środa, 27 grudnia 2017

"Mania czy Ania" Erich Kästner





Tytuł: Mania czy Ania
Autor: Erich Kästner
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Ilość stron: 152
Ocena: 5.5/6








Książkę pt. Mania czy Ania autorstwa Erich Kästner po raz pierwszy sięgnęłam jeszcze gdzieś w okresie podstawówki, w młodszych klasach... Przeczytałam, oddałam do biblioteki, ale zdecydowanie o niej nie zapomniałam. Po jakimś czasie, w zasadzie po dobrych kilku latach zaczęłam grzebać w Internecie w poszukiwaniu właśnie tej książki, aż w końcu ją znalazłam, kupiłam... Niedawno zabrałam się za nią szukając jakiejś lekkiej książki do pociągu...
Pewnego dnia w miejscowości letniskowej spotykają się dwie dziewczynki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że są do siebie podobne jak dwie krople wody i do tej pory nie wiedziały o swoim istnieniu. Ania Pafly z Wiednia ma wprawdzie długie kręcone włosy, a Mania Körner z Monachium dwa warkocze ale to naprawdę jedyna różnica. Ania i Mania postanawiają odkryć tajemnicę swojego podobieństwa: Ania jedzie do Monachium jako Mania, a Mania jako Ania do Wiednia...
                                                                          opis wydawcy

Mania czy Ania to cienka książeczka, ale jednak jej lektura sprawiła mi wiele przyjemności, taki ciepły powrót do książek z dzieciństwa. Historia naprawdę ciekawa i... urocza, aczkolwiek - na mój już dorosły mózg – lekko irracjonalna. Jednak mimo wszystko sprawiła mi wiele radości... Porusza ważne tematy rodziny, skłania do refleksji, bawi i zdecydowanie warta przeczytania, zwłaszcza właśnie przez dziewczynki w wieku 7-11 lat, jednak myślę, że i starszym może sprawić wiele radości. Czytając wiele razy się uśmiechnęłam, jak dziewczynki wchodziły w swoje role, jak mogą się różnić się bliźniaczki, jak mogą starać się o... swoich rodziców. Napisana lekko, uroczo, adekwatnie do tej konkretniej grupy odbiorców – wczesnych nastolatek... 

Mania czy Ania to książeczka bawi, wzrusza i skłania do refleksji. Choć po raz pierwszy wydana w 1949 roku, to jednak aktualna i dziś. Pokazuje moc siostrzanej miłości i więzy pomiędzy bliźniaczkami... Aż i mi się zamarzyło mieć siostrę, tym bardziej bliźniaczkę... Jak dla mnie klasyka literatury dziecięcej, zaraz obok Ani z Zielonego Wzgórza... 

poniedziałek, 25 grudnia 2017

"Do trzech razy śmierć" Alek Rogoziński

Tytuł: Do trzech razy śmierć
Autor: Alek Rogoziński
Cykl: Róża Krull na tropie
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Filia
Czyta: Paulina Holtz
Długość: 6 godz. 21 min.
Ocena: 4.5/6



Moje biedne serce jest tak skołowane jak dusza anioła, gdy patrzy na ludzką krzywdę.





O twórczości Alka Rogozińskiego usłyszałam jakiś czas temu, bodajże podczas Targów Książki w Krakowie od któregoś z blogerów. Początkowo podchodziłam dość sceptycznie, jednak postanowiłam spróbować, sprawdzić co i jak, na czym tkwi jego fenomen. Mój wybór padł na pierwszy tom z serii Róża Krull na tropie pt. Do trzech razy śmierć w aranżacji Pauliny Holtz.
Autorka powieści kryminalnych, Róża Krull, otrzymuje zaproszenie na zjazd pisarzy, odbywający się we dworku pod Krakowem. Już pierwszego dnia jej koleżanka po piórze zostaje otruta. Wszystko wskazuje na to, że morderca, który zostawił na miejscu zbrodni czarną różę, wciela w życie fabułę jednej z powieści Krull. A inni zaproszeni pisarze wcale nie są tak niewinni, jak się wydaje... Pisarka rozpoczyna prywatne śledztwo. Pomagają jej w tym zakochany w gotowaniu specjalista od public relations, zafascynowany kryminałami boy hotelowy oraz trzy szalone blogerki. Czy detektywi-amatorzy okażą się skuteczniejsi od policji?
                                                                    opis z okładki

Do trzech razy śmierć to książka rozpoczynająca cykl z szaloną Różą Krull w roli głównej i już wiem, że z chęcią sięgnę po kontynuację. Początkowo dość sceptycznie podchodziłam do rodzaju literackiego jakim jest komedia kryminalna i wygrała ciekawość poznania czegoś nowego. Od razu kiedy zaczęłam słuchać tej książki od razu polubiłam główną bohaterkę, zapałałam do niej wyjątkową sympatią i niejednokrotnie jej teksty wywoływały u mnie uśmiech na twarzy. Muszę przyznać, że autor się bardzo postarał przy kreowaniu postaci – widzimy całe spectrum osobowości, postacie są niezwykle barwne. Styl pisarski autora połączony wraz z jego kunsztem pisarski i humorem sprawiły, że książkę słuchało mi się niezwykle miło, niejednokrotnie się uśmiechałam, na co ludzie zdecydowanie dziwnie się patrzyli, no ale cóż poradzę... Co do zawiłości i intrygi – jest to zagadka zamkniętego pokoju, tak typowa dla Agaty Christie. Mogłoby być tego kapkę więcej, ale jest to zrobione naprawdę ciekawie. Podczas lektury wychodzą coraz to nowe powiązania, niejasności... Naprawdę super!
Róża poczuła się nagle jak owca prowadzona na rzeź. I do tego ta cisza! Cały budynek w niej tonął i pisarka pomyślała nagle, że może wszystkich tu już zamordowano i tylko ją morderca zostawił sobie na deser jako wisienkę na torcie i zaraz zacznie ją ganiać z jakimś toporem, siekierą albo innym narzędziem mordu.

Do trzech razy śmierć to moje pierwsze zetkniecie się z twórczością Alka Rogozińskiego i zdecydowanie nie ostatnie. Idealna lektura na rozerwanie się, dawkę uśmiechu przy lekkiej, lecz dobrze napisanej książce. Niezobowiązująca, nie należąca do grona super ekstra ambitnych, po prostu lekka, pocieszna, na poprawę humoru.

sobota, 16 grudnia 2017

"Kochaj. 50 lekcji jak pokochać siebie, swoje życie i ludzi wokół" Regina Brett


Tytuł: Kochaj. 50 lekcji jak pokochać siebie, swoje życie i ludzi wokół
Autor: Regina Brett
Wydawnictwo: Insignis 
Ilość stron: 354
Ocena: 6/6


Przeczytaj piękny wiersz. Słowa mogą wypełnić te miejsca w twojej duszy, do których nie dotrze czekolada.






Kochaj. 50 lekcji jak pokochać siebie, swoje życie i ludzi wokół to kolejna książka wydana przez Reginę Brett, której twórczość robi niesamowitą furorę, zwłaszcza, że autorka niedawno odwiedziła Polskę. I ja zafascynowana jej pozostałymi pozycjami kupiłam Kochaj... i od razu zabrałam się za czytanie.

Ta książka nie jest dla każdego. Napisałam ją z myślą o tych, którzy zostali zranieni albo kochają zranionych, ale i dla tych, którzy są nieświadomi własnych ran, chociaż innym wydają się one oczywiste.
No dobrze, wygląda na to, że ta książka jest dla każdego.
Głodna miłości – tak czułam się przez wiele lat mojego życia. I wiem, że nie jestem w tym odosobniona. Przeżyłam wiele trudnych chwil. Dziś potrafię spojrzeć wstecz i dostrzec dar w każdym z moich doświadczeń. Gdybym mogła wybierać z menu życia, nigdy nie zdecydowałabym się na większość sytuacji, które mi się przytrafiły – a mimo to żadnej nie żałuję. Każde doznanie i każdy związek uczyniły mnie tą osobą, którą jestem. Dziś wreszcie mogę powiedzieć, że kocham ją całym sercem.
Pragnę, żebyś i ty ze wszystkich sił pokochał siebie, swoje życie i otaczających cię ludzi.
                                                 opis z okładki

Kochaj. 50 lekcji jak pokochać siebie, swoje życie i ludzi wokół to książka napisana w typowy dla Reginy Brett sposób – zbiór pięćdziesięciu felietonów nawiązujących do jej życia, a także do doświadczeń jej bliskich. Wydaje mi się, że to jest właśnie to, co urzeka czytelników, w tym także i mnie. Tym razem też urzekła mnie tematyka – zawsze miałam problemy z samoakceptacją, z kochaniem samej siebie... Kiedy byłam dzieciakiem (później zresztą też) słyszałam tylko jaka jestem brzydka, gruba i obleśna, więc miałam spory problem z zaakceptowaniem tego jaka jestem – także wewnętrznie. Ostatnio zaczęłam psychologię i sama pracuję nad sobą, więc dodatkowo pod tym względem zainteresowałam się tą książką... Moim zdaniem jest to książka skierowana głównie do kobiet, do kobiet zranionych w jakimkolwiek sensie – w okresie dzieciństwa przez rodziców czy rodzeństwo, którzy nie potrafili lub nie chcieli mówić pozytywnych komunikatów. Autorka zastrzega, że nie jest to książka dla wszystkich, że to książka dla zranionych. A któż z nas nigdy nie został zraniony przez kogoś bliskiego? Ale jak już wspominałam – odnoszę wrażenie, że ta pozycja jest skierowana bardziej do kobiet niźli mężczyzn. Jak to w przypadku Reginy Brett książka jest napisana w ciekawy, lekki sposób, no i przede wszystkim bardzo przyjemna w odbiorze. Niektóre fragmenty zdecydowanie wbijają w fotel, niektóre cytaty rozbrajają... Z racji tego, że cała książka jest podzielona na pomniejsze rozdziały – czyta się naprawdę szybko.
Czy można być szczęśliwym dwadzieścia cztery godziny na dobę? Podejrzewam, że nie, ale na pewno można być szczęśliwym przez jedną chwilę w ciągu dwudziestu czterech godzin, nawet tych najtrudniejszych.
Kochaj. 50 lekcji jak pokochać siebie, swoje życie i ludzi wokół to książka, którą zdecydowanie mogę polecić każdemu, kto czuje się zraniony, a w szczególności każdej kobiecie, razem z pozycją Tatiany Mindewicz-Puacz pt. Luz. I tak nie będę idealna. Myślę, że obydwie książki, a w szczególności Kochaj... to swoisty miód na poranione serce... Czyta się szybko i przyjemnie, a każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Zdecydowanie polecam! Chyba najlepsza z książek Brett!

Wielu z nas jest tak zajętych swoim życiem dla innych, że zaniedbuje samych siebie. Rezygnujemy z posiłków, snu i ruchu, a w efekcie czujemy się wyczerpani, przytłoczeni obowiązkami i wypaleni, Jesteśmy superbohaterami dla wszystkich...poza sobą.
Regina Brett

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Hadzine dyskusje: Pomysły na prezenty dla książkoholika


Okres Świąt Bożego Narodzenia to czas zawziętego szukania prezentów, co niejednokrotnie sprawia problem, zwłaszcza jeżeli chodzi o mola książkowego. To zadziwiające, jaki problem może sprawić kupienie prezentu dla kogoś bliskiego zwłaszcza takiego który lubi czytać... Dzisiaj chciałabym pokazać subiektywną listę pomysłów na prezent dla książkoholika.

1. Książka

Pierwszym pomysłem jest książka, ale tutaj się pojawia się największy problem – osoba obdarowywana może już tą książkę mieć lub już ją przeczytała. Najczęstszy tekst jaki słyszę to „Dużo czytasz, nie wiem co już czytałaś”. A tak trudno zapytać? W takim wypadku naprawdę najlepiej poprosić o konkretne tytuły, w jakie można zainwestować, na jakie dana osoba poluje.


2. Bon podarunkowy do księgarni
Jeżeli nie chcemy kupować konkretnych, jak nie wiemy co kupić – wtedy świetnym pomysłem są właśnie bony podarunkowe. Sieciówki mają takie oferty, ale jednak warto też zapytać w jakiś małych księgarenkach warto też popytać.



3. Kubek

Do książki bardzo często w ruch idzie herbata lub kawa, więc według mnie świetnym pomysłem jest właśnie kubek, bo kubków jak książek – nigdy za wiele. A można znaleźć naprawdę wiele fajnych motywów związanych z książkami, co zresztą widać;)


4. Kawa/herbata

Silnie wiążę się z kubkiem i piciem podczas czytania – herbata lub kawa. Ksiażkoholik takim dobrym trunkiem nie pogardzi... A to, że jest już spora kolekcja herbat – już nieważne. Warto połączyć to na przykład z zaparzaczem do herbaty.To zawsze zejdzie;)


5.Zakładka do książki

To mi się też wydaje oczywiste. Nie masz pomysłu jaką książkę kupić? Daj zakładkę - zawsze się przyda. A jeżeli to jeszcze będzie rękodzieło (szczególnie swoje) – cudownie i od serca.



6.Etui na książkę
Przez długi czas podchodziłam do tego sceptycznie, jednak nosząc książki w torebce między pracą, zajęciami i trzema miastami jednak oddziałuje na stan woluminu i przymierzam się do zrobienia sobie takiego... Co by choć trochę ochronić książkę...


7.Czytnik e-booków

Ale to jedynie w przypadku, w którym wiadomo, że osoba, której chcemy kupić prezent przymierza się do zakupu i mamy do przeznaczenia większą ilość pieniędzy do wydania. Ja z takiego prezentu bardzo się ucieszyłam. Może być też pakiet lub bon na ebooki lub audiobooki, dla ludzi lubiących te wersje książek.



8.Kocyk
Wiadomo, że książka, herbata i kocyk to cudowne połączenie, a milusi kocyk to zawsze będzie dobrym pomysłem. I jakim praktycznym... Ja mam bodajże trzy i uwielbiam wszystkie <3

9. Świeczki i woski zapachowe

Nie muszą to być świeczki od Yankee Candle czy Kringle Candle, które kosztują majątek (choć są cudowne) - mogą być te zwykłe za kilka złotych z Ikei czy jakiś drogerii. I tak robią cudowną atmosferę.

A Wy, z których prezentów byście się ucieszyli?
Co byście dodali to tej listy?

czwartek, 7 grudnia 2017

"Luz. I tak nie będę idealna" Tatiana Mindewicz-Puacz

Tytuł: Luz. I tak nie będę idealna
Autor: Tatiana Mindewicz-Puacz
Wydawnictwo: Agora SA
Ilość stron: 240
Ocena: 5.5/6


Dlatego warto traktować naszą przyszłość jak podróż, a to, co dostaliśmy od rodziców, rówieśników lub nauczycieli, jako zbiór rzeczy, z którego świadomie wybieramy to, co przyda nam się w drodze. Żadna z tych rzeczy sama z siebie nic nie znaczy.




Tatianę Mindewicz-Puacz po raz pierwszy zobaczyłam w Projekcie Lady, w którym była mentorką, a ja oglądałam zawzięcie swojego czasu. Dopiero po jakimś czasie, dowiedziałam się, że napisała książkę i to w dodatku w tematyce, która mnie bardzo interesuje. Po obejrzeniu dwóch sezonów Projektu... oraz przeczytaniu opisu na okładce wiedziałam już czego mniej więcej się spodziewać po książce Luz. I tak nie będę idealna, więc doszło do tego, że bez większego zastanowienia w nią zainwestowałam...

„Nie jestem wystarczająco mądra..dobra..piękna” „Zawsze muszę udowadniać swoją wartość, pracując ponad siły” „Pokażę na co mnie stać i wtedy wreszcie zostanę doceniona” Brzmi frustrująco i…znajomo? Jeśli chcesz zmienić te przekonania, przestać brać udział w pościgu za doskonałością, wyzwolić się od wewnętrznej presji i poznać sposoby na osiągnięcie zadowolenia z siebie a także jeśli chcesz uwolnić się od zgubnego wpływu opinii innych na Twój sposób funkcjonowania - ten niekonwencjonalny poradnik jest właśnie dla Ciebie.
To książka o tym, jak (Z)BUDOWAĆ POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI BĘDĄC DOROSŁĄ KOBIETĄ. Jak przejść ze strefy frustracji („muszę”, „powinnam”) do strefy mocy („chcę” „wybieram”) czyli jak odpuścić to, na co nie mamy wpływu i zająć się tym, co realnie możemy zmienić, jak samej sobie ofiarować to, czego potrzebujemy, jak przejąć odpowiedzialność za własne wybory. 
To wreszcie książka o tym, jak rozstać się ze strategiami małej dziewczynki skutecznymi w dzieciństwie, mającymi na celu zdobycie uwagi, akceptacji i pochwały, a komplikującymi życie dorosłej kobiety i jak wypracować nowe, adekwatne do „tu i teraz”.
                                                                             opis z okładki

Kliknij, aby powiększyć
Luz. I tak nie będę idealna to książka licząca ledwie 240 stron, z kilkoma cytatami zamieszczonymi na całej stronie, co dodatkowo sprawia, że pozycję czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Tematy jakie podejmuje Tatiana Mindewicz-Puacz to przede wszystkim poczucie własnej wartości, siła kobiet i radzenie sobie z niedoborami, brakami i traumami z dzieciństwa, które ma każda z nas. No i co najważniejsze i najciekawsze wszystko pisze na podstawie swojego życia oraz na przykładach swoich klientek – nie ma teorii wyssanych z palca, oderwanych od rzeczywistości i tego co spotyka przeciętną, polską kobietę. Książka jest podzielona na kilka pomniejszych rozdziałów i napisana nieskomplikowanym językiem, który może zrozumieć niezależnie od wykształcenia czy swojej wiedzy (także psychologicznej)... Napisać poradnik wcale nie jest sztuką – rynek wydawniczy jest nimi wręcz przepełniony, jednak w moim odczuciu Mindeiwcz-Puacz wykonała kawał naprawdę dobrej roboty, pisząc w taki sposób, że każda może znaleźć coś dla siebie, choć częściowo zrozumieć swoje zachowania i reakcje na otoczenie, na to co nam się przytrafia. 
Mamy wprost wyjątkową umiejętność zaniżania poczucia własnej wartości, deprecjonowania swoich osiągnięć i  krytykowania siebie. Mistrzowsko uprawiamy sztukę podcinania dobie skrzydeł. A jeśli już nauczymy się latać i to bardzo  wysoko- nie widzimy tego lub do  końca nie wierzymy, że zrobiłyśmy to dzięki sobie.
Luz. I tak nie będę idealna to książka, którą zdecydowanie mogę polecić każdej kobiecie, szczególnie takiej, która poszukuje siebie, w jakiś sposób widzi w sobie tą małą dziewczynkę, widzi coś co ją boli w swojej historii. Nie ma tutaj mnóstwa naukowych, psychologicznych określeń. Nie ma przytoczonych psychologicznych badań, ale są zdania, które pomogą otworzyć oczy na pewne sprawy, odkryć swoją siłę i pewną siebie. Książka, która jest swoistym miodem na serce, które łagodzi rozedrgane, bolące serce małej dziewczynki w dorosłej kobiecie. Tak najzwyczajniej w świecie książka od kobiety dla kobiet, po którą naprawdę warto sięgnąć. Polecam!

Z książką na zjeździe na studiach


niedziela, 26 listopada 2017

"Muzeum Rzeczy Nieistniejących" Dorota Terakowska





Tytuł: Muzeum Rzeczy Nieistniejących
Autor: Dorota Terakowska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Ilość stron: 116
Ocena: 5/6









Twórczość Doroty Terakowskiej poznałam już kilka lat temu czytając Ono, Poczwarkę czy Tam, gdzie spadają anioły. Ostatnio przechadzając się między bibliotecznymi regałami mocno zaintrygował mnie tytuł Muzeum rzeczy nieistniejących. Niewiele myśląc zgarnęłam książkę z półki.

"Muzeum Rzeczy Nieistniejących” jest niezwykłym zbiorem felietonów publikowanych na łamach „Przekroju” w latach 1998-2000. W Muzeum Rzeczy Nieistniejących zakopiesz „topór wojenny”, dowiesz się, że „czas to pieniądz”, będziesz biegał jak „kot z pęcherzem” i z niejednym zjesz „beczkę soli”. O czym mowa, o zwrotach tak naprawdę nieistniejących, ale obecnych w naszej wyobraźni i powszechnie stosowanych. Eksponaty prezentowane w muzeum opowiadają jakąś historię, pochodzą z różnych zakątków świata, a każdy z nich jest inny, wyjątkowy. Wspaniała lektura dla miłośników Doroty Terakowskiej, jej stylu, sposobu patrzenia na świat. Jednocześnie jest to niezwykły przewodnik po świecie – muzeum, w którym żyjemy i który pełen jest...”rzeczy nieistniejących".
                                                      opis z okładki

Muzeum Rzeczy Nieistniejących jest napisana jakby w formie słownika.. To zbiór definicji różnych... określeń istniejących w codziennym języku, takich jak szczęka do opadania czy wieczna miłość. Wszystko podzielone na mniejsze podgrupy. Przez to książkę czyta się naprawdę szybko i niejednokrotnie z uśmiechem na twarzy. Zresztą owo specyficzne poczucie humoru Terakowskiej można zobaczyć w załączonych niżej definicjach.




Muzeum Rzeczy Nieistniejących to książka zdecydowanie godna polecenia. Jest lekka i przyjemna w odbiorze, a ponadto gwarantuję, że niejednokrotnie się uśmiechniesz podczas zwiedzania Muzeum... Myślę, że zadowolony będzie zarówno jak i młodszy, jak i starszy czytelnik, a każdemu zrobi się aż miło i przyjemnie na sercu. A widzę, że spośród książek Doroty Terakowskiej jest to raczej mało znana książka – tym bardziej mogę polecić, żeby znajomość jej twórczości nie skończyła się tylko na Tam, gdzie spadają anioły...  Z humorem, uśmiechem, lekko i przyjemnie. Idealna na odprężenie i poprawę samopoczucia.

piątek, 17 listopada 2017

"Terapeutka" Bernadeta Prandzioch


Tytuł: Terapeutka
Autor: Bernadeta Prandzioch
Wydawnictwo: Rebis
Czyta: Paulina Raczyło
Długość: 7 godz 58 min
Ocena: 4/6



Wrocław. Obracam pomysł w głowie, jeszcze bez przekonania. Z przekonaniem, bez odwagi. Jedna noc. Jedna noc to przecież nie ucieczka.





Z racji tego, że dość mocno interesuję się psychologią i zaczęłam studia w tym kierunku to dość mocno zainteresował mnie jeden z najnowszych debiutów pt. Terapeutka Bernadety Prandzioch. Mój wybór padł na audiobooka w interpretacji Pauliny Raczyło. Jak wypadło?


Listopadowy poranek. W ogrodzie gabinetu terapeutycznego zostają znalezione zwłoki dziecka. Choć pracująca tam terapeutka Marta Szarycka stara się trzymać na uboczu, szybko zostaje wciągnięta w bieg wydarzeń za sprawą dziwnych wiadomości, które otrzymuje, a także policjanta prowadzącego śledztwo. Młoda, świetnie zapowiadająca się psycholog, której nienaganny wizerunek naruszają skłonność do przygodnego seksu i angażowanie się w związki bez przyszłości, zostanie zmuszona do skonfrontowania się z najbardziej bolesnymi doświadczeniami z przeszłości. Ile będzie musiała poświęcić w grze, w której stawką jest życie kolejnych dzieci? Intrygująca fabuła ze świetną, nieszablonową postacią Marty Szaryckiej. To, co wydaje się uporządkowane i bez skazy, w rzeczywistości toczy rak traumy z przeszłości.
                                                                              opis wydawcy

Terapeutka to książka okrzyknięta nowym głosem w polskiej powieści kryminalnej, jednak nie miałam pojęcia, że jest debiutem dopóki nie zaczęłam pisać recenzji. Może to i dobrze... Już od początku słuchania tej książki zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno jest to kryminał... Co prawda jest morderstwo, jest zaginięcie, ale jednak większość fabuły kręci się wokół spotkań z pacjentami i życia prywatnego Marty Szaryckiej... Co do postaci... Marta nie jest stereotypową kobietą, jednak nie jest też skomplikowana czy jakaś wyjątkowo nietuzinkowa. Osobiście nie wiem czy bym się z nią zaprzyjaźniła... Co do pomysłu na fabułę – jest dość dobry, jest potencjał, aczkolwiek wykonanie mogłoby być ciut bardziej dopracowanie. W moim odczuciu mogłoby być więcej intrygi oraz kryminału w kryminale, a mniej psychologii – minimalnie zmienić proporcje. Co do wykonania mam jeszcze jedno zastrzeżenie – wiele sytuacji wydaje się zupełnie nierealnych i oderwanych od książkowej rzeczywistości... Zaproszenie do hotelowego pokoju nowo poznanego faceta i nawet nie zapytać się o jego imię? Tak ot sobie bez żadnego planowania pojechać z Katowic do Wrocławia na noc? Jak dla mnie trochę nie pasowało... Styl autorki generalnie nie budzący zastrzeżeń, niezbyt skomplikowany, ale jednocześnie niezbyt prostacki (przynajmniej w większości przypadków), zrozumiały dla czytelnika, zwłaszcza, że to debiut autorki, więc dobrze, że nie przegięła ani w jedną a ni w drugą stronę. Bernadeta Prandzioch jest młodą kobietą, która jest z zawodu psychologiem i w tej książce widać jej wiedzę – jednocześnie na temat pracy psychologa, jak i miasta, z którego pochodzi. Moim zdaniem jest to bardzo na plus, zwłaszcza, że sama chce zostać psychologiem, więc Terapeutka dała mi jakiś wgląd na realia tej pracy...
Aspirant sztabowy, Chryste Panie. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenia. Czy kogoś poza samymi policjantami obchodzi, jaki który z nich ma stopień?
Terapeutka jest niezbyt obszerną pozycją i ciekawą dla mnie, jako przyszłego psychologa, jednak kryminału jest tutaj zbyt mało... Czy polecam? Tak, książka sama w sobie jest naprawdę ciekawa i warta sięgnięcia, choć arcydziełem nie jest. Uważam, że Bernadeta Prandzioch ma potencjał pisarski i z chęcią sięgnę po jej książki, jak jeszcze kiedyś jakieś wyda.

środa, 15 listopada 2017

Listopadowy stosik ( #7/2017)

Ostatnio więcej czytam... Na szczęście <3
Więc i kilka książek przybyło...
A na pisanie niezbyt dużo czasu... Studia + praca...


Pamięć operacyjna
Dieta antyhistaminowa
Ewangelia dla nienormalnych
zakupy z Aros.pl

Pajęczyna
z akcji bookcrossingowej w pracy

Kochaj
zakupy ze Świata Książki
Kocham Brett <3

Magnetyzer
Zakupiona na przecenie 50% mniej 

Dekameron
egzemplarz recenzencki

Co czytaliście?

Pozdrawiam
Asia

poniedziałek, 13 listopada 2017

"Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood

Tytuł: Dziewczyny, które zabiły Chloe
Autor: Alex Marwood
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 448
Ocena: 2/6

Przecież o to właśnie w życiu chodzi. Nie o wakacje, kolacje w knajpach i pragnienie posiadania więcej rzeczy, ale o to, by napić się razem herbaty i przytulić po długim dniu. Chodzi o wybaczanie i zapominanie, ulgowe traktowanie. A także o uczciwość, prawdę i zaufanie, o stworzenie bezpiecznego, ciepłego schronienia dla tych, których się kocha.




O książce zatytułowanej Dziewczyny, które zabiły Chloe słyszałam już jakiś czas temu, kiedy blogosfera zaczęła dudnić o tym tytule... Ja zgarnęłam ją ostatnio podczas wizyty w bibliotece, która jest dość dobrze wyposażona w niedawno wydane pozycje... I od razu jak wypożyczyłam, tak zaczęłam czytać zaintrygowana tytułem oraz opisem... Jak wypadło?

Letni poranek 1986 roku. Dwie jedenastolatki spotykają się tego dnia po raz pierwszy w życiu. Wieczorem obie zostają oskarżone o morderstwo. Ponad dwadzieścia lat później, dziennikarka Kirsty Lindsay, pracuje nad reportażem na temat seryjnego mordercy, grasującego w nadmorskim kurorcie. W trakcie zbierania materiałów spotyka przypadkiem sprzątaczkę Amber Gordon.
Kirsty i Amber spotykają się po raz pierwszy od tego strasznego dnia, który odmienił na zawsze ich losy. Są gotowe zrobić wszystko, by nie odkryto ich dawnej tożsamości, nie zrujnowano im życia, by chronić swoje rodziny. Jednak przeszłość postanawia się o nie upomnieć... Kobiety będą musiały zmierzyć się z dawnym koszmarem i dokonać trudnych wyborów.
                                                                opis z okładki 

Dziewczyny, które zabiły Chloe opowiada historię, która rozkręca się naprawdę długo i moim odczuciu nigdy nie rozkręca się an dobre... Historia nastolatek, które zabiły... Generalnie w opisie tej książki jest o niej wszystko, więc nie ma frajdy z poznawania historii. Napisana tak, że ciężko ni było się w nią wciągnąć, wejść w ten świat. A liczyłam na to, że książka mnie porwie i później będę zbierać szczękę z podłogi. Niestety... Historia i jej przedstawienie w ogóle nie rzuciło mnie na kolana... Mam wrażenie, że wszystko jest niedopracowane, historia ma potencjał, ale jednak zupełnie niewykorzystany. Książka nie zachwyca, nie rzuca na kolana... A mi kojarzy się z Joylandem Kinga...


Dziewczyny, które zabiły Chloe to najzwyklejsze czytadło, które wcale nie zachwyca, a jej lektura wręcz nudzi... Nie wzbudza emocji, nie ma intrygi, brakuje napięcia... A i psychologii w thrillerze psychologicznym za mało... Ja jestem zdecydowane na nie...

czwartek, 26 października 2017

"Jak robić dobrze" Szymon Hołownia

Tytuł: Jak robić dobrze
Autor: Szymon Hołownia
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
Ilość stron: 304
Ocena: 4.5/6


Dać dom tym, którzy z powodu jakiejś wielkiej tragedii nie mają domu, a tym, którzy dom mają – pomóc do niego wrócić. To też wielka i piękna robota: nie zawłaszczać dzieci, ale z miłością naprawiać więzi, które w ich życiu próbowała zerwać choroba, bieda albo śmierć.




Szymona Hołownię cenię już od długiego czasu, jednak dopiero ostatnio, podczas wydarzenia Łukasza Krasonia o nazwie Nie musisz być idealny aby osiągać niemożliwe miałam okazję po raz pierwszy posłuchać jego wystąpienia na żywo... To wtedy zafascynowana wystąpieniem jednego z prowadzących programu Mam talent postanowiłam kupić sobie jego książkę (choć kilka już mam) i od razu zabrałam się za jej czytanie...

Dokąd dziś swoje kroki skierowałby Jezus Chrystus? Do Afryki. Do miejsca, gdzie dobro i zło widać najwyraźniej. „Jak robić dobrze” to fascynująca opowieść o tym, jak Szymon Hołownia odkrył Czarny Ląd, jak zmienili go ludzie, których tam spotkał. I kolejna mądra książka Szymona o Bogu i ścieżkach, często bardzo krętych, które do niego prowadzą.
                                               opis wydawcy

Jak robić dobrze to wcale nie jest poradnik, jak by sugerował to tytuł. To książka, która opowiada o tym, jak autor na swój sposób zmaga się z problemami trzeciego świata. Jak daje swoje zaangażowanie ludziom, którzy są wokół niego... W swojej książce stara się odpowiedzieć na takie pytania jak „Dlaczego Afryka a nie Polska?” albo  „Dlaczego czasami warto dawać rybę zamiast wędki?”... I to dobrze... Hołownia odszedł od typowo religijnej tematyki, a pisząc o fundacjach Kasisi czy Dobra Fabryka widzę, że bardzo się angażuje, że to jest jego droga i się dobrze czuje w tym co robi... Książka jest zbudowana z kilku rozdziałów, każdy przedstawia inne historie, historie konkretnych ludzi, których autor poznał podczas swoich pobytów na Czarnym Lądzie. Historie, które udowadniają, że warto pomagać... A język jakim operuje autor... Zrozumiały, niezbyt skomplikowany, jednak coś mi nie pasowało... Po konferencji zorganizowanej Łukasza Krasonia stwierdziłam, że Hołownię przyjemniej jest słuchać niż czytać... Napisane historie wyglądają na mniej autentyczne niż te opowiedziane... 
Nie rezygnuj z wakacji, nadal chodź do kina i pij wino do kolacji. Nie oddawaj potrzebującym wszystkiego, dziel się z nimi REGULARNIE ułamkiem. Rzesza ludzi, która raz w tygodniu zrezygnuje jednej kawy albo przez tydzień zaoszczędzi, nie kupując tabloidów, jest w stanie zmienić świat dużo głębiej i konkretniej niż realizujący wielkie projekty miliarder, który, po tym jak wydrenował ten świat, odkrył skłonność do filantropii.
Jak robić dobrze to książka, która wzbudziła we mnie mieszane uczucia...  Tematyka ciekawa i wartościowa, przedstawiona bez żadnego show, ale może właśnie tak powinno być? Aczkolwiek styl pisarski mógłby być mniej patetyczny, a bardziej autentyczny... Warto sięgnąć, zobaczyć dobro w nieco innej odsłonie, zobaczyć jak się robi dobro... Można znaleźć odpowiedzi na kilka pytań, można poznać bliżej samego Hołownię, można się wzruszyć, można się zmobilizować do większego wysiłku na rzecz czynienia dobra...
W Kabudze zapewniliśmy środki na naukę dla jedynego naszego pacjenta w stosownym wieku, Kevina, który – gdy zaczął chorować na stwardnienie zanikowe boczne – porzucił szkołę, bo nie było jak tego organizacyjnie spiąć. Że wyręczamy w tym państwo? Guzik mnie to obchodzi, jeśli ma to dać życie Kevinowi – mogę wyręczać. Bo to on sformuje może kiedyś kolejny rząd, który znajdzie sposób na bardziej wydajną pomoc ludziom w takiej jak on sytuacji. 

środa, 4 października 2017

Porozstaniowe odrycia muzyczne (# 3/2017)



Ostatnio w moim życiu zadziało się naprawdę wiele... Więc i temu towarzyszy muzyka...
Zdążył zostawić mnie facet (po raz pierwszy to facet ze mną zerwał, a nie ja z facetem! A w dodatku pierwszy facet, przy którym się rozpłakałam). Pracuję sobie dalej w McDonaldzie (Wrocław Dworzec pozdrawia;), obserwuję ludzi, ciąglę staram się uczyć czegoś nowego, jak chociażby nowych znaków w języku migowym. Coraz więcej zaczynam rozumieć z ukraińskiej mowy. Natomiast facetów rozumiem coraz mniej;) A jeszcze zaczął się październik, nowy rok akademicki i dla mnie nowe studia. Psychologia w Krakowie - zaoczna.



Pozorna duma
Matt Olech 

Głos Matta urzekł mnie przy jego coverach, jednak jak usłyszałam piosenkę z muzyką napisaną przez niego, z tekstem jego koleżanki - zakochałam się <3




Po drugiej stronie chmur
Bracia
  
Trafiłam przypadkiem, a stała się porozstaniową piosenką...

Miałaś nie płakać, miałaś być twarda
Co z Tobą jest
Miałaś nie tęsknić, miałaś już nie śnić

Tak, obiecywałam sobie, że nie będę płakać przez facetów i ,że nie będę tęsknić za ludźmi, którzy nie są tego warci... Jednak życie mnie skonforntowało z obietnicami danymi sobie...




System
Coma

Po raz pierwszy usłyszałam w dniu, kiedy byłam w Krakowie załatwić papierologię związaną ze studiami i bardzo się cieszę, bo adekwatna do sytuacji i nowego etapu mojego życia związanego z zaocznymi studiami i Krakowem... Nowa droga w końcu;)

Nie wiem w którą stronę
nie wiem dokąd moge dotrzeć 
uwalniam swoją wolę
zaczynam nową drogę 
w miejsca których nie ogarnie myśl 





Bezsenni
Ira

Lata temu słyszałam parę kawałków Iry, ale nic nie zapadło w pamięć, a ostatnio słucham w kółko... Kolejna z piosenek z pogranicza porozstaniowych, a tych na nowy etap życia




Upadam
Lipali

Zespół Lipali to zdecydowanie zespół - odkrycie.
Dopiero poznaję jego twórczość, to już skradł moje serce <3

I wiem, że mogę
Wiem, że mogę
Choć mam pod skórą coś jakby strach
Lecz mimo tego wiem , ze mogę
Zanurzyć się w bezmiarze dni


Znacie którąś z tych piosenek?
Jakie macie kawałkina nowy etap życia?
Czego aktualnie słuchacie?
Dajcie znać koniecznie!

Pozddrawiam
Asia



sobota, 30 września 2017

"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quick

Tytuł: Poradnik pozytywnego myślenia
Autor: Matthew Quick
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 5/6



Wszystko zaczyna się od kłopotów, ale po jakimś czasie przyznajesz się do tego, że masz problemy, i ciężko pracujesz, żeby stać się lepszym człowiekiem, a to właśnie przyciąga szczęśliwe zakończenie i pozwala mu rozkwitnąć.





Poradnik pozytywnego myślenia to jedna z tych książek, która zdobyła naprawdę sporą sławę dzięki jej ekranizacji, która w tym wypadku miała miejsce już kilka lat temu. Muszę przyznać, że to jedna z tych sytuacji, kiedy najpierw widziałam film, a dopiero później sięgnęłam po książkę. Jednak z filmu (chyba na szczęście) w mojej pamięci pozostały tylko pojedyncze obrazy i niewiele pamiętam... Ale jednak po obejrzeniu ekranizacji obiecałam sobie, że przeczytam w końcu tę książkę, aż w końcu mi się udało w ostatnim czasie.
Poznajcie Pata. Pat ma pewną teorię – jego życie to film, który zakończy się happy endem, czyli powrotem jego byłej żony. Pat musi tylko spełnić kilka warunków: robić codziennie setki brzuszków, czytać więcej książek, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki.  Niestety, nic nie układa się tak, jak powinno. 
Na domiar złego za Patem łazi piękna, choć poważnie stuknięta Tiffany, prześladuje go piosenka Kenny’ego G, a nowy terapeuta sugeruje zdradę jako formę terapii! Pat nie przestaje jednak myśleć pozytywnie. Czy to wystarczy, by osiągnął swój cel?
                                                            opis wydawcy
Poradnik pozytywnego myślenia to książka pisana z perspektywy Pata – głównego bohatera, pokazująca jego to rozumowania, myślenia. Początkowo irytowała mnie ta książka – notorycznie przewijający się futbol, naiwność Pata i jego sposób myślenia w wyidealizowany sposób... Jednak wraz z zagłębianiem się w lekturę coraz bardziej rozumiałam tok rozumowania Pata i ludzi w jego otoczeniu. W mojej karierze czytelniczej jest to pierwsza książka Matthew Quicka, jaką miałam okazję czytać, więc jego styl pisarski to także coś nowego dla mnie, jednak w moim odczuciu bardzo dobrze przedstawił sposób myślenia osoby po wizycie w szpitalu psychiatrycznym i próbującej się uporać ze swoimi problemami...
(...) jego śmierć bezsprzecznie dowodzi, że życiem rządzi przypadek, że jest popieprzone i przypadkowe do chwili, aż spotka się kogoś, kto nada temu wszystkiemu sens, choćby tylko na chwilę.
Poradnik pozytywnego myślenia to tak naprawdę nie jest poradnik o tym jak wzbudzać optymistyczne myśli czy reakcje. Tak na dobrą sprawę to wcale nie jest poradnik. To przyjemna i ciepła powieść o zakańczaniu pewnych etapów w swoim życiu i zaczynaniu nowych... Jest to pozycja, która po części przełamuje stereotypy dotyczące chorób psychicznych, psychoterapii czy leczenia psychiatrycznego, co mnie naprawdę cieszy. Generalnie spodobała mi się ta książka i z chęcią sobie powtórzę seans adaptacji filmowej z Bradleyem Cooperem oraz Jennifer Lawrence w rolach głównych. Tak, polecam tę książkę, jednak nie spotkacie tutaj ckliwej historii z jakimś bardzo zawiłym problemem psychologicznym, tylko po prostu ciepłą, uroczą historię o relacjach.

wtorek, 19 września 2017

"Mock. Ludzkie zoo" Marek Krajewski

Tytuł: Mock. Ludzkie zoo
Autor: Marek Krajewski
Cykl: Eberhard Mock
Tom: siódmy
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 400
Ocena: 6/6

Po ostatnim dźwięku nad głową Platfusa, który się zbliżał do swoich drzwi, rozległo się diabelskie warczenie i nieszczęsny kloszard zobaczył rozwarty pysk piekielnej Bestii. Upadł wtedy na ziemię i zaczął się modlić. Modlitwa była skuteczna, bo kiedy podniósł oczy ku rozgwieżdżonemu niebu, Belzebuba już nie było.



Twórczość Marka Krajewskiego darzę wielką miłością już od wielu, wielu lat... Jednym z elementów jest przedwojenny Wrocław, a przede wszystkim styl pisarski powiązany z wysokim kunsztem i kulturą osobistą. To wszystko sprawia, że po książki Krajewskiego sięgam z wielką przyjemnością, a ich wydawanie rokrocznie wydaje się być dość rzadkie, ale jednak wywołuje coraz większą tęsknotę. A że stęskniłam się za Eberhardem to niezwykle ucieszyła mnie premiera książki Mock. Ludzkie zoo.
Wrocław 1914. Maria – „narzeczona” Eberharda Mocka – co noc w swoim mieszkaniu słyszy potępieńcze jęki i płacz dzieci. Ebi myśli, że kobieta traci rozum, ale niebawem odkrywa szokującą prawdę, którą kryją piwnice nieczynnego dworca. Wkracza w sam środek piekła, choć nie wie jeszcze, że jego przeciwnik – Gad – ma potężnych mocodawców, którzy nie cofną się przed niczym. Mock staje przed dramatycznym wyborem: ocalić matkę Marii czy niewinne dziecko? By ukarać bezlitosnych zbrodniarzy, narazi się na śmierć w męczarniach, a pogoń za złoczyńcą zaprowadzi go na granicę człowieczeństwa. Przekona się, że natura ludzka jest bardziej okrutna niż bezlitosna afrykańska dżungla.
                                                                opis z okładki

Na książkę pt. Mock. Ludzkie zoo czekałam z dużą niecierpliwością, więc kupiłam ją praktycznie od razu po premierze i od razu zabrałam się za czytanie.  Znam już większość książek Krajewskiego, w tym także jego ostatnią powieść pt. Mock, więc tym bardziej czekałam na tegoroczną premierę. Zabrałam się za czytanie i od początku ta pozycja wzbudziła moją fascynację, a lektura sprawiała wiele radości... Co na to wpłynęło? Przede wszystkim sam pomysł na fabułę i genialna realizacja. Zresztą w końcu się tego spodziewałam znając już twórczość Marka Krajewskiego. Świetnie oddany klimaty Wrocławia, znakomita postać Eberharda Mocka, spora dawka intrygi oraz spacer po... piekle. Autor sprawił, że podczas lektury niejednokrotnie przechodziły mi ciarki po plecach, a najbardziej przerażające jest to, że ludzkie zoo istniało naprawdę, w tym także w Polsce. A Krajewski wykorzystał to do stworzenia fikcji, którą czyta się z zapartym tchem i nie mogłam się oderwać od książki. Ciekawie nakreślone najróżniejsze postaci, w tym te czarne charaktery, sprawiają, że budzi się z nimi silna więź. Ponadto miło było obserwować młodszego Eberharda chłonąc jednocześnie Wrocław Marka Krajewskiego.

Moim zdaniem Mock. Ludzkie zoo jest ciekawszą kontynuacją Mocka, chyba głównie przez tematykę, która wbija w fotel. Język i styl pisarki Marka Krajewskiego na na najwyższym poziomie, zresztą jak zawsze, ponadto mroczne intrygi i zagadki zapewnią świetną zabawę podczas czytania. Polecam z całego serca!

niedziela, 10 września 2017

"Twardzielka" Mariusz Zielke

Tytuł: Twardzielka
Autor: Mariusz Zielke
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 384
Ocena: 2.5/6



Wszystko co jej pokazywał było pozorowane. Zakładał maskę. Co by zobaczyła, gdyby ją zerwała? Rekina, lamparta, lwa, pumę, a może zwykłego pierwotniaka?







Nigdy nie słyszałam o twórczości Mariusza Zielke, choć na rynku wydawniczym pojawiło się kilka jego książek, a on sam jest porównywany do Michaela Blomkvista z książek Stiega Larssona. Pewnego dnia zaintrygowała mnie właśnie Twardzielka, a że akurat była w promocji, więc wylądowała w mojej biblioteczce.
Sześć dziewczyn: pięć trupów, jedna zaginiona. Ktoś brutalnie morduje piękne modelki. Ściągnięta ze szpitala psychiatrycznego agentka o specyficznej urodzie i poszarpanym życiorysie musi wyjaśnić tajemnicę, mierząc się także z własną, pełną sekretów przeszłością. W świecie okrutnych zbrodni, perwersyjnego seksu, luksusowej prostytucji, dziwacznych wynaturzeń zepsutego show-businessu rozegra się gra o najwyższą stawkę. 
                                                              opis z okładki

Twardzielka to pozycja, po której sięgnęłam ze sporą ciekawością... Chciałam poznać twórczość autora, ale przede wszystkim byłam zaintrygowana opisem na okładce. Książka poczekała trochę na swoją kolej, aż w końcu się za nią zabrałam i przeczytałam dość szybko... Siedząc w fotelu nie wiem kiedy zeszło ponad połowa lektury... Spodobał mi się pomysł, a także tytułowa Twardzielka – Marika, która odegrała tutaj kluczową rolę. Tak, naprawdę spodobało mi się wykreowanie tej postaci... Mogłoby być lepiej – to fakt, ale i tak naprawdę ją polubiłam. Podczas lektury moją uwagę zwrócił ogrom wulgaryzmów używanych przez autora – jak dla mnie było ich stanowczo za dużo, w końcu w literaturze nie powinno być słownictwa jak z taniego, narożnego baru, przynajmniej moim zdaniem. Naprawdę, to aż kuło w oczy, zdecydowanie za bardzo, no nie przystoi, doprawdy... Intryga w książce jest, a owszem, pomysł jest, aczkolwiek po skończonej lekturze czułam spory niedosyt, spory niedosyt... Dlaczego? Odniosłam wrażenie, że wszystko niedopracowane, zbyt mało intrygi, zbyt dużo wulgaryzmów... To nie dla mnie...
A kogo interesuje prawda? Jest za mało ciekawa, rzadko kiedy ma smak skandalu i odpowiedni koloryt. Żeby news był ciekawy, trzeba go ubarwić, podlać ostrym sosem, wyrwać coś z kontekstu, podkręcić. (...) Krew w newsach ma barwę drukarskiej farby.
Jak postrzegam Twardzielkę? Jako lekkie i niezbyt wymagające (i niezbyt dopracowane) czytadło, takie dla zabicia czasu, jednak napisane zbyt prostackim językiem i ze zbyt małą dawką intrygujące. Po prostu przeciętna książka, która sprawiła, że nie wiem czy sięgnę po jakiekolwiek inne pozycje autora... Moim zdaniem lepiej odpuścić i przeczytać coś ambitniejszego. Po prostu dość marny wyczyn...

czwartek, 31 sierpnia 2017

Stosik na koniec wakacji ;) (#6/2017)

Czas na kolejny stosik, bo znowu się nabierało ;)



Chudszy
pożyczona od kolegi z pracy

Muzeum rzeczy nieistniejących
Zaklęcie dla Cameleon
Dług wdzięczności
Ujarzmić lęk
z biblioteki

Luz. I tak nie będę idealna 
Mock. Ludzkie zoo
zakupy na Znak.pl

Wilcze Leże
Deszczowi ludzie
Deniwelacja
zakupy z Aros.pl

Czytaliście coś z tych ksiażek?


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

"Łaskun" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Łaskun
Autor: Katarzyna Puzyńska
Cykl: Lipowo
Tom: szósty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 832
Ocena: 5/6



To był pierwszy krok w stronę nowego życia. Nie zapominać. Ale! Iść do przodu. Taki był jej plan.





Sagę o Lipowie pokochałam już od pierwszego tomu, już od Motylka... To właśnie dlatego się miotam między jak najszybszym zakończeniem serii, a ciągłym delektowaniem się nim... W końcu dojrzałam do sięgnięcia po szósty tom serii o policjantach Lipowa pt. Łasun.

Łaskun to jednocześnie tytuł książki oraz nazwa zwierzęcia, które zjada ziarna kawy, a następnie niestrawione wydala je i wydobywając je zdobywa się najdroższy gatunek kawy. Jednak Lipowo wrze od nowinek – znaleziono ciało składające się z rozczłonkowanych zwłok prawnika i nieznanej kobiety. Jednak jaki związek ma owe zwierze ma z owymi morderstwami? Jak z tym związany jest aspirant Daniel Podgórski? Jak do tego przyczyni się działalność Klementyna Kopp? A jak życie uczuciowe Daniela – co z jego synem i niedoszłą żoną Weroniką? Kto jest owym łaskunem? Jaki on ma związek z owymi morderstwami? Jak to wszystko jest połączone?
Lodówka znacznie. Większa. Niż poprzednia. Łaskun patrzy. Krytycznie. Kształt nie ten, co trzeba. Nie ten. Zupełnie. Inny. Potrzeba, Inny. Za wąska. Nie zmieści się to. Co ma. Tam trafić. Nie zmieści. Się.
Łaskun to już szósta część Sagi o policjantach z małego komisariacie w Lipowie... Zaczęłam lekturę z wielką przyjemnością, ponieważ już bardzo stęskniłam się za Danielem i całą resztą lipowskiej ekipy. Pomysł niezwykle mnie zaskoczył i mi się spodobał, zwłaszcza ten z wymieszanymi rozczłonkowanymi ciałami i Danielem jako podejrzanym. Katarzyna Puzyńska poprowadziła to naprawdę w świetny sposób. Mnogość wątków, mnogość postaci i podejrzeń sprawiła, że podczas lektury, że nie miałam czasu na nudę przez całe ponad 800 stron. Intryga była, ale było przede wszystkim sporo psychologicznych wątków, co bardzo mi się podobało... Polubiłam, wręcz pokochałam, owe psychologiczne wątki w książkach Puzyńskiej. Potrafi stworzyć prawdziwy majstersztyk, jeżeli chodzi o połączenie... Język i styl utrzymany na naprawdę wysokim, adekwatnym do fabuły i akcji, poziomie. Jak zawsze intrygujący tytuł, który przez większość książki wydaje się być zagadką i zakończenie wbijające w fotel... Ja jestem usatysfakcjonowana lekturą, która sprawiła mi wiele radości, choć mogłoby być ciut więcej intrygi... Ale i tak jestem z niej bardzo zadowolona, więc zdecydowanie polecam i czym prędzej zabiorę się za kolejne książki z serii o Lipowie. 

Łaskun to pozycja, którą mogę polecić z całego serca, raczej jako kontynuację serii - ktoś, kto nie czytał wcześniejszych tomów, może nie ogarnąć tego, co się dzieje z bohaterami w ich życiu...  Jeżeli szukasz dobrego kryminału, z wątkami psychologicznymi, z intrygą i zaskakującym zakończeniem powodującym kaca książkowego – sięgnij po Sagę o Lipowie. 


niedziela, 27 sierpnia 2017

"Żyrafa, Peli oraz ja" Roald Dahl






Tytuł: Żyrafa, Peli oraz ja
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 80
Ocena: 4/6







Czasem lubię wrócić do lat dziecinnych, więc wtedy z wielką przyjemnością sięgam po książki Roalda Dahla... Ostatnio odkryłąm w bibliotece książeczkę pt. Żyrafa, Peli oraz ja i wybór padł właśnie na nią.

Weźcie żyrafę o magicznej szyi, pelikana mającego dziób o ruchomej pokrywie i bardzo energiczną małpę, a co otrzymacie? Oczywiście, najsłynniejszą na świecie firmę Bezdrabinowe Mycie Okien. A jeśli jeszcze dodać im do towarzystwa Billy ego, diuka i duchessę Hampshire oraz Kobrę, najbardziej przebiegłego i groźnego włamywacza na świecie, wtedy mamy już wszystkie podstawowe składniki, żeby przyrządzić bardzo smakowitą opowieść, którą jeszcze przyprawimy orzechami nerkowca, pstrągami, różowo-fioletowymi pąkami łachotliwca oraz uroczystym otwarciem łakociarni.
                                                                 opis wydawcy

Żyrafę, Peli oraz ja zgarnęłam kiedyś w bibliotece i pochłonęłam praktycznie natychmiastowo... Dahla pokochałam jako dzieciak w podstawówce. Dzisiaj, mając 24 lata wciąż uwielbiam sięgać po pozycje tego autora... Czytając tę niezbyt obszerną książeczkę zrobiło mi się jakoś tak ciepło i przyjemnie na sercu, znowu poczułam się jak dziecko. Bardzo spodobał mi się pomysł na przedstawienie współpracy między zwierzętami przy wykonywaniu pracy, w tym wypadku mycia okien, co może być dla dzieciaków ważną wskazówką, jak pracować w zespole. Książkę czytało mi się naprawdę przyjemnie i z pewnym uczuciem rozrzewnienia, aczkolwiek uważam, że inne książki, pokroju Matyldy czy BFO są w moim odczuciu ciekawsze, wartościowsze i bardziej wciągające. Żyrafa, Peli oraz ja to pozycja zdecydowanie dla maluchów w przedszkolu.

Podsumowując Żyrafę, Peli oraz ja jest to ciekawa pozycja, która dzieciakom może pokazać wartość współpracy, jednak Dahl w swojej twórczości ma o wiele ciekawsze pozycje. Nie zmienia to faktu, że polecam i miło spędziłam czas. 

sobota, 19 sierpnia 2017

Muzeum Farmacji w Krakowie


W lipcu spędziłam kilka dni w Krakowie w sprawie załatwiania papierologii związanej ze studiami, na które właśnie się dostałam - niestacjonarną psychologię.


Kraków przywitał mnie deszczową pogodą, ale jednak jak dla mnie to wcale mi nie przeszkadzało...




Stwierdziłam, że bez sensu łazić po raz kolejny po Sukiennicach, więc postanowiłam się wybrać do Muzeum Farmacji, które znajduje się na ulicy Floriańskiej 25. Co ciekawe, est to jedno z trzech tego typu muzeów w Europie. 





Świetnym jest to, że muzeum zajmuje całą kamienicę - od piwnic po strych, a w każdym pomieszczeniu znajduje się opis w kilku językach - polski, angielski, rosyjski, hiszpański, włoski, francuski, niemiecki...





Ze sprzętów podobnych do tych niżej korzystałam na studiach -  Technologii Żywności...





Waga, która waży kiedy się na  niej siądzie 










Widok strychu mnie    zachwycił <3






Osobiście jestem zachwycona wizytą w Muzeum Farmacji. 
Wystawa jest genialna, wejście niedrogie, a sama wystawa bogata w eksponaty, Mimo że nie ma stricte przewodnika, to w każdej sali są opisy w kilku językach, takich jak angielski, niemiecki, francuski czy włoski.  


Wizytę w owym muzeum polecam każdemu. Piękne wystawy, piękne widoki, w ogóle cudo. A Wy byliście? Co sądzicie?