wtorek, 19 września 2017

"Mock. Ludzkie zoo" Marek Krajewski

Tytuł: Mock. Ludzkie zoo
Autor: Marek Krajewski
Cykl: Eberhard Mock
Tom: siódmy
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 400
Ocena: 6/6

Po ostatnim dźwięku nad głową Platfusa, który się zbliżał do swoich drzwi, rozległo się diabelskie warczenie i nieszczęsny kloszard zobaczył rozwarty pysk piekielnej Bestii. Upadł wtedy na ziemię i zaczął się modlić. Modlitwa była skuteczna, bo kiedy podniósł oczy ku rozgwieżdżonemu niebu, Belzebuba już nie było.



Twórczość Marka Krajewskiego darzę wielką miłością już od wielu, wielu lat... Jednym z elementów jest przedwojenny Wrocław, a przede wszystkim styl pisarski powiązany z wysokim kunsztem i kulturą osobistą. To wszystko sprawia, że po książki Krajewskiego sięgam z wielką przyjemnością, a ich wydawanie rokrocznie wydaje się być dość rzadkie, ale jednak wywołuje coraz większą tęsknotę. A że stęskniłam się za Eberhardem to niezwykle ucieszyła mnie premiera książki Mock. Ludzkie zoo.
Wrocław 1914. Maria – „narzeczona” Eberharda Mocka – co noc w swoim mieszkaniu słyszy potępieńcze jęki i płacz dzieci. Ebi myśli, że kobieta traci rozum, ale niebawem odkrywa szokującą prawdę, którą kryją piwnice nieczynnego dworca. Wkracza w sam środek piekła, choć nie wie jeszcze, że jego przeciwnik – Gad – ma potężnych mocodawców, którzy nie cofną się przed niczym. Mock staje przed dramatycznym wyborem: ocalić matkę Marii czy niewinne dziecko? By ukarać bezlitosnych zbrodniarzy, narazi się na śmierć w męczarniach, a pogoń za złoczyńcą zaprowadzi go na granicę człowieczeństwa. Przekona się, że natura ludzka jest bardziej okrutna niż bezlitosna afrykańska dżungla.
                                                                opis z okładki

Na książkę pt. Mock. Ludzkie zoo czekałam z dużą niecierpliwością, więc kupiłam ją praktycznie od razu po premierze i od razu zabrałam się za czytanie.  Znam już większość książek Krajewskiego, w tym także jego ostatnią powieść pt. Mock, więc tym bardziej czekałam na tegoroczną premierę. Zabrałam się za czytanie i od początku ta pozycja wzbudziła moją fascynację, a lektura sprawiała wiele radości... Co na to wpłynęło? Przede wszystkim sam pomysł na fabułę i genialna realizacja. Zresztą w końcu się tego spodziewałam znając już twórczość Marka Krajewskiego. Świetnie oddany klimaty Wrocławia, znakomita postać Eberharda Mocka, spora dawka intrygi oraz spacer po... piekle. Autor sprawił, że podczas lektury niejednokrotnie przechodziły mi ciarki po plecach, a najbardziej przerażające jest to, że ludzkie zoo istniało naprawdę, w tym także w Polsce. A Krajewski wykorzystał to do stworzenia fikcji, którą czyta się z zapartym tchem i nie mogłam się oderwać od książki. Ciekawie nakreślone najróżniejsze postaci, w tym te czarne charaktery, sprawiają, że budzi się z nimi silna więź. Ponadto miło było obserwować młodszego Eberharda chłonąc jednocześnie Wrocław Marka Krajewskiego.

Moim zdaniem Mock. Ludzkie zoo jest ciekawszą kontynuacją Mocka, chyba głównie przez tematykę, która wbija w fotel. Język i styl pisarki Marka Krajewskiego na na najwyższym poziomie, zresztą jak zawsze, ponadto mroczne intrygi i zagadki zapewnią świetną zabawę podczas czytania. Polecam z całego serca!

niedziela, 10 września 2017

"Twardzielka" Mariusz Zielke

Tytuł: Twardzielka
Autor: Mariusz Zielke
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 384
Ocena: 2.5/6



Wszystko co jej pokazywał było pozorowane. Zakładał maskę. Co by zobaczyła, gdyby ją zerwała? Rekina, lamparta, lwa, pumę, a może zwykłego pierwotniaka?







Nigdy nie słyszałam o twórczości Mariusza Zielke, choć na rynku wydawniczym pojawiło się kilka jego książek, a on sam jest porównywany do Michaela Blomkvista z książek Stiega Larssona. Pewnego dnia zaintrygowała mnie właśnie Twardzielka, a że akurat była w promocji, więc wylądowała w mojej biblioteczce.
Sześć dziewczyn: pięć trupów, jedna zaginiona. Ktoś brutalnie morduje piękne modelki. Ściągnięta ze szpitala psychiatrycznego agentka o specyficznej urodzie i poszarpanym życiorysie musi wyjaśnić tajemnicę, mierząc się także z własną, pełną sekretów przeszłością. W świecie okrutnych zbrodni, perwersyjnego seksu, luksusowej prostytucji, dziwacznych wynaturzeń zepsutego show-businessu rozegra się gra o najwyższą stawkę. 
                                                              opis z okładki

Twardzielka to pozycja, po której sięgnęłam ze sporą ciekawością... Chciałam poznać twórczość autora, ale przede wszystkim byłam zaintrygowana opisem na okładce. Książka poczekała trochę na swoją kolej, aż w końcu się za nią zabrałam i przeczytałam dość szybko... Siedząc w fotelu nie wiem kiedy zeszło ponad połowa lektury... Spodobał mi się pomysł, a także tytułowa Twardzielka – Marika, która odegrała tutaj kluczową rolę. Tak, naprawdę spodobało mi się wykreowanie tej postaci... Mogłoby być lepiej – to fakt, ale i tak naprawdę ją polubiłam. Podczas lektury moją uwagę zwrócił ogrom wulgaryzmów używanych przez autora – jak dla mnie było ich stanowczo za dużo, w końcu w literaturze nie powinno być słownictwa jak z taniego, narożnego baru, przynajmniej moim zdaniem. Naprawdę, to aż kuło w oczy, zdecydowanie za bardzo, no nie przystoi, doprawdy... Intryga w książce jest, a owszem, pomysł jest, aczkolwiek po skończonej lekturze czułam spory niedosyt, spory niedosyt... Dlaczego? Odniosłam wrażenie, że wszystko niedopracowane, zbyt mało intrygi, zbyt dużo wulgaryzmów... To nie dla mnie...
A kogo interesuje prawda? Jest za mało ciekawa, rzadko kiedy ma smak skandalu i odpowiedni koloryt. Żeby news był ciekawy, trzeba go ubarwić, podlać ostrym sosem, wyrwać coś z kontekstu, podkręcić. (...) Krew w newsach ma barwę drukarskiej farby.
Jak postrzegam Twardzielkę? Jako lekkie i niezbyt wymagające (i niezbyt dopracowane) czytadło, takie dla zabicia czasu, jednak napisane zbyt prostackim językiem i ze zbyt małą dawką intrygujące. Po prostu przeciętna książka, która sprawiła, że nie wiem czy sięgnę po jakiekolwiek inne pozycje autora... Moim zdaniem lepiej odpuścić i przeczytać coś ambitniejszego. Po prostu dość marny wyczyn...

czwartek, 31 sierpnia 2017

Stosik na koniec wakacji ;) (#6/2017)

Czas na kolejny stosik, bo znowu się nabierało ;)



Chudszy
pożyczona od kolegi z pracy

Muzeum rzeczy nieistniejących
Zaklęcie dla Cameleon
Dług wdzięczności
Ujarzmić lęk
z biblioteki

Luz. I tak nie będę idealna 
Mock. Ludzkie zoo
zakupy na Znak.pl

Wilcze Leże
Deszczowi ludzie
Deniwelacja
zakupy z Aros.pl

Czytaliście coś z tych ksiażek?


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

"Łaskun" Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Łaskun
Autor: Katarzyna Puzyńska
Cykl: Lipowo
Tom: szósty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 832
Ocena: 5/6



To był pierwszy krok w stronę nowego życia. Nie zapominać. Ale! Iść do przodu. Taki był jej plan.





Sagę o Lipowie pokochałam już od pierwszego tomu, już od Motylka... To właśnie dlatego się miotam między jak najszybszym zakończeniem serii, a ciągłym delektowaniem się nim... W końcu dojrzałam do sięgnięcia po szósty tom serii o policjantach Lipowa pt. Łasun.

Łaskun to jednocześnie tytuł książki oraz nazwa zwierzęcia, które zjada ziarna kawy, a następnie niestrawione wydala je i wydobywając je zdobywa się najdroższy gatunek kawy. Jednak Lipowo wrze od nowinek – znaleziono ciało składające się z rozczłonkowanych zwłok prawnika i nieznanej kobiety. Jednak jaki związek ma owe zwierze ma z owymi morderstwami? Jak z tym związany jest aspirant Daniel Podgórski? Jak do tego przyczyni się działalność Klementyna Kopp? A jak życie uczuciowe Daniela – co z jego synem i niedoszłą żoną Weroniką? Kto jest owym łaskunem? Jaki on ma związek z owymi morderstwami? Jak to wszystko jest połączone?
Lodówka znacznie. Większa. Niż poprzednia. Łaskun patrzy. Krytycznie. Kształt nie ten, co trzeba. Nie ten. Zupełnie. Inny. Potrzeba, Inny. Za wąska. Nie zmieści się to. Co ma. Tam trafić. Nie zmieści. Się.
Łaskun to już szósta część Sagi o policjantach z małego komisariacie w Lipowie... Zaczęłam lekturę z wielką przyjemnością, ponieważ już bardzo stęskniłam się za Danielem i całą resztą lipowskiej ekipy. Pomysł niezwykle mnie zaskoczył i mi się spodobał, zwłaszcza ten z wymieszanymi rozczłonkowanymi ciałami i Danielem jako podejrzanym. Katarzyna Puzyńska poprowadziła to naprawdę w świetny sposób. Mnogość wątków, mnogość postaci i podejrzeń sprawiła, że podczas lektury, że nie miałam czasu na nudę przez całe ponad 800 stron. Intryga była, ale było przede wszystkim sporo psychologicznych wątków, co bardzo mi się podobało... Polubiłam, wręcz pokochałam, owe psychologiczne wątki w książkach Puzyńskiej. Potrafi stworzyć prawdziwy majstersztyk, jeżeli chodzi o połączenie... Język i styl utrzymany na naprawdę wysokim, adekwatnym do fabuły i akcji, poziomie. Jak zawsze intrygujący tytuł, który przez większość książki wydaje się być zagadką i zakończenie wbijające w fotel... Ja jestem usatysfakcjonowana lekturą, która sprawiła mi wiele radości, choć mogłoby być ciut więcej intrygi... Ale i tak jestem z niej bardzo zadowolona, więc zdecydowanie polecam i czym prędzej zabiorę się za kolejne książki z serii o Lipowie. 

Łaskun to pozycja, którą mogę polecić z całego serca, raczej jako kontynuację serii - ktoś, kto nie czytał wcześniejszych tomów, może nie ogarnąć tego, co się dzieje z bohaterami w ich życiu...  Jeżeli szukasz dobrego kryminału, z wątkami psychologicznymi, z intrygą i zaskakującym zakończeniem powodującym kaca książkowego – sięgnij po Sagę o Lipowie. 


niedziela, 27 sierpnia 2017

"Żyrafa, Peli oraz ja" Roald Dahl






Tytuł: Żyrafa, Peli oraz ja
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 80
Ocena: 4/6







Czasem lubię wrócić do lat dziecinnych, więc wtedy z wielką przyjemnością sięgam po książki Roalda Dahla... Ostatnio odkryłąm w bibliotece książeczkę pt. Żyrafa, Peli oraz ja i wybór padł właśnie na nią.

Weźcie żyrafę o magicznej szyi, pelikana mającego dziób o ruchomej pokrywie i bardzo energiczną małpę, a co otrzymacie? Oczywiście, najsłynniejszą na świecie firmę Bezdrabinowe Mycie Okien. A jeśli jeszcze dodać im do towarzystwa Billy ego, diuka i duchessę Hampshire oraz Kobrę, najbardziej przebiegłego i groźnego włamywacza na świecie, wtedy mamy już wszystkie podstawowe składniki, żeby przyrządzić bardzo smakowitą opowieść, którą jeszcze przyprawimy orzechami nerkowca, pstrągami, różowo-fioletowymi pąkami łachotliwca oraz uroczystym otwarciem łakociarni.
                                                                 opis wydawcy

Żyrafę, Peli oraz ja zgarnęłam kiedyś w bibliotece i pochłonęłam praktycznie natychmiastowo... Dahla pokochałam jako dzieciak w podstawówce. Dzisiaj, mając 24 lata wciąż uwielbiam sięgać po pozycje tego autora... Czytając tę niezbyt obszerną książeczkę zrobiło mi się jakoś tak ciepło i przyjemnie na sercu, znowu poczułam się jak dziecko. Bardzo spodobał mi się pomysł na przedstawienie współpracy między zwierzętami przy wykonywaniu pracy, w tym wypadku mycia okien, co może być dla dzieciaków ważną wskazówką, jak pracować w zespole. Książkę czytało mi się naprawdę przyjemnie i z pewnym uczuciem rozrzewnienia, aczkolwiek uważam, że inne książki, pokroju Matyldy czy BFO są w moim odczuciu ciekawsze, wartościowsze i bardziej wciągające. Żyrafa, Peli oraz ja to pozycja zdecydowanie dla maluchów w przedszkolu.

Podsumowując Żyrafę, Peli oraz ja jest to ciekawa pozycja, która dzieciakom może pokazać wartość współpracy, jednak Dahl w swojej twórczości ma o wiele ciekawsze pozycje. Nie zmienia to faktu, że polecam i miło spędziłam czas. 

sobota, 19 sierpnia 2017

Muzeum Farmacji w Krakowie


W lipcu spędziłam kilka dni w Krakowie w sprawie załatwiania papierologii związanej ze studiami, na które właśnie się dostałam - niestacjonarną psychologię.


Kraków przywitał mnie deszczową pogodą, ale jednak jak dla mnie to wcale mi nie przeszkadzało...




Stwierdziłam, że bez sensu łazić po raz kolejny po Sukiennicach, więc postanowiłam się wybrać do Muzeum Farmacji, które znajduje się na ulicy Floriańskiej 25. Co ciekawe, est to jedno z trzech tego typu muzeów w Europie. 





Świetnym jest to, że muzeum zajmuje całą kamienicę - od piwnic po strych, a w każdym pomieszczeniu znajduje się opis w kilku językach - polski, angielski, rosyjski, hiszpański, włoski, francuski, niemiecki...





Ze sprzętów podobnych do tych niżej korzystałam na studiach -  Technologii Żywności...





Waga, która waży kiedy się na  niej siądzie 










Widok strychu mnie    zachwycił <3






Osobiście jestem zachwycona wizytą w Muzeum Farmacji. 
Wystawa jest genialna, wejście niedrogie, a sama wystawa bogata w eksponaty, Mimo że nie ma stricte przewodnika, to w każdej sali są opisy w kilku językach, takich jak angielski, niemiecki, francuski czy włoski.  


Wizytę w owym muzeum polecam każdemu. Piękne wystawy, piękne widoki, w ogóle cudo. A Wy byliście? Co sądzicie?

czwartek, 17 sierpnia 2017

"Ania ze Złotego Brzegu" Lucy Maud Montgomery

Tytuł: Ania ze Złotego Brzegu
Autor: Lucy Maud Montgomery
Cykl: Ania Shirley
Tom: szósty
Wydawnictwo: Podsiedlik-Raniowski
Ilość stron: 344
Ocena: 4/6


Mam nadzieję, że nie uzna mnie pani za niewierzącą, gdy powiem, że czasem nie mogę pojąć, jak dobry Bóg może znieść niektórych ludzi.





Anię Shirley pokochałam jako dwudziestolatka i od tamtego czasu moja miłość do Rudowłosej trwa do dziś, szczególnie pogłębiona obejrzeniem serialu Netflixa „Ania, nie Anna”. Po tym postanowiłam przeczytać kolejny tom serii, który czekał na swoją kolej... No i przyszedł czas na Anię ze Złotego Brzegu, która chronologicznie jest szóstą częścią przygód o rudowłosej marzycielce, choć została wydana jako ostatnia. 
Ania jest przykładną żoną i matką pięciorga dzieci. Niestety, sielankowy nastrój zostaje zmącony, gdy do Złotego brzegu przyjeżdża irytująca ciotka Gilberta. Nikt nie podejrzewa, że to dopiero początek serii dramatycznych, czasem wzruszających, a niekiedy po prostu zabawnych zdarzeń. Głównymi bohaterami opowieści staja się dzieci państwa Blythe'ów, które przeżywając młodzieńcze przygody, borykają się z typowymi dla tego wieku problemami i powoli odkrywają to , co w życiu najważniejsze. Ale i rudowłosa Ania nie znika ze sceny – towarzyszymy jej, gdy zaczyna podejrzewać iż Gilbert już jej nie kocha...
                                                     opis wydawcy 

Ania ze Złotego Brzegu to ta część, dzięki której zrozumiałam, dlaczego może nie podejść dziewczętom w młodszych nastoletnich latach... Bo mało która nastolatka może zrozumieć wątpliwości  żony, która podejrzewa, że jej mąż jej nie kocha... Jak 10-12 latka ma się wczuć w rolę Ani – matki i żony? No raczej nie bardzo... Jednak teraz, kiedy czytam Anię jako dwudziestoparolatka przebywanie w jej świecie, przeżywanie jej życia sprawiło mi wiele radości. Cieszę się, że małżeństwo Blythe'ów, nie było koloryzowane, a zostało pokazane razem z problemami, troskami i urokami takich relacji.  Książka jest daleka od tego, żeby określić ją jako pozycję błahą, infantylną czy niepoważną, jednak momentami miałam wrażenie, że zbyt mało zajmująca i wciągająca... Mimo wszystko lubię klimat jaki Lucy Maud Montgomery tworzy w swoich książkach i kocham Anię całym swoim sercem... Jak dla mnie wydarzyło się w tym tomie po prostu zbyt mało...
Bezustanne zmiany! Nie można nic na to poradzić. Trzeba pogodzić się z tym, że przeszłość odchodzi, przyjmować teraźniejszość, kochać ją i uświadamiać sobie, że i ona też musi przeminąć. Wiosna, nawet najpiękniejsza, ustępuje miejsca latu, a lato - jesieni.
Czy polecam Anię ze Złotego Brzegu? Choć uważam, że to jeden z gorszych tomów serii, jak dotychczas, ale jednak polecam, żeby móc dojrzewać wraz z Anią, no i oczywiście wejść w ten świat – znowu, znowu, znowu... Zdecydowanie nie polecam czytania tego tomu jako początek przygody z serią...

środa, 19 lipca 2017

Lipcowy stosik;) (#5/2017)

Książki na najbliższy czas;)
Nazbierało się trochę...


Samotny dom
A.B.C.
kupione na Aros.pl

Dlaczego ja?
z akcji bookcrossingowej w pracy

Kim byłbym bez Ciebie?
Pamiętnik
z kauflandowej półki z tanią książką

Zimny strach
kupiona w Saturnie

zgoda na zabijanie
z akcji bookcrossingowej w pracy

skóra
z wymianki na facebooku

morderstwa nad shadow creek
z kauflandowej półki z tanią książką

powrót lwa
z akcji bookcrossingowej w pracy

azyl
czekaj na odpowiedz
z biblioteki

Zapisane w wodzie
z kauflandowej półki z tanią książką

Dobranoc, Aushwitz
kupione na Aros.pl


Co Was najbardziej intryguje?
A co sądzicie o takich słoikach jak na zdjęciu?
Więcej można zobaczyć na moim rękodzielniczym blogu.


piątek, 14 lipca 2017

Koktajl truskawkowo-nektarynkowy


Bardzo dawno nie było wpisu z tej serii, więc dziś zapraszam;)
Trwa jeszcze sezon na truskawki, więc warto korzystać;)


Składniki:
(na dwie porcje)
-ok. 15-20 średnich truskawek
- 1 nektarynka
-ok. 150-200 ml mleka
-cukier do smaku

Jak wykonać?
Owoce umyć. Truskawki odszypułkować, pozbyć się pestki z nektarynki i pokroić ją na mniejsze kawałki. Wszystko wrzucić do wysokiego naczynia, dolać mleko, dodać cukier, zblendować. Przelać do szklanek. 

Smacznego!

środa, 12 lipca 2017

"Wotum nieufności" Remigiusz Mróz

Tytuł: Wotum nieufności
Autor: Remigiusz Mróz
Cykl: W kręgach władzy
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Filia
Czyta: Mariusz Bonaszewski
Długość: 17 godz. 39 min.
Ocena: 2/6


Skinął głową, a potem poprawił marynarkę. W jakiś sposób był to polityczny odpowiednik podwijania rękawów przed zwyczajnym mordobiciem.




Z ręką na sercu przyznaję, że nie nadążam za wydawanymi przez Remigiusza Mroza książkami. W zeszłym roku wydał ich coś koło ośmiu, a w tym już bodajże pięć, a ledwie minęła połowa... Ja zaległości nadrabiam dość powoli, ale ostatnio zaintrygowałam się polskim political – fiction w wydaniu mroźnego pisarza, a mianowicie Wotum nieufności. 


Marszałek sejmu, Daria Seyda, budzi się w pokoju hotelowym, nie pamiętając, jak się w nim znalazła ani co się z nią działo przez ostatnich dziesięć godzin. Jest przekonana, że stała się ofiarą manipulacji, ale nie wie, kto ani dlaczego może za nią stać. Tymczasem Patryk Hauer, wschodząca gwiazda prawicy, podczas prac komisji śledczej odkrywa polityczny spisek sięgający najistotniejszych osób w kręgach władzy. Seyda i Hauer znajdują się po przeciwnych stronach sceny politycznej. Dzieli ich wszystko, ale połączy jedna sprawa…
                                                                       opis wydawcy
Za Wotum nieufności postanowiłam zabrać się w formie audiobooka w interpretacji Mariusza Bonaszewskiego, Niesamowicie zaintrygował mnie sam początek, kiedy Daria Seyda obudziła się w pokoju hotelowym nie wiedząc gdzie jest. Świetny sposób na przyciągnąć uwagę czytelnika... Ja sama zaczęłam słuchać dalej będąc niezwykle ciekawa jak akcja rozwinie się dalej. Niestety na marne czekałam na ciekawe wydarzenia... Muszę przyznać, że się zawiodłam, bardzo zawiodłam... Wątek sensacyjny i zagadka z każdą chwilą są spychane zupełnie na bok, a akcja toczy się coraz wolniej, zamiast nabierać tempa. Wszyscy bohaterowie powieści wydają się być niemal identyczni, niedopracowani, płytcy... Do tego wszystkiego mnóstwo nic nie wnoszących do książki scen z rozpadającego się małżeństwa Seydy... Słuchanie książki niezmiernie mi się dłużyło, a coraz powolniejsza akcja i oddalanie się od zagadki nie pomagały... Ja jestem zdecydowanie na nie.

Wotum nieufności to pierwszy tom z planowanego cyklu W kręgach władzy i już teraz wiem, że są dość marne szanse na to, żebym sięgnęła po kontynuacje. Po części zapewne wynika to z tego, że nie jestem miłośniczką polityki, śledzenia wszystkiego co dzieje się w rządzie, ale głównie dlatego, że wszystko co dzieje się w książce jest zupełnie... mdłe i niedopracowane. Osobiście nie polecam, chyba, że ktoś jest jakimś zapaleńcem polityki. Ja się zawiodłam.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Letnie hadzine odkrycia muzyczne (HOM #/2/2017)


Ostatnio bardzo często słucham swojej playlisty na zły dzień albo playlisty ustalonej przez pracodawcę, więc Hadzinych odkryć muzycznych dawno nie było, bo się nie nazbierały po prostu. Aż w końcu są <3 
Kto na nie czekał?



City of Stars
Małgorzata Kozłowska ft Paweł Izdebski


Któregoś dnia wyskoczyło w polecanych, kliknęłam i zupełnie się zakochałam <3 Co prawda filmu La La Land nie widziałam, ale będę musiała to nadrobić. Ale tutaj Kozłowska i Izdebski tak pięknie się zgrali, no i to pianino <3



Hobbit Drinking Medley
Peter Hollens feat. Hank Green

Po prostu kocha to wykonanie <3



Tabletki ze Słów
Stare Dobre Małżeństwo

Tak trochę o mnie, bo sama piszę wiersze...

Wiersze piszą ci,
których zawiodły
wszystkie
przeciwbólowe środki...



Piękny dzień
Jan Traczyk

Słuchając tej piosenki jakoś tak pozytywnie nastawiam się na każdy nowy dzień;) Genialny głos i jeszcze przystojniak ;)



To mój czas
Natalia Piotrowska

Znam ją od dłuższego czasu ale dopiero ostatnio, na recitalu Natalii Piotrowskiej, bardzo dotarły do mnie słowa tej piosenki. Tak bardzo na etap na jakim jestem.

I sama chcę wybrać z życiowych ról
I nawet gdy przegram to będzie mój błąd
I jeśli będę płakać trudno - widocznie miałam pecha

Co z tych piosenek znacie?
Czego Wy aktualnie słuchacie?

sobota, 8 lipca 2017

"Ziarno prawdy" Zygmunt Miłoszewski

Tytuł: Ziarno prawdy
Autor: Zygmunt Miłoszewski
Cykl: Teodor Szacki
Tom: drugi
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 368
Ocena: 5/6



Mówi się, że w każdej legendzie jest ziarno prawdy. Ale są takie legendy, w których nie ma prawdy ani kropli.





Ziarno prawdy to książka, która mnie kusi już od dawna i jedna z tych pozycji, których ekranizację postanowiłam zobaczyć dopiero po skończeniu lektury i konsekwentnie się tego trzymałam. Przygodę z twórczością Zygmunta Miłoszewskiego zaczęłam od Uwikłania – pierwszej części trylogii z Teodorem Szackim w roli głównej. Później przeczytałam Domofon oraz Bezcenny, aż w końcu przyszedł na Ziarno prawdy, którego głośna ekranizacja z Robertem Więckiewiczem w roli głównej miała miejsce kilka lat temu przynosząc Miłoszewskiemu sporo popularności.

Teodor Szacki zamieszkał w Sandomierzu, gdzie dochodzi do tajemniczego morderstwa miejscowej działaczki społecznej, a jej ciało zostało znalezione w okolicach miejscowej synagogi. W tym czasie prokurator próbuje rozwiązać zagadkę jednocześnie próbując sobie poradzić z życiem i odnalezieniem się w nowym mieście, w nowej sytuacji. Jak sobie poradzi z tym wszystkim? Czy to zabójstwo to naprawdę mord rytualny? Jaki związek ma to z miejscowymi Żydami i historią sprzed kilkudziesięciu lat?
Wierzył, że na początku każdego działania jest słowo, że słowa o nienawiści prowadzą do nienawiści, o przemocy - do przemocy,o śmierci - do śmierci. Każda znana ludzkości masakra zaczynała się od gadania.

Ziarno prawdy jest pozycją, która mnie intrygowała od samego początku, kiedy o niej usłyszałam i czułam, że może być naprawdę dobra, zwłaszcza, że Uwikłanie uznałam za bardzo dobre... No i jeszcze dodatkowo włączyła mi się tęsknota za Szackim i twórczością Miłoszewskiego. Jak przypuszczałam - książkę czytało mi się naprawdę świetnie, ale co na to wpłynęło? Przede wszystkim sam pomysł na fabułę i koncepcja umieszczenia akcji w Sandomierzu, co razem wypadło naprawdę dobrze. Wielką przyjemność sprawiło mi obcowanie z rozdartym Szackim, z jego charyzmą i błyskotliwością. Tutaj jest o wiele mniej jego marudzenia na temat swojej żony, ale to dobrze. Choć nigdy nie byłam w Sandomierzu, czytając prozę Miłoszewskiego czułam jakbym chodziła tamtymi uliczkami, więc naprawdę wielkie brawa dla autora. Widać w tym kunszt pisarza, jego spore przygotowanie, przedstawienie miasta trochę mniej stereotypowo aniżeli na pocztówkach czy w Ojcu Mateuszu, co jeszcze bardziej skłania mnie do odwiedzenia tego miasta. Ciekawym dla mnie jest włączenie tematów związanych z Żydami oraz antysemityzmem. Po raz kolejny w książkach autora spodobał mi się jego styl pisarski, na dość wysokim poziomie, język zrozumiały. Jestem zaintrygowana i zafascynowana i czuję, że niebawem sięgnę po ostatnią część trylogii pt. Gniew.


Ziarno prawdy jest książką, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Ciekawe i dobrze wykreowane postacie, intrygujący i świetnie wykorzystany pomysł na fabułę, styl pisarski na wysokim poziomie, co wszystko razem sprawia, że książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. 

Robert Więckiewicz jako Teodor Szacki

środa, 28 czerwca 2017

"Siła kobiecości" Iwona Majewska-Opiełka





Tytuł: Siła kobiecości
Autor: Iwona Majewska-Opiełka
Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Ilość stron: 450
Ocena: 2/6







Siłę kobiecości zgarnęłam podczas którejś wizyty w bibliotece chcąc się nauczyć swojej własnej kobiecości, bycia kimś innym niż uczennicą - jak przez całe swoje świadome życie począwszy od przedszkola, a na przerwanych studiach skończywszy. Chciałam (i wciąż chcę) nauczyć się kobiecości, innego spojrzenia na tę sferę niż zostało mi wpojone, czegoś innego niż jest kreowane w popularnych mediach. Po drodze sięgnęłam po pozycję Kiedy kobieta ufa Bogu dzieją się cuda, która jednak mnie nie zachwyciła.  Jak mi się spodobała ta książka?

W książce "Siła kobiecości" Iwona Majewska-Opiełka porusza kwestie nurtujące kobiety od zarania dziejów. Pokazuje, że nie trzeba być radykalną feministką, by być jednocześnie silną i kobiecą. Podkreśla wartość dialogu damsko-męskiego i męsko-damskiego, przy czym nie atakuje ani nie oskarża żadnej ze stron, obiektywnie patrzy na ich argumenty. Rozkłada na czynniki pierwsze naturę kobiet i mężczyzn, ukazuje mechanizmy, które kierują nami na co dzień, a niekoniecznie działają na naszą korzyść. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu jako psycholog, doradca w zakresie rozwoju osobowości i trener liderów podaje przykłady z życia wzięte i radzi, jak zachowywać się w trudnych sytuacjach. Dotyka każdej dziedziny życia kobiety: poczynając od wspomnień z dzieciństwa, relacji z matką i innymi kobietami, przez związki partnerskie, przyjaźnie, macierzyństwo, a kończąc na chęci rozwoju, kariery zawodowej i odnoszenia sukcesów. Tłumaczy, skąd biorą się w nas nie zawsze pozytywne nastawienia i zachowania, uświadamia, że rozwiązywanie problemu należy zacząć od siebie, i pokazuje, jak to zrobić.
                                                                     opis wydawcy

Siła kobiecości jest pozycją, która zdecydowanie należy do tych już nieco obszerniejszych. A że zaintrygował mnie tytuł oraz opis, więc czym prędzej się za nią zabrałam. Muszę przyznać, że książkę czytało mi się dość przyjemnie, a co na to wpłynęło? Dość lekki styl pisarski autorki oraz to, że niesie pozytywny ładunek energii. Spodobało mi się to, że pani Majewska-Opiełka podjęła najróżniejsze aspekty kobiecego życia – macierzyństwo, kariera zawodowa czy relacje na najróżniejszych etapach etapach życia jako córki, matki czy partnerki. Podobało mi się, że autorka stara odwoływać się do przykładów z własnego życia, do swoich relacji z córkami, ale niestety wszystko jest bardzo ogólnikowe, na zasadzie – tak mam rodzinę, mam córki, ale nie będę mówić nic konkretnie. Dodatkowo muszę stwierdzić, że wiele ze stwierdzeń, które znalazłam w jej książce jest po prostu lakonicznych... Większość z nich to nawoływanie o to, żebyśmy jako kobiety były silne, ale jednak nie znalazłam tam konkretnych rad, wskazówek, jak pokonać swoje słabości, jak rzeczywiście być silną. Coś co także zauważyłam i mnie razi to spory dystans (momentami wręcz krytykę) do tak zwanych „kobiet wyzwolonych”, które nie są żoną jednego męża i spały z większą ilością mężczyzn niż ich ślubny. Może to też jest droga? 

Jedno zdanie wywołało moje oburzenie, a mianowicie to: Najlepszym sposobem na uniknięcie depresji jest profilaktyka – silna poczucie własnej wartości, umiejętne wybory, a w tym szukanie sensu w życiu. Jak stosować ową „profilaktykę”, gdy w jednym momencie wali się całe życie? Gdy np. umiera ktoś najbliższy? Gdy życie nam się rozwala na miliard kawałków niekoniecznie z naszej winy czy naszych „umiejętnych wyborów”? Znam zbyt wiele osób chorych na depresję, żeby wierzyć w to, że owa "profilaktyka" pomoże...

Siła kobiecości to książka od której oczekiwałam wiele, jednak dostałam jedynie garść mądrze brzmiących cytatów i nic więcej... Moja wiedza psychologiczna czy postrzeganie kobiecości niewiele na tym zyskały. Czy polecam tę książkę. Wyjątkowo zagubionym kobietom (zwłaszcza zahukanym, szarym myszkom, które mają za męża typowego Janusza) mogą pomóc, a tak generalnie to dla przeciętnej średnio rozgarniętej kobiety – niewiele wniesie. Ja osobiście raczej nie sięgnę po inne książki autorki...

sobota, 24 czerwca 2017

"Ptaszydło" Max Bentow

Tytuł: Ptaszydło
Autor: Max Bentow
Cykl: Nils Trojan
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 336
Ocena: 3/6


Nasze obawy potrafią przejąć nad nami kontrolę i wpłynąć na nasze zachowanie. Musimy się im postawić. Tylko w ten sposób odzyskamy kontrolę.





Nigdy nie miałam styczności z twórczością Maxa Bentowa, jednak pewnego dnia podczas wizyty w bibliotece przy półce z kryminałami zaintrygowała mnie jedna książka pt Ptaszydło i jej opis na okładce. Zaintrygowała mnie tym bardziej, że jest to literatura niemiecka, która wciąż jest mi obca, a chciałam ją poznać. No i w końcu przyszedł czas, żeby to zmienić. Wszystko dzięki debiutanckiej powieści Maxa Bentowa pt. Ptaszydło.

Berliński komisarz Nils Trojan zostaje wezwany do mieszkania w dzielnicy Kreuzberg. Natrafia tam na koszmarny widok. Młodej kobiecie obcięto włosy, a przy jej ciele pozostawiono oskubanego ptaka. Trojan, będący na skraju załamania nerwowego, nie może okazać słabości. W rozwiązaniu zagadki ma mu pomóc psycholog Jana Michels, jednak zanim komisarzowi udaje się opanować sytuację, zabójca uderza ponownie. Zabija młodą dziewczynę z długimi blond włosami i pozostawia makabryczne pozdrowienie w postaci martwego ptaka, a Lene, córeczka ofiary, znika bez śladu. Po tym, jak Trojan pojawia się w telewizji w związku z morderstwami, sam staje się celem psychopaty. Jest coraz bardziej przerażony grą, jaką prowadzi z policją morderca…
                                                                           opis z okładki

Ptaszydło to pierwszy tom z Nilsem Tojanem w roli głównej, a jednocześnie debiut Maxa Bentowa (o czym nie miałam pojęcia sięgając po tę pozycję). Pomysł na książkę jest niezwykle ciekawy i zajmujący – to trzeba przyznać. Martwy ptak na miejscu zbrodni oraz intrygujący opis na okładce zapowiadają niesamowite emocje i intrygujący przebieg akcji. A co dostałam? Czytadło, po prostu czytadło. Lekki, prosty język, fabuła skonstruowana w nieskomplikowany sposób, nie mówiąc już o wygórowanym stylu. Jednak, ja osobiście nieco się zawiodłam... Nie dość że intryga na niezbyt wygórowanym poziomie to jeszcze zupełnie niedopracowany pomysł. Fakt, pomysł na zbrodnie, motyw ptaka, pomysł na to – ciekawy. Szkoda, że zupełnie wykorzystane, akcja przewidywalna, a książka zupełnie bez klimatu... W kategorii czytadeł – całkiem niezła, ale generalnie niezbyt ambitna pozycja. Zaś w kategorii debiutów – też w miarę ok, ale nie zmienia to faktu, że szału nie ma.

Czy polecam Ptaszydło Maxa Bentowa? Jako czytadło – owszem. Jeżeli szukasz porządnego, pełnokrwistego kryminału z klimatem – tego nie znajdziesz w tej książce. Ptaszydło czyta się dość szybko i przyjemnie, jednak nie jest to pozycja, która powali na kolana... Szczególnie ją polecam miłośnikom lekki, i średnio wymagających czytadeł. Szukający kryminału na wysokim poziomie – możecie sobie darować...




sobota, 17 czerwca 2017

"Kiedy kobieta ufa Bogu, dzieją się cuda" Sheila Walsh

Tytuł: Kiedy kobieta ufa Bogu, dzieją się cuda
Autor: Sheila Walsh
Wydawnictwo: Wydawnictwo św. Wojciecha
Ilość stron: 358
Ocena: 2/6




Prawdziwy dom jest oczywiście tam gdzie nasze serce.








Kiedy kobieta ufa Bogu, dzieją się cuda to książka , którą dostałam bardzo dawno od koleżanki - bodajże na swoje 18 czy 19 urodziny. A że ostatnio, będąc na nowej drodze, próbuję na nowo odkryć na nowo swoją kobiecość, więc właśnie teraz postanowiłam po nią sięgnąć. 

Czy zdarza ci się wątpić w zdolność Boga do tego, by pochwycił cię, kiedy upadasz?
Czy wstyd, strach i załamanie powstrzymują cię przed pełnym zaufaniem Bogu?
Czy w duchu sądzisz, że twoje marzenia są nieziszczalne?
Nie jesteś sama! 

To jest książka o zaufaniu. O tym, jak o nie walczymy i jak się go uczymy, jak ono nas przemienia. Poznając historię zmagań i triumfów Autorki, spotkasz się także, droga Czytelniczko, z dziesięcioma postaciami biblijnymi, które uległy przemianie – z Tabitą, królem Dawidem, św. Pawłem i innymi – i które uczą nas, że pomimo przytłaczających okoliczności, jedno pełne zaufania spotkanie z Chrystusem uruchamia łańcuch pięknych wydarzeń. Może ono ożywić nasze marzenia, wytyczyć życiowy cel i rozpalić nadzieję.
                                                                                     opis wydawcy

Kiedy kobieta ufa Bogu, dzieją się cuda to książka, którą skończyłam z bardzo mieszanymi uczuciami. Liczyłam na pozycję, która podniesie mnie na duchu, która sprawi, że za zaufanie spojrzę inaczej... Szkoda, że się zawiodłam... Zaczęłam czytać, wszystko super – świetne i mega lekkie pióro, wszystko wydawało się w porządku, czytało się naprawdę przyjemnie i szybko... Jednak przyszedł moment, w którym uświadomiłam sobie, ze tak w zasadzie jest to książka o niczym, kompletnie o niczym...Według opisu wydawcy – książka dla kobiet, która pomoże zaufać... No i razem z tytułem sugerują, że pozycja pokaże jak zaufanie Bogu może zdziałać cuda... No może i była namiastka tego, ale jednak ostatecznie bardzo się zawiodłam, bo zamiast konkretnych porad, wskazówek dostałam istną dozę wodolejstwa...  Brak dokładnej analizy kobiecych postaci z historii Kościoła... Takie pisanie o wszystkim i o niczym, a szkoda, bo książka obiecywała wiele...
Jezus nie przyszedł po to, by uwolnić cię od bólu istnienia, ale po to, by go przeżyć wraz z tobą, będąc w tobie obecnym.
Podsumowując Kiedy kobieta ufa Bogu, dzieją się cuda to pozycja która mnie zawiodła... Liczyłam na książkę, która podniosłaby mnie na duchu, która dałaby jakieś wskazówki... A zamiast tego dostałam sporo wodolejstwa, ponad trzysta stron o niczym, a szkoda, bo autorka z tym stylem i piórem mogłaby zdobyć naprawdę wiele... 

środa, 7 czerwca 2017

"Bliźnięta z lodu" S.K. Tremayne

Tytuł: Bliźnięta z lodu
Autor: S.K. Tremayne
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 336
Ocena: 5.5/6



Czasem wszystko jest zupełnie inne niż sobie wyobrażamy a czasem to, co uważaliśmy za rzeczywistość w ogóle nie istnieje.






Bliźnięta z lodu intrygowały mnie już od dawna i to z wielu powodów –  jednym z nich jest zafascynowanie psychologią, szczególnie owo tajemnicze połączenie między bliźniętami; innym zaś to, że lubię thrillery i literaturę z różnego rodzaju zagadkami. Kupiłam książkę, chwilę poczekała i w końcu się zabrałam za jej czytanie...

Głównymi bohaterami Bliźniąt z lodu jest rodzina Moorcroft – rodzice Angus i Sarah oraz ich córki bliźniaczki - Kirstie i Lydia. Problem leży w tym, że jedna z nich, imieniem Lydia, umarła nieszczęśliwie spadając z balkonu...Cała rodzina na różne sposoby próbuje się poskładać po stracie. Angus smutki popija alkoholem, zaś Sarah popada w głęboką depresję... Największy problem jest z Kristie... Dziewczynka uważa, że nie jest sobą, tylko swoją siostrą, a zamiast niej przeżyła Lydia... Czy przeprowadzka na malutką wysepkę Torran, którą Angus dostał w spadku pomoże rodzinie? Jak sobie poradzą ze swoimi problemami? Jak się pogodzą ze śmiercią jednego z członków rodziny?
(...) śmierć tych, których kochamy jest o wiele gorsza niż nasza własna i... tak, wszelka miłość jest formą samobójstwa, niszczysz samego siebie, poddajesz się, z własnej woli zabijasz coś w sobie, jeśli naprawdę kochasz.
Bliźnięta z lodu to pozycja z kategorii thrillera psychologicznego, co mnie szczególnie zaintrygowało, bo miałam już okazję zapoznać się z pozycjami z tego gatunku, a byłam ciekawa tego co zaoferuje tematyka związana z bliźniakami. No, a ostatnio coraz bardziej interesuję się psychologią... Lubię obserwować zachowania ludzi, także tych w książkach... Tutaj bohaterowie są ciekawi, szczególnie zaintrygowała mnie postać Angusa, który jest niezwykle barwny i zagadkowy. Pomysł na fabułę jest niezwykle ciekawy, a ponadto został wykorzystany wręcz w genialny, wciągający sposób. Jeszcze tematyka książki, która jest niezwykle ważna – strata bliskiej osoby, sposoby radzenia sobie z nią, zachowania bliźniaczek jednojajowych... No i wszystko napisane w dość dobry sposób, język łatwy do zrozumienia, ale nie prostacki, dobrze oddający klimat książki i wysepki Torran. Styl również odpowiedni, trzymający w napięciu, a wszystko razem tworzy spójną, wciągającą całość.
Więc może życie jest czymś w rodzaju moralnego upadku? Czysta, prawdziwie wierząca dusza dziecka z czasem ulega zepsuciu, zanieczyszczana przez całe lata…
Bliźnięta z lodu to książka, której lektura sprawiła mi wiele przyjemności (choć to trochę dziwnie brzmi przy takiej tematyce) i z ręką na sercu mogę ją polecić. A komu? Przede wszystkim każdemu, kto lubi napięcie w literaturze, a jednocześnie tym, którzy choć trochę interesują się psychologią. Myślę, że te grupy czytelników mogą być wysoce usatysfakcjonowane lekturą, a myślę, że chętnym rozpocząć przygodę z literaturą z dreszczykiem też może się spodobać. 

czwartek, 1 czerwca 2017

Potargowy stosik, czyli prezent na dzień dziecka;) (# 4/2017)


Szachownica flamandzka
Śmierć frajerom
Twardzielka
Sto imion
Polskie morderczynie
Wszystkie 5 kupione za 5 zł każda;)
na Targach Książki w Warszawie

Dom czwarty
Ostateczne rozliczenie
Siedem lat później
Ludzie w czasach Jezusa
kupione na Targach książki w Warszawie

Gone, Faza pierwsza - niepokój
Z akcji bookcrossingowej w pracy

Ogród zen
450 ściegów na drutach
z Targów książki;)

Moje wrażenia są tutaj;)
Choć może niektórych zaskoczyć;)

Co czytaliście z tych książek?


środa, 31 maja 2017

Hadzia w podróży - Warszawskie Targi Książki 2017


18-21 maja odbyły się Warszawskie Targi Książki, na które wybierałam się już od dawna. Przyklepałam sobie wolne w pracy, zarezerwowałam hotel i bilet do Warszawy... Początkowo miałam jechać na wszystkie 4 dni, później z powodów osobisto - zdrowotnych wyjechałam dopiero nad ranem w sobotę 20 maja. Po 5-godzinnej podróży spędzonej na drzemaniu po ciężkim tygodniu dojechałam do Warszawy na Młociny i od razu udałam się w stronę Stadionu Narodowego. 




Pod Stadionem stoi pomnik Kazimierza Górskiego wraz z jego cytatem
Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe.


Elżbieta Cherezińska
Miałam zamiar wybrać się na spotkanie z Szymonem Hołownią, ale okazało się, że w ostatniej chwili odwołał spotkanie... 


Na Targach pojawiło się wielu pisarzy...

Graham Masterton

Beata Pawlikowska 

Andrzej Maleszka
Andrzej Maleszka jest autorem serii Magiczne Drzewo, którą uwielbia mój 10-letni kuzyn, więc postanowiłam zrobić mu niespodziankę i zdobyć plakat z autografem.


Remigiusz Mróz

No i długaśne kolejki do niego...

Katarzyna Puzyńska i Charlotte Link opowiadały o zjawisku kobiecego kryminału...



Marta Fox

Był i czas na chwilę odpoczynku...


Miałam zostać na noc w hostelu i iść w niedzielę na kolejny dzień Targów... Jednak po kilku dniach ze średnią snu 3-4 godziny na dobę byłam wykończona... Samymi Targami byłam lekko zażenowana... Zauważyłam wiele lansowania się z serii "jaki jestem zajebisty, bo jestem pisarzem/blogerem". Były tłumy ludzi, a jak przyszło co do czego nawet nie było zapalić z kim pod Narodowym... Doszło do tego, że będąc już w Warszawie odwołałam nocleg w hostelu i przebookowałam sobie bilet na autobus powrotny do domu... Stąd tyle bagażu... Miało być wielu znajomych, a nie było z kim pogadać... 

A obserwując wielu moich znajomych - bloggerów uważa, że spotkanie jest warte przyjścia na nie tylko wtedy, gdy ktoś ma stos darmowych książek do rozdania. A żeby spotkać się na kawę/obiad/piwo/papierosa - to już niekoniecznie...


W zasadzie cieszę się, że tam byłam, choć jeszcze nie pozbyłam się jeszcze lekkiego smaku zażenowania...
Cieszę się, bo spotkałam się z koleżanką z liceum, z którą mieszkałyśmy przez rok w jednym pokoju w internacie. 
Cieszę się, bo kupiłam kilka książek (stosik niebawem;).
Cieszę się, bo doświadczyłam czegoś nowego.

Jak następnym razem będę się wybierać na jakiekolwiek Targi Książki to wyjeżdżam z kimś, nocuję z kimś i chodzę z kimś - generalnie zabieram ze sobą osobę do spędzania czasu. O ile się wybiorę...


A jakie Wy macie wrażenia? 
Czy ktoś też czuje zażenowanie?