wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013


Witajcie!
Przyszedł czas na podsumowanie tego roku;)
Łącznie przeczytałam 142 książki.
Wśród nich jest 74 pozycje w własnej biblioteczki
(w tym 37 książek od mojego Księcia, choć dał ich o wiele więcej).
W tym jest także 26 egzemplarzy recenzenckich.
No i opublikowałam 8 stosików;)
Choć nazbierałoby się pewnie na więcej;)
Wszystko oczywiście o ile dobrze liczę;)

Z zeszłorocznych planów udało mi się spełnić tylko jeden z nich - przeczytać 100 ksiażek;)

A jak u Was się rysują statystyki? 
Jakie macie plany na nowy rok?
Jakieś postanowienia?




niedziela, 29 grudnia 2013

"Wiedźmy" Roald Dahl

Tytuł: Wiedźmy
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 200
Ocena: 5.5/6



Dopóki ktoś nas kocha, nieważne, kim jesteśmy i jak wyglądamy.








Czy wiesz jak wygląda wiedźma? Jak ona się zachowuje? Ile jest w niej z powtarzanych bez przerwy plotek? Ile w tym prawdy? Z tym tematem zmaga się Roald Dahl w jednej ze swojej książek!;)

Wiedźmy to kolejna z książek Dahla, jedna z tych, którą ubóstwiałam w dzieciństwie. Opowiada ona historię chłopca - Norwega przez babcię w Anglii. Jego opiekunka niechętnie wyprowadza się ze swojej ojczyzny, ale skoro zmarli rodzice chłopca prosili go o wychowanie w Anglii to trudno odmówić. Jakie przygody spotkają owego podrostka? Kim są tytułowe wiedźmy? Czy można siedzieć obok jednej z nich i nic o tym nie wiedzieć? Co łączy je z chłopcem i jego babcią? Co się stanie?

Plakat do ekranizacji Wiedźm
(Kliknij, aby powiększyć)
Wiedźmy (w Polsce znana także jako Czarownice) to jedna z tych książek dla dzieci, które lubią ciarki na plecach, ale jednocześnie wywołująca szczery uśmiech na twarzy, zresztą jak to bywa z twórczością Dahla;) Język idealny dla młodego pokolenia, a styl pisania zachęcający dzieciaki do spędzenia czasu w inny sposób aniżeli przed komputerem czy przed telewizorem;) Historia przedstawiona w książce jest  nieskomplikowana, łatwa w odbiorze, tak prosta i banalna, że aż śmieszna, wywołująca wielką sympatię, mimo tego, że czarownice zostały przedstawione w iście diabelski i mroczny sposób, ale oczywiście ze smakiem, żeby zbytnio dzieci nie przerazić. Książka moim zdaniem naprawdę ciekawa i pomysłowa, nie zmienia to faktu, że Dahl zostanie kojarzony chyba tylko z jedną książką – mianowicie z pozycją pt. Charlie i fabryka czekolady, choć powstały jeszcze inne ekranizacje jego książek (nawet Wiedźm) – polecam sprawdzić na Filmwebie;) (ciekawe czemu? Czyżby to przez Johnnego Deepa?;) No cóż... Książki Roalda Dahla uwielbiam i do dziś wracam do nich z sentymentem, jak nie czytając dla siebie samej, to czytając je młodszemu kuzynostwu na dobranoc;) Wiedźmy to Roald Dahl w pełnej krasie – świetna historia, napisana w równie wspaniały sposób przykuwający uwagę sposób;) Po prostu ubóstwiam;) Za niebanalne w swej banalności historie, których przykładem są Wiedźmy. Prosta, jednowątkowa historia, ale jednocześnie wyróżniająca się na tle innych pozycji autora. Dahl to mistrzostwo jeżeli chodzi o literature dziecięcą;)

sobota, 28 grudnia 2013

"Charlie i wielka szklana winda" Roald Dahl

Tytuł: Charlie i wielka szklana winda
Autor: Roald Dahl
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 190
Ocena: 4.5/6


Nigdzie się nie ruszymy, jeśli ciągle będziemy nic tylko „a-co-jakować”. Czy Kolumb odkryłby Amerykę, gdyby się zastanawiał: „A co, jak po drodze utonę? A co, jak napotkam piratów? A co jak nie uda mi się wrócić?” W ogóle by nie wypłynął, Charlie, odtąd żadnych „a-co-jaków”, jasne?



Charilego poznaliśmy już w książce Charlie i fabryka czekolady. A czy wiedziałeś, że jest kontynuacja tej pozycji? Co w niej się w stanie? Co tym razem stanie się chłopcem, jego rodzicami i panem Wonką?

Charlie i wielka szklana winda to króciutka opowieść dla dzieci, która opowiada o kolejnych perypetiach głównego bohatera oraz jego rodziców,, dziadków i pana Wonki. Tym razem wszystkie postacie wejdą do magicznej szklane windy i ruszą nią w stronę nieba, jednak ku im zdziwieniu wyskoczą poza atmosferę i wylądują w kosmosie razem z kosmicznym hotelem, satelitami i gwiazdami. Co się stało? Jak uczestnicy tej podróży na to zareagują? Jak ona się skończy? Co się stanie? Czy nasi bohaterowie wrócą na ziemię?


Twórczość Roalda Dahl to jeden z symboli mojego dzieciństwa, razem z seriami takimi jak: Ala Makota oraz Harry Potter. Uwielbiałam książki tego autora, a będąc w podstawówce przeczytałam wszystkie jego pozycje, które tylko były na półce w szkolnej bibliotece, a do dziś wciąż darzę tego autora wielką sympatią. Kiedyś będąc we wrocławskim Dedalusie zakupiłam właśnie tę książkę i dopiero teraz postanowiłam ją przeczytać.


Charlie i wielka szklana winda jest książką lekką, przyjemną i wręcz banalną. Tak banalna, że aż śmieszna, ale to jest wręcz charakterystyczne dla Dahla, jego prosty język, nieskomplikowana, jednowątkowa fabuła, sympatyczni bohaterowie, po prostu wszystko co sprawia, że podczas jej lektury pojawia się na twarzy uśmiech, a sama lektura wprawia w błogi nastrój, uśmiech na twarzy gwarantowany na cały wieczór. Pierwsza część, Charlie i fabryka czekolady, wydaje mi się o wiele lepsza niż ta dzisiaj recenzowana, ale jednak nie wydaje się być jakaś tragiczna. Lekka książka na jeden wieczór, taka do przeczytania w jeden wieczór, przy kubku ciepłej herbaty. Dla dzieciaków w wieku 8 – 10 lat będzie idealna, ale jednak starszym też może się spodobać;)

czwartek, 26 grudnia 2013

"Farma lalek" Wojciech Chmielarz

Tytuł: Farma lalek
Autor: Wojciech Chmielarz
Cykl: Jakub Mortka
Tom: 2
Wydawnictwo: Czarne
Ilość stron: 
Ocena: 4.5/6

Ola miała rację, pomyślała. Przy każdej sprawie, przy każdym trupie zostawiał cząstkę samego siebie. Każdego dnia wracało go do domu odrobinę mniej i mniej. Poczuł przejmujący strach, że kiedyś zniknie całkowicie i zostanie po nim tylko pusta skorupa, mechanicznie wykonująca jedną czynność za drugą, bez żadnych myśli i uczuć.




Z czym Wam się kojarzy nazwa książki Farma lalek? O czym może ona mówić? Przyznam szczerze, że sam tytuł oraz opis na okładce niezwykle mnie zaintrygowały, dlatego właśnie postanowiłam sięgnąć po tę pozycję.

Krotowice to niewielka miejscowość w Karkonoszach jakich wiele i to właśnie tam dzieje się akcja Farmy lalek. To właśnie tam zostaje zgłoszone zaginięcie dziewczyny, która nie wróciła na noc do domu, ale jednak krótko później policja trafia na ślad pedofila i zwłok zaginionej, które znaleziono w starej sztolni, gdzie znaleziono także inne, zmasakrowane ciała kobiet. A udział w śledztwie bierze komisarz Jakub Mortka, który przyjechał z Warszawy na staż do tej niewielkiej miejscowości. Ów rozwodnik próbuje poukładać swoje życie i rozwiązać zagadkę. Kto zamordował owe kobiety? Jaki z tym związek mają Cyganie zamieszkujący ową miejscowość? To jeden z nich jest zabójcą? Jaki związek ma ta sytuacja z handlem ludźmi? Czym jest tytułowa Farma lalek? 

Wojciech Chmielarz
Do Farmy lalek podeszłam naprawdę zaintrygowana, nie wiedząc nawet, że jest to kontynuacja serii o Jakubie Mortce. Nie miałam względem niej większych oczekiwań, ale jednak spędziłam z nią niezwykle miło i przyjemnie czas. Już od pierwszych stron Wojciech Chmielarz zaintrygował i zainteresował mnie swoim stylem, językiem dobranym do historii, swoim kreowaniem fabuły czy bohaterów, zwłaszcza, że jest to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością (tak, nie czytałam pierwszej części – Podpalacza). Język w owej pozycji jest niezbyt skomplikowany, aczkolwiek niezwykle do niej pasujący, a sama fabuła jest nader ciekawa i fascynująca, co nie pozwala się od niej oderwać. Choć akcja nie toczy się jakoś nadzwyczajnie szybko, ale książka jest naprawdę wciągająca i fascynująca. Podczas jej lektury nie miałam najmniejszej ochoty od niej się oderwać, przerwać jej czytania, książka doprawdy absorbująca uwagę i czas;) Jednakże oczywiście nie obyło się bez wątku miłosno – łóżkowego, jak to bywa w wielu książkach;) Ciekawe i zaskakujące jest to, jakie tematy autor w niej podejmuje. Znajdziemy podjęcie problemu pedofilii, seryjnych morderców, zwłaszcza w małych miejscowości, a także mieszkania w niej dwóch różnych ras – Polaków i Romów... Widzimy także słabość i ułomność polskiej policji czy konsekwencje jednorazowego seksu byle z kim. Farma lalek to książka niezwykle ciekawa, po którą warto sięgnąć. Lekki, przyjemny kryminał, może do Christe czy Doyle'a daleko, ale książka godna przeczytania. Będę musiała sięgnąć po pierwszą część – Podpalacza;)

środa, 25 grudnia 2013

"Przypadki Robinsona Cruzoe" Daniel Defoe

Tytuł: Przypadki Robinsona Cruzoe
Autor: Daniel Defoe
Wydawnictwo: Aleksandria
Czytał: Marek Walczak
Czas trwania: 8 h 35 min
Ocena: 5/6

Dlaczego Stwórca godzi się i zezwala, by człowiek, dzieło rąk boskich, doznawał najcięższych doświadczeń? Dlaczego czyni go samotnym, bezradnym, opuszczonym, odartym z wszelkiej nadziei? Dlaczego – czyniąc tak i zezwalając na to – żąda jeszcze od człowieka miłości? Myślałem nieraz, iż doprawdy nie godzi się nawet dziękować Mu za takie życie...




Zastanawiałeś się kiedyś jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś wylądował sam na bezludnej wyspie? Czy poradziłbyś sobie ze zbudowaniem szałasu, roznieceniem ognia czy zdobyciem pożywienia? Jak myślisz? A jak poradził z tym sobie Robinson Cruzoe?
Nauczyłem się z czasem, że wszystko w życiu ma swoją cenę i za wszystko płacić trzeba takim lub innym sposobem. I jeśli popatrzę wstecz na moje życie, z goryczą przyjdzie mi wyznać, że twardym dla mnie było mistrzem i niezbyt długo kazało pozostawać w terminie...
Przypadki Robinsona Cruzoe to pozycja dziecięca opowiadająca o przygodach tytułowego Robinsona, który w trakcie swojej morskiej wyprawy marzeń ląduje na bezludnej wyspie, po tym jak statek uległ zniszczeniu. Jak sobie poradzi z życiem tam? Czy uda mu się zatroszczyć o jedzenie, ubiór, ogień czy dach nad głową? Co się stanie? Jakie przygody go spotkają? Czy wydostanie się z wyspy?

Modlący się Robinson Cruzoe
Przypadki Robinsona Cruzoe to pozycja, którą zapoznałam się w formie audiobooka. Jest to niedługa ksiażeczka dla dzieci, która w sposób prosty i ciekawy opisuje przygody, które niezwykle fascynują dzieciaki. Bo któż nie interesował się morskimi podróżami, bezludnymi wyspami, marynarzami i rzeczami temu podobnymi? Jak miałam te 8 – 10 lat to sama lubiłam takie sprawy, ale jednak nie miałam wtedy okazji zapoznać się z ta pozycją;) A jak podobała mi się, kiedy w końcu ją odsłuchałam mając te 20 lat? Jak na książkę dla dzieci, wypada naprawdę dobrze, napisana prostym aczkolwiek ciekawym językiem, który z pewnosciom spodoba się jeszcze bardziej młodszym czytelnikom. Jeszcze bardziej powinna się spodobać sama historia, jej przedstawienie oraz wykreowanie bohaterów, takich jak Robinson czy jego późniejszy przyjaciel – Piętaszek. Jak mi – dwudziestolatce – się to spodobało, to dzieciakom tym bardziej;) Ciekawa pozycja, która zagwarantuje przygody w odległym świecie, tak fascynującym, bo zupełnie nieznanym. Interesująca lektura, która przyciąga każdego czytelnika, niezależnie od jego wieku;) Świetny pomysł na niezwykłą podróż bez wychodzenia z domu, którą każdy może sobie zafundować. Choć jej nie czytałam jako dziecko i nie mogę jej zaliczyć do ukochanych książek dzieciństwa, to jednak uważam, że jest to pozycja ciekawa, jednakże nie wywołująca wielkiego zachwycenia (to zapewne z powodu wieku;). Jeszcze kilka słów na temat formy audiobooka - świetny głos lektora, z równie dobrą i nadającą klimatu muzyką Krzysztofa Ścieszki oraz Stanisława Szydło. Po prostu świetne wydanie;)


wtorek, 24 grudnia 2013

Życzenia;)


Moi drodzy!
Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę Wam:
- wspaniałego czasu spędzonego z rodziną i przyjaciółmi
- żeby po świątecznym jedzeniu nie przybyło kg
- pięknych świątecznych (i nie tylko) spotkań 
- mnóstwa książkowych (i nie tylko) prezentów
- dużej ilości na ich czytanie
- spełnienia wszystkich marzeń
- mnóstwa radości i miłości
- pięknego czasu
oraz WSZYSTKIEGO NAJ!:*

Asia Hadzik
Hadzia



poniedziałek, 23 grudnia 2013

"Zamieć śnieżna i woń migdałów" Camilla Läckberg

Tytuł: Zamieć śnieżna i woń migdałów
Autor: Camilla Läckberg
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ocena: 3,5/6




Nowe nie może uchodzić za stare, a coś, co zostało zniszczone, nie będzie już całe.







Camilla Läckberg jest znana ze swojej sagi o Fjällbace, która przyniosła jej wielką sławę, która teraz się cieszy oraz opiewanie jej za jedną z lepszych twórców współczesnego kryminału, w czym jest trochę racji;)

Wszystko zaczyna się, kiedy Martin Mohlin ulega namowom narzeczonej i wybiera się z nią na niewielką wyspę Valön, położonej w sąsiedztwie Fjällbacki, żeby tam wziać udział w rodzinnym spotkaniu. Wszędzie jest mnóstwo białego pyłu i to właśnie z powodu śnieżnej zamieci wyspa zostaje oderwana od reszty świata, a na niej zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Jakie? Co tam się stanie? Jaką rolę odegra Martin Mohlin na zebraniu rodziny swoje narzeczonej? Co tam się stanie, że będzie potrzebna interwencja policji? Jaki los spotka uczestników tego dziwnego zlotu? Co tam się wydarzy?

Camilla Läckberg
Zamieć śnieżna i woń migdałów to krótka powieść Camilli, która w zasadzie mogłaby być nowelą czy opowiadaniem, które było wzorowane na twórczości wspaniałej Aghaty Christe, jednak niekoniecznie tak dobrą. Läckberg jest autorką, której twórczość naprawdę polubiłam, więc zaraz po tym jak dowiedziałam się o jej najnowszej książce – postanowiłam ją przeczytać. Tak więc czym prędzej zabrałam się za lekturę e-booka z wielkim entuzjazmem i ze sporymi nadziejami, które jednak nie do końca zostały spełnione. Pozycja ta jest niezwykle lekka i przyjemna w odbiorze, lecz muszę przyznać, że ma ona zdecydowanie niewykorzystany potencjał, zwłaszcza na to, że zapowiadała się naprawdę dobrze. Pomysł na nią był naprawdę dobrze, ale jednak tu Camilla zawiodła przy kreowaniu postaci głównych bohaterów czy budowania napięcia, które było średnio dawkowane, a samo prowadzenie akcji było nie do końca przemyślane i generalnie niezbyt odkrywcze. Zamieć śnieżna i woń migdałów to lekki kryminał, który idealnie wpasowuje się w świąteczny klimat, dom pachnący piernikami i innymi świątecznymi potrawami. Dobra pozycja na jeden wieczór, ale dla tych niewymagających rozbudowanej, zawiłej, przemyślanej akcji oraz wyrafinowanego i dopasowanego języka;) tak generalnie no nie zachwyca i nie powala na kolana, ale jednocześnie tragiczna też nie była;)

sobota, 21 grudnia 2013

"Policja" Jo Nesbø

Tytuł: Policja
Autor: Jo Nesbø
Cykl: Harry Hole
Tom: 10
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 272
Ocena: 5/6



Każdy, kto nie ma odwagi walczyć o sprawiedliwość, powinien mieć wyrzuty sumienia.





Jo Nesbø to jeden z autorów skandynawskich kryminałów, po których sięgam z wielką chęcią, choć dotychczas czytałam tylko jego dwie książki – Człowiek – nietoperz oraz Czerwone gardło. Gdy dowiedziałam się, że na rynku czytelniczym pojawiła się jego najnowsza książka w cyklu o Harry'm Hole, od razu stwierdziłam, że chcę ją przeczytać. Mimo, że jest to czytanie nie po kolei i zupełnie przeciwko chronologii serii;) 

Uważają, że policjanci giną, ponieważ ktoś ich nienawidzi. Nie zrozumieli jeszcze, że jest odwrotnie. Że zabija ich ktoś, kto kocha policję i jej święte zadanie: łapać i karać anarchistów, nihilistów, ateistów, niewiernych i niewierzących, wszystkie destrukcyjne siły. Nie wiedzą, że ścigają apostoła sprawiedliwości, kogoś, kto musi karać nie tylko tych, którzy ich niszczą, lecz również tycg, którzy nie wypełniają swoich obowiązków, którzy z lenistwa lub obojętności nie spełniają wymogów i nie zasługują na nazwę POLICJA.

Akcja dzieje się w Norwegii, gdzie na miejscach dawnych, nierozwiązanych spraw są znajdowane zwłoki policjantów, którzy je prowadzili. Ale co z Harry'm Hole, który rzekomo ma 100 % rozwiązanych spraw? Dlaczego nie ma z nim kontaktu? Kto morduje policjantów? Dlaczego ich zabija? Jak to się dzieje, że stróżowie prawa mają problem znaleźć zabójcę ludzi należących do ich grona? Jak ta sprawa się zakończy? Czy norweska policja znajdzie rozwiązanie? Co stanie się z mordercą?

Jo Nesbø
Policja jest dziesiątym tomem cyklu o komisarzu Harry'm Hole, który słynie ze swych niekonwencjonalnych metod, uzależnienia od papierosów i alkoholu oraz z ilości wrogów, która jest praktycznie taka sama co liczba jego przyjaciół. Kiedy otworzyłam tę pozycję, byłam pełna entuzjazmu, radości oraz chęci poznania przygód naszego bohatera, zwłaszcza, że opis na okładce dodatkowo zachęcał już od początku. A jak wypadła? Muszę przyznać, że naprawdę dobrze;) Jest to pozycja lekka i przyjemna w odbiorze, a czas z nią spędzony zdecydowanie nie był czasem zmarnowanym. Język, jakim Jo Nesbø pisze swoją książkę, nie jest może jakiś super wytrawny, ale jednak dość sprawny, dobrany do sytuacji, a styl pozwala rozkoszować się akcją i fabułą książki. Policja jest pozycją niezwykle wciągającą, nie pozwalającą się od niej oderwać, a jednocześnie bardzo lekką i przyjemna w odbiorze. Autor w niej dość ciekawie kreuje bohaterów, ale jednak nie jest to arcydzieło w ich tworzeniu. Choć Policja zalicza się do lepszych kryminałów, jednak do twórczości sir Arthura Conan Doyla, Aghaty Christie czy Marka Krajewskiego jej daleko, w wszystko chyba za sprawą braku jakiejś skandynawskiej magii, którą wcześniej wyczuwałam w książkach Nesbø. Jeżeli szukasz pozycji, z którą spędzisz miło kilku godzin czy wieczorów, jest w niej interesująca zagadka,ciekawi bohaterowie bohaterowie i taki sam pomysł na fabułę – Policja jest książką dla Ciebie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


piątek, 20 grudnia 2013

Herbaty od RIchmont # 2


Witajcie!
Dziś w Piątkowym kąciku czytelniczych umilaczy chciałabym przedstawić Wam herbatki od firmy Richmont;) Doprawdy pyszna to herbata! ;)


Czarne:


- Black Chilli Chocolate
-Ceylon Gold
-Earl Grey Blue
-English Breakfast
-Roiboos sunrise


Owocowe


-Mexican dream
-Forest fruits
-Peach lemon star

Sposób parzenia: parzyć w dzbanku o pojemności 350 ml przez 8-10 minut w temperaturze 100°C. Polecamy stosowanie wody filtrowanej lub źródlanej (o niskiej twardości).

Muszę przyznać, że najbardziej przypadła mi do gustu herbata Peach lemon star. Jest naprawdę przepyszna!!! Chociaż wszystkie są smakowite, lecz ta jest nalepsza;)
Ceylon Gold, Earl Grey Blue oraz English Breakfast świetnie pasują do zrobienia mrożone herbaty wg. TEGO przepisu.

Wszystkie herbaty są naprawdę pyszne, wysokiej jakości, naprawde świetne.
Zapraszam na zakupy do Sklepu Richmont;)


wtorek, 17 grudnia 2013

"Ciemne postacie w historii kościoła. Mity, kłamstwa, legendy" Michael Hesemann

Tytuł: Ciemne postacie w historii kościoła. Mity, kłamstwa, legendy
Autor: Michael Hesemann
Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Ilość stron: 320
Ocena: 4/6

Czy templariusze, średniowieczni rycerze – mnisi, naprawdę odstąpili od wiary? Czy król Filip IV, nazywany Pięknym, nakazywał ich uwięzienie, aby napełnić swój pusty skarbiec bogactwami zakonu? A może chodziło o jakąś mroczną tajemnicę?




Któż nie słyszał o wojnach krzyżowych, inkwizycji? Któż nie słyszał pogłosek o tym, że grób Jezusa wcale nie był pusty albo o tym, że wziął on rzekomo ślub z Marią Magdaleną? Któż nie słyszał o ewangeliach, których nie ma w Piśmie Świętym? A ile w tym jest prawdy? Ile to plotki a ile to fakty?

Michael Hesemann to niemiecki historyk i publicysta, który wydał ponad trzydzieści książek związanych, z czego ich duża część jest związana z historia Kościoła Katolickiego, co jest jego pasją i specjalizacją, a w Polsce była wydana także jego inna książka pt. Pius XII wobec Hitlera. Ciemne postacie w historii kościoła. Mity, kłamstwa, legendy to pozycja, w której autor podejmuje mroczne tematy związane z mroczną historią Kościoła, która jest częstym powodem spięć pomiędzy katolikami a ateistami. A jakie tematy? Na początku domniemany ślub Jezusa z Marią Magdaleną czy temat Świętego Graala, odnosząc się do fikcyjnych rzeczy przedstawionych w Kodzie Leonarda da Vinci autorstwa Dana Browna, w które wiele osób uwierzyło. Do tego tematy inkwizycji, wypraw krzyżowych, papieżycy Joanny czy rozłamu w Kościele oraz wiele innych. Każdy z nich jest opisany w oddzielnym rozdziale, a autor odwołuje się do wielu zniekształconych i powtarzanych przez lata frazesów oraz do fikcyjnych fabuł stworzonych na ich podstawie na potrzeby różnych thrillerów czy innych książek sakralnych.


Ciemne postacie w historii kościoła. Mity, kłamstwa, legendy to pozycja, w której widać, że Michael Hesemann musiał włożyć w napisanie jej wiele czasu i wysiłku, chociażby na przejrzenie wszystkich materiałów źródłowych (których spisanie zajęło dwie strony w książce) czy na podzielenie tego na rozsądne rozdziały. Zdecydowanie nie jest to pozycja łatwa czy przyjemna w czytaniu, ale na pewno warta przeczytania. A czemu tak się dzieje? Podejmuje ważne tematy, często przekłamywane czy koloryzowane przez zwolenników i przeciwników, którzy przez lata podejmowali owe zagadnienia w zagorzałych dyskusjach. Książka zawiera wiele informacji, wyjaśnień, które są potrzebne do zrozumienia tematów w niej podejmowanych. Michale Hesemann dementuje plotki i zarzuty w kierunku Kościoła Katolickiego, które były kierowane w stosunku do niego lat, wyjaśnia jak było naprawdę. Swoje tezy popiera cytatami z naukowych książek czy z Biblii, co potwierdza jego wiarygodność i autentyczność. Ciemne postacie w historii Kościoła. Mity, kłamstwa, legendy to zdecydowanie nie jest lekka książka na jeden wieczór, którą będzie się czytać równie szybko jak różne sakralne thrillery, których wiele. Jest to książka napisana naukowym językiem, momentami niezbyt chwytliwym i interesującym, ale jednak przystępnym i zrozumiałym dla czytelnika, co jest zdecydowanym plusem dla autora i jego kunsztowi. Zaletą tej książki jest także ułożenie rozdziałów i faktów w nich opisanych w sposób chronologiczny od początku chrześcijaństwa, poczynając od pustego grobu Jezusa oraz faktów, mitów i plotek z nim związanych. Moim zdaniem polski tytuł jest nie do końca adekwatny do treści. Zamiast Ciemne postacie w historii kościoła, przynajmniej według mnie, książka powinna być zatytułowana Ciemne karty w historii kościoła lub coś w ten deseń, bo o postaciach było tylko część treści;) Jeżeli chcesz poznać jak było naprawdę ze sprawami podejmowanymi przez autora, jeżeli chcesz wiedzieć co jest prawdą, a co plotką - Ciemne postacie w historii kościoła. Mity, kłamstwa, legendy to książka dla ciebie.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości

czwartek, 12 grudnia 2013

"1001 Rzeczy, które warto wiedzieć o Janie Pawle II" Tomasz Królak

Tytuł: 1001 Rzeczy, które warto wiedzieć
o Janie Pawle II
Autor: Tomasz Królak 
Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Ilość stron: 287
Ocena: 3/6



Papież wyznał kiedyś, że stanowczość, z jaką broni on ludzkiego życia (poczętego, zagrożonego eutanazją czy karą śmierci), wynika także z jego osobistych przeżyć, a zwłaszcza pogardy, jaką dla ludzkiego życia przejawiał nazizm i bolszewizm.




Czy wiesz że Jan Paweł II to pierwszy papież, który przekroczył próg synagogi i meczetu? Czy wiesz ile krajów odwiedził? Czy wiesz jak często i długo nasz rodak się modlił? Jak bardzo jego zachowanie różniło się od poprzednich papieży? W ilu językach płynnie mówił? Jak wyglądało jego życie, jak nie „patrzyły” na niego kamery?

Jan Paweł II to postać niezwykle mi bliska. Kiedy w 2002 roku przyjechał na pielgrzymkę do Polski, rodzice zabrali mnie wtedy ze sobą do Krakowa, stwierdzając, że mając wtedy 9 lat i będąc już po I Komunii Św. jestem wystarczająco duża, żeby tam pojechać. Rzeczą, którą najbarziej zapadła mi w pamięć jego drżący głos, choć praktycznie nie pamiętam co wtedy mówił. 9 lat później skończyłam 18 lat i rodzice zafundowali mi prezent – wyjazd na beatyfikację naszego rodaka. Nie jest on tylko „kremówkowym” Papieżem, który wspomina czasy swojej młodości i błogosławi młodzież. To postać niezwykle mądra (mówił biegle w kilku językach) i jednocześnie nadzwyczaj skromna z wielkim poczuciem humoru, a przede wszystkim chodzi tu o Jego, które nauczanie, które jest niezmiernie trudne i wymagające. A jakie jest 1001 rzeczy, które warto wiedzieć o Janie Pawle II?


Tomasz Królak w swojej książce postanowił zebrać 1001 najważniejszych rzeczy, które warto wiedzieć o papieżu – Polaku, a dotyczą one najróżniejszych działów, od dzieciństwa, młodości i studiów, poprzez nominacje biskupie, kardynalskie, wybór na papieża, aż po zamachy na jego życie, nauczanie, śmierć czy pogrzeb, a każdy z nich jest przedstawiony w oddzielnym rozdzialiku. Jak widać jest to niezwykle szerokie spectrum, choć i tak są to tylko rzeczy najważniejsze. A wszystko jest podane w przejrzysty sposób – w ponumerowanych kilku zdaniowych podpunktach.


Mniejwięcej takiego Papieża zapamiętałam
po pielgrzymce w 2002 roku.
Starszego, w zielonym ornacie, z drżącym głosem.
1001 rzeczy, które warto wiedzieć o Janie Pawle II to jedna z tych pozycji, po których spodziewałam się dość dużo, nie ukrywam, ale jednak okazało się w praniu, że się trochę przeliczyłam. No cóż. Tak bywa. Choć książka zawiera wiele cennych informacji i jest napisana niewyróżniającym się niczym na plus ani na minus językiem, to jednak nie przekonał mnie sposób, w jaki one są przedstawione. Przede wszystkim momentami miałam wrażenie, że autor jakby na siłę szukał te tysiąc wiadomości, a wszystko za sprawą powtarzających się czasem informacji. Dla przykładu: w jednym podpunkcie dostajemy informację, a kilka akapitów dalej jest mowa znowu o tym samym, tylko ubrane w inne słowa i często z dodanym jakimś długaśnym cytatem. No właśnie... Do tego zamieszczanie wypowiedzi innych... Momentami miałam wrażenie, że owo przytoczenie nic nie wnosiło do książki, żadnej nowej informacji czy czegoś takiego. Czyżby zapełnianie na siłę książki tekstem i szukanie tysiąca rzeczy za wszelką cenę? Czyżby pisanie książki o Janie Pawle II, bo Polacy uwielbiają wszystko co z nim związane? No chwilami tak to odbierałam. Moim zdaniem książka jest dobra dla osób, które tak naprawdę znają Jana Pawła II w niewielkim stopniu, wiedząc doprawdy niewiele. Jednak jeżeli, ktoś bardziej się tym interesował, już będzie miał wrażenie deja-vu, zresztą osoba, która widziała film pt. Karol, człowiek, który został papieżem i jego kontynuację, też w pewnym stopniu może mieć takie wrażenie. 1001 rzeczy, które warto wiedzieć o Janie Pawle II to jedna z tych przeciętnych książek religijnych, napisanych równie przeciętnym językiem, które średnio zapadną w pamięć, ale jednak zmotywowała mnie do jednego – do przeczytania wszystkich encyklik Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:

poniedziałek, 9 grudnia 2013

" Kamienna Ćma" Paweł Matuszek

Tytuł: Kamienna Ćma
Autor: Paweł Matuszek
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 4/6


Zazwyczaj ludzie pragną bezpieczeństwa i spokoju. To im wystarcza. Ty masz w sobie niepokój. On cię napędza i sprawia, że wciąż czegoś szukasz. Nie wiesz czego, ale nie ustajesz w wysiłkach. Nigdy nie ustaniesz. Na takich jak ty mówimy, że słyszą trzepot Kamiennej Ćmy.






Wyobrażasz sobie, żyć bez wspomnień, nie wiedząc, dlaczego jest się akurat w tym miejscu, a nie innym? Wyobrażasz sobie życie, w którym Twoim jedynym przyjacielem i towarzyszem jest robot? W takiej sytuacji znalazł się właśnie główny bohater debiutanckiej książki Pawła Matuszka.

Kamienna Ćma to pozycja, o której mowa i to właśnie w niej postacią jest strażnik - Beddeos, który mieszka w odludnej wieży na pustkowiu, a za towarzysza robi mu robot imieniem Tyfon. Mężczyzna nie ma żadnych wspomnień, z czasów zanim znalazł się w wieży. Nie wie nawet dlaczego i jak długo tam jest, ani  jak tam się znalazł. Wszystko wskazuje na to, że już tak pozostanie, że nie odkryje odpowiedzi na pytania, które go nurtują. Jednak, któregoś dnia wszystko się zmienia... Co powoduję tę zmianę? Co takiego się stanie? Co odkryje Beddeos wraz ze swym robotem? Czy mężczyźnie wróci pamięć? Czym jest tytułowa Kamienna Ćma?

Paweł Matuszek
źródło zdjęcia
Do czytania książki zabrałam się bez jakiś większych oczekiwań czy entuzjazmu. Po prostu szukałam pozycji, przy której mój mózg mógłby odpocząć po godzinach spędzonych z matematyką i fizyką.  No i tak właśnie trafiło na Kamienną Ćmę. Trzeba przyznać, że jest to książka objętościowo niezbyt gruba (niecałe 300 stron e-booka), co sprawia, że jest to tak naprawę lektura na jeden wieczór, no maksymalnie dwa, jak jest się zmęczonym. Napisana przystępnym językiem, fajnie oddającym jej klimat i atmosferę, co czyni ją łatwą w odbiorze. Widać, że autor starannie dobierał słowa, tworząc książkę i bardzo starannie konstruował świat w niej przedstawiony. Sam pomysł na nią jest niezwykle ciekawy, choć już z podobnym motywem niepamiętania okresu swojego życia sprzed pobytu w jakiejś magiczne wieży, spotkałam już w jakimiś filmie, tylko już nie pamiętam jakim. Trochę szkoda, że fabuła jest praktycznie jednowątkowa, bo widać, że książka ma niezwykły potencjał i byłaby o wiele bardziej interesująca, gdyby wpleciono większą ilość bohaterów czy wydarzeń. Choć książka ma swoje plusy, to jednak mi ona niezbyt przypadła do gustu. Głównie za sprawą ciągnącego się w nieskończoność (praktycznie do 1/3 – 1/2 książki) i przynudzającego momentami wstępu, który i tak względnie niewiele wyjaśnia, a autor w nim rzuca czytelnika niejako na głęboką wodę, więc w niektórych rzeczach trzeba się dopiero z wysiłkiem połapać. Do tego właśnie ta jednowątkowość, która sprawia, że (zwłaszcza na początku) wieje nudą. Pomysł na książkę ciekawy, w ogóle sama Kamienna ćma to książka całkiem niezła z ciekawym pomysłem, zwłaszcza na drugą jej połowę. Szczególnie dobrze ona wypada na tle niektórych zupełnie niedopracowanych polskich książek fantasy, z którymi miałam gdzieś, kiedtyś kontakt. Niestety nie wiem na ile ona wyryje się w pamięci i ile w niej będzie tkwić. Ale zdecydowanie można przeczytać, a czas z nią spędzony będzie zdecydowanie miły i przyjemny i z pewnością nie stracony.

niedziela, 8 grudnia 2013

"Oliver Twist" Karol Dickens

Tytuł: Oliver Twist
Autor: Karol Dickens
Wydawnictwo: C&T
Ilość stron: 196
Ocena:3,5/6

-Każdy jest przyjacielem siebie samego, mój drogi- stwierdził starzec filozoficznie.-Nigdy i nigdzie nie znajdziesz lepszego. -Z wyjątkiem określonych sytuacji-odparł Noah, pozując na obytego w świecie inteligenta. -Czasami nie znajdziemy gorszego wroga, niż siebie samego, rozumie pan?




O Oliverze Twiście słyszał każdy, jak nie w postaci książki, to chociażby o ekranizacji Romana Polańskiego z 2005 roku o tym samym tytule. A kto to czytał? Pierwszy oglądaliście film czy czytaliście książkę?

Tytułowy Oliver Twist to biedny, osierocony chłopiec, który w swoim życiu przeżył naprawdę wiele okrucieństwa, biedy i nienawiści, ale jednak dzięki dobrym ludziom udaje mi się wyrwać, że szponów tego zła. Co takiego go spotkało? Jakie przygody mu się przytrafiły? Co z nim się stanie? Kim są owi ludzie? Przekonasz się po zapoznaniu się z tą lekturą;)

Człowiek zawsze powinien zwracać uwagę na to, jaki jest w stosunku do swoich najbliższych. Śmierć ukochanej osoby pobudza sumienie do robienia rachunku i jeżeli wypadnie on niekorzystnie, ogarniają nas dotkliwie dręczące wyrzuty. A żaden wyrzut nie jest tak gorzki, jak ten, który przychodzi za późno.


Oliver Twist to książka dla dzieci czy młodzieży napisana przez Dickensa w podobny sposób jak Opowieść wigilijna, choć moim zdaniem wypada ona zdecydowanie gorzej. Jest napisana niezwykłym językiem i w fantastycznych realiach XIX wiecznego Londynu, który uwielbiam, zwłaszcza w tych wydaniu;) Do tego autor ma niezwykły dar do opisywania tego miasta, a margines społeczny przedstawiony niezwykle realistycznie i różnymi szczególikami.  Styl pisania Dickensa bardzo mi się spodobał już zresztą, tak jak przy Opowieści wigilijnej, oczarował mnie swoim językiem, który jest po prostu niezwykły;) kto czytał ten wie;) Jednak niestety książka, mnie nie oczarowała. Fakt, ciekawe zestawienie anielskiego Olivera ze złodziejskim towarzystwem, to jednak brakowało mi w niej czegoś, sama dokładnie nie wiem czego…  Na pewno jakiejś magii czy uroku, albo ja tego nie czułam, bo jestem za stara… Brakowało mi w niej chociażby wielowątkowości dla urozmaicenia, bo momentami podczas lektury się nudziłam. Jest to książka zdecydowanie wartościowa, ale jednak mnie nie przekonała do siebie. Wiało nudą, mimo ciekawego tła i wykreowania bohaterów, a akcja chwilami ciągnęła się niemiłosiernie. No cóż. Bywa.



piątek, 6 grudnia 2013

Herbaty od Richmont #1


Ostatnio nawiązałam współpracę z firmą Richmont, która produkuje przepyszne herbatki;)
Dziś chciałabym Wam pokazać owoc owej współpracy;)

W zeszłym tygodniu dostałam od nich przesyłkę, w skład której weszły:

A tak przesyłka prezentuje się na zdjęciu:

Wszystkie 12 herbat było oddzielnie zafoliowanych i schowały się one w pudełeczku widocznym na zdjęciu;)

Muszę przyznać, że torebki, w których jest herbata są niezwykle praktyczne;)  Dzięki nim nie musimy wyjmować fusów filiżanki czy kubka, ale jednocześnie są dość spore, więc herbatka może spokojnie w nich pęcznieć;) A do tego robi się taka magiczna dziurka w tekturce (po wyjęciu informacji o temperaturze zaparzania), dzięki której możemy przymocować torebkę do uszka kubka, dzbanka czy filiżanki i nie bać, że herbata wpadnie nam do środka i nie będziemy mieli jej jak wyjąć;) A owa torebka wygląda tak: 



Na pierwszy rzut zabrałam się za testowanie herbat zielonych i yerba mate.




Opis producenta: Chińska zielona herbata o wytrawnym smaku i ziołowym aromacie, idealna dla wielbicieli tego rodzaju herbat. Młode listki z górnej części rośliny poddane są działaniu pary wodnej, a następnie zwijane w drobne kuleczki, dzięki którym herbata ma naprawdę wyjątkowy smak. Daje złocistozielone naprawy o niepowtarzalnym ziołowo-miętowym aromacie i subtelnej nucie goryczki.

Skład: wysokogatunkowa chińska zielona herbata Gunpowder o liściach zwiniętych w drobne kulki. Produkt bez konserwantów.

Moja opinia: czuć, że jest do dobra aromatyczna herbata, którą pije się z przyjemnością;) nie ma nieprzyjemnego zapachu ani smaku jak niektóre tanie zielone herbaty;) naprawdę dobra


Opis producenta: Klasyczna zielona herbata gunpowder z dodatkiem aromatycznej mięty pieprzowej. Daje zielonozłoty napar, który dobroczynnie wpływa na układ pokarmowy.
Idealna do picia po obfitym posiłku, ale sprawdza się też w innych momentach dnia.

Skład: wysokogatunkowa chińska herbata zielona gunpowder z dodatkiem liści mięty pieprzowej. Produkt bez konserwantów.

Moja opinia: Smak mięty jest w niej mocno wyczuwalny, moim zdaniem minimalnie za mocno, bo można się pomylić czy pije się zielona herbatę czy zwykłą miętówkę.



Opis producenta: Wyszukana kompozycja chińskiej zielonej herbaty i płatków jaśminu, nadających naparowi wspaniały, delikatny zapach. Zestawienie słodkiego i orzeźwiającego aromatu jaśminu z ziołowym smakiem zielonej herbaty to kwintesencja elegancji i smaku. Daje subtelny napar o słomkowej barwie i delikatności aksamitu, który zadowoli nawet najbardziej wybredne podniebienie.

Skład: wysokogatunkowa chińska herbata zielona z dodatkiem płatków jaśminu.

Moja ocena: jaśminowe herbaty uwielbiam, więc testowałam już z różnych firm, a ta jest zdecydowanie najlepsza wśród herbat jaśminowych. polecam!

Jak parzyć zieloną herbatę?
Jedną saszetkę herbaty Green parzymy w dzbanku o pojemności 350 ml przez 2-3 minut w temperaturze 70-85°C. Polecamy stosowanie wody filtrowanej lub źródlanej (o niskiej twardości).



Opis producenta: Proponujemy zatem orzeźwiające zestawienie wytrawnego ostrokrzewu paragwajskiego z trawą cytrynową. Łączy w sobie dobrze wyczuwalną, łagodną goryczkę Yerba Mate z rześkością cytrusów. Daje złocistozielone, połyskliwe napary o urzekającym smaku, który na pewno przypadnie do gustu wszystkim smakoszom. Wspaniale smakuje z brązowym cukrem lub syropem klonowym.

Skład: Yerba Mate – ostrokrzew paragwajski (69,5%), skórka pomarańczowa, trawa cytrynowa (11,5%).

Moja opinia: bardzo ciekawa w smaku, wyrazista, smaczna...

Jak zaparzyć?
Jedną saszetkę herbaty Richmont Yerba Mate Lemon parzymy w dzbanku o pojemności 350 ml przez 3-5 minut w temperaturze 75-84°C. Polecamy stosowanie wody filtrowanej lub źródlanej (o niskiej twardości).

Za możliwość testowania herbat dziękuję:

sobota, 30 listopada 2013

"Paulina w orbicie kotów" Marta Fox

Tytuł: Paulina w orbicie kotów
Autor: Marta Fox
Wydawnictwo: Akapit press
Ilość stron: 245
Ocena: 3,5/6



Prawdziwą koleżankę poznaje się po tym, że nie wzdryga się na widok nędzy i brzydactwa, a wręcz przeciwnie.






O tym, że do książek Magda.doc i Paulina.doc autorstwa Marty Fox mam wielki sentyment już wspominałam, jednak byłam bardzo zdziwiona jak któregoś dnia w bibliotece zobaczyłam inną jej książkę, która okazała się być niejako kontynuacją i podsumowaniem wyżej wymienionych pozycji. Tak, to mowa o Paulinie w orbicie kotów.

Paulina to córka Magdy, którą ta urodziła zaraz po maturach. Teraz po kilkunastu latach Magda jest już dorosła, pracującą kobietą, a Paulina już podrosła i sama postanowiła opisać jej życie, które jest niezwykle barwne;) Ma ona bowiem dwóch tatusiów, nie, nie chodzi tu o homoseksualistów;) Jeden jest ojcem biologiczny, drugi ją wychował. Jak jest to jest żyć w takiej sytuacji? Jak to jest mieć dwóch ojców? O czym dziewczyna pisze swojego bloga? Jakie przygody ją spotkają? Co jej się przydarzy?;)

Paulina w orbicie kotów, jak już wspominałam, jest kontynuacją Magdy.doc i Pauliny.doc. Muszę przyznać, że pod względem językowym dzisiejsza książka jest napisana chyba trochę lepiej napisana niż jej poprzedniczki, jednak niekoniecznie przekłada się to na moją ocenę książki. Może wynika to z mojego chorego sentymentalizmu, który co jakiś czas każe mi wracać do pierwszych dwóch książek i wciąż je lubić nie wiedząc do końca czemu. Ale wróćmy do rzeczy. Choć język jest naprawdę w porządku, to jednak pozycja okazała się słabsza, niż po niej oczekiwałam. Fabuła generalnie nie powala na kolana, pry niektórych wątkach naprawdę zastanawiałam się czy śmiać się czy płakać. No cóż, bywa. Sądziłam, że jeżeli już będzie jakaś kontynuacja to Paulina będzie bardziej podobna do Magdy z poprzednich części, ale chociaż w niej pozostało trochę cech z wcześniejszych pozycji. Czytało się ją lekko i przyjemnie, ale jako takie czytadło, leciutka książka na kolokwialne odmóżdżenie. Generalnie wypada dość dobrze, ale jednak na tle wcześniejszych, to nie jest to co mogłoby być. Będę musiała teraz przeczytać jeszcze inne książki Marty Fox;)

piątek, 29 listopada 2013

Mokka, czyli czekoladowa kawa;)


Witajcie;)
Tak, znów kolejny wpis w ramach Piątkowego kącika czytelniczych umilaczyky;)
Na dziś... mokka, czyli czekoladowa kawa;)



Co będziemy potrzebować?
2-3 kostki ulubionej czekolady
ok. 1/3 szklanki mleka
ok. 2/3 ulubionej kawy
z ekspresu lub rozpuszczalna
ew. bita śmietana do dekoracji i cynamon do smaku

Jak zrobić?
Czekoladę rozkruszyć na mniejsze kawałki, rozpuścić w mleku (na piecu lub w mikrofalówce), dolać kawy i ewentualnie cynamonu. Dla lepszego efektu można udekorować bitą śmietaną;)

wtorek, 26 listopada 2013

"Proces" Franz Kafka

Tytuł: Proces
Autor: Franz Kafka
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Ilość stron: 191
Ocena: 3/6

Ale na gardle jego spoczęły ręce jednego z panów, gdy drugi tymczasem wepchnął mu nóż w serce i dwa razy w nim obrócił. Gasnącymi oczyma widział jeszcze K., jak panowie blisko, przed jego twarzą, policzek przy policzku, śledzili ostateczne rozstrzygnięcie. "Jak pies!" - powiedział do siebie. Było tak, jak gdyby wstyd miał go przeżyć.





O Procesie Kafki słyszał chyba każdy, w końcu to jego najbardziej znane dzieło będące w dodatku lekturą szkolną. Ja osobiście dojrzałam do niej dopiero teraz. No trochę późno, no ale cóż... Lepiej późno niż wcale;)

W Procesie poznajemy Józefa K., będącego głównym bohaterem książki. Jest on do bólu samotnym kawalerem pracującym w banku w nieznanym z nazwy mieście. Któregoś dnia porządek jego dnia burzy wizyta urzędników, którzy informują naszego głównego bohatera nie podając nawet przyczyny. I tak właśnie rozpoczyna się roczny proces Józefa K., który nie ma bladego pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Próbuje się połapać, zrozumieć... Do czego dojdzie? Jak ten proces się skończy? O co tak naprawdę chodziło urzędnikom?
Zdumiewa wprost, że jedno życie ludzkie wystarcza, aby ogarnąć tyle sprzeczności i móc jeszcze pracować z jakimś rezultatem.
Proces to książka, którą teoretycznie powinnam przeczytać już dawno, jako lekturę obowiązkową w szkole, ale jednak tak się nie stało. Nie przykuła wystarczająco mojej uwagi, nie dojrzałam do niej, aż do teraz, kiedy postanowiłam nadrobić zaległości. Trzeba przyznać, że na przestrzeni historii Proces jest pozycją wyjątkową, bo w sposób symboliczny przedstawiająca pewne polityczne schematy działania. Nie dość, że jest opowieścią o totalitaryzmie, to jeszcze mówi o samotności głównego bohatera i podejmuje temat winy i kary. Przede wszystkim opisuje problem wolności jednostki, która w tym momencie jest mocno ograniczona. Bezsprzecznie są to tematy ważne, jednak nie zmienia to faktu, że Proces mnie do siebie nie przekonał. Wiem, że absurd i przekoloryzowanie w tej książce był zamierzone, jednak momentami to aż raziło i irytowało, przez nadmierną ich kumulacje na tak niewielkiej ilości stron. Tak samo denerwująco działała na mnie postać Józefa K., który był zupełnie pozbawiony jakichkolwiek emocji. Zachowywał się jakby był jakimś mutantem czy robotem, który nie wie co to są uczucia, jakby mu były zupełnie obce. Książka przygnębiająca, która powinna się znaleźć na liście lektur obowiązkowych wszystkich urzędników... Do mnie książka nie przekonała. Choć niewątpliwie ważna, to w świecie pełnym absurdów i chorej do bólu biurokracji i papierologii wolę przeczytać coś, co pozwoli mi się od tego oderwać, a nie jeszcze pogłębi przygnębienie szarą rzeczywistością.

niedziela, 24 listopada 2013

W otchłani mroku

Tytuł: W otchłani mroku
Autor: Marek Krajewski
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 320
Ocena: 6/6



Nikt z nich nie wiedział, że on właśnie w strachu przed cierpieniem szuka szybkiej śmierci, że rzuca się w wir wojennych zdarzeń, nie z powodu odwagi, lecz z desperacji i lęku przed paroksyzmami bólu.






Jak myślisz jaki związek wydarzenia z 2012 roku mają związek z tymi, jakie wydarzyły się w 1946 roku? Czym jest Gimnazjum podziemne i czego tam nauczają? Czym jest tytułowa otchłań mroku i jaki ona ma związek z ową szkołą?

Rok 1946, czasy zaraz po II Wojnie  Światowej, czasy kiedy Breslau stał się Wrocławiem, a tragiczne wojenne wspomnienia wiszą jeszcze powietrzu wraz z pyłem ze zniszczonych przez walki częściach miasta. I to właśnie w takich warunkach po raz kolejny spotykamy, znanego z Rzek Hadesu czy Liczb Charona, Edward Popielski. Jego zadaniem jest wytropienie tajnego agenta UB wśród uczniów tajnego Gimnazjum Podziemnego, jednak sprawy się zaczynają komplikować. We Wrocławiu bowiem dochodzi do brutalnych i krwawych, a czasem nawet śmiertelnych gwałtów, w tym na uczennicach owej szkoły. Czy Popielski odkryje kto za tym stoi? Czy uda mu się rozwikłać tę zagadkę? Do czego posunie się tym razem? Kto okaże się przyjacielem, a kto wrogiem? Udowodni filozofom, że świat zmierza ku dobremu, czy wręcz przeciwnie?

Pan Marek Krajewski to autor, którego książki mogłabym czytać w ciemno, zawsze i wszędzie. Za każdym razem, kiedy sięgam po pozycje spod jego pióra, to wiem, że się nie zwiodę. Tak i było z tą najnowszą zatytułowaną W otchłani mroku, której wydarzenia dzieją się na kilku płaszczyznach czasowych i są silnie związane ze środowiskiem akademickim. Pierwszą rzeczą, która przykuło moją uwagę to okładka. Jest ona bowiem niezwykle mroczna, klimatyczna i, moim zdaniem, świetni e oddająca klimat panujący w książce. Do tego fakt, że akcja książki dzieje się we Wrocławiu, zdecydowania działa na plus dla niej. Dlaczego? Pomijając oczywiście fakt, że część wydarzeń dzieje się w „moich” aktualnych terenach tego miasta (ul.Grunwaldzka i ul.Nowowiejska). Dlatego, że autor w bardzo kunsztowny, z pewną gracją, jakby fascynacją oddaje klimat tego miasta, jego atmosferę, ba, buduje je wręcz na nowo, przypomina, dlaczego to miasto daje się kochać. Jego powojenny Wrocław jest przedstawiony doprawdy pieczołowicie, starannie i w sposób godny podziwu. Kolejną rzeczą, która zachęca do przeczytania, to dobrze już znana postać Edwarda Popielskiego.  Według mnie Marek Krajewski swoich bohaterów kreuje po prostu po mistrzowsku. Każda z nich jest charakterystyczna, wyrazista, mająca swoje mniej czy bardziej dziwne upodobania, nie dająca o sobie tak szybko zapomnieć. Zresztą autor jest moim zdaniem mistrzem pióra i współczesnym mistrzem kryminału, na miarę Aghaty Christie czy sir Arthura Conan Doyla. Pisze wyśmienitym językiem, fabuła i bohaterowie naprawdę bardzo przemyślani i dopracowani, a autor umiejętnie wplata swoją wiedzę z dziedziny filozofii i łaciny w książkę,  jednocześnie nie nudząc czytelnika długimi wywodami, które nic nie wnoszą do książki. Te są umiejętnym tłem wręcz częścią fabuły, która potrafi niezmiernie zaintrygować. Moim zdaniem W otchłani mroku to wyśmienity kryminał, który powinien przeczytać każdy, kto nazywa się miłośnikiem tego gatunku literackiego. 
Polska oświata obumiera. Matura straciła swe znaczenie. Jest byle jakim sprawdzianem, który byle kto zdaje. Absolwenci tak zwanych liceów nie potrafią się skupić, nie potrafią składnie pisać ani mówić. Historię spycha się na margines. W odróżnieniu od francuskich czy niemieckich szkół średnich w naszych nie ma miejsca dla filozofii, logiki i łaciny. 
 Zgadza się ktoś z tym cytatem? Bo ja w 100 %.


wtorek, 19 listopada 2013

Christine

Tytuł: Christine
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Ilość stron: 640
Ocena: 5.5/6




Jeśli jesteś brzydki i każdy się z ciebie nabija, patrzysz na świat zupełnie inaczej niż wszyscy. Trudno wtedy zachować dobry humor. Czasem trudno nie zwariować.





Jak myślisz? Czy sam samochód bez kierowcy może jeździć i zabijać? Czy przez samo posiadanie i reperowanie wozu można diametralnie się zmienić? Czy przez to można pozrywać lub/i popsuć wszystkie relacje z ludźmi, które zostały odludkowi? Czy o samochodzie, który jest rodzaju męskiego, można mówić używając zaimka „ona”? Jeżeli Cię to zastanawia, to zapraszam Cię do lektury Christine, autorstwa Stephena Kinga.
Chyba właśnie po tym można poznać ludzi naprawdę samotnych... Zawsze wiedzą, co robić w deszczowe dni. Zawsze można do nich zadzwonić. Zawsze są w domu. Pieprzone "zawsze".
Arnie Cunningham to 17-latek, który jest zupełnym odludkiem, szkolnym popychadłem z mnóstwem pryszczy na twarzy, z którymi zupełnie nie może sobie poradzić. Chłopak ma tylko jednego przyjaciela imieniem Danniel, z którym spędza większość swojego wolnego czasu już od dzieciństwa. Któregoś dnia, wracając z wakacyjnej pracy przy budowie autostrady chłopcy przy drodze zauważają stary samochód na sprzedaż. I tak właśnie zaczyna się ich tragiczna przygoda. Co się stanie? Jak ten samochód wpłynie na ich przyjaźń? Czy Arniemu uda się go wyremontować? Jak na ten pomysł zareagują rodzice chłopaka? Czy to zaakceptują?

Christine
Christine w swojej formie dzieli się na trzy części. W pierwszej i ostatniej narratorem jest Dennis, który opowiada o przygodach jakie ich spotkały, w drugiej zaś występuje narracja trzecioosobowa, która jest zrozumienia pozostałych bohaterów, lecz ten zabieg może spowodować trochę zamieszania i bałaganu. Christine to książka, która w wyraźny sposób pokazuje zmiany, jakie zaszły w Arniem, pokazuje samotność i bycie popychadłem jako swoistą, osobistą tragedię, od której nie sposób się uwolnić. King jest nazywany mistrzem w dziedzinie literatury grozy, lecz dopiero przy tej książce (Kolejnej jego autorstwa) poczułam momentami lekki dreszczyk przebiegający po plecach. Bo jak tu się nie wystraszyć samochodu jeżdżącego bez kierowcy? Zwłaszcza, że ów pojazd z premedytacją zabija? No jak? No to trzeba przyznać, że udało się autorowi lekkie ciarki u mnie wywołać. Jednak King nie byłby sobą, gdyby nie wtrącił jakiś seksualnych opisów o nabrzmiewającym członku itp. No cóż, widać element charakterystyczny dla niego. Tak samo jak dość prosty i średnio literacki język oraz akcja która toczy się w takim uśrednionym tempie bez jakiś szczególnych zwrotów akcji, jednak nie zmienia to faktu, że książkę czytało mi się naprawdę przyjemnie. Muszę przyznać, że jednak King zaskoczył mnie interesującą kreacją głównego bohatera – Arniego oraz ciekawym zakończeniem. Podsumowując, Christine to może nie arcydzieło w kategorii literatury grozy przez chociażby język i niezbyt wielkie przerażenie i strach jakie wywołała (w każdym bądź razie do Lovecrafta daleko), jednak jest to książka warta przeczytania, absorbująca umysł pociągająca w swym pomyśle. Teraz czeka na mnie ekranizacja, która powstała krótko po wydaniu książki.




piątek, 15 listopada 2013

Shake kawowy


Czasem przychodzą takie momenty, że potrzebuję porządnego kopniaka na pobudzenie.
Najlepiej kofeinowo - energetycznego.
W takich chwilach świetnie się sprawdza... shake kawowy!



Co będziemy potrzebować?
1-1,5 gałki lodów śmietankowych lub waniliowych
1/2 - 1/3 szklanki mleka (do uzupełnienia)
1,5-2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
kakao do ozdoby

Jak to zrobić?
Lody, mleko oraz kawę zblendować w wysokim naczyniu, przelać do szklanki, po czym udekorować kakaem. Pić przez słomkę;) Pobudzenie gwarantowane;)



poniedziałek, 11 listopada 2013

Ostatni, który umrze

Tytuł: Ostatni, który umrze
Autor: Tess Gerritsen
Seria: Rizzoli&Isles
Tom: dziesiąty
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 432
Ocena: 5.5/6


Oto co naprawdę oznacza miłość: umysł pod wpływem narkotyków. Adrenaliny, dopaminy, oksytocyny i serotoniny. Opiewane przez poetów chemiczne szaleństwo.





Detektyw Rizzoli i doktor Isles po raz kolejny wkraczają do akcji mając do rozwiązania kolejną, niełatwą zagadkę, która zaprząta głowy bostońskich policjantów. Tak, oto przedstawiam Wam nową książkę Gerritsen zatytułowaną Ostatni, który umrze.

Dziwna szkoła dla ofiar przemocy, dla młodzieńców, którym zamordowano kogoś z bliskich. A w niej trójka dzieci, które  jakimś cudem i dziwnym zbiegiem okoliczności przeżyły, kiedy ktoś atakował ich rodzinę. I to dwukrotnie. Najpierw w ciągu tygodnia zostały zamordowane rodziny całej trójki, później, po dwóch latach morderca wraca, żeby zaatakować ich rodziny zastępcze. Lecz kim jest ten tajemniczy zabójca? Kim jest tytułowy ostatni, który umrze? Dlaczego akurat te rodziny? Dlaczego akurat te dzieci muszą przeżywać taką tragedię? Czym sobie zasłużyły? Kto okaże się przyjacielem, a kto wrogiem?

Angie Harmon jako Jane Rizzoli oraz
Sasha Alexander jako Dr Maura Isles
w serialu Partnerki
Ostatni, który umrze to kolejna książka Gerritsen, którą miałam okazję przeczytać i już kolejna, która trafiła na moją półkę za sprawką mojego Księcia z bajki. Przyznam szczerze, że ta pozycja niezwykle mnie zaintrygowała już samym tytułem, bo cóż może się za nim kryć? Bardzo cenię sobie twórczość Tess Gerritsen, choć miewa swoje gorsze i lepsze momenty. Jednak wiem, że za każdym razem podczas lektury jej książek, nie będę się nudzić i miło spędzę z nimi czas. Tak i musiało być z jej najnowszą pozycją. Co w niej takiego? Sam pomysł na książkę uważam z niezmiernie ciekawy – zagadka, która kręci się wokół trójki dzieci i ich rodzin, w jakiejś tajemniczej i dziwnej szkole silnie związanej z przemocą i morderstwami. Przede wszystkim trzeba przyznać, że jest to pomysł wykorzystani dość dobrze. Co charakterystyczne dla Tess, skonstruowała ciekawą intrygę, którą dawkuje czytelnikowi stopniowo i umiejętnie, niezbyt skomplikowanym językiem, ale jednocześnie nie za prostym – istny złoty środek jak na tego typu książki. Przede wszystkim podobało mi się wykreowanie głównych bohaterów – silnych, charakterystycznych, wzbudzających sympatię czytającego. Już od samego początku polubiłam detektyw Jane Rizzoli i jej przyjaciółkę, lekarkę sądową – Maurę Isles, lecz w tej części doszli jeszcze inni bohaterowie – chociażby owa trójka dzieci, które ocalały z tragedii. Jedynie jedna postać nie do końca przypadła mi do gustu – morderca, który wydaje się być nijaki, mdły, bez pomysłu, a jego motywy nie wyjaśnione do końca. I to właśnie on jest najgorzej wykreowaną postacią, przynajmniej moim zdaniem. No cóż... bywa. Jednak nie zmienia to faktu, że Ostatni, który umrze to dobrze skonstruowana powieść, która trzymająca w napięciu i wciąga czytelnika w swoje zagadki, sprawiając że czas spędzony z nią, na pewno nie będzie czasem zmarnowanym. Intrygi i zagadki trzymające w napięciu do ostatniej strony, zwroty akcji, postacie, które raz są przyjaciółmi innymi razem wrogami... Zdecydowanie polecam książkę wszystkim fanom twórczości autorki, ale także tym, którzy dopiero planują się z nią zapoznać i nie wiedzą od  czego zacząć. Naprawdę warto po nią sięgnąć.