czwartek, 31 stycznia 2013

Podsumowanie stycznia 2013


Witajcie;) Przyszedł czas na podsumowanie stycznia;)
W tym miesiącu zapoznałam się z 25 książkami
22 tradycyjne, 2 ebooki i jeden audiobook.
Daje to 6663 stron (nie licząc ebooków) i  732 min. audiobooka;)
A dziennie wychodzi 215 stron i 23 min. audiobooka
Egzemplarze recenzenckie: 2
Z półki: 18
Z literą w tle: 2
Polacy nie gęsi…: 3
No i miesięczny rekord wejść ponad 4,7 tysiąca wejść;)

Gnój

Tytuł: Gnój
Autor: Wojciech Kuczok
Wydawnictwo: WAB
Ilość stron: 216
Ocena:  6/6


Nigdy nikomu nie powiem „za moich czasów”, bo żaden czas nie był mój, nawet kiedy go miałem.








Gnój stał w moim dość dawno. Niedługo po wydaniu w 2003 roku, moja mama czatowała na nią w księgarniach, aż w końcu ją kupiła, przeczytała, a później odłożyła na półkę. Teraz w ramach wyzwania Z literą w tle postanowiłam ją przeczytać z racji tego, że na ten miesiąc przypada właśnie litera K.

Gnój nie jest pozycją łatwą. Jej narratorem i jednocześnie głównym bohaterem jest mały K., a jej akcja dzieje w jednym ze śląskich miasteczek, w czasach jakże smutnego PRL-u, a jej akcja jest podzielona na trzy części: Przedtem, Wtedy i Potem. W Przedtem akcja dzieje się w czasach, kiedy małego K. nie było jeszcze na świecie i opisuje początkowe losy jego rodziny. Następną częścią jest Wtedy, w której przychodzi czas na dzieciństwo naszego młodego narratora. W tej części dowiadujemy się o tym, jaki był stary K. – ojciec małego. Był on bowiem człowiekiem lubiącym się napić i sięgnąć po pejcz do tresury zwierząt, lecz w tym wypadku używał go na syna, żeby nie był chuchrem, za jakiego uważa. Ojciec, który Miał tak twarde dłonie, że kiedy przytulał swoje dzieci, zostawiał im siniaki. Ani on, ani matka nie stworzyli chłopakowi domu, w którym czułby się kochany i bezpieczny. Ostatnią częścią jest Wtedy, w której mały K. jest już dorosły, lecz dramat dzieciństwa nadal się za nim ciągnie… I to właśnie w tej części tytułowy gnój zalewa kamienicę, w której działy się te wszystkie rzeczy, symbol dzieciństwa zostaje zburzony…

Jak już wspominałam Gnój nie należy do pozycji łatwych i przyjemnych. Opowiada historię, która zapewne dzieje się w wielu domach, ale nikt o tym nie mówi. Bo wstyd, bo wspomnienia bolą. Moim zdaniem jest to książka, którą koniecznie warto przeczytać. Wzrusza i każe dziękować, że moje życie tak nie wyglądało/wygląda.  Jest to pozycja, która zostawia ślad… Warto także zaznaczyć, że Wojciech Kuczok na motywach tej właśnie książki napisał scenariusz polskiego filmu fabularnego Pręgi, również otrzymał za nią w 2003 roku Paszport Polityki oraz Nagrodę Literacką Nike w 2004 roku.


wtorek, 29 stycznia 2013

Bractwo Czystej Krwi

Tytuł: Bractwo Czystej Krwi
Autor: Terry Goodkind
Seria: Miecz Prawdy
Tom: trzeci
Ocena: 3.5/6


Myśl o rozwiązaniu, nie o problemie. Jeśli myślisz tylko o tym, dlaczego możesz przegrać, to nie potrafisz już myśleć o tym, jak mógłbyś wygrać.







Bractwo Czystej Krwi jest trzeci tom znanego cyklu Goodkinda pt. Miecz Prawdy i co za tym idzie, jest to moje trzecie spotkanie jednocześnie i z autorem i z całą serią. A wszystko zaczęło się od Pierwszego prawa magii pożyczonego od kolegi, no i już samo poleciało dalej z kolejnymi tomami serii.

W tej książce poznajemy dalsze losy Richarda Cyphera oraz jego przyjaciół, a myślą przewodnią tej pozycji jest Trzecie prawo magii: uczucia rządzą rozumem. Richard i jego towarzysz Gratch przebywają razem w Aydindril, a tam pewnego dnia w mieście pojawiają się straszne mriswithy, które atakują naszego głównego bohatera. Na szczęście daje mu się z tego wyjść cało. W tym samym czasie Bractwo Czystej Krwi, będące grupą fanatycznych przeciwników wszelkiej magii, przyłącza się do sił pokonanych przez Poszukiwacza, a jednocześnie nieświadomie i mimowolnie wykonują wolę Sióstr Mroku ze Starego Świata. Przywódca Bractwa przybywa do Aydindril, a Richard wyrusza do dowódcy D’Haranczyków stacjonujących w mieście i już tutaj spotyka go niespodzianka. w tym momencie zaczyna się już lawina kolejnych zaskakujących wydarzeń. Czy Richard i Khalan wygrają z nowym i jednocześnie równie potężnym wrogiem jakim jest tytułowe Bractwo Czystej Krwi?

Jak już wspominałam jest to już moje trzecie spotkanie i z Mieczem Prawdy, jak i z Goodkindem, no i muszę przyznać, że do tej pory jest to wypada najsłabiej. No generalnie, nie zachwyciła mnie tak jak np. Pierwsze prawo magii, ale nie zmienia to faktu, że zamierzam dalej siedzieć w tej serii i przeczytać ją do końca. Nie powiem, czytało mi się ją dość przyjemnie, a to wszystko za sprawą tego, że podoba mi się styl pisania Goodkinda, jednak nie przypadły mi za bardzo do gustu wątki z Siostrami Mroku, no cóż. Pewnie jacyś zagorzali fani tej serii pewnie, mnie zaraz zlinczują za ocenę, no cóż… Może rzeczywiście komuś do gustu przypadnie. Ta pozycja mnie nie zachwyciła, ale nie zamierzam rezygnować z tej serii i z pewnością sięgnę po następne tomy. 

3.Bractwo Czystej Krwi
4.Świątynia Wichrów
5.Dusza Ognia
6.Nadzieja Pokonanych
7.Filary Świata
8.Bezbronne Imperium
9.Pożoga
10.Fantom
11.Spowiedniczka

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Styczniowy stosik księciowy (#2/2013)


Kolejny stosik książek od mojego wspaniałego Księcia z bajki:*

Kobierzec
Na tropie wampira
prezent na miesięcznice;)

Desperacja
Historia Lisey
Mistyfikacja
bez okazji

Prawa, że wspaniałego mam Księcia?:*
Strasznie mnie rozpieszcza;)
I kiedy ja to wszystko przeczytam;)

A niedługo dodam kilka książek w zakładce Sprzedam/wymienię ;)

niedziela, 27 stycznia 2013

Chłopies

Tytuł: Chłopies
Autor: Eva Hornung
Wydawnictwo: Bellona
Ilość stron: 336
Ocena: 3/6



Wielkie, piękne obrazy na ścianach zaczęły przyprawiać go o ból głowy, burczało mu w pustym brzuchu. Miał coraz silniejsze wrażenie, że zewsząd otacza go niebezpieczeństwo, a on nie potrafił go dojrzeć ani zwietrzyć.






Chłopiec wychowany przez psy – to jest możliwe? Czy we współczesnym, cywilizowanym świecie taka sytuacja jest w ogóle możliwa?

W Księgi dżungli widzieliśmy, że taka sytuacja może zaistnieć. Eva Hornung w książce Chłopies, wzoruje się właśnie na niej i opisuje losy Romoczki. Jest to chłopiec, który mieszka we współczesnej Moskwie, a w wieku czterech lat zostaje opuszczony przez matkę i wuja. Podczas owej srogiej w chłopak w poszukiwaniu pokarmu i ciepłego kąta podąża za psami. Zaprzyjaźnia się z nimi i tworzy się pomiędzy nimi specyficzna więź, która  z każdym dniem się zacieśnia. Chłopak zaczyna myśleć jak psy, razem się bawią, razem zdobywają pokarm, razem robią wszystko… Z czasem zaczynają go traktować jak swojego, z czasem staje się przewodnikiem, liderem grupy, tworzą teraz niejako psią rodziną. Mimo naprawdę ciężkich warunków, a jakich przyszło mu żyć, Romoczka czuje się szczęśliwy, najszczęśliwszy jaki tylko może być i do szczęścia nie trzeba móc nic więcej.

Książkę Chłopies wygrałam kiedyś w konkursie księgarni internetowej Selkar, po krótkim czasie postanowiłam ją przeczytać, a zabierałam się do niej z wielkim entuzjazmem, przeczytałam ją, no i w tym momencie to wszystko legło w gruzach. Językowo nie jest napisana źle, to trzeba przyznać, za to fabularnie mnie zdecydowanie mnie nie porwała. Sama akcja była dość smętna. Do samego przedstawienia relacji  chłopak – psy nie mam zastrzeżeń. Ale moim zdaniem oposów sytuacji z ich życia było trochę zbyt mało. No generalnie momentami nie miałam siły, żeby przez nią przebrnąć, nie do końca wiedząc czemu. Jak dla mnie pozycja bardzo przeciętna i zbytnio nie wyróżniająca się z tłumu innych książek. Nie zachwyca, ani nie powala na kolana. Naprawdę bardzo mierna…

sobota, 26 stycznia 2013

Zielona mila

Tytuł: Zielona mila
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 416
Ocena: 5.5/6

Każdy musi umrzeć, wiem, że od tej reguły nie ma wyjątku, ale czasami, Boże mój, Zielona Mila jest taka długa.







Któż nie słyszał o Zielonej mili - kultowej książce autorstwa Stephena Kinga? Chociaż pewnie większej ilości ludzi ten tytuł kojarzy się raczej z filmem na podstawie której w 1999 roku powstał znany i głośny film. Tak, ja też dużo słyszałam, kupiłam książkę, a ta wyczekała się na swoją kolej, a film widziałam tylko fragmentami.

Zielona mila jest pozycją zbudowaną na zasadzie retrospekcji, a głównym bohaterem i narratorem jest Paul Edgecombe, który będąc w domu starców, spisuje swoje wspomnienia związane z pracą w stanowym więzieniu w Cold Mountain, gdzie w czasach, w których pracował, wykonywało się karę śmierci i to tam na bloku E przestępcy spędzają ostatnie chwile przed wykonaniem wyroku. Czeka tam kilku mężczyzn, ale jednak najbardziej zwraca na siebie uwagę jeden z nich -  John Coffey. A czemu tak się dzieje? Jest to murzyn, który jest zadziwiająco wielki i wiecznie ma dziwnie załzawione oczy. Jest to człowiek jednocześnie zadziwiająco silny jak i zadziwiająco wrażliwy, a także potrafi uzdrowić dotykiem, a siedzi tam, bo został skazany za morderstwo dwóch dziewczynek. Tylko Paul Edgecombe wierzy w jego niewinność i postanawia odkryć czy John został słusznie skazany… Czy ten mężczyzna o załzawionych oczach mógł dokonać tego morderstwa? Czy to rzeczywiście on? Czy to jest słuszny wyrok? Czasami nie ma żadnej różnicy między ocaleniem i potępieniem.

Zielona mila jest książką zadziwiającą i podejmującą bardzo ważny i kontrowersyjny temat jakim jest kara śmierci i słuszność skazywania na nią więźniów. No bo co zrobić skoro tej karze został poddany człowiek niesłusznie skazany? Jest to pozycja nader wzruszająca, dawno żadna książka mnie tak nie poruszyła. W Zielonej Mili jest podejmuje temat wielkiej wrażliwości, cierpienia, a chyba przede wszystkim niesprawiedliwości. Fakt, czasem w książce przebrzmiewał zbyt moralizatorski ton, ale pozycja jest naprawdę dobra i warta przeczytania. Spotkałam się z różnymi opiniami na temat tej pozycji, a mi się podobała. Nie jest to horror czy thriller, z którymi King jest kojarzony. Zielona mila jest swoistym dramatem, z którym warto się zapoznać.


piątek, 25 stycznia 2013

Herbaty od Skworcu # 1


Dziś w Piątkowym kąciku czytelniczych umilaczy mam dla Was do zaprezentowania herbaty od Skworcu. Za tydzień wracam do normy i pojawią się z przepisy;)


Po kliknięciu w zdjęcie pojawi się większe

1.Indyjski specjał
2.Truskawki w czekoladzie
3.Karmelowa
4.Jak w niebie

Herbaty od 1. do 3. należy zalać wodą o temp. 95°C, parzyć 2-3 minuty.
Herbatę 4. z racji tego, że jest to herbata zielona, należy zalać wodą w niższe temperaturze - 70-80°C i także parzyć 2-3 minuty.

Moim zdecydowanym faworytem jest herbata karmelowa, jest aromatyczna, można ją pić z mlekiem. Truskawki w czekoladzie niejako kojarzy mi się z pewnym, niezbyt przyjemnym dniem. W reszcie jak dla mnie smak jest trochę za mocny albo pomieszany. No ale cóż, może ktoś tak lubi. Pewnie i tak po nie sięgnę.

Za możliwość spróbowania dziękuję

czwartek, 24 stycznia 2013

Księżniczka z lodu

Tytuł: Księżniczka z lodu
Autor: Camilla Läckberg
Seria: Saga o Fjällbace
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Czarna owca
Ilość stron: 424
Ocena: 5.5/6

I właśnie dlatego na koniec postanowiłem zniszczyć obrazy, żeby moje życie nabrało konsekwencji. Lepiej być konsekwentnym i pozostawić po sobie same brudy, niż udawać osobowość bardziej złożoną, niż się na to zasługuje.




Książki Läckberg są bardzo znane. Niejako moja przygoda z nią zaczęła się od tego jak dostałam Niemieckiego bękarta od przyjaciółki na urodziny, ale jest ona dopiero piątą częścią serii z Patrikiem Hedströmem i Ericką Falck. Postanowiłam więc zacząć od początku, kupiłam Księżniczkę z lodu, po czasie zaczęłam czytać i… przepadłam w niej.

Akcja książki dzieje się w niewielkim miasteczku Fjällbacka u wybrzeży Szwecji, to właśnie tam przez jednego z mieszkańców zostaje znaleziona martwa Alexandra Wijkner. Wszystkie poszlaki wskazują na samobójstwo, a przy okazji okazuje się, że była w trzecim miesiącu ciąży. Matką kobiety jednak miotają wątpliwości, sądzi, że jej córka nie tego mogła tego zrobić. Zdesperowana prosi o pomoc przyjaciółkę z dzieciństwa zmarłej, pisarkę Erickę Falck, która wróciła w rodzinne strony po śmierci rodziców. Choć kobieta nie miała ona kontaktu ze swoją dawną przyjaciółką kontaktu od lat postanawia poprowadzić śledztwo na własną rękę, a pomaga jej w tym znajomy z młodzieńczych lat, Patrik Hedström, który jest teraz miejscowym policjantem. Trafiają oni na ślad tajemniczego zniknięcia przed lat, a także na wiele zagadek z pozornie poukładanego życia Alexandry. Ale jaki był związek z owym zaginięciem, a śmiercią kobiety? Czy to rzeczywiście było samobójstwo? Ale po co kobieta w ciąży miałaby to robić?

O twórczości Läckberg krążą najróżniejsze opinie, od zachwytów, po najgorszą krytykę, ale ja generalnie nie bardzo się tym przejmowałam. Jak już zaczęłam czytać, wchłonęłam w książkę zupełnie. Fakt, pod względem ani językowym ani fabularnym wcale nie jest to arcydzieło, ale czytało mi się nader przyjemnie. W Książeczce o lodu zagadka nie jest może jakaś super zawiła, ale bardzo przyjemna, dość lekka, do tego wątek prywatny z życia Ericki i Patrica. Niektórzy zarzucają tej pozycji, ale także całej sadze, brak „pazura”. Podobał mi się klimat tego niewielkiego miasteczka, a także lekkie pióro Läckberg. Tak, zdecydowanie należę do grona osób, którym podoba się jej twórczość i z wielką chęcią sięgnę po kolejne części serii z Patrikiem Hedströmem i Ericką Falck. Czy jestem już zagorzałą fanką? Niekoniecznie. Po prostu podobała mi się ta pozycja i polecam ją innym. Nie jest to pozycja dla wymagających, lecz lekka książka do poczytania i urozmaicenia czasu. Moim zdaniem jest to lepsza pozycja od ostatnio recenzowanej przeze mnie Maski Koontza.

Wyzwanie: PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU! - 3 cm

środa, 23 stycznia 2013

Maska

Tytuł: Maska
Autor: Dean Koontz
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 326
Ocena: 5/6


Są pewne siły, mroczne i potężne, które chcą, aby wydarzenia potoczyły się zgodnie z ich planami. Dążą do tragedii. Chcą znów być świadkiem jej końca, pełnego gwałtu i krwi... Rosną w siłę... dobre i złe, wrogie i przyjazne.





Maska jest pierwszą książką Deana Koontza, którą czytałam, a znalazła się ona na mojej półce dzięki mojemu wspaniałemu Księciowi z bajki. Pierwszą, choć o tym autorze słyszałam o nim już dość często i już dość dawno. Jak już się za nią zabrałam – przepadałam w niej.

Bohaterami Maski są Carol i Paul Tracy. Ona jest psychiatrą dziecięcym, on nauczycielem akademickim i pisarzem. Prowadzą dość szczęśliwe życie, lecz do jego pełni brakuje im tylko dziecka. Z racji tego, że Carol jest bezpłodna para decyduje się na adopcję. Któregoś dnia na maskę samochodu kobiety wpada młoda dziewczyna. Jej zachowanie wskazuje na to, że była w jakimś dziwnym transie albo była pod wpływem jakiś środków odurzających, a po wypadku ma amnezję. Kobieta z poczucia winy odwiedza ją i za pomocą hipnozy próbuje od niej wydobyć od dziewczyny informację, kim była przed wypadkiem, jak się nazywa. Podczas ich trwania podaje ona trzy różne imiona i nazwiska, początkowo wydaje się, że są one nieprawdziwe. Jednak z czasem okazuje się, że wszystkie trzy dziewczynki w przededniu swoich szesnastych urodzin zostały zamordowane. Ale jaki związek z nimi ma dziewczyna, która wpadła na maskę Carol? Kłamała? Czy może ona jest ich wcieleniem? Wszystko okaże się dzień przed szesnastymi urodzinami dziewczyny…

Od razu jak zaczęłam czytać Maskę, skojarzyła mi się ona z filmem pt. Sierota (moja recenzja filmu TU), choć fabuła obu trochę się różni. Pozycję czyta się szybko i przyjemnie spędza się z nią czas, a autor z wielką łatwością buduje napięcie i atmosferę grozy, które są dość mocno widoczne w tej pozycji. Język nie jest skomplikowany, fabuła w zasadzie też nie, ale pozycja naprawdę mi się spodobała. Jedyną rzeczą, która mnie w niej rozczarowała to zakończenie, a w zasadzie jego brak. Brak jakiejkolwiek puenty, brak wyraźnego i jednoznacznego końca książki. Spodziewałam się jakiegoś ciekawie i zaskakująco wykreowanego zakończenia, a tu lipa… Jedyny minus dla książki jak dla mnie. Polecam wszystkim fanom thrillerów i literatury grozy (pozycja jest z pogranicza obu gatunków).


wtorek, 22 stycznia 2013

Wampir w M-3

Tytuł: Wampir w M-3
Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawnictwo: Fabryka słów
Ilość stron: 336
Ocena: 4/6

Sama rozumiesz jakie to wykwintne i eleganckie. My, wampiry, stanowimy elitę. Obracamy się w kręgach dawnych klas posiadających, jesteśmy arystokracją i bohemą artystyczną.







Zawsze powtarzałam, że jak wampiry to tylko w wykonaniu Pilipiuka, zawsze odpychało mnie od Zmierzchu czy Pamiętników wampirów. Nie tyle, że byłam wroga, ale podchodziłam do nich z wielką dozą sceptycyzmu . Obejrzałam kiedyś z kuzynką jedną część filmu (zabijcie mnie, nie pamięta którą), i jednoczenie stwierdziłam, że to nie dla mnie. Denerwowało mnie najbardziej ta cała pompa wokół tej sagi i ogólna, nagła i nader dziwna miłość do tej sagi i do wampirów. Kiedy zobaczyłam tytuł książki Pilipiuka - Wampir w M-3 książki stwierdziłam, że tej pozycji się nie oprę.

Wyobraźcie sobie Warszawę z czasów PRL-u (chociaż pewnie wielu, widziało ją w tamtym okresie na własne oczy). To właśnie w takich realiach toczy się akcja książki Wampir w M-3. Zaraz na jej początku poznajemy osiemnastoletnia Gosię, która chodzi do ogólniaka – jednej z popularnych tzw. tysiąclatek. Wydaje się, że jak na tamte czasy ma wszystko – ojca działacza partyjnego, chłopaka i do tego fascynuje się Lhimalem. Dziewczyna któregoś dnia budzi się zamknięta w jakimś pudełku, początkowo nie potrafi sobie niczego przypomnieć i posądza brata i jego kumpli o jakiś durny żart. Jednak z czasem przychodzi olśnienie. Przypomina sobie, jak popełniła samobójstwo, po tym jak odkryła dlaczego tak naprawdę jest z nią jej chłopak i uświadamia sobie, że obudziła się w trumnie. Po wyjściu z niej widzi, że od czasu jej śmierci minęło kilka miesięcy, więc to nie mogła być pomyłka lekarzy. Okazuje się, że dziewczyna jest wampirem  i to w PRL-owskiej Warszawie, aż sama się dziwi, że takie postacie istnieją naprawdę, jest także w szoku, że jest ich aż tyle w jej mieście, bowiem nigdy nie zdawała sobie sprawy z ich istnienia. A co będzie dalej robić? Jak dalej potoczą się jej losy? Jak zareaguje jej rodzina na to jak dowiedzą się, że Gosia jednak nie leży w grobie?

Przyznam szczerze, że moim zdaniem Wampir w M-3 jest naprawdę dość ciekawym pomysłem na książkę, choć również muszę przyznać, że nie do końca wykorzystanym. Pierwsze co rzucało się w oczy to dość mało obrazowe przedstawienie PRL-u (jam gówniara i nie pamiętam tych czasów, a chętnie bym je poznała).Były tysiąclatki – ok. Ale chyba na tym koniec. Brakowało mi klimatu tamtych czasów. Moim zdaniem na minus działa też zakończenie, któremu brak jakiejś puenty. Nie rzuca się to jakoś w oczy ani nie jest to jakimś wielkim negatywem, więc ujdzie. Generalnie książka nie jest zła. Napisana w takim Pilipiukowskim stylu, ze sporą dozą humoru, a także cynizmu (tu kłaniają się cyniczne odniesienia autora właśnie do sagi Zmierzch). A znajdziemy także odniesienia do sławnego już Jakuba Wędrowicza. Książkę mogę polecić każdemu fanowi wampirów, a przede wszystkim fanom twórczości Pilipiuka.


poniedziałek, 21 stycznia 2013

Grzech

Tytuł: Grzech
Autor: Josephine Hart
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 152
Ocena: 2.5/6


Wiem, że natura nie jest równie szczodra we wszystkim. Obdarzając pięknem prawie nigdy nie przekazuje innych wartości.







Grzech kupiłam już dość dawno w którymś centrum taniej książki i jakoś mnie do niej przez długi czas nie ciągnęło. Kiedy jednak którego dnia potrzebowałam jakiejś niedługiej książeczki do czytania sięgnęłam właśnie po nią, jednocześnie nie wiedząc czego się do niej spodziewać.

W tej książce poznajemy Ruth, która ma wszystko – talent, urodę, pieniądze… W końcu jest córką magnata prasowego. Jednak w serc ma zadrę, nosi w nim wielki ból. Ale na nim się nie kończy, przeradza się on któregoś dnia w nienawiść. A co jest tego powodem? Otóż któregoś dnia rodzice dziewczyna adoptują osieroconą kuzynkę dziewczyny – Elizbeth. Zdaniem Ruth to właśnie jej kuzynka zajęła miejsce w sercach jej rodziców. I to właśnie ona w ich oczach jest ta lepsza, zawsze była przeciwieństwem swojej kuzynki. Choć nasza główna bohaterka w życiu osiągnęła o wiele więcej to ciągle i nieustannie dążyła do zniszczenia rywalki, chciała odebrać jej wszystko… A czy się jej uda? Jak skończy się ta historia? Co stanie się z Ruth i Elizabeth?

Grzech jest pozycją jak dla mnie dość zagmatwaną i niezrozumiałą. Osobiście nie do końca umiałam pojąć motywów, jakimi kierowała się kobieta, czasem nie nadążałam za jaj tokiem myślenia. Sama nie wiem co sądzić o tej książce. Jest dość smętna, nie jest napisana jakimś fajnym językiem, czy coś. Nie wiem… może nie jest to pozycja dla mnie. Generalnie moim zdaniem nie jest ani zadziwiająca ani godna podziwu. Jak sama historia nie jest może banalna, ale pomysł jak dla mnie nie wykorzystany. Może komuś ta pozycja się spodoba. No mi nie przypadła, jak dla mnie naprawdę pozycja dość mdła i niezrozumiała.

Wyzwanie: PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU! 1,1 cm

niedziela, 20 stycznia 2013

Śmiertelna klątwa

Tytuł: Śmiertelna klątwa
Autor: Agatha Christie
Wydawnictwo: Dolnośląskie
(Grupa wydawnicza Publicat)
Ilość stron: 112
Ocena: 4,5/6

Mimo to zastanawiam się czasem jak potoczyłoby się wszystko gdybym zauważył ten jeden, zasadniczy szczegół, którego wagę oceniłem dopiero wiele lat później.






O Agathcie Christie słyszał chyba każdy, a ja czytałam wcześniej tylko jedną – Przyjdź i zgiń. A to dzięki współpracy z Grupą wydawniczą Publicat. I to również od nich dostałam do recenzji kolejną książkę Christie pt. Śmiertelna klątwa.

Pozycja ta jest zbiorem ośmiu króciutkich opowiadań z panną Marple łączącą te wszystkie opowiadania, a książka została wydana dopiero po śmierci Agathy. Pierwszym z nich jest Azyl, w którym młoda żona pastora Bunch Harmon podczas porządków w kościele znajduje umierającego mężczyznę, który wypowiada kilka na pozór niezwiązanych ze sobą słów. Następnym jest Dziwny żart, którego bohaterami jest para narzeczonych, którzy to po śmierci bogatego wuja mieli dostać od niego spadek - ogromną sumę pieniędzy. Okazuje się bowiem, że nigdzie ich nie ma. Następnym jest Narzędzie zbrodni, w którym krawcowa znajduje zwłoki kobiety, a głównym podejrzanym staje się jej mąż. No i przychodzi teraz czas na opowiadanie, które ma taki sam tytuł jak cały zbiór - Śmiertelna klątwa. Jego bohaterem jest Harry Laxton, który po zawarciu związku małżeńskiego wraca wraz ze swoją małżonką do rodzinnej wioski, gdzie postanawiają wybudować dom, na miejscu mieszkania pewnej starszej kobiety, która przeklina ich i rzuca na nich klątwę. Następnym jest Idealna służąca, w którym młoda służąca zostaje zwolniona z domu panien Skinner w wyniku niesłusznego oskarżenia o kradzież. No i przychodzi czas na  Opowiadanie panny Marple, w którym do panny Marple przychodzi pan Rhodes, podejrzewany przez policję o zabójstwo swojej żony, i prosi naszego detektywa amatora prosi o wyjaśnienie przez nią całej sprawy, by oczyścić się z podejrzeń. Kolejnym jest Lalka krawcowej, gdzie w zakładzie krawieckim w jakiś tajemniczy sposób  trafia lalka, która okazuje się posiadać nadnaturalne zdolności, uporczywie zasiada za biurkiem i wędruje po całym mieszkaniu.  Ostatnim jest Mroczne odbicie, która jest historią młodego człowieka, którego życie odmieniła dziwna wizja morderstwa, którą zobaczył... w lustrze. A wszystkimi sprawami zajmuje się panna Marple… A czy je rozwiąże? Jak sobie z nimi poradzi owa staruszka, będąca detektywem - amatorem?

Książeczka jest króciutka, a co za tym idzie opowiadania także, lecz napisane w bardzo inteligentny sposób. Christie pisze w bardzo błyskotliwy sposób, wodzi czytelnika za nos, zagadkami zmusza do myślenia. No jak dla mnie cud, miód i orzeszki. Christie pisze naprawdę genialnie, a bardzo duża bibliografia dowodzi jak wybitna pisarką była, w końcu została wpisana do  Księgi Rekordów Guinessa jako najlepiej sprzedająca się autorka wszech czasów  To jest naprawdę istna zbrodnia, że jako fanka kryminałów czytałam tylko dwie książki owej Królowej kryminału. Bardzo mi się podoba jej styl pisania i w żadnym bądź razie nie jest to książka, którą czyta się szybko. Jest to pozycja, która należy się delektować i cieszyć. Christie tworzy, chociaż prędzej oddaje nader fascynujący klimat epoki, w której żyła i tworzyła. Pozycja nie daje powodów do nudy i nie da się od niej oderwać. Ma tylko jeden minus – jest strasznie krótka:D Na półce mam jeszcze dwie czy trzy do przeczytania, więc trzeba będzie się za nie zabrać w najbliższym czasie. Prawdziwy geniusz kryminałów i najprawdziwsza klasyka! 


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:

sobota, 19 stycznia 2013

Paulina.doc

Tytuł: Paulina.doc
Autor: Marta Fox
Wydawnictwo: Siedmioróg
Ilość stron: 168
Ocena: 5/6


PKP jest moje życie, czyli Piękne Kurwa Piękne.









Kiedyś, już dość dawno temu recenzowałam książkę Marty Fox pt. Magda.doc zaznaczając, że lubię do niej wracać. Paulina.doc jest jej kontynuacją, do której równie często lubię wracać.

W Magdzie.doc poznaliśmy dziewczynę o imieniu z tytułu, która będąc w maturalnej klasie zaszła w ciążę, a chłopak, który ma być ojcem nie jest gotowy do tej roli. Dziewczyna wchodzi w coraz bliższe relacje z dziadkiem dziecka… W drugiej części pt. Paulina.doc Magda dalej opisuje swoje życie na swoim mruczącym komputerze – Dżordżu. Jej córeczka – właśnie Paulinka, przyszła już na świat, Magda wyprowadziła się od despotycznej i apodyktycznej matki, z którą nigdy nie miała dobrych relacji. Teraz mieszka w mieszkaniu, które należy do Łukasza Starszego – dziadka dziecka i to właśnie z nim Magda jest teraz związana, planują ślub, studiuje zaocznie, któregoś dnia dochodzi do spotkania z matką, które jednak nie jest tak ciepłe i miłe, jakie dziewczyna by chciała, żeby było. Teraz można powiedzieć, że jej życie jest naprawdę piękne. W końcu ma kochającego faceta, która się o nią troszczy i za nią szaleje, a to, że jest od niej sporo starszy i mógłby być jej ojcem – to już nieważne. Po prostu wszystko się układa i jest pięknie.

Z tymi książkami po raz pierwszy spotkałam się jakoś na początku gimnazjum (co oznacza jakieś 5-6 lat temu) i od tamtego czasu zaczęłam darzyć je wielką sympatią i co jakiś czas lubię do nich wracać. Naczytałam się tych książek i zaczęłam marzyć właśnie o takiej szalonej i pięknej miłości, jaka nawiązała się pomiędzy Magdą i Łukaszem Starszym. No i jakieś 8 miesięcy temu trafiła mi się właśnie taka miłość. Ba! Nawet mój Książę z bajki ma na imię Łukasz. Choć język książki jest dość banalny, książka wypada w moich oczach naprawdę dobrze. Jak dla mnie jest to lektura obowiązkowa każdej nastolatki (12-16 lat). Starszym czytelnikom może nie przypaść do gustu. Ale jednak Magda.doc jest tą najlepszą częścią, głównie jeżeli chodzi o fabułę. Jest także jeszcze trzecia część pt. Paulina w orbicie kotów, którą także czytałam, ale jej recenzja będzie już innym razem.

Człowiek nietoperz

Tytuł: Człowiek nietoperz
Autor: Jo Nesbø
Cykl: Harry Hole
Tom: 1
Wydawnictwo: Pol-Nordica
Ilość stron: 368
Ocena:4,5/6

Bzdura! Ludzka natura jest jak wieki nieprzenikniony las, którego dogłębne poznanie nikomu nie jest dane. Nawet matka nie zna najgłębszych tajemnic własnego dziecka.







Jo Nesbø jest znanym norweskim pisarzem, a Człowiek nietoperz jest jego debiutancką powieścią, a jednocześnie pierwszą książką z serii o policjancie Harrym Hole. Wcześniej czytałam Czerwone gardło tego autora, więc kiedy zobaczyłam tę pozycję w bibliotece wzięłam ją bez namyślania się i od razu zabrałam się do jej czytania.

Akcja książki dzieje się w Sydney, to tam przyjeżdża Harry Hole, żeby  brać udział w śledztwie dotyczącym morderstwa jego rodaczki - Inger Holter, która została w brutalny sposób zgwałcona i zamordowana, a przy okazji wychodzi na to, że mogła ona paść ofiarą seryjnego mordercy. Sprawę ma prowadzić z miejscowym policjantem, Aborygenem Andrew Kensingtonem, jednak okazuje się, że Hole, wyjątkowo lubiący alkohol, jest traktowany tam jedynie jago figurant, mimo że współpraca z ze swoim partnerem przebiega dość sprawnie. Śledztwo prowadzi ich do różnych dziwnych postaci i niebezpiecznych dzielnic Sydney. Trafiają na prostytutki i ich alfonsów, na handlarzy narkotyków, a także wiele innych niesztampowych postaci. A jaki to ma związek z owym morderstwem? Kim jest tytułowy człowiek nietoperz? Do czego dojdzie Harry Hole? Znajdzie mordercę swojej rodaczki?

Człowiek nietoperz jest pozycją, którą czyta się szybko i przyjemnie. Jest to książka na tyle fascynująca, że nigdy w Australii nie byłam, więc dzięki tej książce mogłam niejako choć trochę poznać ten świat. Zresztą w Skandynawii też nie byłam… Przyznam szczerze, że ta pozycja mnie zainteresowała, śledztwo wśród prostytutek i alfonsów, skojarzyło mi się z kryminałem Marka Krajewskiego Widma w mieście Breslau. Język i sposób pisania dość prosty i niewymagający, co czyni książkę pozycją do szybkiego przeczytania i lżejszą lekturą na chłodny wieczór. Co mi się podobało bardziej? Czerwone gardło czy Człowiek nietoperz? Sama nie wiem. Chyba ta dzisiejsza pozycja. Czy polecam? Czytałam lepsze pozycje z tego gatunku, ale ta naprawdę nie jest zła. Za fankę i znawcę autora nie mogę się uważać. Przynajmniej na razie po przeczytaniu jego dwóch książek, które jednak mi się dość podobały. Czas spędzony z książką będzie czasem spędzonym naprawdę miło;) Warto też zaznaczyć, że Jo Nesbø dostał za tę książkę literacką Nagrodę Rivertona oraz Szklany Klucz.

piątek, 18 stycznia 2013

Kawy od Skworcu # 1


W dzisiejszym Piątkowym kąciku czytelniczych umilaczy będzie trochę inaczej;)
Mianowicie dziś będę prezentować porodukty, które dostałam do recenzji od sklepu Skworcu.
Na dziś kawy, które dostałam w paczce. Za tydzień herbatki.


Na pierwszy rzut rozpuszczalne;)
1. Waniliowa
2. Toffie

Sposób Przechowywania:
suchy, szczelnie zamknięty pojemnik, w chłodnym miejscu.

Sposób Przyrządzania:
2-3 łyżeczki zalać wrzątkiem. Można dodać odrobinę mleka do smaku.

Choć na co dzień częściej pijam rozpuszczalną, te mnie nie zachwyciły. Nie czuć w nich ani za bardzo kawy ani samego aromatu. Smakiem bardziej przypomina kawę zbożową. No ale cóż, może komuś posmakuje i trafią w jego gust.


No i mój faworyt;)
Kawa ziarnista Orzechowy krem.

Sposób Przechowywania:
suchy, szczelnie zamknięty pojemnik, w chłodnym miejscu.

Sposób Przyrządzania:
zmielić, następnie zalać wrzątkiem. Można dodać odrobinę mleka do smaku.

Ta naprawdę mi podeszła. Jest aromatyczna, czuć smak orzechowego kremu, ale jest on niejako tłem, nie jest mocniejszy od samej kawy. Naprawdę dobra.Mogłabym ją pić codziennie!

Za kawy dziękuję:



czwartek, 17 stycznia 2013

Pierwszy stosik w nowym roku;) (# 1/2013)


Fałszywy krok
prezent od Księcia z bajki:*

Zagadka błękitnego ekspresu
Śmiertelna klątwa

Niebo istnieje... naprawdę!
Jeszcze świąteczny prezent od BlueEyedGirl;)

Recepta Coreya
Człowiek - nietoperz
z biblioteki

Zaginiona kartoteka
wygrana na konkursie u Kiti;)

Dom na Sekwanie
Marina
Krytyczna terapia
Sekret Freuda
Dżuma w Breslau
(brak jej na zdjęciu)
zakupy na Allegro;)
ostatnie odkrycie;)


A jeżeli ktoś nie wie, prowadzę jeszcze jednego bloga;)
Więc jeżeli ktoś byłby zainteresowany kupnem kolczyków, kartek, zakładek czy czegoś takiego to zapraszam!;) Albo po prostu do pooglądania;)

środa, 16 stycznia 2013

Ostatni chirurg

Tytuł: Ostatni chirurg
Autor: Michael Palmer
Wydawnictwo: Albatros
Czyta: Wiktor Zborowski
Czas trwania: 12 h 12 min.
Ocena: 3.5/6

Czy był seryjnym gwałcicielem? Psychotycznym zabójcą? Rozpaczliwie szukała jakiegoś wytłumaczenia zachowania napastnika. Starając się zachować spokój, usiłowała sobie przypomnieć, czy czytała o kimś takim w gazecie albo słyszała w wiadomościach.




Michael Palmer jednoznacznie kojarzy mi się z Krytyczną terapią. Co prawda książki nie czytałam, ale widziałam film, który wywarł na mnie dość spore wrażenie, zwłaszcza chyba jedyną rolą Hugh Granta, w której nie grał faceta ba siłę poszukującego kobiety (moja recenzja filmu TUTAJ). W końcu postanowiłam zabrać się za twórczość tego autora. Wybór padł na Ostatniego chirurga w formie audiobooka.

Na początku książki jesteśmy świadkami opisów kilku morderstw. Część z nich wygląda na samobójstwa, część na nieszczęśliwe wypadki. Wśród tej pierwszej grupy jest pielęgniarka Belle Coates. Choć wszystkie dowody wskazują na to, że dziewczyna popełniła samobójstwo, jednak jej siostra Jillian, również pielęgniarka, czuje, że ona nie rak zginęła, czuje, że to było morderstwo. Zaczyna szperać w rzeczach siostry i trafia na subtelny trop pozostawiony przez zmarłą i tak trafia do doktora Nicka Garritiego, który pracuje dla Fundacji „Pomocne Dłonie” w Baltimore i to właśnie tam zajmuje się leczeniem bezdomnych z tamtych okolic. Trafia także na ślad nieudanej operacji w szpitalu Shelby Stone Memorial sprzed kilku lat. No i okazuje się, że wszyscy, którzy brali w niej udział – lekarze, pielęgniarki – giną właśnie w dziwnych okolicznościach. Czy to rzeczywiście samobójstwa i nieszczęśliwe wypadki czy morderstwa? Do czego dojdzie Jilian i Belle? Czy odkryją powiązanie pomiędzy tymi śmierciami a ową operacją?

Jak w ciągu ostatnich dni towarzyszył mi właśnie Ostatni chirurg. Hmmm… Pomysł na książkę jest dość.. specyficzny. Jest grupa ludzi zaangażowana w pewną sprawę, a później zdarzają im się różne dziwne rzeczy. Czyż to nie jest powtarzalny motyw? Podczas osłuchiwania książki momentami gubiłam się w fabule i nie wiedziałam kto był kim i w ogóle nie miałam pojęcia co się dzieje. No jak dla mnie było to trochę zawiłe (a może to tylko wina audiobooka?). Język dość prosty, a sama pozycja nie niesie ze sobą jakiś specjalnych wartości. No generalnie książkę można mianować mianem czytadła, z różnymi zawiłymi medycznymi zagadkami, a których aż się zgubić z tego wszystkiego. Jeżeli ktoś ma ochotę na jakiś thriller medyczny to stwierdzam, że są dużo lepsze pozycje w tym gatunku. W tym miejscu polecam chociażby Dopuszczalne ryzyko czy Śmiertelny strach Cooka albo Dawcę Gerritsen. No generalnie nie zachwyciła mnie, ale ostatnio z biblioteki wypożyczyłam następną i zapewne przeczytam ją na dniach. Jeszcze kilka słów lektorze. Z Wiktorem Zborowskim czytającym audiobooka miałam już kontakt przy książce pt. Ciało autorstwa Tess Gerritsen, więc nie miałam problemu z przyzwyczajeniem się do jego głosu, który moim zdaniem bardzo dobrze pasuje do tej książki. Czyta wyraźnie, dobitnie, lektorowi nie mam nic do zarzucenia, bardzo dobry.

Wyzwanie: PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU! 2,5 cm

wtorek, 15 stycznia 2013

Zwiadowcy. Księga 5. Czarnoksiężnik z północ

Tytuł: Zwiadowcy. Księga 5.
Czarnoksiężnik z północ
y
Autor: John Flanagan
Seria: Zwiadowcy
Tom: piąty
Ocena: 3,5/6


Zjawisko zbiorowej halucynacji również kojarzy się z panowaniem nad umysłami, lecz tutaj ludzie „widzą” albo „słyszą” rzeczy, które w rzeczywistości nie istnieją.





Zasadniczo nie miałam ostatnio w planach czytania tej pozycji, ale wracając ostatnio autobusem do domu nie miałam co czytać, otworzyłam aplikację eBook na moim tablecie, a tam wśród kilkunastu zgranych książek pojawił się właśnie Czarnoksiężnik z północy, który jest piątym tomem znanego przez wielu młodych czytelników fantasy cyklu o Zwiadowcach. No i po raz kolejny wchłonęłam do ich świata.

Od wydarzeń opisanych w Bitwie o Skandię minęło pięć długich lat. Od tamtego czasu Will nie jest już uczniem Halta, lecz sam jest już pełnoprawnym Zwiadowcą, który dostaje do patrolowanie swoje własne lenno, o nazwie Seacliff. Początkowo wydaje się ono nudne i nie zapowiada się tam zbyt wiele przygód. Któregoś jednak dnia pan zamku - Lord Syron – zapada na dziwną i rzadką chorobę, a zadaniem młodego Zwiadowcy jest sprawdzenie, czy pogłoski o tytułowym czarnoksiężniku z północy są prawdziwe. Na wyprawę wyrusza bez bliskich osób, do których obecności się przyzwyczaił, chociażby Halt czy Horace. Jednak nie będzie tego sprawdzał sam, na podróż wyrusza ze swoją przyjaciółką Alyss, która w pewnym momencie okazuje się być porwana jako zakładnik. Czy to ma jakiś związek z owym czarnoksiężnikiem? Czy Will uwolni swoją przyjaciółkę? Czy dowiedzą się prawdy?

Czarnoksiężnik z północy jest już moim piątym spotkaniem ze Zwiadowcami i muszę przyznać, że chyba najsłabszym ze wszystkich. Książkę pochłonęłam naprawdę szybko (może nawet za szybko?), język równie nieskomplikowany co w poprzednich częściach. Jak we wcześniejszych tomach zauważyłam dość spore rozciągnięcie się akcji w poszczególnych książkach (przykładowo: porwanie w drugiej części, niewola w trzeciej, uwolnienie w czwartej), tu zaskoczył mnie tak duży przeskok czasowy pomiędzy poszczególnymi częściami. Czy na dobre? Sama nie wiem. W każdym bądź razie, ta część jakoś nie przypadła mi szczególnie do gustu, może dlatego, że się już starzeję i nie dla mnie są książki dla młodzieży. W każdym bądź razie moim zdaniem jest to pozycja dla nastoletnich (11-15 lat) chłopaków, którzy chcąc się oderwać od rzeczywistości poszukują przygód w fikcyjnym świecie, zresztą nie tylko ta pozycja, ale i cały cykl. Jak już wspominałam język prosty, fabuła również nieskomplikowana i niewymagająca. Książka z którą można miło spędzić czas, ale na zasadzie, przeczytać (w zasadzie przelecieć), odłożyć na półkę i przestać o niej myśleć. O tak, niesie ze sobą wartości, chociażby poświęcenie dla przyjaciół, ale w poprzednich częściach były one bardziej widoczne. Jak dla mnie póki co najsłabsza część całego cyklu, co nie zmienia faktu, że kiedyś przeczytam jeszcze kolejne...

Wyzwanie: PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU! - 2,2 cm

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Kamień Łez


Tytuł: Kamień Łez
Autor: Terry Goodkind
Seria: Miecz Prawdy
Tom: drugi
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 891
Ocena: 4/6


Mądry człowiek dostrzega i uznaje prawdę, choćby była czymś najmniej oczekiwanym. Prawda to najwspanialszy klejnot.





Kamień Łez jest drugim tomem sławnego cyklu pt. Miecz prawdy. Pierwsze prawo magii jest częścią poprzedzającą dzisiejszą książkę. Tę pozycję czytałam dość dawno, ale czas na recenzję, bo i do recenzji czeka już kolejny tom. I teraz zapraszam do magicznego świata stworzonego przez autora.

Bohaterami Kamienia łez są tak jak w Pierwszym prawie magii Poszukiwacz Prawdy - Richard i Matka Spowiedniczka - Kahlan, którzy na smoczycy Scarlet wyruszają do wioski Błotnych Ludzi, żeby tam wziąć ślub. Podczas przygotowań do zaślubin u Poszukiwacza budzi się dar, który powoduje u niego przeraźliwe bóle głowy, a jednak chłopak nie dopuszcza do siebie myśli, że mógłby być czarodziejem. Przebudzony dar sprawia, że w wiosce pojawiają się Siostry Światła, które proponują Richardowi naukę kontrolowania daru w Pałacu Proroków. Musi się on zdecydować, ma trzy możliwości przyjęcia ich propozycji, a jeżeli nie przyjmie jej za trzecim razem – zginie. On przyjmuje w końcu propozycję i wyrusza z Siostrami do Pałacu Proroków, żeby jak najszybciej nauczyć się kontrolować ów dar. Tym czasem czarodziej Zedd przy szkatułach Ordena znajduje Kamień Łez. Okazuje się bowiem, że otwarcie błędnej szkatuły (co miało miejsce pod koniec Pierwszego Prawa Magii) spowodowało rozdarcie zasłony pomiędzy światem żywych a zaświatami, a także pojawiają się służalcy Opiekuna screelingi. Zedd daje kamień dziewczynce imieniem Rachel i nakazuje Chase’owi (dowódca strażników granicznych) dowieźć dziewczynkę do Richarda. A temu tomowi przyświeca drugie prawo magii - Najlepsze intencje mogą spowodować największe szkody. A co stanie się dalej? Spotkają się? Jak potoczą dalej się ich losy?

Jeśli nie wiesz, jak coś zrobić, to wcale nie oznacza, że to nie może być wykonane.
Kamień łez czytałam naprawdę i nie pamiętam z tej książki zbyt wiele. Po prostu nie zapisała się jakoś wybitnie w pamięci. Cykl Miecz prawdy poznałam dzięki kolędzie i właśnie od niego miałam pożyczoną tę książkę. Już w Pierwszym prawie magii zachwycił mnie ten świat, spodobali mi się bohaterowie, dialogi, a także wyraźnie wybijające się znaczenie prawdy w codziennym życiu. Cykl bowiem zaznacza, że to prawdą należy kierować się na co dzień i, że to ona jest najważniejsza, co wskazuje chociażby cytat na początku mojej recenzji. Język nie jest zbyt skomplikowany, choć autor nader wyraziście i barwnie opisuje tamten świat. No i przede wszystkim moim zdaniem książki są dużo lepsze niż serial na ich podstawie, których tytułem jest nazwa cyklu. W mojej opinii warto zapoznać się z całym cyklem, nawet jeżeli akurat ta część nie zapadła mi jakoś specjalnie w pamięć. Trzecia część już przeczytana, kolejne także mam w planach.

niedziela, 13 stycznia 2013

Książe mgły

Tytuł: Książe mgły
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 200
Ocena: 4/6


Pewne obrazy z dzieciństwa zostają w albumie pamięci wyryte niczym fotografie, niczym sceneria, do której człowiek zawsze wraca pamięcią, choćby upłynęło nie wiadomo jak wiele czasu.






Carlos Ruiz Zafon jest pisarzem, który jest najbardziej znany ze swojej pozycji Cień wiatru, która jest nawet wpisana na listę 100 książek BBC, które należy przeczytać przed śmiercią. Książę mgły jest pozycją debiutancką powieścią autora, która zasadniczo jest skierowana dla młodzieży, ale jednak może czytać ją każdy, przynajmniej według autora, który zawarł w książce swoje posłowie.

Do małej osady rybackiej na wybrzeżu Atlantyku przeprowadza się rodzina Carverów, wraz z trójką dzieci - Maxem, Alicją i Iriną. Powodem tego była praca, którą znalazł tam ojciec rodzinnym , a ich miejscem zamieszkania stanie się domek przy plaży, który kiedyś należał do rodziny Fleishmanów, których syn utonął w morzu i dlatego wyprowadzili się z tego miejsca. Od samego początku dzieją się tam dziwne rzeczy, a dzieciaki poznają Rolanda mieszkającego w latarni morskiej, od którego dowiadują się to i owo o miasteczku i o byłych właścicielach domu. Poznają także dziadka Rolanda -  Victora Kraya, z którym chłopak mieszka i wychowuje się. To właśnie dziadek chłopaka opowie dzieciom o złym czarowniku, który nazywany jest Księciem Mgły, który jest gotowy spełnić każdą prośbę lub życzenie, ale w zamian żąda bardzo wiele. Dzieciom wydaje się, że to legenda, ale do czasu…
[...] poważnym błędem jest wiara w to, że można ziścić swoje marzenia, nie dając nic w zamian.
Cień wiatru przeczytałam stosunkowo niedawno, choć Książe mgły czekał na półce dłużej. Teraz się za nią zabrałam i połknęłam ją w jeden wieczór. Jest to pozycja dla młodzieży, więc nie każdemu dojrzałemu czytelnikowi może się spodobać. Napisana prostym, nieskomplikowanym językiem, a historia przedstawiona w książce, jest dość ciekawa, choć nie jest arcydziełem. Jest wciągająca i fascynująca, z pewną dozą magii i tajemnicy. Generalnie jest to lekka i przyjemna lektura, za zimowy wieczór przy herbatce. Cień wiatru podobał mi się bardziej, ale jak na lekturę dla młodzieży jest to książka na naprawdę dobrym poziomie. No i jest w zupełnie innym klimacie niż wspomniany już bestseller Zafona. Ma coś w sobie, książka z klimatem. A na półce czeka jeszcze Pałac północy i Światła września, po które zapewne niebawem sięgnę.

Wyzwanie: PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU! 1,9 cm

piątek, 11 stycznia 2013

Herbata mandarynkowa


Z racji tego, że trwa teraz czas na mandarynki, postanowiłam te owoce wykorzystać te owoce także w herbacie. Przetestowałam i strasznie polubiłam ten smak, o tak! Więc dziś zawita u mnie...


Herbata mandarynkowa!


torebka ulubionej czarnej herbaty
jedna nieduża mandarynka
(na zwykły kubek można dać mniej)
woda (u mnie 0.5 l)
cukier do smaku

Ja robię tak - z mandarynki odkrawam 2 plasterki, z reszty wyciskam sok (można wycisnąć sok z całej mandarynki), wrzucamy o kubka herbatę, zalewamy gorącą wodą i słodzimy do smaku;) I gotowe -smacznego!

A w przyszłym tygodniu recenzje produktów ze sklepu Skworcu, z którym ostatnio nawiązałam współpracę;)

Zapraszam do polubienia mojej strony na facebooku;)

czwartek, 10 stycznia 2013

W objęciach strachu

Tytuł: W objęciach strachu
Autor: Kay Hooper
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 264
Ocena: 3/6


Skoro w twoim życiu pojawiło się coś, czego nie potrafisz kontrolować, to strach jest oczywisty. To naturalna reakcja, zupełnie niezależna od wszystkich treningów. A jeżeli wypływa z twojego wnętrza, musi tak się skończyć.





W objęciach strachu kupiłam kiedyś na wyprzedaży Matrasie, bodajże za niecałe 10 zł. Po czym odłożyłam na półkę, zajęta czytaniem innych pozycji. Teraz postanowiłam ją przeczytać i przyznam szczerze, że liczyłam na coś lepszego.

W książce poznajemy Riley Crane –agentkę specjalną, którą szef Grupy do Zadań Specjalnych, Noah Bishop, wysyła naszą agentkę na wyspę Opal, gdzie miała zbadać doniesienia o wydarzeniach owianych z wielką tajemnica i okultyzmem. Po przybyciu na miejsce znajduje sobie nocleg, nawiązuje kontakt z szeryfem. Później któregoś dnia budzi się w domku na plaży. Odkrywa wtedy jednocześnie, że jest całkowicie ubrana, z bronią przy sobie, a także ubrudzona starą, zaschniętą krwią. Co ciekawsze – nie potrafi sobie przypomnieć niczego z ostatnich trzech tygodni. Ostatnimi wspomnieniami jest właśnie kontakt z szeryfem i samo przybycie na wyspę. Chyba musiało stać się coś strasznego, skoro na jej ubraniach znalazła się właśnie krew. Lecz co stało się tak naprawdę? Czemu obudziła się właśnie w takiej sytuacji i czemu niczego nie pamięta? Cóż takiego ma w sobie ta wyspa? Czy ma to jakiś związek z okultyzmem?

W objęciach strachu jest skonstruowana według dość ciekawego, choć niezbyt skomplikowanego pomysłu. Trochę magii i okultyzmu nadaje książce specyficzny klimat, choć sam język i sposób pisania są proste i niewyróżniające się niczym. Książkę można zaklasyfikować do kategorii czytadło. I to takie lekkie i niezapadające w pamięć. Żadne tam wybitne arcydzieło, skądże znowu. W objęciach strachu jest pozycją dość banalną, pospolitą, przeciętną, a także naprawdę małowartościowa. Jak komuś się nudzi i nie ma nic innego, ciekawszego do czytania, może przeczytać. W innych przypadkach nie wiem czy w ogóle warto sięgać.

środa, 9 stycznia 2013

Gringo wśród dzikich plemion

Tytuł: Gringo wśród dzikich plemion
Autor: Wojciech Cejrowski
Wydawnictwo: Poznaj Świat
Ilość stron: 263
Ocena: 6/6

Człowiek przez całe swoje życie paple. I wygaduje tyle różnych bzdur... Muszę wziąć przykład z Indian – mniej słów, a więcej znaczących dźwięków, których nie słychać. Więcej ciszy... która mówi.







Któż nie słyszał o panu Cejrowskim, znanym podróżniku, który przemierza świat boso? Jak jest napisane na okładce: Jest szczery do bólu, szczodry w krytyce i oszczędny w pochwałach, a poza tym nie kryje, że ma poglądy.

Gringo wśród dzikich plemion jest książką przygodową i podróżniczą, w której autor opisuje swoje przygody z podróży do Amazonii i ze swoich spotkań z tamtejszymi ostatnimi dzikimi plemionami. Dzięki tej książce możemy poznać ich tok myślenia, a przede wszystkich ich życie i obyczaje. A to wszystko dzięki barwnym i szczegółowym opisom, a także dzięki wielu (jest ich ponad 100) dobrej jakości i w większości barwnych fotografiom. A przy okazji poznajemy także poglądy i myślenie samego autora, których nie szczędzi w tej książce. Dostała  ona Nagrodę literacką im. Arkadego Fiedlera „Bursztynowy Motyl 2003” dla najlepszej książki podróżniczej roku.
Marzenia nie mają ceny, a bilety lotnicze i owszem. Ale niech Cię to nie zatrzymuje! SPRZEDAJ LODÓWKĘ I JEDŹ!!!
Autograf na książce;)
Z przedmiotem o nazwie geografia jakoś nigdy specjalnie się nie lubiłam i nigdy nie wiązałam z tym przedmiotem czy kierunkiem przyszłości, choć zawsze lubiłam podróżować, także palcem po mapie. Gringo wśród dzikich plemion jest pozycją, dzięki której każdy może odbyć specyficzną podróż oczami wyobraźni dzięki opisom i fotografiom zawartym w tej książce. Pan Cejrowski przekonuje, że marzenia się spełniają. Jest także znany ze swoich poglądów, które wyraża ostro, wyraźnie i bez ogródek. Warto przeczytać! Naprawdę, lećcie do biblioteki i czytajcie. Aż wstyd się przyznać jest to pierwsza książka Cejrowskiego, którą czytałam, ale na półce czeka jeszcze na mnie Rio Anakonda, którą zamierzam czym prędzej przeczytać. Polecam!



wtorek, 8 stycznia 2013

Komórka

Tytuł: Komórka
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 427 (wyd. kieszonkowe)
Ocena: 3/6

Dopiero później zdał sobie sprawę, że ciało samo wie, jak walczyć, kiedy trzeba. Na co dzień ukrywa tę wiedzę przed swoim właścicielem, tak samo jak ukrywa umiejętność biegania, przeskakiwania przez strumień, pokazywania komuś środkowego palca albo umierania, kiedy nie ma innego wyjścia.






Stephen King jest znanym pisarzem, którego wiele pozycji zostało zekranizowanych. Dzięki mojemu Księciowi miałam okazję nazbierać już kilka książek autorstwa Kinga, a Komórka jest jedną z nich.

Boston, pierwszy października, o 15:03  rozdzwoniły się telefony komórkowe na całym świecie. Po tych sygnałach ludzie zaczynają zmieniać się w coś strasznego, dzikiego, bezrozumnego i pałającego żądzą mordu tak, że są oni nazwani "telefonicznymi szaleńcami". Clayton Riddell – twórca komiksów – jest typem „bezkomórkowca”, co jest nader dziwne w dzisiejszym świecie, więc stoi tylko jak otępiały patrząc się na to co dzieje się z resztą ludzi, jak zmieniają się w monstra. Gdzieś poza Bostonem znajdują się  jego żona i syna, a piesza wędrówka do tego miejsca będzie dla niego prawdziwym koszmarem. Jedynym bezpiecznym miejscem jest centrum stanu Maine, obszar znajdujący się poza zasięgiem telefonii komórkowej. Spotyka on przypadkowo Toma i nastoletnią Alice, którzy również nie posiadają komórek i teraz razem postanawiają połączyć siły i uciec od ataku zombie. Czy Claytonowi uda się uratować żonę i syna? Co stanie się z nim i jego nowymi znajomymi?

Komórka należy do pozycji, które czyta się naprawdę szybko. Język jest prosty, tak samo jak cała fabuła nie jest skomplikowana. Sam pomysł na inwazję zombie przy użyciu komórek jest naprawdę ciekawa, moim zdaniem autor nie wykorzystał do końca. Jest atak na początku książki, a później cisza, brak ataków czy czegokolwiek. Jak Misery tego samego autora bardzo mi się podobało, to Komórka już nie wywarła na mnie takiego wrażenia. Jej akcja jest dość monotonna, bez szczególnych zwrotów akcji, taka dość przeciętna… Ot, takie czytadło, nic więcej. Jak komuś się nudzi, to może przeczytać. Ja i tak dalej zamierzam czytać książki autora, zwłaszcza te, które dostałam od Księcia.


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Labirynt odbić

Tytuł: Labirynt odbić
Autor: Siergiej Łukjanienko
Wydawnictwo: Mag
Ilość stron: 418
Ocena: 2.5/6

Może to przekleństwo, które wisi nad ludźmi? Gdy obiecują ci porządek, spodziewaj się chaosu, gdy walczą o życie, przychodzi śmierć, gdy bronią moralności, stają się zwierzętami.







Labirynt odbić kupiłam kiedyś w ramach jakiejś wyprzedaży i książka czekała dość długo na swoją kolej na półce wśród innych książek i teraz postanowiłam zabrać się właśnie za nią. Została ona wydana w 1996 roku, jednak w 2009 została wydana ponownie.

Akcja książki dzieje się w wirtualnym świecie zwanej Głębią. Jest to alternatywna rzeczywistość wykreowana w pamięci globalnej sieci. Tam można robić wszystko to co w normalnym, rzeczywistym świecie. Można pracować, bawić się, uprawiać wszystko – robić dosłownie wszystko. Z Głębi wychodzi się dopiero wtedy, gdy timer wyrzuci z niej danego człowieka. Tylko elita może się swobodnie i samodzielnie poruszać pomiędzy światami, są oni zwani Nurkami. Jeden z nich jest Leonid. Pewnego dnia dostaje on zlecenie wyprowadzenia z Głębi człowieka nazywanego Nieudacznikiem. Jednak to wszystko nie jest takie proste jak mu się wydawało. Dochodzi on do tego, że Nieudacznik nie ma swojego odpowiednika w rzeczywistości, więc nie wiadomo czy jest człowiekiem, czy tylko może programem stworzonym przez sieć. Czy Leonid odkryje kim był Nieudacznik?
Najlepsza maska na świecie – własna twarz.
Labirynt odbić jest pozycją, którą przeczytałam naprawdę bardzo szybko, ale mnie nie zachwyciła ani nie porwała. Okazało się, że nie trafiłam przy zakupie. Okazało się, że to nie moja tematyka. Generalnie świat Głębi mnie nie wciągnął ani nie zapisał się jakoś wyjątkowo w mojej pamięci. Język jest dość prosty, akcja niezbyt skomplikowana. Sposób pisania autora wcale mnie nie zachwycił, taki… banalny. Pomysł na fabułę może ujdzie, ale mnie pomysł na taką równoległą rzeczywistość nie zachwycił. No cóż, wolę inny typ książek. Może komuś innemu się spodoba. Labirynt uczuć ma także swoją kontynuację pt. Fałszywe lustra, po którą raczej nie sięgnę, no chyba, że w akcie desperacji i nudy. Choć wątpię, bo na półce mam sporo innych książek do czytania.

Wyzwanie: PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU! 2,2 cm

I ciągle zachęcam do polubienia mojej strony na Facebooku;)