sobota, 26 grudnia 2015

Świąteczne odkrycia muzyczne ;) (HOM #5/2015)

 

Hadzinych odkryć muzycznych dawno nie było;)
Nazbierało się trochę piosenek, zwłaszcza tych okołoświątecznych;)
Zapraszam więc do słuchania;)


 

Kolęda dla nieobecnych
Zbigniew Preisner, Beata Rybotycka 

Tę piosenkę znam od wielu, wielu lat, ale dopiero w tym roku stała mi się jakoś wyjątkowo bliska, jako kolęda niosąca nadzieję;)


 

Hymn
Luxtorpeda

Luxtorpedę odkryłam już jakiś czas temu, o czym mogliście się przekonać w poprzednich Hadzinych odkryciach muzycznych. Ich Hymn dodaje mi kopa i bardzo mnie podnosi na duchu.

Trza spalać granice starań i przekraczać słabości ciała
W każdym moim zwycięstwie jest pot i krew poświęceń,
Chcę ubrudzić ręce, by wybudować szczęście,
Ubrudzić ręce, by wybudować szczęście...



.
 
Mówi mądrość (i Ty sam)
SDM 

Urzekła mnie ta piosenka.
Najpierw poznałam piosenkę Dopóki bolisz, a później była ta.
Ale jest naprawdę boska <3


 

Mary, Did You Know? 
Pentatonix

Pentatonix to moje odkrycie ostatnich dni.
Najpierw usłyszałam polską przeróbkę tej piosenki, później trafiłam na to i słucham teraz co najmniej 3 razy dziennie.  Jest boska! 


 
Carol of the Bells 
Pentatonix 

Ta piosenka (kolęda?) wprowadza mnie w bardzo świąteczny nastrój.
A ich śpiew a cappella - cud, miód, malina <3
Urzeka mnie ich śpiew, każdego z nich z osobna, a w szczególności
Mitcha, który jest kontratenorem. Razem daje to efekt powalający <3
Szczerze polecam!

piątek, 25 grudnia 2015

"Maminsynek" Natasza Socha

Tytuł: Maminsynek
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Filia
Ocena: 5,5/6



Kobiety mają jednak dziwną tendencję do nieakceptowania innego zdania niż ich własne. Potrafią tak skutecznie nękać ofiarę, aż ta w końcu ulegnie, ale nawet wtedy nie są do końca zadowolone i na wszelki wypadek wietrzą postęp.






Maminsynek... Iluż ja takich facetów poznałam w swoim życiu! Muszę przyznać, że nawet chyba zbyt wielu... Często też próbowałam ich zrozumieć... Dlatego właśnie między innymi z tego powody, ale także zaintrygowana tytułem oraz pochlebnymi opiniami dotyczącymi twórczości Nataszy Sochy zabrałam się za książkę jej autorstwa pt. Maminsynek.
Zasadnicza różnica między damską a męską przyjaźnią polega bowiem na potrzebie działania. Kobiety głównie rozmawiają, dyskutują i plotkują bez końca na wszystkie tematy świata. Mężczyźni spotykają się, by wspólnie coś zrobić-naprawić samochód, upolować łosia lub na przykład dorwać zdrajcę i porządnie przetrzepać mu tyłek.
Maminsynek to książka podzielona na dwie części. W pierwszej z nich narratorem jest tytułowy maminsynek – Leander, który prowadzi sielankowe życie mieszkając tylko z Matką, która kocha syna miłością wielką i bezgraniczną. Jest to doprawdy miłość ogromna i obustronna. Tutaj Leander przedstawia swoje dzieciństwo, a także fascynacje innymi kobietami i relacje z nim. To w tej części opisuje on jaka powinna być jego partnerka idealna – przede wszystkim nie ma prawa krytykować Matki, z którą mieszka mając 35-lat... Druga część jest napisana z perspektywy Amelii – dziewczyny Leandra. Dla niej naturalne jest to, że mieszka „na swoim”, żyje na własny rachunek, bez dyktanda rodziców, więc dlatego jest tak mocno jest zszokowana relacjami jej ukochanego z Matką. Próbuje to zrozumieć, zdobyć jej akceptację... Czy jej się uda? Czy przetrwa próbę czasu? Czy Leander będzie w stanie poświęcić się dla Amelii?
Matka Leandra wbiła we mnie spojrzenie, aż rozbolała mnie trzustka. Jej źrenice zrobiły się nienaturalnie wielkie, a długie palce postukiwały o filiżankę z kawą. Wwiercała się tak jeszcze z dziesięć minut, szczegółowo penetrując wszelkie zakątki mojego ciała, które mogłyby zdyskredytować mnie w jej oczach. Nierówne nerki? Koślawe serce? Zbyt zwinięte jelito cienkie? Zrozumiałam, że idealna kobieta, która mogłaby zaopiekować się jej synem, nie istnieje. Problemu nie stanowią trzy nowe pryszcze, które próbowałam ukryć pod pudrem, tylko ja sama. Ogólnie. Ja jako ja.
Natasza Socha
Maminsynek zdecydowanie nie należy do łatwych książek. To jedna z tych, dzięki którym jadąc na zajęcia tramwajem przegapiłam przystanek na jakim miałam wysiąść. Wstrząsnęła mną... Tak, to dobre określenie... Jak już wspomniałam znam dość wielu maminsynków (oczywiście żaden z nich się do tego nie przyznaje), jednak mimo tego ta powieść mnie zszokowała i wstrząsnęła do głębi, choć doskonale wiem, że wizja w książce jest ciut przerysowana. Owa wielka (choć nie do końca zdrową) miłość pomiędzy Leandrem i jego Matką jest naprawdę zadziwiająca... Jestem także zszokowana brakiem jakiejkolwiek chęci usamodzielnienia się, odcięcia od Matki... Rozumiem, że są sytuacje losowe, kiedy nie zawsze od razu można się usamodzielnić, ale bez przesady. Jestem zszokowana tym, że tacy mężczyźni istnieją naprawdę, a nie tylko w literaturze... Co prawda żaden z bohaterów nie przypadł mi jakoś szczególnie do gustu, to jednak najbardziej chyba polubiłam Amelię (choć i tak nie do końca)...

Natasza Socha w Maminsynku tryska humorem, choć książka zmusza do wielu przemyśleń... Głównie z tego powodu, że wydaje się być wysoce prawdopodobna do odzwierciedlenia w rzeczywistości. Maminsynka polecam nie tylko kobietom, które poszukują partnerów na całe życie, ale także tym, które już znalazły (albo wydaje im się, że znalazły), żeby przez pewne sito popatrzeć na swoich przyszłych lub aktualnych mężczyzn. Polecam ją także mężczyznom jako punkt odniesienia do tego, na ile zdrowe są ich relacje z matkami. Maminsynek naprawdę mną wstrząsnął i z pewnością na długo zapadnie w mojej pamięci, jednocześnie z naprawdę wielką ochotą sięgnę po inne książki Nataszy Sochy...



A na koniec idealny cytat na odzwierciedlenie relacji Leandra i jego Matki

- Przepraszam, że dzwonię o tej porze, ale wieje halny i coś się ze mną dzieje - wyszeptała kiedyś moja Matka do słuchawki, a ja poczułem dreszcze. Miałem wprawdzie nocować u Lary, ale przecież nie w tej sytuacji!
- Masz zawroty głowy? - spytałem natychmiast.
- Jestem jakaś rozkojarzona i mam stany lękowe. Ale wystarczy mi, że z tobą porozmawiam, nie musisz przyjeżdżać.
Byłem u niej pół godziny później, mimo, że Lara znacząco popukała się w czoło i spytała, czy na Matkę wpływa również pełnia księżyca, przypływy oraz odpływy Morza Północnego, a także odlot ptaków do ciepłych krajów.

środa, 23 grudnia 2015

"Ekspozycja" Remigiusz Mróz

Tytuł: Ekspozycja
Autor: Remigiusz Mróz
Cykl: Trylogia z komisarzem Forstem
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Filia
Ocena: 6/6




Jego ojciec mawiał, że migrena jest jak piła łańcuchowa, która rżnie człowiekowi mózg tuż za oczami.





O twórczości Remigiusza Mroza dowiedziałam się jakiś czas temu czytając pochlebną recenzję którejś z jego książek. Później natrafiałam na kolejne i kolejne pozytywne opinie, dlatego podczas pewnej wizyty w kluczborskiej księgarni postanowiłam zainwestować w kryminał jego autorstwa pt. Ekspozycja.

Krzyż na Giewoncie to jeden z najbardziej rozpoznawalnych znaków polskich Tatr i to właśnie na nim zostaje znaleziony trup... Co ciekawe wokół niego nie ma żadnych śladów, nic a nic... Jedyny trop to moneta znaleziona w gardle ofiary... Wiktor Forst rozpoczyna śledztwo na wysokości 1894 m.n.p.m., jednak na swojej drodze spotkała dziennikarkę Olgę Szrebską... To właśnie z nią zaczyna prowadzić śledztwo... Po czasie okazuje się, że były inne, podobne morderstwa... Do jakich wniosków dojdzie komisarz razem z dziennikarką? Jak będzie się rozwijała relacja? Co takiego stało się na Giewoncie? Co oznacza moneta znaleziona w gardle ofiary? Jakie ona ma znaczenie? Jak powiązane są te morderstwa? Czy komisarz z dziennikarką znajdą rozwiązanie tej sprawy? Czy Forst razem z Szrebską dojdą do sedna sprawy?

Podróż pociągiem z Ekspozycją ;)
Ekspozycja to książka za którą zabrałam się stosunkowo krótko po zakupie, nie znając w ogóle twórczości Remigiusza Mroza. Dopiero, kiedy zaczęłam ją czytać dowiedziałam się, że Remigiusz Mróz pochodzi z Opola – mojego miasta województwa. Ale akurat to jest średnio istotne;) Muszę przyznać, że Ekspozycja to pozycja, która naprawdę od razu mnie wciągnęła, od samego początku, od pierwszych stron... Pomysł na fabułę jest jest bardzo ciekawy, a przede wszystkim świetnie wykorzystany, wręcz wyciśnięty do ostatniej kropli... Dużo historycznych odniesień, wiele wątków, zwrotów akcji i także bardzo ciekawych, charakterystycznych i niesztampowych postaci – naprawdę genialne połączenie!!! Szczególnie polubiłam Wiktora Forsta, który spotyka się z córką swojego szefa, namiętnie żuje gumę cynamonową (jako substytut papierosów) i zmaga się z migrenami. Naprawdę ciekawa, barwna postać i już nie mogę się doczekać na kolejne spotkanie z nim w kontynuacji Ekspozycji. Świetnym dopełnieniem, a w zasadzie częścią są barwne i bardzo trafne dialogi, przy których nie raz się aż uśmiechnęłam,i to między innymi one sprawiły, że książkę przeczytałam dość szybko, rozczarowana tylko tym, że tak szybko się skończyło... Samo zakończenie tak mocno wbiło mnie w pociągowe siedzenie, że długo nie mogłam się pozbierać, wprawiając mnie w prawdziwy szok, niedowierzanie, pozostawiając prawdziwy niedosyt.

- Ktoś go rozpoznał? - zapytała z uśmiechem Szrebska.

- Jeśli liczba lajków pod odpowiedzią świadczy o jej prawdziwości, to jest to nie kto inny jak Nergal ćwiczący przed następnym koncertem.

Ekspozycja to książka, która naprawdę bardzo, bardzo, bardzo mi się spodobała. Muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej pozycji, tak dobrego kryminału... Jest napisana świetnym językiem, z genialnie poprowadzoną fabułą i jeszcze genialniejszym zakończeniem. Ekspozycja sprawiła, że jestem głodna twórczości Remigiusza Mroza i z chęcią sięgnę po kolejny tom z trylogii z komisarzem Forstem (mam nadzieję, że już niebawem), a także po inne jego książki. Polecam ją miłośnikom dobrego kryminału – na pewno się nie zawiedziecie. Wydaję mi się być to także dobra książka dla osób, które chcą rozpocząć swoją przygodę z tym rodzajem literackim, ale jak i z twórczością Remigiusza Mroza.

sobota, 12 grudnia 2015

" Alastors: Człowiek zza Słońca" Michał Cieczko

Tytuł: Alastors: Człowiek zza Słońca
Autor: Michał Cieczko
Wydawnictwo: Witanet
Ocena: 4/6


Nie zrozum mnie źle, ale uważam, że na tym świecie są rzeczy ważniejsze niż alastorzy – Aran milczał. - Podatki i śmierć. One są zawsze, a wy przychodzicie i odchodzicie. Wy jesteście nieregularnym cyklem, a podatki i śmierć są regularnym. Głównie interesuje mnie to pierwsze, ale śmierć też zaprząta mi głowę.






Lubię fantastykę, ale żeby się zabrać za jej lekturę muszę nabrać weny, muszę mieć na nią zdecydowaną ochotę, żeby wczuć się w ten zupełnie inny świat, zupełnie różnych postaci. Ostatnio miałam okazję zabrać się za debiutancką książkę polskiego autora Michała Cieszko pt. Alastors: Człowiek zza Słońca.

Opis wydawcy:
Według legend każde pokolenie w krainie zwanej Alasterią ma swojego alastora. Człowieka, który wychodzi przed szereg i ma przeznaczone by zmienić świat. Aran jest jednym z nich, chociaż nigdy się o to nie prosił. Nie chce być bohaterem, pragnie tylko wrócić do domu. Jest obcy, ale nie tylko dlatego, że jest alastorem. Jest Człowiekiem zza Słońca. Nie wie jednak jak trudna jest to droga, a wiele osób chce wykorzystać jego Dar. Na drodze alastora stają wielka polityka, istoty bez ciał i bezwzględni bogowie. Aran musi stawić im czoła oraz samemu sobie jeśli chce jeszcze zobaczyć dom. Dom, który widzi codziennie w nawiedzającym go śnie, który każe mu zniszczyć Słońce. To jego droga.

Alastors: Człowiek zza Słońca to niezbyt obszerna książka, która od samego początku mnie ona bardzo intrygowała, więc zabrałam się za jej lekturę nie czekając zbytnio na moją ochotę czytania fantastyki. Początkowo trochę ciężko było mi się wbić do tego świata, do świata Alastora, jednak po przebrnięciu początku poszło już o wiele lepiej. Sam pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy, pomysłowy i bardzo intrygujący. Jednak jest to książka, która jest napisana dość prostym językiem, momentami niezbyt literackim, czasami aż nazbyt prostym... No, ale z racji tego, że jest to debiut literacki – jestem wyrozumiała. Fakt, nawet jak na debiut mogłaby być ciut lepsza, zwłaszcza, że po pewnym czasie od przeczytania sama książka średnio zapada w pamięć... Jednak czyta się dość przyjemnie, więc nie jest źle;)

Gdy patrzę na mrówki wiem, że każda z nich ma swoje zadanie. Każda pracuje dla dobra mrowiska i zna swoje miejsce. Nie musi myśleć o przyszłości, bo wie, co będzie robić jutro. Ale gdy patrzę na ludzi, to już nie mam takiego odczucia. Nikt z nich nie wie, co będzie robić jutro, nie ma dla siebie celu. Do niczego nie dążą.

Alastors: Człowiek zza Słońca to książka całkiem niezła jak na debiut, średnio zapada w pamięć, ale czyta się ją szybko i można z nią spędzić miło czas. Jestem ciekawa jak autor rozwinie się w pisaniu i jakie będzie miał pomysły na następne książki. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Witanet.
http://www.witanet.net/

czwartek, 10 grudnia 2015

Stosik grudniowo - przedświateczny (# 11/2015)

Ostatnio miałam bardzo dziwny czas. 
Naprawdę bardzo dziwny czas.
Najpierw moja torebka z  portfelem, wszystkimi dokumentami, okularami i telefonem zaginęła w akcji, tak więc miałam dużo załatwiania nowych dokumentów, nowego telefonu, karty... Teraz przyszedł czas na wyrobienie nowych okularów;) Najwyższy czas, bo na wykładach niewiele widzę;)
Do tego kila dni później zalałam sobie colą komputer, stąd moja tak długa nieobecność na blogu. Praktycznie wszystko co miałam załatwić - załatwiłam. Tak, więc wracam do blogowego życia.

W końcu przyszedł na stosy ;)
Oto one:



Stosik nr 1 - biblioteczny

Umarli nie tańczą
Z kluczborskiej biblioteki

Bulimia emocjonalna
Amore 14
Zaklęcie dla Cameron
Z biblioteki wrocławskiej


Stosik nr 2- potargowy

Porady życiowe Ojca Pio
Pogromca lwów
Nałóg jedzenia
Bliźnięta z lodu
Moje życie w bliskości Ojca Pio  
upolowane na Wrocławskich Targach Dobrych Książek
Choć nie miałam w planach nic kupować;)

Taaa..
Książkocholizm taak bardzo;)


Znacie, któreś z tych książek?
Czytaliście któreś?
Od czego polecacie zacząć?

Jeżeli ktoś jest zainteresowany - polecam śledzenie mojego profilu na Istagramie;)
https://www.instagram.com/asiahadzik/

sobota, 14 listopada 2015

"Warkocze. Przewodnik krok po kroku" Laura Arnesen, Marie Moesgaard






Tytuł: Warkocze. Przewodnik krok po kroku
Autor: Laura Arnesen, Marie Moesgaard
Wydawnictwo: Między Słowami
Ilość stron:  108
Ocena:







Warkocze uwielbiam od kiedy tylko pamiętam. Na początku plotła mi je Mama pod różnymi postaciami, w zależności od tego jakiej długości miałam wtedy włosy. Były te tradycyjne, dobierane, kłosy czy bardzo modne swego czasu cieniutkie warkoczyki ze wszystkich włosów na głowie. W międzyczasie sama nauczyłam się robienia warkoczy przy okazji przekazując tę sztukę młodszemu bratu. Teraz, gdy już jestem na studiach zobaczyłam książkę Warkocze. Przewodnik krok po kroku, w którejś z wrocławskich księgarni stwierdziłam, że muszę ją mieć, chociażby w celu usystematyzowania mojej warkoczowej wiedzy, a przy okazji z tej książki skorzystała także moja Mama, która też chętnie ćwiczy na mnie nowe sploty z tej książki.


Warkocze. Przewodnik krok po kroku to książka napisana przez dwie młode dziewczyny, które swoje warkoczowe inspiracje wrzucały na swoich profilach na portalach społecznościowych, aż w końcu postanowiły napisać książkę z instrukcjami krok po kroku. Dziewczyny pokazują różne rodzaje warkoczy – począwszy od najprostszych splotów, poprzez trochę trudniejsze, aż do skomplikowanych plecionych fryzur, a wśród nich są i takie na co dzień do szkoły, a także takie na bardziej uroczyste okazje…


Warkocze. Przewodnik krok po kroku jest napisana w naprawdę ciekawy i łatwy do zrozumienia opisując dokładnie co po kolei należy zrobić, żeby uzyskać dany efekt. Ważne dla mnie, jako wzrokowca, są także fotografie pokazujące poszczególne kroki i ruchy, a są one naprawdę piękne, obrazujące wszystko i bardzo pomocne. Nie ma w niej zbędnego tekstu, tak zwanego wodolejstwa, tylko po to, żeby zwiększyć ilość stron. Widać pasję, łatwość przekazania tego, jak wykonać dany splot. Niektóre fryzury przeznaczone są stricte dla długowłosych, choć ja z moimi włosami sięgającymi do połowy łopatek (więc są raczej średnie) potrafiłam wyczarować naprawdę sporo. 


Warkocze. Przewodnik krok po kroku jest świetnym poradnikiem i dla początkujących, jak i bardziej zaawansowanych miłośników warkoczy. Naprawdę wiele można się nauczyć… Skorzysta z niej i nastolatka, jak i dorosła, a także matka małych dam, które uwielbiają być czesane;) Naprawdę jest świetna i bardzo ją polecam;) 

niedziela, 8 listopada 2015

Potargowe stosisko, czyli bibliofil wuszczony na Krakowskie Targi Książki (#10/2015)

Tak, w końcu wybrałam się na Targi Książki!
Nie gdzie indziej jak do Krakowa!
Odbyły się one 22-25 października, więc już minęło już trochę, ale ileż się wydarzyło od tamtego czasu! Chociażby to, że mój laptop przeżył bliskie spotkanie trzeciego stopnia z napojem typu Cola. poza tym kolokwia i inne takie;) Ale mam nadzieję, że na dniach mój komputer wróci do życia;)

Czas na potargowe stosisko!


Szczury Wrocławia. Chaos
Toń
Kolekcjoner skór
Wylosowane na spotkaniu blogerów;)
Wierząc nie poddałem się nigdy
upolowana za 5 zł

Reputacja 
Bóg zawsze znajdzie Ci pracę
Dziewczyna z pociągu
Twarze depresji
Upolowane na stoisku Świata Książki.
Przyznaję, że Reputację sięgnęłam skuszona tym, że Pilipiuk akurat w tym czasie podpisywał książki;)

nie mogło się obyć bez zdjęcia z Pilipiukiem

Przypominam o wymiance;)


sobota, 7 listopada 2015

"Kamienie na szaniec" Aleksander Kamiński

Tytuł: Kamienie na szaniec
Autor: Aleksander Kamiński
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 240
Ocena: 6/6


 
Umiejętność znoszenia niepowodzeń jest wielką i ważną umiejętnością. Oczywiście jeśli towarzyszy jej zdolność i chęć do wyciągania nauki z porażek.


  



Kamienie na szaniec to lektura obowiązkowa w gimnazjum, a poza tym, któż nie słyszał o tej książce? Zwłaszcza po jej ekranizacji z 2014 roku z debiutującymi, młodymi aktorami w rolach głównych - Tomaszem Ziętekiem, Marcelem Sabatem oraz Kamilem Szeptyckim. Osobiście właśnie przeczytałam ją teraz po raz drugi – po raz pierwszy było to właśnie w czasie, kiedy była ona moją lekturą szkolną, aż w końcu przyszedł czas, żeby sobie ją odświeżyć.

Życie jest tylko wtedy coś warte i tylko wtedy daje radość, jeśli jest służbą. Formy służby mogą być zmienne i ciągle dostosowywane do potrzeb życia.

Trójka przyjaciół wiernych sobie oraz oddanych Ojczyźnie – Rudy (Jan Bytnar), Alek (Maciej Aleksy Dawidowski) i Zośka (Tadeusz Zawadzki). Kiedy we wrześniu 1939 roku wybucha wojna oni są młodzi, silni i pełni nadziei… To właśnie w tym czasie całe ich życie tak bardzo się zmieniło. Jednak oni wciąż pozostali wierni  wyznawanym przez siebie zasadom i ideałom sprzeciwiając się wrogowi i służąc Ojczyźnie… Zresztą tę historię kojarzy chyba każdy – chociaż z opowieści, streszczeń czy lekcji…

Życie byłoby nędzne i zawstydzające (...) gdybyśmy skupiali się tylko na przygotowaniu do zadań jutra, a nie brali udziału w walce już dziś. Ale życie byłoby głupie i bezsensowne, gdybyśmy żyli tylko walką dzisiejszą, a nie przygotowywali się do jutra.

Kamienie na szaniec to tak jakby połączenie kilku połączenie kilku pamiętników i wielu wspomnień w jednej książce… Napisana jest żywym językiem, oddającym uczucia, emocje i ideały, jakimi żyli bohaterowie… Dużo się w niej dzieje, zresztą jak to na wojnie – bardzo dobrze można wyczuć tamtą atmosferę, ich napięcie, atmosferę walki… Aleksander Kamiński bardzo dobrze przedstawił nie tylko wojnę, bohaterską postawę Rudego, Alka i Zośki, ale także ich determinację, poświęcenie, to czym dla nich była miłość, przyjaźń, Ojczyzna…  Fabuła tej książki jest dość dynamiczna, choć były momenty, kiedy jej lektura mi się dłużyła, zwłaszcza, kiedy czytałam ją po raz pierwszy, za drugim razem tych momentów już tyle nie było – praktycznie w ogóle ich nie było.

Kończy się w tym miejscu opowieść, choć walka toczy się dalej. Nieubłagana sprawiedliwość powoli, lecz nieodwołalnie zbliża karzącą dłoń ku gardłom zbrodniarzy świata. We krwi i męce tworzenia rodzi się polski świat Jutra, zamglony chaosem chwili. Walka trwa. Trzeba przerwać tę opowieść. Opowieść o wspaniałych ideałach BRATERSTWA i SŁUŻBY, o ludziach, którzy potrafią pięknie umierać i PIĘKNIE ŻYĆ.

Kamienie na szaniec to pozycja, do której moim zdaniem trzeba dojrzeć, ale zdecydowanie polecam ją każdemu w miarę rozgarniętemu, z w miarę średnią dojrzałością. Osobiście uważam, że powinien przeczytać każdy Polak, żeby poznać historię walecznej trójki przyjaciół, a przede wszystkim historię Polski z trochę innej perspektywy niż szkolny podręcznik. Rudy Alek i Zośka to wspaniali młodzi ludzie (przecież ja jestem w ich wieku!!!), którzy okazali swoją wielką odwagę i patriotyzm… Naprawdę warto przeczytać i być dumnym z historii naszej Ojczyzny.



Od lewej:
-Jan Bytnar (6 maja 1921- 30 marca 1943)- RUDY
-Maciej Aleksy Dawidowski (3 listopada 1920- 30 marca 1943)- ALEK
-Tadeusz Zawadzki (24 stycznia 1921- 20 sierpnia 1943)- ZOŚKA

Patriotyzm nie polega na przekrzykiwaniu się kto Polskę bardziej kocha. Rzecz w tym , aby po cichu, z zaciętymi zębami, nieco pochylonym karkiem, ale z podniesioną głową żyć w niej i nie uciekać.



sobota, 24 października 2015

"Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość" ks.Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka.

Tytuł: Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość
Autor: Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka
Wydawnictwo: WAM
Ilość stron: 248
Ocena: 5,5/6



Powtarzam jak mantrę: w sprawach zasadniczych - jedność, w drugorzędnych - wolność, a nad wszystkim – miłosierdzie.





Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość to pozycja, którą najpierw zobaczyłam wśród książek mojej Mamy, później usłyszałam od niej od koleżanki. W końcu stwierdziłam, że przyszedł czas i na mnie, więc zgarnęłam ją z maminej półki i zabrałam się za czytanie, choć nie miałam pojęcia o czym jest ta książka i kim jest ks. Jan Kaczkowski. Wiedziałam tylko tyle, że on sam nazywa siebie nazywa onkocelebrytą... W swoim wywiadzie z Piotrem Żyłką opowiada swoją historię, która miałam właśnie okazję przeczytać.

Posłuszeństwo (...) nie zwalnia ani przełożonego, ani podwładnego z myślenia i z wartościowania moralnego. Nikt nikomu przez posłuszeństwo nie odebrał władzy krytycznego rozumu.

Rak, który dotknął młodego księdza to dla niego wielki szok. I tak ledwie go dopuścili go do święceń. Głównie z powodu ogromnej wady wzroku oraz swoich różnych chorób. Mimo wszystko, mimo kłód rzucanych pod nogi został księdzem, mimo problemów z przełożonymi w końcu nim został. Mimo problemów zdrowotnych zdobył siły, żeby otworzyć Puckie hospicjum po wezwaniem św. Ojca Pio, a także zbierać środki na jego budowę oraz utrzymanie. W międzyczasie , na domiar złego pewnego dnia dowiedział się, że choruje na raka, a konkretnie dopadł go wielopostaciowy glejak czwartego stopnia. W rozmowie z Piotrem Żyłką opowiada o swojej młodości, problemach w seminarium, swojej chorobie, budowie hospicjum....

Skoro w najważniejszym dla was, katolików, momencie, kiedy Bóg zstępuje na ziemię, nie jesteście w stanie nawet uklęknąć, to czemu się dziwić, że ci sami katolicy po wyjściu z kościoła nienawidzą się i kradną.

Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość to książka, która wywarła na mnie naprawdę spore wrażenie. Przede wszystkim szczerością. Jednocześnie pytaniami Piotra Żyłki, który nie boi się tematów tabu, a także księdza Jana Kaczkowskiego, który bez skrępowania opowiada o swoich przeżyciach, swojej historii powołania oraz choroby. Ksiądz Jan nie boi się drażliwych tematów – opowiada o raku, powołaniu, in vitro, wpadkach popełnianych przez kapłanów. Zdecydowanie jest to rozmowa o wszystkim, rozmowa bez tabu... A sam ksiądz Jan jest osobą bardzo ciepłą, niezwykle mądrą, a także nader inteligentną osobą, która nie boi mówić się o swojej chorobie, o problemach, o tabu...

O cud można się modlić, ale cudu nie należy się spodziewać. One nie dzieją się na zawołanie ni nie można ich na Panu Bogu wymusić.

Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość to książka, która zdecydowanie do mnie przemówiła. Przede wszystkim swoją bezpośredniością, tematami podejmowanymi przez autorów... Dużo jest rozmów o rodzinie, przeszłości, seminarium oraz puckim hospicjum... Wszystko w duchu pokory i posłuszeństwa Kościołowi, ale jednocześnie z nieskrywaną odwagą i dystansem... Co prawda oczekiwałam większej ilości rozmów o wierze i chorobie, ale jednak i tak mnie ta książka zadowoliła. Ba! Nawet więcej niż zadowoliła. Jestem nią zafascynowana! Humorem ks. Kaczkowskiego, jego podejściem do Kościoła, wiary i choroby. Jego osobowością, charakterem, siłą...


Chrześcijaństwo nie jest religią cierpiętników. Bóg zbawił świat przez własne cierpienie. On, wielki Bóg w człowieczym ciele, wziął na siebie całe cierpienie świata. Ale naprawdę: Bóg nie potrzebuje naszego bólu, żeby jeszcze doskonalej zbawić świat. Dobrze wiemy, że wystarczyłaby jedna kropla krwi Chrystusowej, żeby cały świat był zbawiony. Świat już jest odkupiony i zbawiony!


Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość to książka, którą pochłonęłam naprawdę szybko i jestem z tej lektury naprawdę zadowolona. W swoim życiu nie czytałam zbyt wielu wywiadów - rzek, jednak zdecydowanie ją polecam. Nie tylko osobom wierzącym, ale także osobom, dla których religia jest obojętna, ale ciekawi ich tematyka raka, choroby, a także postrzegania Kościoła przez kapłana. Teraz czas zacząć na polowanie drugi wywiad – rzekę z ks. Kaczkowskim pt. Szału nie ma, jest rak.

Bo jeżeli drugą osobę kocham miłością prawdziwą, nieegoistyczną i utylitarną i w pierwszej kolejności zależy mi na jej dobru, to nie jestem w stanie wyrządzić jej krzywdy i rzeczywiście w tej miłości można robić, co się chce. Wówczas nigdy tym drugim nie pogardzimy, nie potraktujemy go przedmiotowo.

piątek, 23 października 2015

Bożonarodzeniowa wymianka u Hadzi - edycja 2015



ZASADY:
1.Zabawa tylko dla posiadaczy blogów.

2.Zapisy trwają do 16 listopada 2015 roku do 23:59

3.Zobowiązuje się do wysłania maili z informacją do kogo wysłać pamiątkę w ciągu 3 dni od końca zapisów.

4.Wiadomość ze zgłoszeniem
adres mailowy: hadziczka13@wp.pl
tytuł: własny nick!!!
treść: wypełniona ankietka i wyrażenie zgody na przestrzeganie zasad zabawy.
+ informacja o zamieszczonym banerze (patrz pkt.6)

Tylko osoby, które spełnią te warunki będą mogły wziąć w niej udział, a ja zastrzegam sobie prawo do odmowy komuś udziału w zabawie.

5.Przesyłki wysyłamy NAJPÓŹNIEJ do 30 listopada 2015 roku
(żeby paczki spokojnie dotarły na Boże Narodzenie;)

6. Wymagane jest dodanie informacji o wymiance na swoim blogu (baner)

7.Przesyłka musi być wysłana przesyłką na koszt wysyłającego z potwierdzeniem nadania (list polecony, paczka itp.), a skan/zdjęcie owego nadania ma być wysłany na mojego maila.

8. Przesyłka powinna zawierać :
~oczywiście książkę lub książki, które nie muszą być nowe, lecz zadbane;) oczywiście wg preferencji na ankietce;)
~typowo świąteczny akcent – ozdóbkę, zakładkę, czekoladowy mikołaj - cokolwiek co kojarzy się z Bożym Narodzenim;)
~jakieś umilacze czytania – słodycze, herbatki czy inne tego typu rzeczy;)
~list lub jakąś króciutka wiadomość;) najlepiej świąteczną kartkę;)

9.Po otrzymaniu przesyłki poinformować o tym organizatora zabawy, czyli mnie oraz osobę, która przygotowała paczkę. Miło będzie jeżeli dodasz także jakąś informację o przesyłce na swoim blogu;)

10. Dodać mojego bloga do obserwowanych, polubić na fb, czy jakkolwiek śledzić, żeby móc monitorować losy wymianki;)

Ankieta:
a)Nick lub Imię i nazwisko – to co jest nazwą Waszego profilu
b) adres korespondencyjny
c) adres bloga
d) Preferencje książkowe - najlepiej dość dokładnie, z podaniem swoich ulubionych autorów i tych, których omijacie z daleka.
f) link do konta Lubimy czytać, bądź innego tego typu portalu
g) czy zgadzasz się wysłać przesyłkę za granicę?

środa, 14 października 2015

Mały stosik na początek roku akademickiego (# 9/2015)

Zaczął się rok akademicki, więc trzeba sobie ten fakt osłodzić, a cóż lepszego jest od książek?;)



Alkohol, prochy i ja
Solaris
Z milczącej planety
Teraz trudno mnie zranić
w krzywym zwierciadle bulimii
Z biblioteki miejskiej we Wrocławiu

Tylko dla kobiet. 
Przewodnik po tym, co kryje się w duszy mężczyzny
prezent bez okazji od mamy

Arena szczurów
Warkocze
kupione w pewnej klimatycznej księgarni

Czytaliście coś?
Macie na cos chrapkę?

Kto z Was wybiera się na targi książki w Krakowie?

wtorek, 6 października 2015

"Christiane F. Życie mimo wszystko" Christiane Felscherinow

Tytuł: Christiane F. Życie mimo wszystko
Autor: Christiane Felscherinow
Wydawnictwo: Wydawnictwo Iskry
Ocena: 4/6


Dziś nawet domorośli psychologowie wiedzą, że dzieci, które najbardziej dokazują w klasie  i zmyślają najbardziej niewiarygodne historie, w gruncie rzeczy szukają pieszczoty i kogoś, kto naprawdę zainteresuje się tym, co im się przydarza. Niestety większość nauczycieli tego nie rozumie.





Historię Christiane F. poznałam już jakiś czas temu w książce pt. My, dzieci z dworca ZOO. Zresztą któż nie czytał tej książki? Chyba każdy miał z nią kontakt… 35 lat później ukazała się jej opowieść dotycząca kolejnych jej losów, z którą miałam przyjemność się zapoznać, a nosi ona tytuł Christiane F. Życie mimo wszystko.

My, dzieci z dworca ZOO zakończyła się w sposób otwarty i niedopowiedziany, przez co byłam naprawdę niezmiernie ciekawa co takiego nadal się działo z kobietą… Czy wyszła z uzależnienia? Jak ułożyło się jej życie? Tak naprawdę Życie mimo wszystko to jest jej opowieść o sile przetrwania, o sile walki, o wzlotach i upadkach….  O relacjach z synem, o dorosłości, o piętnie narkotyków… Jak to wszystko wygląda?

Książki to dla mnie rodzaj autoterapii. W wyobraźni jestem wolna, nie ma tam żadnych ograniczeń ani obowiązków, mogę robić, co chcę, i pozwalać innym na to samo, nikomu nie sprawiam zawodu. To mi dobrze robi. Faktycznie uważam, że ciało ma się dobrze, kiedy dusza jest zdrowa, i na odwrót. Lektura mi pomaga. Ale to przyjemne uczucie znika, gdy tylko historia się skończy. Wtedy cała moja mizeria wychodzi na pierwszy plan.
Zupełnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po książce Christiane F. Życie mimo wszystko, naprawdę… Nie wiedziałam czy trafię na kolejne narkotyczne ekscesy czy na poukładane, poważne życie… Zaczęłam ją czytać pełna niepewności i ciekawości… Muszę przyznać, że zupełnie nie tak sobie wyobrażałam. Jest to książka zdecydowanie mocna, będąca przestrogą dla wszystkich uważających, że narkotyki to tylko niewinna zabawa. Książka mądra, poruszająca oraz wciągająca. Napisana w sposób naprawdę fascynujący, przekonujący, choć wywołuje mniej emocji, aniżeli My, dzieci z dworca ZOO, jednak wciąż ma ich w sobie wiele… Książka nie jest obszerna, ale niesie ze sobą dużą dawkę emocji, przemyśleń, przekazanych doświadczeń autorki.a... Moim zdaniem właśnie tego typu pozycje powinny być lekturami obowiązkowymi w szkołach. Jednak szkoda, że nie są… Napisana językiem prostym, takim mówionym – w końcu tak właśnie powstawała - podczas rozmowy. Muzę przyznać, że taki sposób bardzo pasuje do tego typu książki.
Niestety większość nie zna żadnego umiaru, Bo nigdy ich nie nauczono reguł zachowania. Najczęściej mieli zawsze czegoś za dużo albo zdecydowanie za mało: za mało uwagi matki, za dużo fizycznej bliskości ze strony przybranego ojca, za mały dystansu w stosunku do problemów rodziców, zbyt wiele wewnętrznej pustki; za dużo złych przykładów, za mało okazji, żeby się z tego wydostać; za mało pieniędzy, żeby bawić się z innymi dziećmi na letnim obozie albo, przeciwnie, za dużo kasy co sprawiło, że musieli się zbuntować i uwolnić od tego wszystkiego.
Muszę przyznać, że po Życie mimo wszystko sięgnęłam głównie z sentymentu do My, dzieci z dworca ZOO. Choć w porównaniu z nią ta wypada gorzej, jednak nie zmienia to faktu, że jest to książka mocna i poruszająca. Zdecydowanie warta przeczytania!!!

niedziela, 27 września 2015

"Domofon" Zygmunt Miłoszewski

Tytuł: Domofon
Autor: Zygmunt Miłoszewski
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 333
Ocena: 5/6



Ludziom miesza się rzeczywistość z wyobraźnią. Wstydzą się tego, o czym pomyśleli, są dumni z rzeczy, których nie zrobili, kochają tych, których nie znają, i nienawidzą tych, o których tylko słyszeli.





Zygmunt Miłoszewski to autor, o którym zrobiło się szczególnie głośno dzięki cyklowi z prokuratorem Teodorem Szackim w roli głównej i to właśnie głównie z tym cyklem jest kojarzony. W swoim dorobku ma jednak także horror osadzony w polskich realiach pod tytułem Domofon, którą niedawno skończyłam czytać.

Warszawa, dokładniej Bródno i jeden z bloków na tym osiedlu. To właśnie do niego wprowadza się Agnieszka i Robert – młode małżeństwo, które w stolicy pragnie rozpocząć nowe życie. Jednak od samego początku zaczynają się tam dziać dziwne rzeczy – zaczyna się drastycznie od trupa w windzie. Później jest jeszcze bardziej straszniej– wszystkich mieszkańców dręczą koszmary, połowa mieszkań stoi pusta, a wszystkie możliwości wyjścia przez drzwi czy okna zostaje w tajemniczy sposób zostaje zablokowana uniemożliwiając mieszkańcom wyjście z bloku. Co takiego tam się dzieje? Dlaczego dzieją się tam tak dziwne rzeczy? Dlaczego dochodzi do morderstw? Dlaczego mieszkańcy są uwięzieni w swoim własnym bloku? Jakie mroczne moce dręczą koszmarami 
lokatorów?
Nie chcę się bawić w filozofowanie, ale nie ma człowieka, który nie nosiłby w sobie wielkich traum, lęków, prawdziwych lub urojonych win, marzeń gwałcących wszelkie normy społeczne. Zepchnięte w najdalsze zakamarki psychiki, czynią nas bezradnymi, kiedy pojawiają się na powierzchni. Przez całe życie uczymy się udawać, że ich nie ma, zamiast stawać z nimi twarzą w twarz. Zmuszeni do tej konfrontacji, przegrywamy, choć moglibyśmy zwyciężyć. Wybieramy najłatwiejsze wyjście: ucieczkę. A ucieczką od samego siebie może być tylko śmierć lub szaleństwo.

Domofon jest książką, którą kupiłam na jakiejś wyprzedaży skuszona nazwiskiem, ponieważ poznałam jego twórczość dzięki Uwikłaniu z Teodorem Szackim w roli głównej. Jest także debiutem Miłoszewskiego, o czym dowiedziałam się dopiero po przeczytaniu. Muszę jednak przyznać, że autor spisał naprawdę dobrze... Na początku książka ma klimat bardziej kryminału aniżeli horroru, akcja momentami też akcja nie toczy się zbyt szybko, ale jednak autor nadrobił to szerokim wachlarzem postaci, które są dość charakterystyczne i bardzo różne, co daje naprawdę sporo przyjemności podczas czytania. Pomysł na książkę jest bardzo ciekawy, wykonanie też bardzo dobre, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że to debiut, a do tego zakończenie, które naprawdę mnie zaskoczyło i wbiło w fotel... Naprawdę wielkie brawa dla Miłoszewskiego za tak dobrą pierwszą książkę.

Zachowania wielkopłytowych społeczności sprzyjają tajemnicy. Nikt nikogo nie zna, nikt z nikim nie rozmawia, nikt się do nikogo nie wtrąca. Dopóki nie cuchnie rozkładającym się trupem, wszystko jest w porządku.

Podsumowując Domofon to książka dobra, z dreszczykiem emocji, dobrze skonstruowaną intrygą, a przede wszystkim ciekawym i dobrze zrealizowanym pomysłem. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Polecam ją szczególnie wszystkim miłośnikom kryminału oraz literatury grozy – na pewno się nie zawiodą.

środa, 9 września 2015

"Krew na śniegu" Jo Nesbø

Tytuł: Krew na śniegu
Autor: Jo Nesbø
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ocena:




Czasami dobre wiadomości bywają tak niewiarygodnie dobre, że są złe.







Jo Nesbø to jeden z tych autorów, po których książki co jakiś czas sięgam z nieskrywaną przyjemnością. Dlatego bardzo ucieszyłam się na jego nową książkę pt. Krew na śniegu, która jest najcieńszą pozycją autora, z jaką miałam kontakt.

Życie płatnego mordercy nie jest łatwe. Olav właśnie tak zarabia na życie - zabijając na zlecenie swojego szefa. To także on jest narratorem tej powieści. Mężczyzna nigdy nie miał skrupułów, aż do czasu, kiedy dostał zlecenie zabójstwa żony swojego pracodawcy. Jak to się potoczy? Zabije kobietę jak zawsze? Czy nawiąże z nią jakieś relacje? Dlaczego to zlecenie dla Olava będzie takie nietypowe?

Zapala się nadzieja, bolesna, denerwująca nadzieja, która cały czas podgryza i nie pozwala się zignorować. Nadzieja na istnienie drogi ucieczki, dzięki której da się oszukać śmierć, bocznej uliczki, prowadzącej do miejsca, o którym się nie wiedziało. Nadzieja na to, że istnieje sens. Że istnieje opowieść.

Krew na śniegu z racji swojej długości jest raczej nowelką niż pełnowymiarową powieścią. W moim odczuciu zdecydowanie nie jest to typowy kryminał, jest to także książka zupełnie inna niż pozostałe powieści Jo Nesbø jakie miałam okazję czytać... Nie jest to tylko kwestia tego, że nie występuje tu Harry Hole, ale jednak jest także coś innego – jest to jednowątkowa historia, z niezbyt dużą ilością bohaterów i intrygi…  Książka jest napisana z perspektywy Olava, który jako seryjny morderca potrafi wzbudzić sympatie – zdecydowanie. Jednak jak na likwidatora jest on zbyt miękki, zbyt mało zapadający w pamięć - zresztą praktycznie wszystkie postacie w tej pozycji. Jest ich niewielu, więc autor mógłby się bardziej popracować nad ich doszlifowaniem. Jest też tutaj zdecydowanie mniej pesymizmu niż pozostałych książkach autora. Muszę jednak przyznać, że fabuła mnie nie zachwyciła. Pomysł jest jeszcze w miarę, w miarę... Ale jednak jego realizacja pozostawia wiele do życzenia. Co prawda, przeczytałam tę książkę dość szybko, ale nie dlatego, że mi się podobała, lecz dlatego, że po prostu mi się nie spodobała i chciałam ją skończyć jak najszybciej... Przynajmniej tyle, że język Jo Nesbø wciąż jest dla niego charakterystyczny, niezbyt skomplikowany, lecz nie prostacki ani także niezbyt wygórowany...  Po prostu specyficzny styl pisarski tego autora.

Chociaż coś regularnie się powtarza, to jednak nie ma pewności, że powtórzy się kolejny raz. Nie mając logicznego dowodu, nie wiemy na pewno, że historia się powtórzy.

Podsumowując, Krew na śniegu to zdecydowanie słabsza książka Jo Nesbø i w szczególności ją odradzam osobom, które chciałby rozpocząć przygodę z jego twórczością tego autora, bo szczerze mogą się zrazić do tego, a byłoby szkoda. Ci, którzy już znają jego twórczość mogą się szczerze zawieść – jak ja. Spodziewałam się czegoś o wiele lepszego, większej ilości intrygi, bardziej rozbudowanej fabuły, jednak tego nie dostałam… A szkoda…


środa, 2 września 2015

"Seteeria - Strażnicy światła" Danuta Morawska






Tytuł: Seteeria - Strażnicy światła
Autor: Danuta Morawska
Wydawnictwo: Witanet
Ocena: 3/6









Czy istnieją równoległe światy? Czy to możliwe, żeby istniało jakiekolwiek inne życie niż to, które znamy? A co jeżeli Ziemia chyli się ku upadkowi? O tym właśnie traktuje książka Danuty Morawskiej zatytułowana Seteeria - Strażnicy światła.

Dwie siostry – Kamila oraz Nathalie – podczas wakacyjnej wyprawy do lasu odkrywają magiczne przejście do innej planety, innego świata, do Seteerii. Tam poznają mieszkańców tamtejszej planety, między innymi tytułowych Strażników światła oraz wiele innych postaci… Orientują się, że Ziemia chyli się ku upadkowi, a mieszkańcy Seteerii mogą pomóc ją uratować… Tam także uczą się różnych, nowych umiejętności, takich jak chociażby wsłuchiwanie się w mowę roślin. Tam poznają swoistą magię… Siostry jednak martwią się, że nikt im nie uwierzy… Jednak okazuje się, że jakiś związek ma z tym starszy brat dziewczynek… Co on takiego robi całymi dniami zamknięty w swoim pokoju? Jakie ma pojęcie o Seteerii? Czy dziewczynki mogą zaufać bratu, z którym zawsze rywalizują? Czy uda im się ochronić Ziemię przed klęską? 

Seteeria - Strażnicy światła to niezbyt długa książka z kategorii fantasy, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, zresztą o autorce także nie miałam pojęcia…. Sięgnęłam po nią zaciekawiona i zaintrygowana…. Okazała się ona być książką praktycznie jednowątkową z niezbyt dużą ilością bohaterów.  Pomysł na fabułę jest naprawdę w porządku, choć na mój gust niezbyt dopracowany – gdyby autorka bardziej go doszlifowała, książka wypadłaby znacznie lepiej. Siostry są do siebie bardzo podobne z charakteru, praktycznie identyczne. W moim odczuciu są bardzo mdłe i mało charakterystyczne czy zapadające w pamięć. Za to taką postacią jest brat dziewczynek – Konrad. A postacie z Seteerii są takie średnie – mogły by być trochę bardziej dopracowane, ale jednak nie jest źle… Jest walka dobra ze złem, jest dawka fantasy, ale jednak pozycja nie zachwyca – wypada średnio, przez bohaterów, jednowątkowość oraz niezbyt wyróżniający się język.

Podsumowując książka Seteeria – strażnicy światła to pozycja po prostu średnia, niezbyt zapadająca w pamięć… Co prawda ma ciekawy pomysł na fabułę, ale nie dopracowany, zresztą jak większość bohaterów i sytuacji w tej pozycji. Polecam tę książkę, jako eksperyment, ale nie jest to pozycja bardzo ambitna czy jakoś bardzo ciekawa. Po prostu średnie czytadło…

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


wtorek, 1 września 2015

Książek tak wiele, a czasu tak mało... Czyli czas na kolejny stosik (#8/2015)

Nazbierało się ostatnio trochę książek, więc przyszedł czas na stosik;)
Zabrałam się za wakacyjne polowania, no i moja biblioteczka powiększyła się o kolejną porcję książek;)



Skazałeś ją na śmierć
Perkusista 
Wierna rzeka Largo con morte 
Sherlock Holmes niepokonany
Opowiadania zebrane - Gustaw Herling - Grudziński
Dlaczego nie Evans?
Spotkanie z Chrystusem
Imię Róży
Perfekcyjna - w pułapce anoreksji
Pełnowartościowa kuchnia dla samotnych
Upolowane na Allegro - wszystkie za ok.70 zł;)
Co prawda używane, ale cóż to za problem;)



Ekspozycja
kupione w kluczborskiej księgarni

Życie na pełnej petardzie
pożyczona od Mamy;)

Córka Czarownic
prezent od Karateki:*

Długa ziemia
pożyczona od kolegi;)

Szósta klepka
Nowe przygody Mikołajka. Nowa porcja
z miejskiej biblioteki




No i bonusik - mój prezent imieninowy <3
Tak, od Rodziców dostałam czytnik.
Co prawda mam tableta, ale to nie to samo;)
Aż w końcu mam!

Znacie, któreś z tych książek?
Czytaliście coś?



poniedziałek, 31 sierpnia 2015

"Carska manierka" Andrzej Pilipiuk

Tytuł: Carska manierka
Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 347
Ocena: 4/6


 
Ale na miłość i głupotę nie ma lekarstwa... A może jest ? Może miłość to też wirus ? Przecież atakuje nagle, oszałamia na parę tygodni, a potem mija albo przechodzi w łagodniejsze stadium chroniczne.






Carska manierka to kolejna książka autorstwa Andrzeja Pilipiuka, jaką miałam okazję przeczytać. Wielki Grafoman napisał ich naprawdę wiele, więc co jakiś czas sięgam po kolejne jego pozycje, a szczególnie darzę sympatią jego zbiory opowiadań, więc tym bardziej nie miałam obiekcji przy zgarnianiu tej pozycji z bibliotecznej półki.

Jak już wspominałam Carska manierka to zbiór ośmiu opowiadań które można sobie dawkować albo przeczytać jednym tchem. Miód umarłych opowiada o dziwnym trzmielim miodzie oraz splądrowanych mogiłach z powstania styczniowego. Czarne parasole to połączenie lat 20. ostatniego stulecia oraz cyfrowych aparatów. Tajemnica Góry Bólu to opowiadanie o poszukiwaniu Arki Noego przez Pawła Skórzewskiego oraz jego krewnym Aleksandrem… Pozostałe opowiadania to Album, Rehabilitacja Kolumba, Śmierć pełna tajemnic, Na dnie mogiły oraz Manierka… O czym one opowiadają? Na jakie pomysły przy ich tworzeniu wpadł Wielki Grafoman?

Nie skleisz stłuczonej szklanki. Nic już nie będzie takie, jak dawniej - czytałem, notując jednocześnie. Zacznij żyć bardziej w teraźniejszości. Pył wieków niech zalega w spokoju. Co się stało, nie odstanie się. Dziewczyna jest piękna, ciepła i miękka. Kości i kamienie są zimne, twarde, martwe. Nie wskrzesisz zapomnianych miejsc, czasów ani opowieści.

Carska manierka to zbiór, który zdecydowanie przypadł mi do gustu. Najbardziej chyba spodobało mi się opowiadanie pt. Czarne parasole – muszę przyznać, że autor wpadł na bardzo interesujący pomysł na opowiadanie i dość ciekawie go zrealizował. Zresztą wszystkie opowiadania trzymają odpowiedni poziom. Różnią się od siebie fabularnie, ale jednak tworzą klimatycznie jedną, spójną całość… Są lepsze i gorsze tytuły w tym zbiorze, ale jednak żadne z nich jakoś drastycznie nie odstaje. Andrzej Pilipiuk napisał te opowiadania w charakterystycznym dla siebie stylu, językiem godnym Wielkiego Grafomana… Każde z nich ciekawie spuentowane, nieraz zakończenie mnie zaskoczyło i wywołało na mojej twarzy uśmiech. Generalnie dość dobrze napisana książka – ciekawa oraz wciągająca. 

Carska manierka to książka godna polecenia i przeczytania. Solidna, porządna dawka opowiadań fantasy, z którymi bardzo miło spędziłam czas. Naprawdę ciekawa pozycja – zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Zapewni ona miło spędzony czas – polecam!

Carska manierka i sushi <3