójcy
Autor: Michael Thomas Ford
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 272
Ocena: 6/6



Głupio się przekonać, że twój stan zależy od jednej małej pigułki, która wygląda jak tic tac i zawiera jakąś dziwną kombinacje substancji...







Samobójstwa są wciąż tematem tabu, chociaż w Polsce rocznie więcej osób odbiera sobie życie niż ginie w wypadkach komunikacyjnych (wiedzieliście o tym?), ale zresztą całe zdrowie psychiczne jest jednym wielkim tabu. Dlatego cieszę się, że powstają takie książki jak Notatki samobójcy Michaela T. Forda, którą przeczytałam całkiem niedawno. 
Nazywam się Jeff. Mam siostrę i rodziców, którzy nadal ze sobą wytrzymują. Cała nasza czwórka mieszka w prześlicznym domku w prześlicznej okolicy w prześlicznym mieście podobnym do milionów innych miast. Rodzice nigdy nas nie bili, nie molestował mnie żaden ksiądz, koledzy w szkole nie dokuczali jakoś szczególnie. Nie słucham death metalu, nie mam obsesji na punkcie brutalnych gier wideo i nie odcinam głów małym zwierzątkom. Piętnastoletni Jeff trafia do szpitala psychiatrycznego po nieudanej próbie samobójczej. Ma spędzić czterdzieści pięć dni na oddziale dla nastolatków i wziąć udział w terapii grupowej. Chłopak jednak uparcie odmawia rozmawiania o tym, co się wydarzyło. Nie jest szczery nawet z samym sobą. Czego wstydzi się tak bardzo, że nie chce dalej żyć?
                                                                        opis wydawcy

Za Notatki samobójcy miałam ochotę zabrać się już jakiś czas temu, ale później o niej zapomniałam. Na szczęście jednak całkiem niedawno przypomniałam sobie o jej istnieniu i od razu zabrałam się za jej czytanie. Byłam jej bardzo ciekawa, chociaż nigdy wcześniej nie czytałam jej żadnych recenzji, więc też nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Zaczęłam czytać i zupełnie przepadłam. Jako studentka psychologii z wielką ciekawością czytałam o realiach pobytu w szpitalu psychiatrycznym po próbie samobójczej, a całość jest napisana w sposób bardzo interesujący i humorystyczny. Tak, to możliwe, żeby opisać psychiatryk w sposób zabawny i wcale nie jest to żenujące. Wszystko za sprawą głównego bohatera, który jest postacią ironiczną, zabawną, pełną ciekawych spostrzeżeń, ale pod tą maską – osobą nie znająca własnych emocji, dość lękliwą, niepewną siebie i przeżywającą swój prywatny dramat. Przede wszystkim osobą potrzebującą miłości. W moim odczuciu Michael Ford stworzył dość ciekawe postacie, pełne różnych problemów i dramatów, pokazując, że problemy psychiczne są pod różnymi maskami. Bardzo dużym plusem naszego, polskiego wydania jest lista różnych, pomocnych numerów np. Antydepresyjny telefon zaufania ITAKI czy do Poradni telefonicznej dla osób w kryzysie emocjonalnym. Jest to niezwykle ważne, bo często bywa tak, że osoby w kryzysie emocjonalnym i depresji często nie mają się do kogo zgłosić, stąd właśnie sięgają po samobójstwo, które wydaje się być dla nich jedynym rozwiązaniem. Jeszcze jednym plusem jest temat homoseksualizmu i homofobii, co jest pokazane w sposób nienachalny, a jako jeden z problemów. Generalnie bardzo dobrze, że są przedstawione różne postacie z różnymi problemami, w tym właśnie z rozpoznawaniem własnej seksualności.
Trafiliśmy do tego szpitala, bo ktoś - rodzice, lekarze, ludzie, którzy rzekomo nas kochają - boją się nas. Zamknęli nas w klatce, żeby ludzie mogli się gapić z bezpiecznej odległości na świry.
Notatki samobójcy są książką zdecydowanie godną polecenia. Choć temat zdecydowanie niełatwy, książka jest napisana w sposób naprawdę lekki i przyjemny. Autor podejmuje ważne i trudne tematy, pokazując jednocześnie, że samobójstwo nie jest lekiem na całe zło, a problemy można rozwiązać w zupełnie inne, różne sposoby. No wielkie brawa dla wydawcy za numery telefonów z tyłu książki w polskim wydaniu, zwłaszcza, że jest to książka dedykowana młodzieży. Ja jestem zdecydowanie na tak i bardzo polecam, niezależnie od wieku. 
Oto, do czego doszedłem: jak to jest, że ktoś ratuje samobójcę, a potem ma do niego pretensje za zepsuty dzień? Ciągle czuję, że ludzie chcą, bym za coś przeprosił. Ale nie mam za co, to oni spaprali sprawę. Nie ja.
Nie prosiłem, żeby mnie ratować.
Książka bierze udział w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło


Antydepresyjny telefon zaufania ITAKI
22 484 88 01

Kryzysowy Telefon Zaufania
116 123

piątek, 29 maja 2020

Koktajl mango-pomarańcza-szpinak



Bardzo lubię koktajle, co zresztą widać ostatnio.
Czyż nie ma piękniejszego poranka niż koktajl, kawa i książka?

Zapraszam, więc na koktajl mango-pomarańcza-szpinak!


Składniki:
(na 2 porcje)
- 3 garście szpinaku
- 1 spora pomarańcza
- 1 całe mango lub 2-3 garście mrożonego
- ok.150 ml wody
- 1 łyżka siemienia lnianego

Jak wykonać?
Świeże mango obrać i pokroić, a mrożone rozmrozić. Obrać pomarańczę i podzielić na cząstki. Wszystkie składniki dać do wysokiego naczynia i wszystko razem zblendować.
Smacznego!

środa, 27 maja 2020

"Dieta na wynos. 100 przepisów na zdrowy lunch" Viola Urban





Tytuł: Dieta na wynos. 100 przepisów na zdrowy lunch
Autor: Viola Urban
Wydawnictwo: Publicat
Ilość stron: 240
Ocena: 6/6







Lubię eksperymentować w kuchni i testować nowe smaki, ale wciąż brakowało mi przepisów takich dań, które z łatwością można zabrać ze sobą z domu – do pracy czy na uczelnię. Miałam kilka swoich sprawdzonych, ale to jednak niewiele i potrzebowałam urozmaicenia w tej kwestii. Ale też chciałam spróbować czegoś nowego w domu. Dlatego zdecydowałam się sięgnąć po książkę autorki bloga Okiem dietetyka, czyli Violi Urban – pozycji pt. Dieta na wynos. 100 przepisów na zdrowy lunch

Nic nie zastąpi własnoręcznie przygotowanych posiłków, także tych zabieranych do pracy czy szkoły. Niezależnie od tego, czy masz możliwość podgrzania dania poza domem, możesz jeść mądrze i zdrowo. Plastikowe pudełka nie są dobrym rozwiązaniem. W takim razie jak zapakować jedzenie, żeby można je było bezpiecznie przenosić z miejsca na miejsce? Co nadaje się do zjedzenia na zimno, a co nie, a także jak wykorzystać produkty z innych posiłków, aby zaoszczędzić czas? Co jeść w pracy i szkole, aby mózg lepiej funkcjonował? Książka daje odpowiedzi na te i wiele innych pytań. Znajdziesz tu pomocne wskazówki oraz 100 przepisów na odżywcze lunche na wynos. Mogą to być zarówno owsianka w słoiku lub szybka sałatka, jak i składniki z poprzedniego obiadu czy kanapka `na bogato`. Zróbmy razem coś naprawdę smacznego!
                                                 opis z okładki – słowa autorki

Dieta na wynos. 100 przepisów na zdrowy lunch jest bardzo dobrze wydaną książką kucharską z naprawdę sporą najróżniejszych przepisów. Każdy z nich jest okraszony piękną fotografią i dokładnymi oznaczeniami o występowaniu w przepisie takich składników jak mięso, jajka czy gluten, a ponadto zawartość błonnika czy indeks glikemiczny. Zwłaszcza dwie ostatnie informacje są niezwykle ważne przy bilansowaniu diety, która da uczucie sytości. 


Przepisy w książce są pogrupowane na bardzo sensowne kategorie będące jednocześnie rozdziałami tej pozycji, a możemy się spotkać z takimi działami jak sałatki, koktajle, słodkości, bardzo sycące dania czy pasty do chleba. Wszystko bardzo na plus i naprawdę rozsądnie podzielone, przez co łatwo odnaleźć konkretny przepis, a także równie łatwo jest się połapać w książce. Bardzo ciekawym i ważnym elementem jest również wstęp o diecie (w tym o diecie na wynos) i rozdział o rozsądnych, racjonalnych zakupach. Jest to na tyle ważne, że często w szale zdrowych zakupów kupujemy mnóstwo składników, które z czasem okazują się zwyczajnie zbędne i się marnują. 


Przechodząc dalej – bardzo dużym plusem tej książki jest duża różnorodność przepisów. Znajdziemy w niej recepty na dania mięsne, jaki i wegańskie, na sycące, wytrawne obiady oraz słodkie przekąski, na pasty do chleba i sałatki. Bardzo duża różnorodność i wszystko opisane w łatwy, przejrzysty sposób. Naprawdę super! Do każdego przepisu są dołączone przepiękne zdjęcia, jeden przepis na stronę i na każdej z nich znajduję się również trochę pustego miejsca, gdzie można dopisać swoje uwagi czy pomysły na urozmaicenie.


Dieta na wynos. 100 przepisów na zdrowy lunch to książka kucharska zdecydowanie warta uwagi. Przedstawia zdrowe przepisy w bardzo przystępny, przyjazny i ciekawy sposób, a do tego bardzo estetyczny. Znajdziemy w niej przepisy dopasowane do różnych diet, więc zarówno weganin jak i wszystkożerca znajdzie coś dla siebie, a taka książka zdecydowanie ułatwi też przygotowanie dania dla grupy żywieniowej, do której nie należymy. A Przede wszystkim pokazuje przepisy na naprawdę pełnowartościowe posiłki, do diety, która nie jest głodówką, w której brak makroskładników. Wszystko zbilansowane i pożywne – naprawdę super! Ja jestem z niej zadowolona i na pewno niejednokrotnie z niej jeszcze skorzystam. Naprawdę polecam. 

Za możliwość sięgnięcia po książkę dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

wtorek, 26 maja 2020

"Nora" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Nora
Autor: Katarzyna Puzyńska
Cykl: Lipowo
Tom: dziewiąty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 816
Ocena: 3.5/6



Czasem emocje okazywały się zbyt trudne, żeby od razu sobie z nimi poradzić.





Twórczość Katarzyny Puzyńskiej i jej sagę o Lipowie pokochałam od samego początku. Już od pierwszego tomu pt. Motylek. Minęło sporo czasu, od kiedy przeczytałam ósmy tom pt. Czarne narcyzy, ale w końcu wygrzebałam swoich kartonach z książkami część kolejną pt. Nora. No niestety, to właśnie w większości mieszkały w kartonach moje książki w 2019 roku – roku trzech przeprowadzek, no ale tak bywa. Ale zdążyłam się stęsknić za Lipowem iż tym większą przyjemnością sięgnęłam właśnie po Norę, będącą już dziewiątą częścią tego cyklu. 
Berenika jest zbuntowana i lubi chadzać własnymi ścieżkami. Po raz kolejny znika z domu. Jednak tym razem wszystko wydaje się być nie tak, jak zazwyczaj. Co gorsza w sprawę zaangażowany jest ojciec jednego z policjantów. Tymczasem w odległym o kilkadziesiąt kilometrów szpitalu psychiatrycznym zostaje zabita pacjentka. Na kilka godzin przed śmiercią wysyła enigmatyczną wiadomość z prośbą o pomoc. Czyżby wiedziała, że ktoś targnie się na jej życie? Jaki ma z tym wszystkim związek brutalnie okaleczone ciało odnalezione obok niedziałającej już dawno karuzeli? Co kryje studnia w zagajniku wśród pól? Czy aspirant Daniel Podgórski uporządkuje wreszcie swoje życie prywatne i zdoła powstrzymać mordercę zanim zginie ktoś jeszcze?
                                                                      opis wydawcy

Po Norę sięgnęłam z dużą tęsknotą za Lipowem i sporą sympatią do tego cyklu. W końcu nie bez przyczyny sięgnęłam po wcześniejsze części tej serii i regularnie je czytałam. Jak ja się stęskniłam za uroczym Lipowem i bohaterami tego cyklu. Znając już pióro, styl i pomysły Katarzyny Puzyńskiej – wiedziałam czego mniej więcej można się spodziewać po tej serii i powiem szczerze, że wcale się tym razem nie zawiodłam. Książka jest obszerna (w końcu ponad 800 stron), ale podejmuje wiele wątków, a autorka umiejętnie łączy kryminał z wątkiem obyczajowym i kryminalnym. No i troszkę z romansu się znajdzie – w końcu jest Daniel Podgórski i dwie kobiety - Emilia Strzałkowska będąca matką jego nastoletniego syna oraz jego była partnerka imieniem Weronika. A w mojej głowie wciąż pytanie – zejdą się czy nie? Nora jest pełna ukrytych powiązań i związków, z czego niezmiernie się cieszę się, bo lubię różne obyczajowe zawiłości w tej serii. Było sporo Klementyny Kopp, którą bardzo lubię. A i dzięki niej, a i zarówno jak i dzięki pióru i pomysłowi autorki – akcja książki toczy się żwawo, sprawnie i ze sporą werwą, a całość czyta się szybko i przyjemnie. No i pomysł na śledztwo bardzo ciekawe – zmieszany ojciec policjanta, ksiądz, eks-ksiądz, właściciel sieci restauracji – sporo postaci i zawiłości i wszystko powiązane w naprawdę interesujący sposób. I do tego intrygujący, nie do końca jednoznaczny tytuł, co zresztą jest dość charakterystyczne dla autorki. Szkoda tylko, że postać Daniela wciąż tak irytująca… No, ale cóż… Pozostaje mieć nadzieję, że późniejszych tomach może coś się zmieni. Jednak nie zmieniła się jedna rzecz – całość naprawdę ciekawa i zrealizowana w równie interesujący sposób. 

Dla wielu ludzi pies to tylko zwierzę. Dla niej Igor był przyjacielem. Kimś najbliższym. Jedyne, czego pragnęła teraz, to zemścić się za jego śmierć.
Czy polecam Norę? Zdecydowanie. Choć wątek kryminalny bardzo ciekawy i naprawdę dobrze zrealizowany – odradzam czytanie bez znajomości wcześniejszych tomów, bo jednak wątek obyczajowy jest dość mocno rozbudowany w tej serii i istnieje doza prawdopodobieństwa, że można by się pogubić i stracić przyjemność z czytania. Ja zdecydowanie nie będę tak długo czekać na kolejny tom i czym prędzej się zabiorę. Ja jestem zdecydowanie na tak, choć bywały lepsze momenty w tej serii, ale jednak co Lipowo, to Lipowo.
Czasem warto powalczyć o uczucia. Nawet jeśli to oznacza, że ryzykujesz, że się zbłaźnisz albo poczujesz się zraniona. 

piątek, 22 maja 2020

"Kiedy jedzenie wymaga odwagi" Harriet Brown


Tytuł: Kiedy jedzenie wymaga odwagi
Autor: Harriet Brown
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 267
Ocena: 4/6



Bo gdy do głosu dochodzi demon, życie właściwie się kończy. Wierzcie mi. Wiem, co mówię.






Jako osoba interesująca się psychologią (w końcu nie bez przyczyny studiuję taki, a nie inny kierunek), a w szczególności zaburzeniami odżywiania, które sama przeszłam – nie mogłam przejść obojętnie książki autorstwa Harriet Brown pt. Kiedy jedzenie wymaga odwagi. Książka opowiadająca o demonie anoreksji, o demonie, który dopadł już niejedną osobę…
Harriet Brown napisała fascynujący, pełen głębokich emocji dziennik o podróży swojej rodziny przez koszmar anoreksji, o półtorarocznej walce swojej córki Kitty z chorobą i o tym, jak to doświadczenie zmieniło całe jej życie. Przedstawia w nim również krytyczne spojrzenie na tradycyjne poglądy na temat „leczenia” anoreksji i opisuje metodę alternatywną, zwaną modelem Maudsley, która skupia się na całej rodzinie i przynosi znacznie lepsze efekty niż dotychczas stosowane terapie. „Kiedy jedzenia wymaga odwagi” to lektura obowiązkowa zarówno dla profesjonalistów jak i dla zwykłych rodzin, które potrzebują wsparcia i nadziei w walce z tą wyniszczającą chorobą.
                                                                        opis wydawcy 
Kiedy jedzenie wymaga odwagi jest książką o anoreksji pisaną z innej perspektywy niż zazwyczaj – nie z punktu widzenia osoby chorej, a z perspektywy matki i to jeszcze w formie pamiętnika, więc jest naprawdę ciekawie. Interesujące i ważne jest to, że pokazuje metodę alternatywną leczenia anoreksji, która nazywa się modelem Maudsley, która jest formą terapii rodzinnej, co pokazuje też jak ważna w leczeniu tego konkretnego zaburzenia odżywiania jest właśnie terapia całej rodziny, a nie tylko jednostki. Sama cierpiałam na zaburzenia odżywiania, ale na bulimię, więc tym chętniej sięgam po książki o anoreksji, żeby dowiedzieć się czegoś o innym zaburzaniu, choć jako studentka psychologii wiem, że mechanizmy powstawania jednego i drugiego są bardzo podobne. Całość jest napisana w sposób poprawny, oddająca realia jak to się dzieje w rodzinie… Jednak książka nie wzbudziła we mnie, aż tylu emocji co KochAna Marty Motyl, ale to trochę inna historia, bardziej związana z moją osobistą historią. Sama książka jest napisana językiem dość poprawnym, niezbyt skomplikowanym, jednak w całości trochę brak emocji.

Kiedy jedzenie wymaga odwagi jest pozycją, która pokazuje bardzo ważny aspekt zaburzeń odżywiania – że to nie jest problem jednostki, a rodziny, zwłaszcza, że anoreksja opisana w książce dotyka głównie osób w wieku nastoletnim. Całość ważna, ale nie jest napisana w sposób porywający… Nie rzuca nie kolana ani nie wzbudza morza emocji, ale pokazuje kilka ważnych aspektów anoreksji, tym bardziej, że zaburzenia odżywiania (zresztą jak całe zdrowie psychiczne) w tym kraju są wielkim tematem tabu.

czwartek, 14 maja 2020

Kwietniowo-majowe zdobycze, czyli kolejny stosik w tym roku (#3/2020)

Fakt, nadal sporo czytam na czytniku korzystając z Legimi, ale i tak upolowałam ostatnio trochę książek. Chociażby premiera nowej książki Krajewskiego zmotywowała mnie do zakupów.
A teraz e-learning, e-zajęcia i zbliżająca się e-sesja.
I płać człowieku za to 2 tysiące za semestr. 
Za 4 czy 5 spotkań (2-4 godziny) online z prowadzącymi, zamiast kilkunastu pełnych dni na uczelni...
Urok zaocznych i koronawirusa...
Do tego szukanie pracy...
I pomyśleć, że przed pandemią gastronomia i obsługa klienta to były pewne branże, gdzie można szukać pracy... I na tym opiera się moje doświadczenie. A tu bach... I pewność niepewna...


Śmierć za dnia
Deja Dead
Zakupy z Allegro. 
Uwielbiam serial Kości, więc kiedy dowiedziałam się, że jest on na podstawie książek - od razu je kupiłam i mam. Niedługo zabieram się za czytanie <3

Notatki samobójcy
Człowiek w poszukiwaniu sensu
Madame Pylinska i sekret Chopina
Zakupy z Empiku. 
Za całość zapłaciłam 9 zł - reszta cashback.

Czarnobylska modlitwa
z facebookowej wymiany;)




Pomocnik kata
Zbyt inteligentni, żeby żyć szczęśliwie
Święci pierwszego kontaktu
zamówienie z księgarni Znak
Pomocnik kata przedpremierowo. Uwielbiam Krajewskiego <3
Książka Hołowni to też przypadek, że w okolicach kampanii - po prostu lubię jego książki, a i z chęcią poznam nowych świętych;)

Young Power
egzemplarz recenzencki


I na koniec - zapraszam do mnie na wymiankę;)


wtorek, 12 maja 2020

"Nie patrz" Marcel Moss

Tytuł: Nie patrz
Autor: Marcel Moss
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 352
Ocena: 2/6



Przemoc ma dwa oblicza. Można kogoś bić i wciąż go podziwiać, ale można też go bić tylko po to, by go poniżyć.






Marcel Moss zadebiutował w 2019 roku swoim thrillerem psychologicznym pt. Nie odpisuj, który przeczytałam, ale muszę przyznać, że niezbyt mi się spodobał, czego nie ukrywałam w recenzji.  Jednak korzystając z wyzwania Abecadło z pieca spadło i literki N na ten miesiąc – postanowiłam dać szansę kolejnej książce autora pt. Nie patrz, tym razem wydanej w tym roku. 
Ewa na co dzień jest szanowanym psychoterapeutą. Skrywa jednak mroczną tajemnicę, którą poza nią zna tylko jedna osoba. Pewnego dnia kobieta dostaje na Instagramie wiadomość video od swojej byłej pacjentki, Martyny, która przebywa na leczeniu w szpitalu psychiatrycznym. Gdy odtwarza filmik, widzi sceny, o których wolałaby zapomnieć. Tylko Martyna wie, co Ewa zrobiła przed laty. Teraz grozi, że upubliczni nagranie, jeżeli lekarka nie pomoże jej w rozwiązaniu sprawy głośnego morderstwa sprzed kilku miesięcy. Ewa wie, że musi się zgodzić. W miarę zgłębiania się w kryminalną sprawę, odkrywa coraz więcej powiązań między śmiercią 40-letniego mężczyzny a swoją mroczną i bolesną przeszłością.
Nigdy nie uciekniesz od przeszłości...
                                                             opis wydawcy
Nie patrz – tak samo jak Nie odpisuj – jest thrillerem psychologicznym, również związana z różnymi zwierzeniami internautów i mrocznymi sekretami najróżniejszych ludzi. Tutaj mamy różne środowiska wydarzeń, w kilku płaszczyznach czasowych, ale wraz z rozwojem akcji wszystko się wyjaśnia i okazuje się, że wszystkie środowiska, wydarzenia i płaszczyzny czasowe są ze sobą mniej czy bardziej powiązane. Nie znalazłam nigdzie informacji czy Nie patrz jest bezpośrednią kontynuacją debitu autora tworząc serię, ale zdecydowanie jest z nią powiązana, chociażby postacią Martyny. Autor przedstawia wiele współczesnych bolączek ludzi – depresję, zalewanie depresji i problemów alkoholem, problemy w relacjach i komunikacji… Dobrze, że autor pokazuje różne, psychologiczne mechanizmy uaktywniające się w trudnych momentach i niesprzyjającym środowisku. Jednak sama książka – zresztą tak samo jak debiut autora – jest pozycją zwyczajnie nudnawą i przeciętną. Wielopłaszczyznowa fabuła jest jak najbardziej w porządku, jednak akcja toczy się dość powoli i bez większych zwrotów i zaskoczeń. Do tego bohaterowie, którzy w moim odczuciu są wykreowani na jedno kopyto, takich którzy wszystkie problemy rozwiązują alkoholem. Takie to polskie, gdzie u nas w kraju brakuje kultury picia alkoholu…  Wiem, że nadużywanie alkoholu jest sporym problemem, tak samo jak zalewanie nim problemów, ale jako studentka psychologii wiem, że istnieje zdecydowanie więcej, ale równie częstych ucieczek od problemów, jak na przykład zajadanie, ale przecież po co o tym pisać. No cóż… Bywa i tak. Całość książki – zdecydowanie z potencjałem, ale zupełnie nie wykorzystane i zwyczajnie wiejące nudną, sztampowe i schematyczne. 

Nie patrz jest książką, której zdecydowanie nie polecę – jest nudna, nie wyróżniająca się praktycznie niczym na tle innych thrillerów psychologicznych, pomysł na fabułę również sztampowy… Zdecydowanie szkoda czasu – osobiście w pewnym momencie miałam ochotę rzucić książką w kąt i już jej nie kończyć, bo wiele w niej ze schematyzmu i banału. W moim odczuciu – naprawdę nie warto sięgać, nie ma po co. Serio - szkoda czasu. Odpuście sobie i sięgnijcie po lepsze, ambitniejsze książki. 

Książka bierze udział w wyzwaniu Abecadło z pieca spadło.

niedziela, 10 maja 2020

"Agatha Raisin i krwawe źródło" M.C. Beaton

Tytuł: Agatha Raisin i krwawe źródło
Autor: M.C. Beaton
Wydawnictwo: Edipresse
Cykl: Agatha Raisin
Tom: siódmy
Czyta: Paulina Holtz
Długość: 6 godz. 4 min.
Ocena: 4/6


Kobiety z naszego pokolenia nigdy nie traktowały seksu jak zabawy. Dzisiejsza młodzież śpi z byle kim bez utraty poczucia godności.




Naprawdę sporą dozą sympatii darzę ostatnimi czasy książki z kategorii komedii kryminalnych, z serią o Agacie Raisin na czele, dlatego postanowiłam się zabrać za siódmą już część tego cyklu pt. Agatha Raisin i krwawe źródło również w formie audiobooka w interpretacji niezastąpionej Pauliny Holtz.
Przy słynnym źródle w Costwolds znalezione zostają zwłoki mężczyzny. Okazuje się, że to przewodniczący rady parafialnej z Ancombe - jedyna osoba, która nie wyraziła zgody na eksploatowanie źródła przez lokalną Spółkę Wodną. Pech chce, że w okolicy miejsca zbrodni błąkała się też Agatha. Dodajmy do tego jej problemy z byłym narzeczonym, podłe knowania polityków i przebiegłych przedsiębiorców, a okaże się, że nasza bohaterka siedzi po uszy w niezłym bagnie.
                                                                           opis wydawcy
Agatha Raisin i krwawe źródło to już kolejna część, z jaką miałam przyjemność się zapoznać i po raz kolejny spotkać się z domorosłą panią detektyw i jej znajomych. Po raz kolejny dostałam lekki, nieskomplikowany i przyjemny w odbiorze język i styl pisarski autorki. Kolejna równie niedługa i kolejna równie sympatyczna i zabawna pozycja pełna dociekań głównej bohaterki – tym razem w sprawy źródlano-polityczne. Muszę przyznać, że spędziłam z książką czas dość miło, ale nie należy do najlepszych z tego cyklu – są lepsze jak chociażby Agatha Raisin i wredny weterynarz, ale są również takie, który zdecydowanie wypadają gorzej jak na przykład Agatha Raisin i zmordowani piechurzy. Co do fabuły – koncepcja dość ciekawa, jakby M.C. Beaton złapała w żagle nowy wiatr pomysł na książki, a akcja toczy się dość wartko z dawką lekkiej intrygi i politycznych zagwozdek. Nie jest to pozycja wyjątkowo ambitna, zresztą jak cały cykl – nie jest to literatura wysokich lotów czy wyjątkowo ambitna. Takie lekkie, pełne humoru czytadła będące naprawdę leciutką lekturą. Zdaję sobie sprawę, że nie są to pozycje czy humor dla wszystkich, ale ja zdecydowanie jestem na tak. 

Agatha Raisin i krwawe źródło jest tą częścią przeciętną – są w tej serii pozycje lepsze i gorsze o czym już wspominałam. Wydaje mi się, że nie znając wcześniejszych tomów można nie nadążyć, choć fabularnie nie jest to książka wyjątkowo skomplikowana, ale zdecydowanie polecam serię z Agathą Raisin. A ja jestem ciekawa innych tytułów M.C. Beaton, jak chociażby z Hamishem Macbethem w roli głównej. 

piątek, 8 maja 2020

Kawa orzechowa (z masłem orzechowym)



Przyszedł piątek, więc czas na kolejny kącik czytelniczych umilaczy. 
Miałam zaczęty słoik masła orzechowego i chciałam je połączyć na spróbowanie z kawą. 
Bo wiadomo, że koktajl bananowy z masłem orzechowym to już klasyka i to jaka pyszna. 
Zapraszam na kawę z masłem orzechowym!


Składniki:
na jedną porcję
ok. 150-200 ml czarnej kawy
rozpuszczalna, parzona, z ekspresu - obojętnie
ok. 100-120 ml mleka 
najlepiej 3.2%
2 płaskie łyżki gładkiego masła orzechowego
opcjonalnie: cukier

Jak przygotować?
Zacząć od zaparzenia kawy. 
Jak rozpuszczalna to można od razu w wysokim naczyniu do blendowania.
Dodać mleko (jak najbardziej może być zimne), masło orzechowe i ewentualnie odrobina cukru.
Wszystko razem zblendować i przelać od razu do ulubionego kubka. 
Najlepiej wypić od razu, bo inaczej cięższe masło orzechowe opadnie na dno kubka. 

Smacznego!

wtorek, 5 maja 2020

"Emocje. Krzyk do zrozumienia" Marek Dziewiecki

Tytuł: Emocje. Krzyk do zrozumienia
Autor: Marek Dziewiecki
Wydawnictwo: RTCK
Ilość stron: 224
Ocena: 4/6



Najskuteczniejszym lekarstwem na pełną krzywd i cierpienia przeszłość jest zatroszczenie się o radosną teraźniejszość.






Marek Dziewiecki jest katolickim księdzem, ale również doktorem psychologii, a jednocześnie autorem wielu książek. Któregoś dnia zobaczyłam jego pozycję pt. Emocje. Krzyk do zrozumienia i od razu kupiłam znając jego renomę w niektórych środowiskach, ale przede wszystkim ciekawa co w niej znajdę jako studentka psychologii i osoba wierząca jednocześnie. 
Lubimy oglądać emocje (często nawet skrajne) u innych ludzi, np. w filmach, ale gdy przychodzi do nas samych, najchętniej wymienilibyśmy – jak w kantorze – emocje najbardziej nieprzyjemne dla nas, na takie, które nam bardziej odpowiadają. Niestety nie ma takich kantorów, więc musimy z naszymi emocjami radzić sobie sami. Jak to zrobić?
Gdy ją [tę książkę] przeczytasz, dowiesz się jak poradzić sobie z emocjami, szczególnie tymi trudnymi, ale wcześniej zrozumiesz ich naturę. Dowiesz się czym są i jaki jest ich sens. Nauczysz się je rozróżniać i dostrzegać, a także wykorzystywać w swoim życiu w celu poprawienia swojego losu. Poznasz też wzór doskonałej dojrzałości emocjonalnej – Jezusa Chrystusa, i to, w jaki sposób On radził sobie ze swoimi emocjami.
                                                                               opis wydawcy

Emocje. Krzyk do zrozumienia to książka traktująca o emocjach (czego nietrudno się domyślić), ale z punktu widzenia wiary katolickiej i właśnie tego jak najbardziej byłam ciekawa. Świeckiego podejścia i wiedzę mam już ze studiów, chociażby z przedmiotu o pięknej nazwie Psychologia emocji i motywacji. Z racji tego oraz faktu, że koniec trzeciego roku coraz bliżej – więcej wiedzy o emocjach nie zdobyłam, jednak laik może się dowiedzieć o nich sporo. W książce przede wszystkim jest mowa w odniesieniu do Jezusa Chrystusa i wiary, co nie dziwi, skoro autorem jest duchowny, ale moim zdaniem bardzo dobrze, że taka książka powstała. Że ktoś w końcu jasno mówi, że emocje są czymś naturalnym, że nie odpowiadamy za emocje, które w nas się pojawiają, bo są naturalną reakcją, a co najważniejsze – że emocje nie są grzechem (spotkałam się z tym niejednokrotnie). Książka jest napisana przystępnym, nieskomplikowanym językiem, łatwym i przyjemnym w odbiorze, a całość jest wzbogacona wieloma schematami i rycinami ułatwiających zrozumienie treści. Jednak jak dla mnie – za dużo religii, a za mało wiedzy psychologicznej, a szkoda. Wiem, że pisana przez duchownego, ale jednak oczekiwałam trochę innego stosunku wiedzy psychologicznej do religii. 
Dar nieomylnego wczuwania się w nasze serce pozostawmy Bogu. To Jego specjalność. A my mówmy naszym bliskim wprost o swoich przeżyciach. Warto stosować zasadę: Jeśli chcę, by drugi człowiek coś we mnie zrozumiał i uszanował, to mam obowiązek mu o tym szczerze i wprost powiedzieć.
Emocje. Krzyk do zrozumienia to książka, która mi – jako studentce psychologii – niewiele dała, jeżeli chodzi o wiedzę dotyczącą emocji, praktycznie wcześniej już wszystko wiedziałam, a ponadto naczytałam się już książek chociażby zaginionego ks. Krzysztofa Grzywocza. Mimo wszystko cieszę się, że taka książka powstała i z ręką na sercu mogę ją polecić osobom wierzącym (katolikom), które chcą bardziej zrozumieć swoje emocje. Osoby innych religii czy ateiści albo agnostycy – niekoniecznie się w niej odnajdą. 

niedziela, 3 maja 2020

"Moja twoja wina" Beata Majewska

Tytuł: Moja twoja wina
Autor: Beata Majewska
Wydawnictwo: Książnica
Ilość stron: 352
Ocena: 4/6



Odkładamy zbyt wiele rzeczy na później. I to jest złe, bo możemy nie zdążyć, a to magiczne "później" czasami się nie zdarza.






W całym szaleństwie związanym z pandemią, stresem i wszechobecną paniką – miałam ochotę na jakąś lekką, przyjemną lekturę, taką babską i poprawiającą humor. Właśnie zobaczyłam gdzieś książkę autorstwa Beaty Majewskiej pt. Moja twoja wina. Choć nigdy wcześniej nie znałam twórczości autorki to praktycznie od razu zabrałam się za czytanie i przepadłam, więc zapraszam na recenzję. 
Urszula przyłapuje męża na zdradzie. Decyduje się odejść od niego i zamieszkać w zrujnowanym wiejskim domu odziedziczonym po przyszywanej ciotce. Zdruzgotanej kobiecie nie jest łatwo w nowej sytuacji, ale wspierają ją wieloletnia przyjaciółka oraz rezolutna sąsiadka. Niebawem były mąż zaczyna wykorzystywać Ulę finansowo. Wtedy w życiu Urszuli pojawia się Michał Żuk – początkowo konkurencja biznesowa, potem opiekuńczy mężczyzna ratujący ją z opresji. Niestety Michał skrywa tajemnice, które mogą zniszczyć rozkwitający związek.
                                                               opis wydawcy

Moja twoja wina jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Beaty Majewskiej, dlatego nie nastawiałam się na nic szczególnego, ale byłam po prostu ciekawa. Zaczęłam czytać dość szybko i równie szybko lekturę zakończyłam z błogim uśmiechem na twarzy. Chciałam czegoś lekkiego, babskiego i poprawiającego humor i właśnie coś takiego dostałam. Pomysł na fabułę – nie jest zły, ale jakoś niezbyt wyróżniający się na tle innych książek tego typu i z dość przewidywalnym zakończeniem. Musze jednak przyznać, że pomysł, choć sztampowy, jednak bardzo dobrze zrealizowany. Autorka oddała w książce całe spektrum najróżniejszych emocji, za co należy jej się zdecydowana pochwała. Bo w końcu nie było tylko zemsty i słodkiego zakochania, ale wszystko po kolei – złość, radość, wahanie, lęk… Nie zabrakło również lekkiego motywu kryminału, ale nie będę tutaj wstawiać spojlerów. Podoba mi się również, że autorka stworzyła różnych, dość barwnych postaci - moje serce skradła przede wszystkim owa rezolutna sąsiadka głównej bohaterki, ale niestety niemiłosiernie mnie irytował jeden z głównych bohaterów – Michał Żuk. Książka jest napisana jest w sposób naprawdę lekki i przyjemny, nieskomplikowanym językiem oddającym sielski klimat wioski i sprawiający, że można odpłynąć. Nie jest to arcydzieło, bo (jak już wspomniałam) pomysł na fabułę dość sztampowy, a wszystko lekkie i niezbyt wymagające, ale suma summarum dość dobre czytadło. Jak na ten typ literatury książka podejmuje również bardzo ważne tematy i dramaty – zdrada, pragnienie posiadanie dziecka, różne relacje rodzic-dziecko, mieszkanie z teściami.
Możesz dostać gwarancję na lodówkę i samochód, ale nie na miłość. Mimo to chyba warto zaryzykować, bo przecież miłość stanowi sens naszego istnienia, choćby miała trwać bardzo krótko. A jedyna gwarancja, jaką możemy otrzymać, to ta, że choć przez chwilę żyjemy w pełni.

Moja twoja wina jest książką, którą mogę polecić jako lekkie, ciepłe czytadło na odstresowanie i poprawę humoru, ale do arcydzieła z super dopracowaną fabuła i postaciami trochę brakuję. Po prostu dość interesujące czytadło, które mnie zaciekawiło i sprawiło, że kiedyś jeszcze chętnie sięgnę po inne książki Beata Majewskiej, a widziałam, że już trochę ich wydała. Czy mogę polecić Moją twoją winę? Jako wybitnie ambitną lekturę niekoniecznie. Jako lekkie czytadło pełne dramatów i emocji – jak najbardziej. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Grupie wydawniczej Publicat. 

piątek, 1 maja 2020

Wiosenne kawałki w głośnikach (HOM #3/2020)



Koronawirus szaleje, ja nadal bez pracy... 
Życie się toczy...
Dołek był, ale już sobie poszedł. 
Nie jest źle. Daję radę bo jak nie ja to kto?
Jeszcze zabrałam się za siebie, żeby kilka(naście) kilogramów zgubić;)
W tym wszystkim muzyka musi być.
Zapraszam!

Zawsze
Ralph Kamiński

Moim zdecydowanym odkryciem ostatniego czasu jest Ralph Kamiński - jego głos, twórczość.Dla mnie po prostu cudowności. Nie tylko ta jedna piosenka, a w ogólności <3

Serce, rozum ciągle biją się
Ile mogę znieść wciąż pytam, Zastanawiam się


Bóstwa 
Żywiołak

Kolejnym wielkim odkryciem jest zespół Żywiołak, a w szczególności ich piosenka pt Bóstwa. Zakochałam się w brzmieniu, głosach, tekstach, klimacie <3



Jeszcze w zielone gramy
Zespół i Przyjaciele Teatru Ateneum

Piosenkę znam już bardzo długo, poznałam ją w wykonaniu Maleńczuka.
Jednak w wykonaniu Zespołu i Przyjaciół Teatru Ateneum skradło zupełnie moje serce. 



Hej Wy
Kortez

Korteza słyszałam już kilka razy ale jakoś mnie nie zachwycił - do tej piosenki <3

Ostatnio wstać mi coraz trudniej
Za długa noc, za krótki dzień



Laura non c'è
Nek

Wałkując playlistę z włoskimi utworami natrafiłam na tę piosenkę i od razu wpadła mi w ucho <3 Choć od lat jestem zakochana we włoskich piosenkach i w ogóle w języku włoskim - jeszcze nigdy nie natrafiłam na tego wokalistę. Cudowności. 


Co znacie z tych utworów?
Co u Was w głośnikach?

Co w ogóle u Was słychać?

Pozdrawiam
Asia