środa, 19 lipca 2017

Lipcowy stosik;) (#5/2017)

Książki na najbliższy czas;)
Nazbierało się trochę...


Samotny dom
A.B.C.
kupione na Aros.pl

Dlaczego ja?
z akcji bookcrossingowej w pracy

Kim byłbym bez Ciebie?
Pamiętnik
z kauflandowej półki z tanią książką

Zimny strach
kupiona w Saturnie

zgoda na zabijanie
z akcji bookcrossingowej w pracy

skóra
z wymianki na facebooku

morderstwa nad shadow creek
z kauflandowej półki z tanią książką

powrót lwa
z akcji bookcrossingowej w pracy

azyl
czekaj na odpowiedz
z biblioteki

Zapisane w wodzie
z kauflandowej półki z tanią książką

Dobranoc, Aushwitz
kupione na Aros.pl


Co Was najbardziej intryguje?
A co sądzicie o takich słoikach jak na zdjęciu?
Więcej można zobaczyć na moim rękodzielniczym blogu.


piątek, 14 lipca 2017

Koktajl truskawkowo-nektarynkowy


Bardzo dawno nie było wpisu z tej serii, więc dziś zapraszam;)
Trwa jeszcze sezon na truskawki, więc warto korzystać;)


Składniki:
(na dwie porcje)
-ok. 15-20 średnich truskawek
- 1 nektarynka
-ok. 150-200 ml mleka
-cukier do smaku

Jak wykonać?
Owoce umyć. Truskawki odszypułkować, pozbyć się pestki z nektarynki i pokroić ją na mniejsze kawałki. Wszystko wrzucić do wysokiego naczynia, dolać mleko, dodać cukier, zblendować. Przelać do szklanek. 

Smacznego!

środa, 12 lipca 2017

"Wotum nieufności" Remigiusz Mróz

Tytuł: Wotum nieufności
Autor: Remigiusz Mróz
Cykl: W kręgach władzy
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Filia
Czyta: Mariusz Bonaszewski
Długość: 17 godz. 39 min.
Ocena: 2/6


Skinął głową, a potem poprawił marynarkę. W jakiś sposób był to polityczny odpowiednik podwijania rękawów przed zwyczajnym mordobiciem.




Z ręką na sercu przyznaję, że nie nadążam za wydawanymi przez Remigiusza Mroza książkami. W zeszłym roku wydał ich coś koło ośmiu, a w tym już bodajże pięć, a ledwie minęła połowa... Ja zaległości nadrabiam dość powoli, ale ostatnio zaintrygowałam się polskim political – fiction w wydaniu mroźnego pisarza, a mianowicie Wotum nieufności. 


Marszałek sejmu, Daria Seyda, budzi się w pokoju hotelowym, nie pamiętając, jak się w nim znalazła ani co się z nią działo przez ostatnich dziesięć godzin. Jest przekonana, że stała się ofiarą manipulacji, ale nie wie, kto ani dlaczego może za nią stać. Tymczasem Patryk Hauer, wschodząca gwiazda prawicy, podczas prac komisji śledczej odkrywa polityczny spisek sięgający najistotniejszych osób w kręgach władzy. Seyda i Hauer znajdują się po przeciwnych stronach sceny politycznej. Dzieli ich wszystko, ale połączy jedna sprawa…
                                                                       opis wydawcy
Za Wotum nieufności postanowiłam zabrać się w formie audiobooka w interpretacji Mariusza Bonaszewskiego, Niesamowicie zaintrygował mnie sam początek, kiedy Daria Seyda obudziła się w pokoju hotelowym nie wiedząc gdzie jest. Świetny sposób na przyciągnąć uwagę czytelnika... Ja sama zaczęłam słuchać dalej będąc niezwykle ciekawa jak akcja rozwinie się dalej. Niestety na marne czekałam na ciekawe wydarzenia... Muszę przyznać, że się zawiodłam, bardzo zawiodłam... Wątek sensacyjny i zagadka z każdą chwilą są spychane zupełnie na bok, a akcja toczy się coraz wolniej, zamiast nabierać tempa. Wszyscy bohaterowie powieści wydają się być niemal identyczni, niedopracowani, płytcy... Do tego wszystkiego mnóstwo nic nie wnoszących do książki scen z rozpadającego się małżeństwa Seydy... Słuchanie książki niezmiernie mi się dłużyło, a coraz powolniejsza akcja i oddalanie się od zagadki nie pomagały... Ja jestem zdecydowanie na nie.

Wotum nieufności to pierwszy tom z planowanego cyklu W kręgach władzy i już teraz wiem, że są dość marne szanse na to, żebym sięgnęła po kontynuacje. Po części zapewne wynika to z tego, że nie jestem miłośniczką polityki, śledzenia wszystkiego co dzieje się w rządzie, ale głównie dlatego, że wszystko co dzieje się w książce jest zupełnie... mdłe i niedopracowane. Osobiście nie polecam, chyba, że ktoś jest jakimś zapaleńcem polityki. Ja się zawiodłam.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Letnie hadzine odkrycia muzyczne (HOM #/2/2017)


Ostatnio bardzo często słucham swojej playlisty na zły dzień albo playlisty ustalonej przez pracodawcę, więc Hadzinych odkryć muzycznych dawno nie było, bo się nie nazbierały po prostu. Aż w końcu są <3 
Kto na nie czekał?



City of Stars
Małgorzata Kozłowska ft Paweł Izdebski


Któregoś dnia wyskoczyło w polecanych, kliknęłam i zupełnie się zakochałam <3 Co prawda filmu La La Land nie widziałam, ale będę musiała to nadrobić. Ale tutaj Kozłowska i Izdebski tak pięknie się zgrali, no i to pianino <3



Hobbit Drinking Medley
Peter Hollens feat. Hank Green

Po prostu kocha to wykonanie <3



Tabletki ze Słów
Stare Dobre Małżeństwo

Tak trochę o mnie, bo sama piszę wiersze...

Wiersze piszą ci,
których zawiodły
wszystkie
przeciwbólowe środki...



Piękny dzień
Jan Traczyk

Słuchając tej piosenki jakoś tak pozytywnie nastawiam się na każdy nowy dzień;) Genialny głos i jeszcze przystojniak ;)



To mój czas
Natalia Piotrowska

Znam ją od dłuższego czasu ale dopiero ostatnio, na recitalu Natalii Piotrowskiej, bardzo dotarły do mnie słowa tej piosenki. Tak bardzo na etap na jakim jestem.

I sama chcę wybrać z życiowych ról
I nawet gdy przegram to będzie mój błąd
I jeśli będę płakać trudno - widocznie miałam pecha

Co z tych piosenek znacie?
Czego Wy aktualnie słuchacie?

sobota, 8 lipca 2017

"Ziarno prawdy" Zygmunt Miłoszewski

Tytuł: Ziarno prawdy
Autor: Zygmunt Miłoszewski
Cykl: Teodor Szacki
Tom: drugi
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 368
Ocena: 5/6



Mówi się, że w każdej legendzie jest ziarno prawdy. Ale są takie legendy, w których nie ma prawdy ani kropli.





Ziarno prawdy to książka, która mnie kusi już od dawna i jedna z tych pozycji, których ekranizację postanowiłam zobaczyć dopiero po skończeniu lektury i konsekwentnie się tego trzymałam. Przygodę z twórczością Zygmunta Miłoszewskiego zaczęłam od Uwikłania – pierwszej części trylogii z Teodorem Szackim w roli głównej. Później przeczytałam Domofon oraz Bezcenny, aż w końcu przyszedł na Ziarno prawdy, którego głośna ekranizacja z Robertem Więckiewiczem w roli głównej miała miejsce kilka lat temu przynosząc Miłoszewskiemu sporo popularności.

Teodor Szacki zamieszkał w Sandomierzu, gdzie dochodzi do tajemniczego morderstwa miejscowej działaczki społecznej, a jej ciało zostało znalezione w okolicach miejscowej synagogi. W tym czasie prokurator próbuje rozwiązać zagadkę jednocześnie próbując sobie poradzić z życiem i odnalezieniem się w nowym mieście, w nowej sytuacji. Jak sobie poradzi z tym wszystkim? Czy to zabójstwo to naprawdę mord rytualny? Jaki związek ma to z miejscowymi Żydami i historią sprzed kilkudziesięciu lat?
Wierzył, że na początku każdego działania jest słowo, że słowa o nienawiści prowadzą do nienawiści, o przemocy - do przemocy,o śmierci - do śmierci. Każda znana ludzkości masakra zaczynała się od gadania.

Ziarno prawdy jest pozycją, która mnie intrygowała od samego początku, kiedy o niej usłyszałam i czułam, że może być naprawdę dobra, zwłaszcza, że Uwikłanie uznałam za bardzo dobre... No i jeszcze dodatkowo włączyła mi się tęsknota za Szackim i twórczością Miłoszewskiego. Jak przypuszczałam - książkę czytało mi się naprawdę świetnie, ale co na to wpłynęło? Przede wszystkim sam pomysł na fabułę i koncepcja umieszczenia akcji w Sandomierzu, co razem wypadło naprawdę dobrze. Wielką przyjemność sprawiło mi obcowanie z rozdartym Szackim, z jego charyzmą i błyskotliwością. Tutaj jest o wiele mniej jego marudzenia na temat swojej żony, ale to dobrze. Choć nigdy nie byłam w Sandomierzu, czytając prozę Miłoszewskiego czułam jakbym chodziła tamtymi uliczkami, więc naprawdę wielkie brawa dla autora. Widać w tym kunszt pisarza, jego spore przygotowanie, przedstawienie miasta trochę mniej stereotypowo aniżeli na pocztówkach czy w Ojcu Mateuszu, co jeszcze bardziej skłania mnie do odwiedzenia tego miasta. Ciekawym dla mnie jest włączenie tematów związanych z Żydami oraz antysemityzmem. Po raz kolejny w książkach autora spodobał mi się jego styl pisarski, na dość wysokim poziomie, język zrozumiały. Jestem zaintrygowana i zafascynowana i czuję, że niebawem sięgnę po ostatnią część trylogii pt. Gniew.


Ziarno prawdy jest książką, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Ciekawe i dobrze wykreowane postacie, intrygujący i świetnie wykorzystany pomysł na fabułę, styl pisarski na wysokim poziomie, co wszystko razem sprawia, że książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. 

Robert Więckiewicz jako Teodor Szacki

środa, 28 czerwca 2017

"Siła kobiecości" Iwona Majewska-Opiełka





Tytuł: Siła kobiecości
Autor: Iwona Majewska-Opiełka
Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Ilość stron: 450
Ocena: 2/6







Siłę kobiecości zgarnęłam podczas którejś wizyty w bibliotece chcąc się nauczyć swojej własnej kobiecości, bycia kimś innym niż uczennicą - jak przez całe swoje świadome życie począwszy od przedszkola, a na przerwanych studiach skończywszy. Chciałam (i wciąż chcę) nauczyć się kobiecości, innego spojrzenia na tę sferę niż zostało mi wpojone, czegoś innego niż jest kreowane w popularnych mediach. Po drodze sięgnęłam po pozycję Kiedy kobieta ufa Bogu dzieją się cuda, która jednak mnie nie zachwyciła.  Jak mi się spodobała ta książka?

W książce "Siła kobiecości" Iwona Majewska-Opiełka porusza kwestie nurtujące kobiety od zarania dziejów. Pokazuje, że nie trzeba być radykalną feministką, by być jednocześnie silną i kobiecą. Podkreśla wartość dialogu damsko-męskiego i męsko-damskiego, przy czym nie atakuje ani nie oskarża żadnej ze stron, obiektywnie patrzy na ich argumenty. Rozkłada na czynniki pierwsze naturę kobiet i mężczyzn, ukazuje mechanizmy, które kierują nami na co dzień, a niekoniecznie działają na naszą korzyść. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu jako psycholog, doradca w zakresie rozwoju osobowości i trener liderów podaje przykłady z życia wzięte i radzi, jak zachowywać się w trudnych sytuacjach. Dotyka każdej dziedziny życia kobiety: poczynając od wspomnień z dzieciństwa, relacji z matką i innymi kobietami, przez związki partnerskie, przyjaźnie, macierzyństwo, a kończąc na chęci rozwoju, kariery zawodowej i odnoszenia sukcesów. Tłumaczy, skąd biorą się w nas nie zawsze pozytywne nastawienia i zachowania, uświadamia, że rozwiązywanie problemu należy zacząć od siebie, i pokazuje, jak to zrobić.
                                                                     opis wydawcy

Siła kobiecości jest pozycją, która zdecydowanie należy do tych już nieco obszerniejszych. A że zaintrygował mnie tytuł oraz opis, więc czym prędzej się za nią zabrałam. Muszę przyznać, że książkę czytało mi się dość przyjemnie, a co na to wpłynęło? Dość lekki styl pisarski autorki oraz to, że niesie pozytywny ładunek energii. Spodobało mi się to, że pani Majewska-Opiełka podjęła najróżniejsze aspekty kobiecego życia – macierzyństwo, kariera zawodowa czy relacje na najróżniejszych etapach etapach życia jako córki, matki czy partnerki. Podobało mi się, że autorka stara odwoływać się do przykładów z własnego życia, do swoich relacji z córkami, ale niestety wszystko jest bardzo ogólnikowe, na zasadzie – tak mam rodzinę, mam córki, ale nie będę mówić nic konkretnie. Dodatkowo muszę stwierdzić, że wiele ze stwierdzeń, które znalazłam w jej książce jest po prostu lakonicznych... Większość z nich to nawoływanie o to, żebyśmy jako kobiety były silne, ale jednak nie znalazłam tam konkretnych rad, wskazówek, jak pokonać swoje słabości, jak rzeczywiście być silną. Coś co także zauważyłam i mnie razi to spory dystans (momentami wręcz krytykę) do tak zwanych „kobiet wyzwolonych”, które nie są żoną jednego męża i spały z większą ilością mężczyzn niż ich ślubny. Może to też jest droga? 

Jedno zdanie wywołało moje oburzenie, a mianowicie to: Najlepszym sposobem na uniknięcie depresji jest profilaktyka – silna poczucie własnej wartości, umiejętne wybory, a w tym szukanie sensu w życiu. Jak stosować ową „profilaktykę”, gdy w jednym momencie wali się całe życie? Gdy np. umiera ktoś najbliższy? Gdy życie nam się rozwala na miliard kawałków niekoniecznie z naszej winy czy naszych „umiejętnych wyborów”? Znam zbyt wiele osób chorych na depresję, żeby wierzyć w to, że owa "profilaktyka" pomoże...

Siła kobiecości to książka od której oczekiwałam wiele, jednak dostałam jedynie garść mądrze brzmiących cytatów i nic więcej... Moja wiedza psychologiczna czy postrzeganie kobiecości niewiele na tym zyskały. Czy polecam tę książkę. Wyjątkowo zagubionym kobietom (zwłaszcza zahukanym, szarym myszkom, które mają za męża typowego Janusza) mogą pomóc, a tak generalnie to dla przeciętnej średnio rozgarniętej kobiety – niewiele wniesie. Ja osobiście raczej nie sięgnę po inne książki autorki...

sobota, 24 czerwca 2017

"Ptaszydło" Max Bentow

Tytuł: Ptaszydło
Autor: Max Bentow
Cykl: Nils Trojan
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 336
Ocena: 3/6


Nasze obawy potrafią przejąć nad nami kontrolę i wpłynąć na nasze zachowanie. Musimy się im postawić. Tylko w ten sposób odzyskamy kontrolę.





Nigdy nie miałam styczności z twórczością Maxa Bentowa, jednak pewnego dnia podczas wizyty w bibliotece przy półce z kryminałami zaintrygowała mnie jedna książka pt Ptaszydło i jej opis na okładce. Zaintrygowała mnie tym bardziej, że jest to literatura niemiecka, która wciąż jest mi obca, a chciałam ją poznać. No i w końcu przyszedł czas, żeby to zmienić. Wszystko dzięki debiutanckiej powieści Maxa Bentowa pt. Ptaszydło.

Berliński komisarz Nils Trojan zostaje wezwany do mieszkania w dzielnicy Kreuzberg. Natrafia tam na koszmarny widok. Młodej kobiecie obcięto włosy, a przy jej ciele pozostawiono oskubanego ptaka. Trojan, będący na skraju załamania nerwowego, nie może okazać słabości. W rozwiązaniu zagadki ma mu pomóc psycholog Jana Michels, jednak zanim komisarzowi udaje się opanować sytuację, zabójca uderza ponownie. Zabija młodą dziewczynę z długimi blond włosami i pozostawia makabryczne pozdrowienie w postaci martwego ptaka, a Lene, córeczka ofiary, znika bez śladu. Po tym, jak Trojan pojawia się w telewizji w związku z morderstwami, sam staje się celem psychopaty. Jest coraz bardziej przerażony grą, jaką prowadzi z policją morderca…
                                                                           opis z okładki

Ptaszydło to pierwszy tom z Nilsem Tojanem w roli głównej, a jednocześnie debiut Maxa Bentowa (o czym nie miałam pojęcia sięgając po tę pozycję). Pomysł na książkę jest niezwykle ciekawy i zajmujący – to trzeba przyznać. Martwy ptak na miejscu zbrodni oraz intrygujący opis na okładce zapowiadają niesamowite emocje i intrygujący przebieg akcji. A co dostałam? Czytadło, po prostu czytadło. Lekki, prosty język, fabuła skonstruowana w nieskomplikowany sposób, nie mówiąc już o wygórowanym stylu. Jednak, ja osobiście nieco się zawiodłam... Nie dość że intryga na niezbyt wygórowanym poziomie to jeszcze zupełnie niedopracowany pomysł. Fakt, pomysł na zbrodnie, motyw ptaka, pomysł na to – ciekawy. Szkoda, że zupełnie wykorzystane, akcja przewidywalna, a książka zupełnie bez klimatu... W kategorii czytadeł – całkiem niezła, ale generalnie niezbyt ambitna pozycja. Zaś w kategorii debiutów – też w miarę ok, ale nie zmienia to faktu, że szału nie ma.

Czy polecam Ptaszydło Maxa Bentowa? Jako czytadło – owszem. Jeżeli szukasz porządnego, pełnokrwistego kryminału z klimatem – tego nie znajdziesz w tej książce. Ptaszydło czyta się dość szybko i przyjemnie, jednak nie jest to pozycja, która powali na kolana... Szczególnie ją polecam miłośnikom lekki, i średnio wymagających czytadeł. Szukający kryminału na wysokim poziomie – możecie sobie darować...




sobota, 17 czerwca 2017

"Kiedy kobieta ufa Bogu, dzieją się cuda" Sheila Walsh

Tytuł: Kiedy kobieta ufa Bogu, dzieją się cuda
Autor: Sheila Walsh
Wydawnictwo: Wydawnictwo św. Wojciecha
Ilość stron: 358
Ocena: 2/6




Prawdziwy dom jest oczywiście tam gdzie nasze serce.








Kiedy kobieta ufa Bogu, dzieją się cuda to książka , którą dostałam bardzo dawno od koleżanki - bodajże na swoje 18 czy 19 urodziny. A że ostatnio, będąc na nowej drodze, próbuję na nowo odkryć na nowo swoją kobiecość, więc właśnie teraz postanowiłam po nią sięgnąć. 

Czy zdarza ci się wątpić w zdolność Boga do tego, by pochwycił cię, kiedy upadasz?
Czy wstyd, strach i załamanie powstrzymują cię przed pełnym zaufaniem Bogu?
Czy w duchu sądzisz, że twoje marzenia są nieziszczalne?
Nie jesteś sama! 

To jest książka o zaufaniu. O tym, jak o nie walczymy i jak się go uczymy, jak ono nas przemienia. Poznając historię zmagań i triumfów Autorki, spotkasz się także, droga Czytelniczko, z dziesięcioma postaciami biblijnymi, które uległy przemianie – z Tabitą, królem Dawidem, św. Pawłem i innymi – i które uczą nas, że pomimo przytłaczających okoliczności, jedno pełne zaufania spotkanie z Chrystusem uruchamia łańcuch pięknych wydarzeń. Może ono ożywić nasze marzenia, wytyczyć życiowy cel i rozpalić nadzieję.
                                                                                     opis wydawcy

Kiedy kobieta ufa Bogu, dzieją się cuda to książka, którą skończyłam z bardzo mieszanymi uczuciami. Liczyłam na pozycję, która podniesie mnie na duchu, która sprawi, że za zaufanie spojrzę inaczej... Szkoda, że się zawiodłam... Zaczęłam czytać, wszystko super – świetne i mega lekkie pióro, wszystko wydawało się w porządku, czytało się naprawdę przyjemnie i szybko... Jednak przyszedł moment, w którym uświadomiłam sobie, ze tak w zasadzie jest to książka o niczym, kompletnie o niczym...Według opisu wydawcy – książka dla kobiet, która pomoże zaufać... No i razem z tytułem sugerują, że pozycja pokaże jak zaufanie Bogu może zdziałać cuda... No może i była namiastka tego, ale jednak ostatecznie bardzo się zawiodłam, bo zamiast konkretnych porad, wskazówek dostałam istną dozę wodolejstwa...  Brak dokładnej analizy kobiecych postaci z historii Kościoła... Takie pisanie o wszystkim i o niczym, a szkoda, bo książka obiecywała wiele...
Jezus nie przyszedł po to, by uwolnić cię od bólu istnienia, ale po to, by go przeżyć wraz z tobą, będąc w tobie obecnym.
Podsumowując Kiedy kobieta ufa Bogu, dzieją się cuda to pozycja która mnie zawiodła... Liczyłam na książkę, która podniosłaby mnie na duchu, która dałaby jakieś wskazówki... A zamiast tego dostałam sporo wodolejstwa, ponad trzysta stron o niczym, a szkoda, bo autorka z tym stylem i piórem mogłaby zdobyć naprawdę wiele... 

środa, 7 czerwca 2017

"Bliźnięta z lodu" S.K. Tremayne

Tytuł: Bliźnięta z lodu
Autor: S.K. Tremayne
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 336
Ocena: 5.5/6



Czasem wszystko jest zupełnie inne niż sobie wyobrażamy a czasem to, co uważaliśmy za rzeczywistość w ogóle nie istnieje.






Bliźnięta z lodu intrygowały mnie już od dawna i to z wielu powodów –  jednym z nich jest zafascynowanie psychologią, szczególnie owo tajemnicze połączenie między bliźniętami; innym zaś to, że lubię thrillery i literaturę z różnego rodzaju zagadkami. Kupiłam książkę, chwilę poczekała i w końcu się zabrałam za jej czytanie...

Głównymi bohaterami Bliźniąt z lodu jest rodzina Moorcroft – rodzice Angus i Sarah oraz ich córki bliźniaczki - Kirstie i Lydia. Problem leży w tym, że jedna z nich, imieniem Lydia, umarła nieszczęśliwie spadając z balkonu...Cała rodzina na różne sposoby próbuje się poskładać po stracie. Angus smutki popija alkoholem, zaś Sarah popada w głęboką depresję... Największy problem jest z Kristie... Dziewczynka uważa, że nie jest sobą, tylko swoją siostrą, a zamiast niej przeżyła Lydia... Czy przeprowadzka na malutką wysepkę Torran, którą Angus dostał w spadku pomoże rodzinie? Jak sobie poradzą ze swoimi problemami? Jak się pogodzą ze śmiercią jednego z członków rodziny?
(...) śmierć tych, których kochamy jest o wiele gorsza niż nasza własna i... tak, wszelka miłość jest formą samobójstwa, niszczysz samego siebie, poddajesz się, z własnej woli zabijasz coś w sobie, jeśli naprawdę kochasz.
Bliźnięta z lodu to pozycja z kategorii thrillera psychologicznego, co mnie szczególnie zaintrygowało, bo miałam już okazję zapoznać się z pozycjami z tego gatunku, a byłam ciekawa tego co zaoferuje tematyka związana z bliźniakami. No, a ostatnio coraz bardziej interesuję się psychologią... Lubię obserwować zachowania ludzi, także tych w książkach... Tutaj bohaterowie są ciekawi, szczególnie zaintrygowała mnie postać Angusa, który jest niezwykle barwny i zagadkowy. Pomysł na fabułę jest niezwykle ciekawy, a ponadto został wykorzystany wręcz w genialny, wciągający sposób. Jeszcze tematyka książki, która jest niezwykle ważna – strata bliskiej osoby, sposoby radzenia sobie z nią, zachowania bliźniaczek jednojajowych... No i wszystko napisane w dość dobry sposób, język łatwy do zrozumienia, ale nie prostacki, dobrze oddający klimat książki i wysepki Torran. Styl również odpowiedni, trzymający w napięciu, a wszystko razem tworzy spójną, wciągającą całość.
Więc może życie jest czymś w rodzaju moralnego upadku? Czysta, prawdziwie wierząca dusza dziecka z czasem ulega zepsuciu, zanieczyszczana przez całe lata…
Bliźnięta z lodu to książka, której lektura sprawiła mi wiele przyjemności (choć to trochę dziwnie brzmi przy takiej tematyce) i z ręką na sercu mogę ją polecić. A komu? Przede wszystkim każdemu, kto lubi napięcie w literaturze, a jednocześnie tym, którzy choć trochę interesują się psychologią. Myślę, że te grupy czytelników mogą być wysoce usatysfakcjonowane lekturą, a myślę, że chętnym rozpocząć przygodę z literaturą z dreszczykiem też może się spodobać. 

czwartek, 1 czerwca 2017

Potargowy stosik, czyli prezent na dzień dziecka;) (# 4/2017)


Szachownica flamandzka
Śmierć frajerom
Twardzielka
Sto imion
Polskie morderczynie
Wszystkie 5 kupione za 5 zł każda;)
na Targach Książki w Warszawie

Dom czwarty
Ostateczne rozliczenie
Siedem lat później
Ludzie w czasach Jezusa
kupione na Targach książki w Warszawie

Gone, Faza pierwsza - niepokój
Z akcji bookcrossingowej w pracy

Ogród zen
450 ściegów na drutach
z Targów książki;)

Moje wrażenia są tutaj;)
Choć może niektórych zaskoczyć;)

Co czytaliście z tych książek?


środa, 31 maja 2017

Hadzia w podróży - Warszawskie Targi Książki 2017


18-21 maja odbyły się Warszawskie Targi Książki, na które wybierałam się już od dawna. Przyklepałam sobie wolne w pracy, zarezerwowałam hotel i bilet do Warszawy... Początkowo miałam jechać na wszystkie 4 dni, później z powodów osobisto - zdrowotnych wyjechałam dopiero nad ranem w sobotę 20 maja. Po 5-godzinnej podróży spędzonej na drzemaniu po ciężkim tygodniu dojechałam do Warszawy na Młociny i od razu udałam się w stronę Stadionu Narodowego. 




Pod Stadionem stoi pomnik Kazimierza Górskiego wraz z jego cytatem
Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe.


Elżbieta Cherezińska
Miałam zamiar wybrać się na spotkanie z Szymonem Hołownią, ale okazało się, że w ostatniej chwili odwołał spotkanie... 


Na Targach pojawiło się wielu pisarzy...

Graham Masterton

Beata Pawlikowska 

Andrzej Maleszka
Andrzej Maleszka jest autorem serii Magiczne Drzewo, którą uwielbia mój 10-letni kuzyn, więc postanowiłam zrobić mu niespodziankę i zdobyć plakat z autografem.


Remigiusz Mróz

No i długaśne kolejki do niego...

Katarzyna Puzyńska i Charlotte Link opowiadały o zjawisku kobiecego kryminału...



Marta Fox

Był i czas na chwilę odpoczynku...


Miałam zostać na noc w hostelu i iść w niedzielę na kolejny dzień Targów... Jednak po kilku dniach ze średnią snu 3-4 godziny na dobę byłam wykończona... Samymi Targami byłam lekko zażenowana... Zauważyłam wiele lansowania się z serii "jaki jestem zajebisty, bo jestem pisarzem/blogerem". Były tłumy ludzi, a jak przyszło co do czego nawet nie było zapalić z kim pod Narodowym... Doszło do tego, że będąc już w Warszawie odwołałam nocleg w hostelu i przebookowałam sobie bilet na autobus powrotny do domu... Stąd tyle bagażu... Miało być wielu znajomych, a nie było z kim pogadać... 

A obserwując wielu moich znajomych - bloggerów uważa, że spotkanie jest warte przyjścia na nie tylko wtedy, gdy ktoś ma stos darmowych książek do rozdania. A żeby spotkać się na kawę/obiad/piwo/papierosa - to już niekoniecznie...


W zasadzie cieszę się, że tam byłam, choć jeszcze nie pozbyłam się jeszcze lekkiego smaku zażenowania...
Cieszę się, bo spotkałam się z koleżanką z liceum, z którą mieszkałyśmy przez rok w jednym pokoju w internacie. 
Cieszę się, bo kupiłam kilka książek (stosik niebawem;).
Cieszę się, bo doświadczyłam czegoś nowego.

Jak następnym razem będę się wybierać na jakiekolwiek Targi Książki to wyjeżdżam z kimś, nocuję z kimś i chodzę z kimś - generalnie zabieram ze sobą osobę do spędzania czasu. O ile się wybiorę...


A jakie Wy macie wrażenia? 
Czy ktoś też czuje zażenowanie?

niedziela, 28 maja 2017

"Sposób na (cholernie) szczęśliwe życie" Małgorzata Chmielewska, Piotr Żyłka, Błażej Strzelczyk

Tytuł: Sposób na (cholernie) szczęśliwe życie
Autor: Małgorzata Chmielewska, Piotr Żyłka, 
                         Błażej Strzelczyk 
Wydawnictwo: WAM
Ilość stron: 280
Ocena: 6/6



Prawdziwe szczęście to wolność wewnętrzna, która nie zagarnia drugiego człowieka. Miłość daje drugiemu człowiekowi wolność.






O siostrze Chmielewskiej usłyszałam po raz pierwszy już kilka lat temu, bodajże jakoś w okresie mojej szkoły średniej, ale jakoś się nie zagłębiałam w temat. Wiedziałam,  że ma adoptowane dziecko lub dzieci, że jest zakonnicą, która jest matką i mieszka z biedakami... No, dobrze, ale co dalej? Pewnego dnia zobaczyłam, że została wydana książka wywiad – rzeka z s. Małgorzatą pt. Sposób na (cholernie) szczęśliwe życie i od razu postanowiłam ją przeczytać, żeby dowiedzieć się trochę więcej o działalności tej niezwykłej kobiety. 
Czy może być normalnie i poważnie, gdy pod jednym dachem mieszka się z Arturem, krążącym podejrzliwie między nami i zabierającym ze stołu wszystko, co mu się tylko spodoba, od książek po zapalniczki? Czy może być poważnie w miejscu, gdzie podczas mszy leżący pod samym ołtarzem mops zaczyna przeraźliwie chrapać? Czy to takie normalne, że do niedzielnego obiadu siadają razem: zakonnica, alkoholik, syryjski uchodźca, autystyk, architekt, teolog i dziennikarz?
Siostra Małgorzata Chmielewska jest osobą dość rozpoznawalną, głównie z powodu tego, ze jest jednocześnie zakonnicą i... matką. Po szkole średniej rozpoczęła studia związane z naukami biologicznymi, dopiero potem zainteresowała się wiarą katolicką, ponieważ w jej domu brakowało katolickich wzorców. W pewnym momencie postanowiła wstąpić do klasztoru, a zastanawiając się już nad konkretnym myślała nad bernardynkami i Małymi Siostrami Jezusa, aż w końcu wstąpiła do Wspólnoty Chleb Życia, w której dzisiaj jest przełożoną. Dzisiaj na co dzień mieszka z biedakami, prowadzi noclegownie dla kobiet i mężczyzn, a ponadto wychowuje niepełnosprawnego adoptowanego syna. W tym wszystkim znalazła czas na spotkanie z Piotrem Żyłką i Błażejem Strzelczykiem, żeby z nimi porozmawiać. A w owej rozmowie z pełną prostotą i pokorą opowiada właśnie o swoim życiu, o prowadzeniu Domów, o synu, przedstawia swoje spojrzenie na świat, w bardzo charakterystyczny sposób. 
Największą tragedią i cierpieniem dla człowieka wcale nie jest głód, lecz poczucie, że go nikt nie kocha, że jest nikomu niepotrzebny, nikomu nie służy i jego życie nie ma sensu. 
Sposób na (cholernie) szczęśliwe życie to średnio obszerna książka w formie wywiadu – rzeki, w którym siostra Małgorzata w sposób zupełnie swobodny rozmawia z Piotrem Żyłką i Błażejem Strzelczykiem. W moim odczuciu pytania nie są zbyt nachalne – są zupełnie na miejscu, widać, że podczas pobytu mężczyzn w Domu wytworzyła się między całą trójką pewna zażyłość. Brakuje tutaj sztucznego podlizywania się, sztucznej kurtuazji, ale to bardzo dobrze. Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie, a czas z nią spędzony uważam zdecydowanie za udany. Cieszę się, że w ten sposób mogłam poznać siostrę Małgorzatę, jej sposób życia i myślenia. Cieszę się, że powstała taka pozycja, że zostały w niej podjęte takie, a nie inne tematy. 

Komu mogę polecić Sposób na (cholernie) szczęśliwe życie? Przede wszystkim osobom, które chcą poznać siostrę Małgorzatę, jej działalność, funkcjonowanie Domów Wspólnoty Chleb Życia, a także dla tych, którzy interesują się tematyką biedy, pomagania czy działalności charytatywnej, ale tak generalnie to każdy mógłby ją przeczytać, bo każdy znajdzie w niej coś dla siebie. 

niedziela, 14 maja 2017

"Grom i szkwał" Jacek Łukawski

Tytuł: Grom i szkwał
Autor: Jacek Łukawski
Cykl: Kraina martwej ziemi
Tom: drugi
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 400
Ocena: 4/6


Borutnik wyjrzał z wierzbowej dziupli. Powęszył chwilę, mrużąc ślepia, po czym zwinnie zsunął się po pniu. Zakląskał kilka razy, a gdy wśród paproci zamajaczyły drobne sylwetki, dobył zza łykowego pasa zaostrzony kieł i wskazał nim kierunek.



Grom i szkwał to drugi tom serii Kraina martwej ziemi autorstwa Jacka Łukawskiego, kolejna po debiutanckiej Krwi i stali, z którą miałam okazję się zapoznać. Czy żałuję? Jak wypadła kontynuacja? Co się wydarzyło dalej w królestwie Wondettel?

W huku gromów i przy wtórze szkwału ważą się losy królestw po obu stronach Martwej Ziemi.
Arthornowi udaje się uciec z zamku opanowanego przez zdrajców, lecz najgorsze dopiero przed nim. Wkrótce znów wyruszy ku Martwicy, tym razem bez przygotowania, drużyny i wbrew własnej woli. Jednocześnie stary Garhard stara się opanować sytuację w Wondettel. To zadanie tym trudniejsze, że lord Auriss nie powiedział jeszcze ostatniego słowa – podobnie jak wysłannicy sił potężniejszych, niż przeczuwają najwięksi mędrcy. Impas, jak się wydaje, może przełamać tylko obecność księżniczki Azure, która jednak przepadła bez wieści. Co zrobi Arthorn, gdy ją odnajdzie? Czy zdoła nakłonić ją do powrotu? Ile zdecyduje się poświęcić dla królestwa?
Mroczny cień Nife pochłania bezkresne stepy, czyha na sielskie Asnal Talath, sięga podziemnych Serc Dwargów i snuje się po pokładzie latającego okrętu. Wolno podąża ku granicy, za którą śpi niespokojne Wondettel.

                                                                      opis z okładki


Grom i szkwał to książka, z której jednoznaczną oceną mam niemały problem, to trzeba przyznać... Fakt, ciekawy klimat quasi-średniowiecznego fantasy, lekko przypominający mi atmosferę Zwiadowców. To lubię w książkach, zdecydowanie. Sam pomysł na fabułę jest naprawdę interesujący, ale z jego wykonaniem już trochę gorzej, bardziej nieudolnie niż w pierwszej części. Bohaterowie na szczęście nadal są utrzymani na odpowiednim poziomie, choć może kapkę niżej, zresztą jak cały świat Wondettel, który jest dość ciekawy. Całe szczęście akcja toczy się w miarę wielotorowo, przez co niedopracowanie w wykorzystaniu pomysłu na fabułę nie są tak widoczne.


Grom i szkwał jest pozycją, którą czytało i się dość szybko i przyjemnie, mimo pewnych niedociągnięć. Muszę przyznać, że była to ciekawa odskocznia od realnego świata, z którą mogłam się spokojnie odstresować. Czy sięgnę po kolejny tom, gdy ten wyjdzie? Myślę, że z chęcią. 

wtorek, 2 maja 2017

"Córka doskonała" Amanda Prowse

Tytuł: Córka doskonała
Autor: Amanda Prowse
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Ilość stron: 408
Ocena:3/6




(...) jak się kocha mocno, właśnie to trzeba zrobić - zostać bez względu na to, jak może być ciężko.









Od czasu do czasu lubię sięgnąć po jakąś lżejszą książkę, po coś typowo kobiecego. Tak dla odmiany i odpoczynku. No, a że ostatnio zupełnie zmieniają się relacje między mną a moją Mamą, więc między innymi dlatego postanowiłam sięgnąć po pozycję autorstwa Amandy Prowse zatytułowaną Córka doskonała. 

Żona. Matka. Córka. Tylko, co zrobić, kiedy ma się tego wszystkiego serdecznie dosyć? Jackie całym sercem kocha swoją rodzinę. Jasne, jej nastoletnie dzieci potrafią być rozkapryszone, a mężowi czasami przydałby się porządny kopniak… motywacji. Ach, i całodobowe usługiwanie matce z Alzheimerem to również nie jest bułka z masłem. Jackie poświęciła wiele, żeby jej dom stał się ostoją bezpieczeństwa i miłości. Jednak ciasna, acz urokliwa posiadłość z widokiem na morze już jej nie wystarcza. Największym pragnieniem Jackie jest, aby jej dzieci nie zmarnowały swojej przyszłości, tak jak niegdyś zrobiła to ona. Skoro Martha, jej najstarsza córka, dostała się na uniwersytet i spełnia marzenia, to jej poświęcenie chyba było czegoś warte… prawda?
                                                 opis z okładki

Córka doskonała to książka, po którą sięgnęłam naprawdę zaciekawiona tym, co może może mnie spotkać podczas jej lektury. Opis na okładce naprawdę mnie zaciekawił, więc zabrałam się za jej czytanie. Muszę przyznać, że pomysł na fabułę jest doprawdy ciekawy, nie powiem... Zaczęłam czytać i w pewnym momencie utknęłam, ale na szczęście nie na długo. Głównie z tego powodu, że początkowo nic się nie działo. Na szczęście jednak w pewnym momencie akcja się rozwinęła i potoczyła się szybciej. Bardzo spodobały mi się rozterki dojrzałej kobiety zajmującej się jednocześnie matką chorą na Alzheimera, no i oczywiście swoją rodziną – mężem i dwójką dorastających dzieci. Ponadto zaciekawiły mnie jej wątpliwości dotyczące tego, czy zrobiła dobrze rezygnując ze swoich marzeń o karierze. Sama Jacks jest postacią dość autentyczną, ale w moim odczuciu mogłaby pokazywać więcej emocji. A jej córka Martha – zupełnie dziwna postać... W ogóle mi nie podeszła...
Ciekawe, że są ludzie, których można znać całe lata i praktycznie ich nie dostrzegać, a są tacy, którzy pojawiają się na moment w naszym życiu i zostawiają ślad nie do wymazania. (…) Może to właśnie oni byli nam pisani, ci, którzy zniknęli. Tak się zastanawiam…
Córka doskonała to książka napisana dość lekko, jednak odniosłam wrażenie, że w sposób lekko toporny, taki zbyt prostacki. Język, jakim jest napisana pozostawia naprawdę wiele do życzenia – prosty, nieprzekazujący emocji, jakby w książce dla nastolatek, a nie dla kobiet już dorosłych, dojrzałych... Sam pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy, jednak w moim odczuciu marnie wykorzystany. W moim odczuciu mógłby by być wykorzystany zdecydowanie wiele lepiej, a sama mogłaby być o wiele bardziej naszpikowana emocjami, których tutaj zdecydowanie zabrakło (zwłaszcza, jak na ten typ literatury). No i trochę czegoś innego spodziewałam się po zakończeniu, które jest takie... dość przewidywalne... Ani zaskakujące, ani zbyt emocjonalne, takie nijakie... Zresztą chyba jak całą książka.
(...) życie trzeba sobie samemu poukładać. Nikt tego za ciebie nie zrobi. Trzeba je złapać za rogi i wskoczyć mu na grzbiet, bo inaczej całkiem cię stratuje. I robić wszystko, żeby było coraz lepiej.
Córka doskonała nie jest książką, która mnie powaliła na kolana, jak dla mnie zupełnie bez szału. Owszem, lekka i niewymagająca lektura, jednak w moim odczuciu brakuje w niej emocji... Może być dobra i interesująca jako odstresowanie, swoiste „odmóżdżenie”, ale do ambitnej lektury jej naprawdę daleko...


czwartek, 13 kwietnia 2017

Pourodzinowy stosik (#3/2017)

Niedawno miałam urodziny, więc z tej okazji nazbierało się trochę książek.
Niektóre sama sobie kupiłam, niektóre dostałam;)
takie prezenty to lubię;)



W proch się obrócisz
zakup w Dedalisie

Wieża Milczenia
prezent urodzinowy

Słowik
Łaskun
Jego portret
Czekam na Was, ale się nie śpieszcie
zakupy z Arosa

Córka doskonała
egzemplarz recenzencki

Malowany człowiek I
Malowany człowiek II
pożyczona od koleżanki

Wojny żywiołów. Przebudzenie ziemi: udręczeni
egzemplarz recenzencki

Najdłuższa noc
zakup z Biedronki

Wszystkie prowadzą do Mekki
Partytura śmierci
Letarg
Ostatni rycerz
zakup z Dedalusa

Ja z owych książek jestem bardzo zadowolona <3


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

"Okularnik" Katarzyna Bonda


Tytuł: Okularnik
Autor: Katarzyna Bonda
Cykl: Cztery żywioły Saszy Załuskiej
Tom: drugi
Wydawnictwo: Muza
Czyta: Diana Giurow
Długość: 23 h 48 min
Ocena: 2,5/6







Katarzyna Bonda jest nazywana królową polskiego kryminału, więc jako miłośniczka tego rodzaju literackiego nie mogłam się z jej twórczością nie zapoznać. Za Okularnika zabrałam się praktycznie rzutem na taśmę. Zapoznałam się z Pochłaniaczem - pierwszą częścią Czterech Żywiołów, więc postanowiłam poznać dalsze losy Saszy Załuskiej. Włączyłam odtwarzacz i zaczełam słuchać tę część w interpretacji Diany Giurow. 
Małe miasteczko na skraju Puszczy Białowieskiej skrywa wiele mrocznych tajemnic. Ściera się tu lokalna elita, polscy nacjonaliści oraz przedstawiciele białoruskiej mniejszości narodowej. Sasza Załuska przybywa do Hajnówki, aby spotkać się ze swoim dawnym partnerem i głównym podejrzanym w sprawie o kryptonimie "Czerwony Pająk". Łukasz Polak obecnie przebywa w prywatniej klinice psychiatrycznej. Na miejscu okazuje się jednak, że został zwolniony i nie wiadomo, gdzie jest obecnie. Próbując się z nim skontaktować, Sasza miesza się w sprawę porwania Iwony, byłej kibolki i nacjonalistki, młodej żony Piotra Bondaruka, właściciela lokalnego tartaku. „Pan młody” znany jest jako lokalny Sinobrody, bo zaginęła mu już trzecia kobieta, jest także zamieszany w ciemne interesy. Właścicielowi mercedesa-okularnika nie zdołano jednak nic udowodnić. Policja podejrzewa, że może mieć coś wspólnego z zaginięciem żony. Ciała jednak nie znaleziono, a skoro nie ma ciała, to nie ma i zbrodni. Czy Saszy uda się rozwiązać sprawę okularnika? Jaki związek ze sprawą ma Polak? Jakie sekrety kryją się w puszczy, w miejscu, gdzie różne narody walczą o swoją historię?
                                                                 Opis wydawcy
Zabierając się za Okularnika wiedziałam już, że będzie to arcydzieło, jednak i tak się na niej zawiodłam. O ile Sprawa Niny Frank mi się podobała, tak Pochłaniacz już nie rzucił mnie na kolana. W przypadku drugiej części Czterech Żywiołów Saszy Załuskiej o wiele bardziej jest rozbudowany wątki obyczajowe i mam wrażenie, że to jest tutaj minus. Fakt, ciekawie jest poczytać o polsko – białoruskich konfliktach, ale jednak co za dużo to nie zdrowo. W końcu to kryminał, a nie opowieść o zatargach na pograniczu, przynajmniej w domyśle. W moim odczuciu jest tutaj zdecydowanie zbyt mało intrygi, a akcja toczy się zbyt wolno, szczególnie, że jest to kryminał, a nie powieść obyczajowa. Sam zarys fabuły i pomysł na nią  - naprawdę ciekawy i intrygujący, a ponadto przyzwoicie wykorzystany. Autorka mogłaby nadać więcej dynamiki i mniej wątków obyczajowych. Do tego jeszcze Sasza Załuska wydaje mi się w tej części dość... roztrzepana i infantylna. Diana Giurow świetnie się sprawdziła w roli lektorki tej książki, przynajmniej moim zdaniem. 
Pamięć naszych przodków, historia, z której wyrośliśmy, która rzutuje na nasze dziedzictwo kulturowe, społeczne, a także nasze horyzonty myślowe, zawiera się w nas i jest niczym cień dla ciała. Nie da się od niej uciec, a wręcz powinno się ją znać, by lepiej rozumieć siebie i zapewnić spokój ducha swoim potomkom.
Okularnik to książka, która zdecydowanie mnie nie zachwyciła. Momentami naprawdę się nudziłam podczas słuchania jej, a akcja rozkręcała się naprawdę powoli. Poziom intrygi dość marny, mało kryminału w kryminale, no i łatwo idzie się domyślić co i jak. Generalnie szału nie ma, fajerwerków też nie, no i na kolana też nie rzuca. Katarzyna Bonda królową polskiego kryminału? Dla mnie zdecydowanie nie. 
Matka zawsze jej powtarzała, że kobieta ma w życiu tylko trzy ważne związki. Reszta to zwykle romanse i flirty, których szczegóły z czasem mieszają się w pamięci. Pierwszego mężczyznę bierze się z głupoty, drugiego z rozsądku, a trzeciego z miłości, ale to zwykle dopiero na jesieni życia.

piątek, 7 kwietnia 2017

Konkurs na 6 urodziny bloga


22 marca blog obchodził swoje 6 urodziny.
Natomiast 5 kwietnia ja miałam swoją 24 rocznicę urodzin. 
Z tej okazji postanowiłam zorganizować konkurs.
Zapraszam do udziału  <3

Do wygrania są 4 książki:
1. Misja Ambasadora - Trudi Canavan
2. Dziecko wspomnień - Steena Holmes
3. Wyzwanie. Szczeniaki. - Maria Vargas Llosa
4. Agencja Złamanych Serc - Irena Matuszkiewicz



Zasady konkursu
1. Konkurs trwa od 7.04 br. do 19.04.2017 do godz. 23:59
2. Konkurs tylko dla posiadaczy blogów
3. Napisać komentarz, w którym należy zawrzeć
- chęć zgłoszenia się
- adres e-mail
- numer książki, którą chciałbyś wygrać
- napisać dlaczego akurat Ty miałbyś ją wygrać
4. Na swoim blogu zamieścić baner konkursu
5. Zaobserwować mojego bloga
6. Czekać na wyniki, które będą do 3 dni od zakończenia konkursu

Zapraszam! 

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Hadzia w podróży - wiosenny wypad do Rzeszowa


Ostatnio miałam możliwość odwiedzenia koleżanki w Rzeszowie, a że nigdy tam nie byłam - postanowiłam się tam wybrać. Ze wschodniej Polski miałam okazję zobaczyć tylko Lublin, więc moje zwiedzanie rozszerzyło się o kolejne miasto. 

We wtorek wsiadłam w czerwony autokar, który zawiózł mnie bezpośrednio do Rzeszowa. 


Tego samego dnia spotkałam się z Kinią, która choruje na dziecięce porażenie mózgowe, oraz z jej mamą i wybrałyśmy się na spacer do pobliskiego parku papieskiego.






Droga Krzyżowa



Następny dzień - środa - zaczął się od wyjścia z Kingą na rehabilitację.




Później, po krótkim odpoczynku, wybrałyśmy się na spacer nad Wisłok.

Ja i Kinia

Tęczowy most


Po obiedzie wybrałyśmy się na spacer po Starówce, po mieście...

Dobre buty to podstawa;)

Pomnik przy Filharmoni Rzeszowskiej

Dawny Zamek Lubomirskich,
dzisiaj - sąd

Dawny Zamek Lubomirskich,
dzisiaj - sąd

Dawny Zamek Lubomirskich,
dzisiaj - sąd

Dawny Zamek Lubomirskich,
dzisiaj - sąd








  


Był i Rynek;)









Ja Rzeszów jeszcze kiedyś na pewno odwiedzę. 

Kto z Was jest z Rzeszowa?
Kto z Was był w tym mieście?
Jak Wam się podoba?